20160524_143859

Bruno Kosak mit Generalkonsulin Elisabeth Wolbers in Breslau, 24. Mai 2016. Foto: M. Baumgarten

Nie ma bodaj funkcji, której Bruno Kosak nie objął. Jedną z nich była funkcja posła w polskim Sejmie. Jednak spełnienie znalazł Kosak nie w pracy w Warszawie, lecz na rodzinnym Śląsku, w Centrum im. Eichendorffa w Łubowicach. Niedawno za swój wkład w pielęgnowanie języka i kultury niemieckiej otrzymał Krzyż Zasługi Republiki Federalnej Niemiec. Obecnie kończy 80 lat, ale bynajmniej nie zamierza przechodzić w stan spoczynku.

 

 

 

 

 

Marszczy czoło, kołysze głową w lewo i prawo, po czym słyszalnie wypuszcza powietrze: „Dnia, w którym to się uda, chyba raczej nie dożyję“, mówi Bruno Kosak mając pewność, że cała procedura jeszcze długo potrwa. Mowa o odbudowie ruin zamku w Łubowicach. Obecnie trwają narady dotyczące konkretnych planów odbudowy ruin zamku.

 

 

20160604_185439

Die Schlossruine in Lubowitz, hier Mai 2016. Foto: M. Baumgarten

 

 

Taki cel wytyczono sobie już dawno, ale dopiero teraz miałaby nastąpić jego realizacja, choć jeszcze nie wiadomo, czy wnioski o środki unijne, które zostaną niebawem złożone, odniosą pozytywny skutek. Bardzo życzyłby sobie tego Bruno Kosak – miłośnik twórczości Eichendorffa i zarazem przewodniczący Stowarzyszenia im. Eichendorffa, a od niedawna kawaler Federalnego Krzyża Zasługi, które to odznaczenie wręczyła mu 24 maja w gmachu Konsulatu Generalnego Niemiec we Wrocławiu konsul Elisabeth Wolbers.

 

 

20160524_152239

Die Breslauer Generalkonsulin Elisabeth Wolbers verleiht Bruno Kosak das Bundesverdienstkreuz. 24. Mai 2016. Foto: M. Baumgarten

 

 

Krytyczne spojrzenia w Sejmie

„Jestem poruszony do głębi“, mówi Kosak. „To jest najważniejsza chwila w moim życiu od czasu wyboru na posła Sejmu.“ Do Sejmu Bruno Kosak trafił w 1991 roku, kiedy to zasiadało w nim siedmiu posłów z ramienia Mniejszości Niemieckiej, w tym Kosak, który startując z ósmego miejsca listy właściwie nie liczył na to, że faktycznie zostanie wybrany. „W Sejmie patrzono na nas krytycznie“, opowiada Kosak. „Chcieli wiedzieć, kim jesteśmy i jak mówimy. Byliśmy jak małpy w zoo.“  Prezydentem RP był wówczas Lech Wałęsa, który odbył też rozmowy z grupą siedmiu posłów Mniejszości Niemieckiej. Ich tematem były między innymi perspektywy ustawienia na Śląsku dwujęzycznych tablic z nazwami miejscowości: „Nie mam nic przeciwko temu“, powiedział Wałęsa dodając, że Niemcy będą jednak musieli sami ponieść koszty tego przedsięwzięcia. „To był miły gość, w ogóle nie jakiś wyniosły“, chwali Kosak. W okresie zasiadania w Sejmie, czyli do 1994 roku, Kosak spotyka wielu czołowych przedstawicieli polityki z Polski i Niemiec. „Chętnie wspominam spotkanie z Genscherem, który zapytał mnie o przebieg wyborów. Odpowiedziałem, że co drugi człowiek, jakiego spotkałem, twierdził, że zagłosował na mnie. Na co Genscher zaśmiał się i powiedział, że w jego przypadku jest podobnie.“ Mimo to w Warszawie było samotnie, każdy żył w swoim świecie. „W roku 1992 minęło 204 dni mojego pobytu w Warszawie. Odetchnąłem z ulgą, gdy wróciłem do domu.“

 

 

20160601_150242

Der polnische Sejm mit sieben deutschen Abgeordneten. Foto: privat

 

20160601_134613

Als Abgeordneter trifft Kosak Spitzenvertreter der Politik aus Polen und Deutschland. Hier mit Helmut Kohl. Foto: privat

 

 

Śląsk jest domem

Śląsk jest i zawsze będzie domem, którego częścią są też ruiny łubowickiego zamku oraz pobliskie Centrum Spotkań im. Eichendorffa. Jako szef Stowarzyszenia im. Eichendorffa Bruno Kosak zawsze ma coś do zrobienia. „Jeśli zobaczę w terminarzu, że w danym dniu nie mam żadnego spotkania, to jestem zdziwiony, jak to się mogło stać“, śmieje się Kosak, który pomimo, że ma 80 lat, jest nadal krzepki i pełen energii. Gdy akurat nie jest w Centrum im. Eichendorffa, jeździ z chórem „Heimatklang“, przychodzi na próby, które odbywają się w każdy czwartek, a w maju był wraz z zespołem na występie w Tyrolu. Muzyka zawsze odgrywała dużą rolę w życiu Bruno Kosaka: „U nas zawsze się muzykowało“, wspomina Kosak, którego ojciec grał na pianinie, razem też śpiewano.

 

 

20160604_190212

Bruno Kosak mit seinem Chor Heimatklang in Lubowitz im Mai 2016. Foto: M. Baumgarten

 

 

Nadchodzi wojna

„A gdy zaczynał grać melancholijne pieśni, to mama mówiła, żebym zostawił tatę w spokoju. Wtedy wiedzieliśmy, że coś go trapi.“ Aż przyszedł dzień, w którym ojciec musiał opuścić rodzinę. „Mama płakała, a tato stał u drzwi z zapakowaną walizką – wojna!“ Nazistowskie Niemcy napadły na Polskę – jest rok 1939. Bruno ma dopiero trzy lata. Nagle zostaje sam z matką i starszą siostrą w rodzinnej miejscowości Eichendorffmühl (Brzeźnica). Ani się jednak rodzina obejrzała, a ojciec już był z powrotem w domu – po zaledwie trzech tygodniach. „W Święta Bożego Narodzenia znów byliśmy razem i śpiewaliśmy kolędy.“ Przez długi czas nic nie było słychać o wojennej zawierusze, a rodzinie dobrze się powodziło: „Nie brakowało nam nigdy powszedniego chleba, a ludzie byli zadowoleni“, opowiada Kosak. Zmieniło się to od przełomu lat 1943/44. „Wtedy usłyszeliśmy o pierwszych zabitych – poległych. Także moja ciocia straciła syna. Wiedzieliśmy, że teraz zacznie się na poważnie.“ W miarę zbliżania się Armii Czerwonej rodzina postanowiła uciec. Daleko jednak nie zaszli, bo już po przebyciu 15 kilometrów wpadli w ręce Rosjan, lecz mimo to udało im się uciec z powrotem do Eichendorffmühl. „Wtedy zaczęły się dla mnie najdłuższe wakacje w moim życiu“, mówi Kosak.

 

 

20160601_134712

Bruno Kosak im Alter von vier Jahren mit der Schwester und den Eltern. Foto: privat

 

 

Niebezpieczne zabawy

Jako że szkoła leżała w gruzach, nie było na razie lekcji. „W tym czasie robiliśmy dużo głupstw.“ Ponieważ nie było żadnych lalek, ani piłek, ponieważ nie było nic, Bruno i jego koledzy bawili się amunicją i granatami, których wszędzie było pełno, albo próbowali rozbrajać miny, co miało tragiczne skutki. „Rozległ się potężny huk – trafiło mojego kolegę Heinricha, który miał 14 lat i był przywódcą naszej bandy.“ Kosak pokazuje na paznokieć palca: „To był największy kawałek, jaki został z Friedricha.“ Po wakacjach znów zaczęła się szkoła, tyle że już polska.

 

 

20160601_144504

Bruno Kosak mit Kameraden. Foto: privat.

 

 

Otwarta deklaracja

Bruno, który do tej pory mówił wyłącznie po niemiecku, szybko nauczył się nowego języka bawiąc się ze swoimi polskimi kolegami. Problem był inny: „Z mojego imienia i nazwiska zrobili Brunona Kozaka.“ A niektórzy mówili na niego „hadziaj”. Bruno czuje dyskryminację. Wiele lat później ten sam los spotyka jego dzieci, które dostają gorsze stopnie niż inni uczniowie pomimo jednakowych wyników w nauce. „Wtedy zdałem sobie sprawę, że czas wyjechać.“ Wniosek złożony w 1978 roku zostaje odrzucony – potem kolejne. Dziś, mając 80 lat, Bruno Kosak cieszy się, że nie wyjechał do Niemiec: „Byłoby mi bardzo ciężko z dala od rodzinnych stron.“

Po otwartym zadeklarowaniu zamiaru wyjazdu ze względu na niemieckie pochodzenie odsuwają się od niego przyjaciele i znajomi. Jeden z nich stwierdza: „Ten to mi zawsze zalatywał Prusakiem”. „To bolało“, mówi Kosak. Także koledzy z pracy odwrócili się od niego. Kosak – podobnie jak jego ojciec – obrał zawód nauczyciela, był w Koźlu nawet dyrektorem szkoły, wszyscy go lubili. Potem nie mógł już wrócić do tej profesji, co, jak mu powiedziano, „sam sobie zawdzięczał”.

 

 

20160601_150119

Bruno Kosak ganz privat. Foto: privat

 

 

Język niemiecki – dziedzictwo po ojcu

Odtąd Kosak rozdawał bony na żywność tam, gdzie był dyrektorem szkoły. Później jednak dostaje dobrze płatną posadę w domu dziecka. W międzyczasie czwórka jego dzieci jedno po drugim ucieka do RFN. „Stoimy pod murem“, pisze córka, „ale po dobrej stronie.“ Bruno Kosak jest zadowolony. Wie, że dla jego dzieci wszystkie drzwi stoją otworem, chociaż z początku mówią bardzo słabo po niemiecku, bo „za komuny” był zakaz posługiwania się tym językiem. Inaczej było w przypadku Bruno Kosaka, który języka niemieckiego nigdy nie zapomniał. „Kiedy będąc młodym chłopakiem mówiłem do rodziców coś po polsku, to po prostu nie dostawałem odpowiedzi“, mówi. Poza tym pochłaniał zwłaszcza książki autorstwa Karla Maya – do dziś potrafi z nich cytować. „Musisz czytać, czytać, czytać – mówił mi ojciec. Chociaż nie pozostawiam ci wiele, to przynajmniej pozostawiam ci język niemiecki.“ A ten szczególnie leży Bruno Kosakowi na sercu.

 

 

20160601_150213

Bruno Kosak zu Besuch an der Berliner Mauer. Seine Kinder waren noch vor dem Mauerfall in die BRD geflohen. Foto: privat.

 

 

Gdy upada mur berliński i otwiera się droga dla mniejszości niemieckiej w Polsce, Kosak angażuje się w założenie Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego, które zostaje zarejestrowane w 1996 roku. Jednym z jego celów jest promowanie języka niemieckiego. W Koźlu-Rogach zakłada poza tym szkołę mniejszościową, która od 2015 roku nosi nazwę szkoły im. Goethego. Kosak ubolewa nad tym, że w śląskich rodzinach coraz mniej mówi się po niemiecku, czego negatywne następstwa obserwuje w szkole im. Goethego. „Lekcje są prowadzone po niemiecku, ale gdy rozlegnie się dzwonek na przerwę, dzieci zachowują się tak, jak gdyby nigdy nie słyszały po niemiecku ani słowa. Od razu przechodzą na język polski.“ Kosak uważa, że przyczyna leży w braku zainteresowania językiem niemieckim w rezultacie utraty dumy narodowej. „To mnie niepokoi”, mówi. „I jest to niepokój, który chyba do końca mnie nie opuści.“ I tak właśnie musi być, gdy się coś kocha, a Bruno Kosak kocha język niemiecki i swoją śląską ojczyznę. Kocha poezję Eichendorffa oraz muzykę. I pomimo 80 lat nie potrafi sobie wyobrazić, by mógł choćby przez jeden dzień nic nie robić.

 

 

20160524_152317

Nach der Verleihung des Bundesverdienstkreuzes. Bruno Kosak hält eine Rede, neben Dankesworten spricht er darüber, was ihn besorgt. “Den Deutschen fehlt Stolz”, so Kosak. Foto: M. Baumgarten

 

 

 

 

Drogi panie Bruno, serdeczne gratulacje!

 

 

Marie Baumgarten

Den deutschen Text lesen Sie in der Printausgabe vom Wochenblatt, ab Freitag am Kiosk erhältlich.