Bernard Gaida, Ryszard Galla, Henryk Hoch

Bernard Gaida, Ryszard Galla, Henryk Hoch

Stosunki niemiecko-polskie nie wyglądają obecnie najlepiej, co rodzi pytanie, w jakim kierunku zmierzają i do czego mogą doprowadzić, biorąc pod uwagę falę ataków i wrogich wypowiedzi polityków PiS-u wobec Niemiec oraz nieprzychylnych komentarzy nad Renem dotyczących zagrożenia demokracji w Polsce.

 

W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie zwróciliśmy się do Bernarda Gaidy, przewodniczącego Związku Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych w Polsce, posła MN Ryszarda Galli oraz Henryka Hocha przewodniczącego Związku Niemieckich Stowarzyszeń Warmii i Mazur i przewodniczącego rady Ostródy.

 

Bernard Gaida: ­– Od chwili podpisania 25 lat temu traktatu o dobrym sąsiedztwie Niemcy były ambasadorem Polski na drodze do NATO i UE. Obecnie Polak jest szefem Rady Europejskiej, a Niemiec ­– przewodniczącym europarlamentu. Łączą nas zatem wspólne wartości, tysiące ludzi, różne partnerstwa, a badania pokazują, że nastąpił ogromny wzrost wzajemnej akceptacji, co po okropnościach wojny i powojennej propagandy należy uznać za niebywały sukces. Na uwagę zasługuje też fakt, że rząd federalny ani razu do tej pory nie zajął stanowiska wobec wewnętrznych spraw w Polsce. Krytyczne opinie wyraża niemiecka (i nie tylko) prasa i europejscy politycy, w tym także, ale nie jedynie, pochodzący z Niemiec, a przyczyna tej krytyki leży w działaniach rządu PiS skoncentrowanych na krępowaniu instytucji, których naturą powinna być polityczna autonomia ­– Trybunał Konstytucyjny i media publiczne. Ich niezależność należy bowiem do natury demokracji, czyli kanonu wartości europejskich, a więc krytyka pochodzi z Brukseli. Politycy europejscy mają swoją narodowość, ale działają w imieniu ponadnarodowej wspólnoty i tak należy rozumieć ich krytyczne wypowiedzi. W Polsce jednak jesteśmy przyzwyczajeni, że politycy stale uważają kartę antyniemiecką za samograj dający poparcie, więc spór z instytucjami unijnymi z lubością przekształcają w konflikt z Niemcami. Nie obawiam się jednak faktycznego pogorszenia stosunków, gdyż Polska tak politycznie, jak i gospodarczo nie może funkcjonować bez dobrych relacji z Niemcami. Jednak cyniczne sączenie propagandy przeciw Niemcom w dużym stopniu zachwieje dobrymi relacjami społecznymi.

 

Ryszard Galla: ­– To, co obecnie obserwujemy w relacjach niemiecko-polskich, jest pewnego rodzaju powtórką z 2005 roku, kiedy też obserwowaliśmy podobne zaczepki, choć dzisiaj waga problemu jest całkiem inna. Jednak obecna sytuacja w Polsce może wskazywać na brak poszanowania demokracji ze strony partii rządzącej i czymś normalnym jest, że na poziomie UE w tym temacie odzywają się politycy na wysokich stanowiskach. I choć w dużej części są oni pochodzenia niemieckiego, to jednak przede wszystkim są politykami unijnymi i mają prawo w ten sposób reagować. Nie ulega jednak wątpliwości, że mocno przekłada się to na stosunki między oboma krajami, które w tej chwili objawiają się niepotrzebnymi, nerwowymi ruchami. Uważam jednak, że strona polska nie powinna się obrażać, jeśli w mediach niemieckich pojawiają się jakieś artykuły, nawet negatywne, bo w moim przekonaniu jest to znak wielkiej troski o to, co się w Polsce dzieje, i dowód na to, że nad Renem, Polski nie traktuje się jak państwa dalszego rzędu, lecz jako poważnego partnera, członka UE i ważnego sąsiada. Dlatego wierzę, że stan bardzo dobrych stosunków pomiędzy oboma państwami z poprzednich lat postanie niezachwiany. Dobra współpraca Polski z Niemcami przekłada się na szereg obszarów, nie tylko polityczny, ale i ekonomiczno-gospodarczy. Na szczęście widzę już pozytywne sygnały, bo prawdopodobnie już niebawem minister spraw zagranicznych Niemiec odwiedzi Polskę, a 12 lutego premier Beata Szydło będzie w Berlinie. A więc zaczynamy chyba zmierzać ku normalności, a nerwowe sytuacje zostaną załagodzone.

 

Henryk Hoch: Gdy obserwuję obecny rozwój sytuacji w stosunkach polsko-niemieckich, muszę niestety powiedzieć, że mam obawy. Obecne relacje faktycznie nie są za dobre i odnoszę wrażenie, że mogą się jeszcze pogorszyć. Szkoda, bo z moich doświadczeń wynika, że Niemcy są bardzo otwarci zarówno w kontekście współpracy gospodarczej, jak i w aspekcie historycznym; jeśli trzeba, potrafią posypać głowę popiołem. Teraz niestety bardziej niż kiedykolwiek widać, że na stosunkach polsko-niemieckich ciąży piętno wojny. Za każdym razem, gdy coś zaiskrzy, gdy pojawiają się różnice zdań, ktoś wyciąga z rękawa dziadka z Wehrmachtu czy z AK. Obawy więc są, że może się to nawet odbić na wysokości wsparcia mniejszości niemieckiej ze strony polskiego rządu. Te środki są dla nas bardzo ważne, bo dzięki wsparciu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych finansujemy wiele kluczowych projektów, takich jak wydawanie naszego miesięcznika „Mitteilungsblatt”, dlatego mam nadzieję, że tutaj nic się nie zmieni. Z drugiej strony na wyrokowanie jest jednak zdecydowanie za wcześnie. Dla mnie nie liczą się wypowiedzi pojedynczych polityków, a jak na razie tylko z takimi mamy do czynienia. Ważne są oficjalne stanowiska rządów – kanclerz Angeli Merkel i premier Beaty Szydło, na które musimy poczekać. Jestem samorządowcem i u nas jest wprawdzie koalicja PO-PSL, lecz mam do czynienia także z politykami PiS i szczerze powiem, że są tacy, z którymi nie ma żadnych problemów, jeśli chodzi o dialog, relacje układają się pozytywnie, co pokazuje tylko, że polityka ogólnopolska różni się często od regionalnej i dotyczy to każdej frakcji, także PiS-u.

 

Krzysztof Świerc