Wir hatten lange nach einem Hobby für die Mädels gesucht“, erinnert sich Frau Maria Adamietz. Sie besuchten Tanzkurse, sangen in einem Ensemble, spielten Gitarre, ja sie trainierten sogar Aikido. Aus keiner dieser Beschäftigungen wurde aber eine echte Leidenschaft. Doch dann entdeckten Basia (jetzt 17) und Marysia (15) ihre Liebe zu den Pferden. Nach einigen Jahren können beide Mädchen beträchtliche Erfolge im Reitsport vorweisen.

Marysia (links) und Basia mit ihren gewonnenen Medaillen und Pokalen Foto: A. Durecka

 

Wersja polska poniżej 

 

Ein Leben mit einer Leidenschaft ist kein leichtes Leben. Für die Kinder ebenso wie für ihre Eltern. Basia, die eine ökonomische Wirtschaftsfachschule in Oppeln besucht, setzt sich gleich nach dem Unterricht in den Bus und fährt zum Reitsportverein Metpol nach Gröditzberg, wo sie und Marysia unter dem wachsamen Auge von Anna Marciniak trainieren. „Wir haben fünf Mal die Woche Training. Zwei Mal die Woche Sprungtraining, zwei Mal Zureiten und einmal Konditionstraining. Wir beginnen immer mit dem Säubern und Satteln der Pferde, dann ziehen wir unsere Reitkluft an, anschließend gibt es ein mehrminütigen Aufwärmen und danach heißt es Schrittreiten, Traben und Galoppieren“, zählt Basia auf. Nach Hause kommen die Mädchen dann erst am Abend. Und man muss ja dann noch die Zeit fürs Lernen und Hausaufgaben finden. Der Tag endet für die Beiden spät. Für ihre Eltern übrigens auch, denn sie müssen sich dabei u.a. mit ihrer Rolle als Chauffeure arrangieren. „Wir holen die Mädels nach dem Training ab und fahren mit ihnen auch zu Wettbewerben. Aber auch wir selbst lieben Pferde und freuen uns, dass die Mädchen etwas gefunden haben, was ihnen so viel Spaß macht und worin sie auch gut sind“, sagt Mama Maria.

 

 

Mädchen mit Gold, Silber und Bronze

 

Und dass sie wirklich gut sind, das bezeugen ihre Leistungen. „Die Mädels haben maßgeblich dazu beigetragen, dass unserer Reitklub Metpol nun im regionalen Vergleich als bester Reitklub des Oppelner Landes gilt“, bestätigt die Trainerin Anna Marciniak. Das Jahr 2017 war für die beiden Mädchen voll von Erfolgen. Marysia gewann im April die Bronzemedaille (Kategorie Kinder II) beim Polnischen Hallenpokal im Hürdenspringen und Mitte September holte sie Silber beim Pokal Südpolens. „Sie rivalisierte dabei, so sei betont, auch mit Mitgliedern des Nationalkaders, die bereits an Europameisterschaften teilgenommen haben“, fügt Anna Marciniak hinzu. Auch bei der Polenmeisterschaft errang Marysia Silber. Basia belegte bei der letzteren sogar den ersten Platz. Ihren Erfolg konnten die Mädchen dann bei einem Wettbewerb in Michałowice wiederholen, mit dem Unterschied, dass Marysia, so wie Basia, dabei ebenfalls den besten Platz auf dem Siegerpodest gewann. Im Jahr 2016 hatte Basia zudem die Silbermedaille bei der Schlesischen Juniorenmeisterschaft errungen. Begleitet wurden die Mädchen bei den Wettkämpfen von ihren Pferden Chelsea Blue (Marysia) und Fly Away (Basia), mit denen Beide sehr verbunden sind. „Zwischen dem Menschen und dem Pferd, das man reitet, entsteht eine tiefe Bindung. Es ist ja ein lebendes Geschöpf“, unterstreicht Basia. Nicht jeder kann sich allerdings in dieser Beziehung bewähren. „Das hängt vom Charakter ab. Man muss eben geduldig und engagiert sein“, sagt Anna Marciniak. Man dürfe auch nicht schnell aufgeben und man müsse zielstrebig sein.

 

Rajmund Adamietz und die beiden Töchter schauen sich das Familienalbum an. Foto: A. Durecka

 

 

Seit immer in Kadlub

 

Die beiden letzten Eigenschaften sind übrigens in jedem Lebensbereich für Erfolge ausschlaggebend. Wer weiß, vielleicht ist das auch genetisch bedingt. Die Geschichte der Familie Adamietz scheint diese Theorie zu bestätigen. Wie das Familienoberhaupt Rajmund Adamietz unterstreicht, war die Familie schon immer mit Kadlub verbunden, wo sie noch immer lebt. „Unsere Familie ist in Kadlub ununterbrochen seit über 200 Jahren. Wir konnten auch die Aussiedlung nach dem Krieg vermeiden. Die Geschichte unserer Familie ist gut dokumentiert. Der Familienname Adamietz taucht sogar auf alten Landkarten auf, denn unsere Vorfahren besaßen eine Mühle“, sagt Rajmund Adamietz. Auch die deutsche Schreibweise ist kein Zufall. „Wir verleugnen unsere Abstammung nicht. Es gab zwar eine Zeit, da wurde der Name polonisiert, aber sobald es möglich wurde, nahm ich die ursprüngliche deutsche Schreibweise wieder an. Ich würde heute lügen, wenn ich sagte, ich fühle mich als Deutscher oder Pole. Ich fühle mich als Schlesier“, sagt Rajmund Adamietz, der als Inhaber der Firma Adamietz zu den Sponsoren der Oppelner SKGD gehört. Seine Frau ergänzt: „Wir machen gewissermaßen einen Spagat. Aber es war uns wichtig, dass unsere Töchter – und wir haben drei, es gibt noch die älteste Asia – auch die deutsche Sprache erlernten.“ Frau Adamietz ist übrigens eine studierte Germanistin und war als Deutschlehrerin tätig. „Von Anfang an, als sie noch klein waren, ließ ich für sie zum Beispiel Märchen auf Deutsch laufen. Bis heute habe ich einen ganzen Schrank voll von Kassetten mit Disney-Märchen auf Deutsch. Dadurch haben sich die Mädchen mit der Sprache vertraut gemacht und als unsere Verwandten aus Deutschland kamen, hatten sie keine Probleme, sich mit ihnen zu verständigen“, sagt Frau Adamietz. Für sie selbst begann das Abenteuer mit der deutschen Sprache übrigens spät. „Ich hatte eine technische Fachschule abgeschlossen, ging dann zu einem Deutschkurs und erst später, bereits als Erwachsene, nahm ich das Germanistikstudium auf“, sagt Maria Adamietz. Doch dadurch sprechen ihre Töchter die Sprache ihrer Vorfahren. Die Familiengeschichte wird von Papa Rajmund an sie weitergegeben. „Sie sind noch etwas zu jung, um sich so richtig dafür zu interessieren, aber ich denke, das wird mit der Zeit schon kommen, so wie es auch bei mir war“, sagt er und rückt dabei den Stammbaum der Familie Adamietz und das Familienalbum mit einzigartigen alten Fotos näher. Eine Familiengeschichte zum Anfassen. Basia und Marysia schreiben jetzt gerade ihr eigenes Kapitel.

 

Mistrzynie z Kadłuba

Długo szukaliśmy hobby dla dziewczyn – wspomina pani Maria Adamietz – chodziły na tańce, śpiewały w zespole, grały na gitarze, ćwiczyły nawet aikido. Jednak żadne z tych zajęć nie przerodziło się w prawdziwą pasję, dopóki 17-letnia obecnie Basia i 15-letnia Marysia nie odkryły swojej miłości do koni. Po kilku latach obie dziewczyny mogą się pochwalić dużymi sukcesami w jeździe konnej.

 

 

Życie z pasją nie jest życiem łatwym. Ani dla dzieci, ani dla ich rodziców. Basia, która chodzi do technikum ekonomicznego w Opolu, zaraz po lekcjach wsiada w autobus i jedzie do klubu jeździeckiego Metpol w Grodźcu, gdzie pod okiem Anny Marciniak obie z Marysią trenują. – Treningi mamy pięć razy w tygodniu. Dwa razy w tygodniu treningi skokowe, dwa razy ujeżdżeniowe i raz trening kondycyjny. Zaczynamy od czyszczenia koni, siodłania, potem ubieramy się w nasze stroje jeździeckie, później kilka minut rozgrzewki, a potem step, kłus, galop – wylicza Basia. Obie dziewczyny do domu docierają wieczorem. A jeszcze trzeba znaleźć czas na naukę, odrobienie lekcji. Dzień kończy się dla nich obu późno. Dla rodziców zresztą też, bo muszą się odnaleźć m.in. w roli szoferów. – Odbieramy dziewczyny z treningu, jeździmy z nimi na zawody. Sami jednak również kochamy konie i cieszymy się, że dziewczęta znalazły coś, co sprawia im taką przyjemność i w czym są dobre – mówi mama Maria.

 

 

Dziewczyny złote, srebrne i brązowe

 

A o tym, że są naprawdę dobre, świadczą wyniki. – Dziewczyny w dużej mierze przyczyniły się do tego, że nasz klub jeździecki Metpol wygrał ranking i jest najlepszym klubem jeździeckim na Opolszczyźnie – potwierdza trenerka Anna Marciniak. Rok 2017 był dla obu dziewczyn pełen sukcesów. Marysia w kwietniu zdobyła brązowy medal (kategoria dzieci II) podczas Halowego Pucharu Polski w Skokach przez Przeszkody, w połowie września wywalczyła srebrny medal Pucharu Polski Południowej. – Rywalizowała wtedy, co trzeba podkreślić, z kadrowiczami, którzy startowali na mistrzostwach Europy – dodaje Anna Marciniak. Marysia zdobyła też srebro na mistrzostwach Polski. Basia na tych ostatnich zajęła pierwsze miejsce. Sukces dziewczyny powtórzyły na zawodach w Michałowicach, z tą różnicą, że Marysia, tak jak Basia, również zdobyła najlepsze miejsce na podium. W 2016 roku Basia zdobyła srebrny medal na mistrzostwach Śląska juniorów. Na zawodach dziewczynom towarzyszyły ich konie: Marysi – Chelsea Blue, Basi – Fly Away, do których obie są bardzo przywiązane. – Między człowiekiem a koniem, na którym jeździ, rodzi się głęboka więź. To jest żywe stworzenie – podkreśla Basia. Nie każdy sprawdzi się jednak w takiej relacji. – To zależy od charakteru. Konieczna jest cierpliwość, zaangażowanie – mówi Anna Marciniak. Nie wolno się szybko poddawać i trzeba być wytrwałym w dążeniu do celu.

 

 

 

Od zawsze w Kadłubie

 

Te dwie ostatnie cechy decydują zresztą o odniesieniu sukcesu na każdym polu w życiu. Kto wie, może są uwarunkowane genetycznie. Historia rodziny Adamietz zdaje się potwierdzać tę teorię. Jak podkreśla głowa rodziny, Rajmund Adamietz, zawsze była ona związana z Kadłubem, w którym nadal mieszkają. – Nasza rodzina jest w Kadłubie nieprzerwanie do ponad 200 lat. Uniknęliśmy wysiedlenia po wojnie. Historia naszej rodziny jest dobrze udokumentowana. Nazwisko Adamietz pojawia się nawet na starych mapach, ponieważ nasi przodkowie byli właścicielami młyna – mówi Rajmund Adamietz. Nieprzypadkowa jest również niemiecka pisownia nazwiska. – Swojego pochodzenia się nie wypieramy. Owszem, był okres, że nazwisko spolszczono, ale kiedy tylko pojawiła się możliwość, wróciłem do oryginalnej, niemieckiej pisowni.

 

Skłamałbym dzisiaj, gdybym powiedział, że czuję się Niemcem czy Polakiem. Czuję się Ślązakiem – mówi Rajmund Adamietz, który jako właściciel firmy Adamietz należy do sponsorów opolskiego TSKN. Jego żona dodaje: – Stoimy w takim rozkroku. Ale ważne dla nas było, żeby nasze córki, a mamy trzy, jest jeszcze najstarsza Asia, nauczyły się języka niemieckiego.

 

Pani Maria skończyła germanistykę i pracowała jako nauczycielka języka niemieckiego. – Od samego początku, kiedy dzieci były małe, puszczałam im na przykład bajki w języku niemieckim. Do dzisiaj mam całą szafę z kasetami disnejowskich bajek po niemiecku. Dzięki temu dziewczęta osłuchały się z językiem i kiedy przyjeżdżali kuzyni z Niemiec, nie miały problemów z dogadaniem się – mówi pani Maria. Dla niej samej przygoda z językiem niemieckim zaczęła się zresztą późno. – Skończyłam technikum, poszłam na kurs języka niemieckiego i dopiero potem, będąc już osobą dojrzałą – na studia germanistyczne – mówi pani Maria. Dzięki temu jej córki znają język przodków.

 

Rodzinną historię przekazuje im tata Rajmund. – Są jeszcze trochę za młode, żeby się tym naprawdę zainteresować, ale myślę, że to przyjdzie z czasem, tak jak to było u mnie – mówi, podsuwając drzewo genealogiczne rodziny Adamietz i rodzinny album z unikatowymi starymi zdjęciami. Historia rodzinna na wyciągnięcie ręki. Basia i Marysia właśnie piszą swój własny, oryginalny rozdział.

 

 

Anna Durecka