Róża Malik

Róża Malik

Na 27 czerwca minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak zaprosił do Warszawy przedstawicieli pięciu gmin województwa opolskiego, które znajdują się w planach rozebrania ich przez stolicę regionu – Opole. Na spotkaniu tym obecny był również prezydent Opola Arkadiusz Wiśniewski i wojewoda opolski Adrian Czubak.

 

Rozmowy miały się rozpocząć o godzinie 13.00, ale tak się nie stało. Zaproszeni goście musieli przez godzinę cierpliwie czekać na przybycie ministra Mariusza Błaszczaka. Przez pierwsze 30 minut w sali panowała grobowa cisza, nikt nic nie mówił, choć spotkali się reprezentanci jednego powiatu – dopiero po około dwóch kwadransach pojawiły się pierwsze szmery (nalewanie wody czy kawy do szklanek). Jest to niespotykane, co podkreślali niektórzy uczestnicy tego spotkania, twierdząc, że pomimo wielu lat pracy w samorządzie, niektórzy nawet kilkunastu, nie spotkali się z sytuacją, aby samorządowcy z województwa opolskiego, siedząc w jednej sali, nie rozmawiali ze sobą! Taka cisza bez wątpienia jest wymowna.

 

Pokerowa twarz ministra

Samo spotkanie rozpoczęło się o godzinie 14.00, ale nie pojawił się na nim minister Mariusz Błaszczak. Reprezentował go podsekretarz stanu w MSWiA Sebastian Chwałek, który już na samym początku poprosił, aby reprezentanci gmin Prószków, Dobrzeń Wielki, Turawa, Dąbrowa i Komprachcice jako pierwsi wypowiedzieli się na temat poszerzenia granic Opola ich kosztem. Ci jednak zaproponowali, aby zachować chronologię i żeby najpierw swoje racje przedstawił prezydent Opola Arkadiusz Wiśniewski. Tak też się stało. Sternik stolicy województwa opolskiego mówił o zaletach jego idei, a następnie wypowiadali się wójtowie, każdy na tematy, na których się zna najlepiej. Leonard Pietruszka i Marek Leja mówili o konsultacjach, Waldemar Kampa i Henryk Wróbel o finansach, a burmistrz Prószkowa Róża Malik podsumowała całość rozmów. Każda z wymienionych osób miała prawo zabrać ze sobą na to spotkanie po jednej osobie towarzyszącej, a dodatkowo w ramach wsparcia przedstawicieli gmin do Warszawy udał się także architekt z gminy Dobrzeń Grzegorz Gołębiowski, który omówił możliwości rozwoju miasta Opola wewnątrz obecnych jego granic. Pan Gołębiowski powiedział m.in., że w imieniu mieszkańców Opola deklaruje chęć rozmów z prezydentem Arkadiuszem Wiśniewskim, ale pod warunkiem wycofania złożonego wniosku. Z kolei wójt Dąbrowy Marek Leja zaproponował, że podda się procedurze referendum odnośnie do przyłączenia do Opola, jeśli takie zostanie zarządzone.

 

Racja kontra racja

Wracając do wystąpienia Arkadiusza Wiśniewskiego, trzeba zauważyć, że kluczowa kwestia, którą podnosił na tym spotkaniu, to rozwój miasta Opola. Stwierdził też, że tereny, które chce zaanektować, i ludzie tam mieszkający są mu potrzebni, by zapewnić rozwój stolicy regionu. Podkreślił, że miasto, którym zarządza, utrzymuje infrastrukturę miejską w postaci dróg, szkół, inwestycji kulturalnych, basenów, centrum wystawienniczo-kongresowe, park naukowo-technologiczny czy szpitale, a zatem instytucje, z których korzystają nie tylko mieszkańcy Opola. Prezydent Wiśniewski dodał też, że wzmocnienie finansowe miasta umocni równocześnie finanse ościennych gmin. Jednak reprezentanci zagrożonych gmin przedstawiali odmienne racje, prostując to, co mówili opolanie. Wykazywali m.in., że Opole ma wolne tereny i może rozwijać się w granicach, w których jest obecnie, a problem leży w tym, że władze Opola tego potencjału nie dostrzegają. Wójtowie podkreślili też, że to z samego charakteru miasta wynika potrzeba posiadania i utrzymywania instytucji, o których mówił prezydent Opola, wyjaśniając przy okazji kwestie finansowe i zwracając uwagę na fakt, że mieszkańcy, którzy „uciekli” z Opola, tak naprawdę nie wyprowadzili się z niego do końca, bo bardzo często choć domy posiadają poza jego granicami, to w dalszym ciągu mają meldunki miejskie. Owszem, płacą podatki w gminach, w których mieszkają, ale ograniczają się one wyłącznie do podatku gruntowego, bo przy zachowaniu meldunku w Opolu w dalszym ciągu ich PIT-y rozliczne są w mieście, a co za tym idzie – także prezydent Opola ma udział w podatku od ich dochodu. Odnieśli się także do tego, że wzmocnienie finansowe miasta wzmocni rzekomo też finanse gmin, które mają być uszczuplone – pytając wprost, jak to się może stać, skoro zostaną odcięte od bardzo ważnych i często jedynych źródeł finansowania.

 

Wykorzystać własny potencjał

 

Ważną moim zdaniem uwagę do Arkadiusza Wiśniewskiego podczas warszawskiego spotkania skierował też wójt Komprachcic Leonard Pietruszka, który przypomniał prezydentowi, że ten obiecywał, iż uszanuje wynik konsultacji, ale finalnie tak nie uczynił. Przedstawiciel gmin udowadniali też, że pomysł powiększenia granic Opola nie spowoduje ani zwiększenia chęci posiadania większej liczby dzieci, ani napływu ludzi do stolicy województwa. Sugerowano ministrowi, że Opole na terenach, które obecnie posiada, powinno lepiej gospodarować, powinno je przede wszystkim lepiej wykorzystywać, a tym samym zwiększać swój potencjał. W kontrze Arkadiusz Wiśniewski starał się zwrócić uwagę na to, że mocne Opole to szansa na scalenie regionu, który może się rozlecieć na dwie strefy wpływów: „Dolnego i Górnego Śląska” – jak to określał. Jednocześnie skrytykował program PUP w Nysie, który dawał bony na osiedlenie się w innym miejscu. Szkoda tylko, że pan prezydent nie zauważył, że jest to program ogólnopolski!

 

(Nie)argument prezydenta

 

Na spotkaniu tym poruszano również sposób procedowania samego wniosku – Rada Miasta Opola bowiem w ogóle nie widziała wniosku i jego treści, a po drugie przekazała swoje niezbywalne uprawnienia prezydentowi Opola! Arkadiusz Wiśniewski, broniąc się, stwierdził, że podobnie był procedowany wniosek w Rzeszowie o rozszerzenie tego miasta, ale ten argument z łatwością zbiła burmistrz Prószkowa Róża Malik, mówiąc: – O ile w Opolu ani radni, ani mieszkańcy nie byli zapoznani z treścią wniosku, który został złożony do wojewody, w Rzeszowie taki wniosek został umieszczony na BiP-ie, stąd zarówno mieszkańcy tego miasta, jak i radni mogli zapoznać się z jego treścią.

Spotkanie podsumował minister Sebastian Chwałek, który zarówno przed spotkaniem, jak i po nim nie dał poznać, jak się zapatruje na tę opolską sprawę, stwierdził natomiast, że należy powstrzymywać emocje, bo na nich nie da się budować. Dodał również, że samorząd jest bardzo ważnym ogniwem państwa polskiego. Wypada zatem mieć nadzieję, że w związku z tym zadba o jego prawa.

 

Krzysztof Świerc