Der in Irland lebende Autor, Übersetzer und Redakteur Marcel Krueger war vom Deutschen Kulturforum östliches Europa für 2019 zum Stadtschreiber von Allenstein (Olsztyn) gewählt worden. Sein fünfmonatiger Aufenthalt war Ende September abgelaufen. Ein Rückblick.

 

 

Marcel Krueger war 2019 Stadtschreiber in Allenstein. Foto: Uwe Fleischer

 

Wir sitzen gerade in Ihrem Stammcafé am Marktplatz. Sind Sie hier zum Kaffeehausliteraten geworden?
Ich weiß nicht, ob ich ein Literat bin (lacht), aber das Café ist einer meiner Lieblingsorte in Allenstein. Hier komme ich hin, wenn mir in meiner Wohnung am Hohen Tor hundert Meter weiter die Decke auf den Kopf fällt. Außerdem kann man hier wunderbar das Leben auf dem Marktplatz beobachten. In fünf Monaten entwickelt man schon Gewohnheiten und ein Heimatgefühl.

 

Was ist für Sie noch ein Lieblingsort?
Der Park in Jakobsberg/Jakubowo, wo die Geschichte der Stadt, sowohl die deutsche als auch die polnische, offensichtlich ist und weil es einfach ein schöner Park ist, in dem ich gerne spazieren gehe. Der zweite ist ein Pub um die Ecke, weil das Café hier für einen Literaten keinen Alkohol hat und es dort gutes Bier für den Feierabend gibt. Nicht einmal auf irisches Bier muss ich verzichten, denn die lokale Brauerei Kormoran hat eins im Angebot.

 

In Ihrem ersten Blog haben Sie formuliert: „Ich komme von Backstein zu Backstein“. Gilt das immer noch?
Nicht unbedingt aus Gründen der Architektur, obwohl das schon auffällt. Es gibt vielmehr andere – geschichtliche – Parallelen zu Dundalk in Irland, wo ich lebe. Beide Städte sind im 19. Jahrhundert groß geworden, beide durch die Eisenbahn und das Militär. Das ist sichtbar, obwohl die Geschichten Irlands und Polens verschieden verlaufen sind.

 

Apropos Geschichte: Sie sind hier auch zu Recherchen zu Ihrem Großonkel. Welche Ergebnisse haben Sie erzielt?
Der Großonkel Franz Nerowski steht zum Beispiel auf einer Gedenktafel an der Allensteiner Burg für Menschen, die für Polen Widerstand gegen die Deutschen geleistet haben. Aber ich habe bei meiner Suche noch mehr Verwandte entdeckt, von denen ich gar nicht wusste, dass es sie gibt. Als mein Vater zu Besuch war, waren wir am 1. September in Lengainen (Łęgainy), dem Wohnort meiner Oma, und trafen dort auf seinen Cousin, den er zuletzt 1974 in Deutschland getroffen hatte.

 

Wie sind denn die Allensteiner? Wie ist Allenstein?
Das ist sicher schwer zu verallgemeinern, aber Allenstein ist – da sind sich auch alle meine Verwandten, die hier zu Besuch waren, einig – eine nette Stadt mitten in Europa mit allen Infrastrukturen wie in anderen Ländern auch. Wie ich schon am Anfang feststellte, und da hat mich mein Bauchgefühl nicht getäuscht, sind die Allensteiner offen und herzlich. Ich wurde immer wieder in verschiedenen Sprachen auf der Straße angesprochen, zum Blog und zu meiner Rolle als Stadtschreiber. Es gab großes Interesse an meinen Veranstaltungen und vielfältige Einladungen an mich.

 

Der Herbst hat Einzug gehalten, Sie müssen aus Allenstein weg .Wie geht es weiter?
Ich bin ein großer Fan des Herbstes, dadurch wird mir der Abschied nicht so schwer gemacht, weil ich vom Herbst hier in den Herbst Irlands fliege. Aber die literarische und journalistische Arbeit geht weiter, auch mit vielen Terminen als Folge des Stadtschreiberstipendiums. Am 7. November etwa hat im Babelsberger Filmgymnasium der Film Premiere, den die Schüler des Gymnasiums im Juli über mich gedreht haben. Die polnische Version zeigen wir dann Anfang Februar nächsten Jahres in Allenstein.

 

 

 

Pięć miesięcy pisarzowania

 

Mieszkający w Irlandii autor, tłumacz i redaktor Marcel Krueger został wybrany przez Niemieckie Forum Kultury Europy Wschodniej do pełnienia w 2019 roku funkcji pisarza miejskiego w Olsztynie (Allenstein). Jego pięciomiesięczny pobyt upływa z końcem września. Retrospekcja.

 

Siedzimy właśnie w kawiarni w Rynku, w której jest Pan stałym bywalcem. Czy stał się Pan tutaj kawiarnianym literatem?
Nie wiem, czy jestem literatem, ale ta kawiarnia jest jednym z moich ulubionych miejsc w Olsztynie. Przychodzę tu, gdy mam dość przebywania w swoim mieszkaniu, które znajduje się sto metrów dalej pod Wysoką Bramą. Poza tym można stąd wspaniale obserwować życie toczące się na Rynku. Muszę przyznać, że pięć miesięcy to wystarczająco długi okres, by w człowieku mogły się zrodzić przyzwyczajenia oraz swego rodzaju poczucie swojskości.

 

Co jeszcze jest dla Pana ulubionym miejscem?
Park na Jakubowie/Jakobsberg, gdzie widać historię miasta, zarówno tę polską, jak i tę niemiecką, i ponieważ jest to po prostu piękny park, w którym chętnie spaceruję. Drugim jest pub znajdujący się za rogiem, gdyż tutejsza kawiarnia nie ma alkoholu dla literatów, a tam można po pracy napić się dobrego piwa. Nawet nie muszę rezygnować z irlandzkiego piwa, bo lokalny browar Kormoran ma takowe w swojej ofercie.

 

Na swoim pierwszym blogu użył Pan sformułowania: „Chodzę od cegły do cegły”. Czy tak jest nadal?
Niekoniecznie przez wzgląd na architekturę, chociaż to się faktycznie rzuca w oczy. Są raczej inne – historyczne – podobieństwa z miastem Dundalk w Irlandii, w którym mieszkam. Oba miasta wyrosły w XIX wieku, oba za sprawą kolei i wojska. Jest to widoczne, chociaż dzieje Irlandii i Polski miały odmienny przebieg.

 

A propos historii – jest Pan tutaj także w celu prowadzenia badań dotyczących Pańskiego ciotecznego dziadka. Jakie wyniki Pan uzyskał?
Nazwisko mojego ciotecznego dziadka Franza Nerowskiego widnieje na przykład na tablicy pamiątkowej na Zamku Kapituły Warmińskiej w Olsztynie, poświęconej ludziom, którzy stawiali opór Niemcom w imię dobra Polski. Prowadząc poszukiwania, natrafiłem też jednak na innych krewnych, o których istnieniu w ogóle nie wiedziałem. Gdy odwiedził mnie ojciec, pojechaliśmy 1 września do Łęgajnów (Lengainen), miejsca zamieszkania mojej babci, gdzie trafiliśmy na kuzyna, którego ostatnio spotkał w 1974 roku w Niemczech.

 

A jacy są olsztynianie? Jaki jest Olsztyn?
Trudno to uogólniać, ale można z pewnością stwierdzić, że Olsztyn – z czym zgadzają się też wszyscy moi krewni, którzy byli tu z wizytą – to przyjemne miasto pośrodku Europy, posiadające wszelką infrastrukturę, jaką cechują się inne kraje. Jak już stwierdziłem na początku, w czym zresztą nie zawiodła mnie intuicja, olsztynianie są otwarci i serdeczni. Ludzie zagadywali mnie na ulicy w różnych językach, pytając o bloga i o moją rolę jako pisarza miejskiego. Było duże zainteresowanie organizowanymi przeze mnie imprezami oraz rozmaite zaproszenia pod moim adresem.

 

Nastała jesień, co oznacza, że będzie Pan musiał opuścić Olsztyn. Co dalej?
Jestem wielkim fanem jesieni, dzięki czemu rozstanie nie będzie aż takie trudne, ponieważ polecę stąd do Irlandii, gdzie też jest jesień. Ale praca literacka i dziennikarska będzie kontynuowana, także w formie licznych spotkań będących konsekwencją otrzymanego stypendium dla pisarza miejskiego. Na przykład 7 listopada w Gimnazjum Filmowym w Poczdamie-Babelsbergu odbędzie się premiera filmu, jaki nakręcili o mnie w lipcu uczniowie tego gimnazjum. Wersję polską filmu pokażemy na początku lutego przyszłego roku w Olsztynie.

 

 

Uwe Hahnkamp