Rafał Bartek

Na zaproszenie opolskiego ratusza tuż przed świętami Bożego Narodzenia doszło do spotkania prezydenta Opola Arkadiusza Wiśniewskiego z przewodniczącym opolskiego TSKN Rafałem Bartkiem. Nadrzędnym tematem nie była jednak kwestia poszerzenia stolicy województwa opolskiego, bo w tym momencie decyzja, z którą mniejszość niemiecka się nie zgadzała i nie zgadza, była już poza zasięgiem opolskich władz – leżała bowiem po stronie Rady Ministrów, która – jak wiemy – opowiedziała się za projektem „dużego Opola”.

 

– Dlatego na wstępie spotkania zaproponowałem prezydentowi Arkadiuszowi Wiśniewskiemu, aby nie dyskutować na temat sposobu poszerzenia granic Opola, bo wiadomo było, że w tej kwestii się nie zgadzamy, swoich stanowisk nie zmienimy i szkoda trwonić czas – mówi Rafał Bartek i dodaje: – MN uważała i nadal uważa, że jest to złamanie procedur, ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz pogwałcenie konwencji ramowej.

 

W tej sytuacji rozmowa z Arkadiuszem Wiśniewskim skoncentrowała się wokół tematu: miejsce mniejszości niemieckiej w dzisiejszym krajobrazie stolicy województwa opolskiego.

 

Nieciekawa statystyka

 

Na wstępie mówiono o problemach, z jakimi na terenie Opola borykają się koła DFK. Obecnie MN ma ich osiem, sześć z nich napotyka poważne problemy lokalowe, co już na wstępie spotkania naświetlił szef opolskiego TSKN. Podkreślił jednocześnie, że w dwóch przypadkach owe koła nie mają w ogóle swoich siedzib – mowa o DFK Wróblin i DFK Szczepanowice-Zaodrze, a w trzech innych przypadkach siedziby DFK znajdują się w budynkach prywatnych, które od wielu lat nie są remontowane i choć płacone są tam wysokie czynsze, to nadal nie spełniają one współczesnych potrzeb. Ba, budynek miejski w Malinie tak naprawdę nie nadaje się dzisiaj do użytku, bo przecieka tam dach. – W rozmowie z prezydentem Opola podkreślałem, że mamy potrzebę, aby te sprawy w dzielnicach miasta uregulować, i że nie chodzi nam wcale o posiadanie jakichś dużych przestrzeni, lecz o to, aby mieć swój przysłowiowy kąt w jakimś budynku miejskim i dostęp do sali, z której moglibyśmy korzystać przy większych wydarzeniach. Na przykład przy okazji spotkań adwentowych, noworocznych bądź prób chórów, a taka akurat potrzeba występuje w Grudzicach – relacjonuje Rafał Bartek.

 

W związku ze zmianą administracyjnych granic Opola poruszono też kwestię tablic dwujęzycznych po pierwszym stycznia 2017 r., bo tam, gdzie MN je posiadała, mają zniknąć. Odnosząc się do tablic dwujęzycznych i wypowiedzi medialnych prezydenta na ten temat, lider opolskich Niemców powiedział, że nie zgadza się z jego oceną sytuacji prawnej, aby to rady dzielnic wypowiedziały się w tej sprawie. Dlaczego?

 

Wiśniewski kontra Jaki

 

– Otóż prawo jasno mówi, że aby móc ten proces przeprowadzić w sposób administracyjny, najpierw do rejestru musiałoby być wpisane samo miasto jako gmina i ten argument sternik Opola przyjął za słuszny – twierdzi przewodniczący TSKN. Jednocześnie Arkadiusz Wiśniewski wyszedł z propozycją, aby sprawy tablic dwujęzycznych załatwiać w innej formie – stawiając tablice informacyjne, które nie podlegają rygorom ustawowym, a mogą mieć charakter i kształt, o jakim zdecyduje miasto. Powiedział również, że wszędzie tam, gdzie były tablice dwujęzyczne, z dniem 1 stycznia 2017 roku powstaną dwujęzyczne tablice informacyjne bez warunków wstępnych, jakby z automatu. Natomiast tam, gdzie do tej pory tablic dwujęzycznych nie było, a mieszkańcy czy też DFK wyrażaliby taką chęć, zostanie uruchomiona procedura konsultacyjna z mieszkańcami danej dzielnicy. – W tym miejscu włodarz Opola miał na myśli takie przypadki jak Groszowice, Malina czy Grotowice – wymienia Rafał Bartek i kontynuuje: – Jak to się jednak faktycznie skończy, trudno dzisiaj powiedzieć, bo w ślad za deklaracją Arkadiusza Wiśniewskiego padła deklaracja ministra Patryka Jakiego, która brzmi: absolutnie żadnych dwujęzycznych tablic informacyjnych w tym mieście! Do tego temat ten jest też gorąco dyskutowany w opolskich mediach, i to raczej w negatywnym kontekście, stąd pojawia się pytanie, na ile w tym zakresie prezydent Opola jest samodzielny i dotrzyma danego słowa.

 

Fundusz dla mniejszości?

 

Podczas spotkania przewodniczącego opolskiego TSKN z głową Opola pojawił się również temat możliwości stworzenia funduszu dotacyjnego na rzecz podtrzymywania kultury i tożsamości mniejszości w Opolu, wzorem wielu samorządów w kraju. W tym wypadku zasada jest taka, że jeżeli coś jest unikatowe w skali danego miasta czy gminy, a tym samorządom zależy na tym, aby tę unikatowość utrzymać, wówczas tworzą taki fundusz, aby społeczność, która z zasady ma mniejsze szanse w różnych konkursach, takowy miała i mogła z niego korzystać. A niewątpliwą unikatowością Opola w skali kraju jest niewielka obecność w nim mniejszości niemieckiej. – Szczerze mówiąc, sądziłem, że prezydent Opola w ślad za swoimi deklaracjami medialnymi powie, że taki fundusz jest już przygotowany i zaplanowany. Tymczasem stwierdził, że nie ma go w planie budżetu, ale rozpatrzy tę ideę – komentuje Rafała Bartek.

 

W trakcie dyskusji pojawił się też temat okręgów wyborczych Opola, które dzisiaj są dzielone na zasadzie tak zwanego tortu, powodując, że mają ograniczone możliwości, aby wpłynąć na wynik wyborów i na skład rady miasta. – Analizując ten temat, Arkadiusz Wiśniewski powiedział, że w tym wypadku widzi zbytnie upolitycznienie dzisiejszej rady miasta i chciałby, aby w przyszłości radni byli bardziej reprezentantami swoich dzielnic, z których się wywodzą, co dla mnie w jego ustach dziwnie zabrzmiało – zauważa przewodniczący TSKN.

 

Niemiecka spuścizna Opola

 

Spotkanie zakończyła rozmowa na temat 800-lecia miasta. Arkadiusz Wiśniewski wyraził życzenie, aby MN włączyła się w te obchody, ale lider opolskich Niemców nie chciał niczego obiecać ad hoc. Uznał, że sprawa wymaga przemyślenia – co konkretnie można z okazji 800-lecia zaproponować, jeżeli chodzi o dziedzictwo niemieckie tego miasta, które zresztą w nim przeważa. Podkreślił też, że zastanawiając się nad ewentualnymi projektami czy inicjatywami, należałoby rozważyć, co wybrać i w jaki sposób to przedstawić, aby nie był to element festynowy, jednodniowy, lecz trwały ślad dla potomnych: – A w wypadku Opola jest z tym problem. Dlatego przywołałem przykład ostatniej monografii miasta z 2011 roku, gdzie np. są dwa artykuły poświęcone tematowi Związku Polaków w Niemczech w mieście Opolu przed II wojną światową, ale nie ma wzmianki o Niemcach w Opolu, nawet w jego współczesnej przestrzeni i to jest absurdalne! Tym bardziej, że gdy spojrzymy na rzeczywistość, to nawet w związku z tematem „duże Opole” ciągle przewija się temat mniejszości niemieckiej. Zresztą o tym, jak bardzo jesteśmy w mieście aktywni, świadczy wiele elementów – chociażby rozbudowane Dni Kultury Niemieckiej czy fakt, że nasze główne siedziby zlokalizowane są właśnie w Opolu – kończy Rafał Bartek.

 

Krzysztof Świerc