Wer in einem Verein tätig ist, lebt länger – das haben wissenschaftliche Untersuchungen ergeben. Denn Vereinsarbeit ist sinnstiftend und die Zugehörigkeit zu einer Gemeinschaft macht glücklich und erhöht somit die Lebenserwartung. Eine gute Nachricht also für die Mitglieder des Bundes der Jugend der Deutschen Minderheit (BJDM), der am vergangenen Wochenende sein 25. Gründungsjubiläum begangen hat.

 

Die Jugend der Deutschen Minderheit kann bereits auf ein Vierteljahrhundert Vereinstätigkeit zurückblicken. Am zweiten Novemberwochenende wurde in Oppeln, wo der Verein BJDM seinen Sitz hat, das 25. Gründungsjubiläum begangen. Auf einer feierlichen Galaveranstaltung und einer Debatte am darauffolgenden Tag trafen ehemalige und aktive Mitglieder zusammen. Für die Debatte konnte der BJDM seinen ersten Vorsitzenden Krzysztof Bramorski gewinnen.

 

Blick in die Vergangenheit

Den mittlerweile 46-Jährigen freut es besonders, dass der BJDM seine grundlegende Identität beibehalten habe. „Er wurde als ein offener, europäisch orientierter Verband gegründet, was damals nicht selbstverständlich war“, sagt Bramorski, heute Rechtsanwalt in Breslau, und weist darauf hin, dass sich die Mitglieder schon damals nicht auf die deutsche Identität beschränken wollten, sondern dass es vielmehr darum gegangen wäre, die Menschen, allen voran die Jugend, in der Region zu bewegen. „Von der Sprachbildung über Sport bis hin zur beruflichen Bildung wollten wir dafür sorgen, dass die jeweilige Heimat und deren Jugend sich weiter entwickelt und sich nicht von anderen außerhalb der Gruppe abkapselt. Dass das heute noch weitergeführt wird, finde ich besonders erfreulich.“ Als Krzysztof Bramosrki in den Jahren 1992 bis 1994 und dann noch einmal von 1996 bis 1998 Vereinschef war, hatte der BJDM seinen Sitz nicht wie heute in Oppeln, sondern in Breslau. Für die Jugend der Minderheit eine Blütezeit, die Mitgliederzahlen wuchsen rasant. Als eigenständiger Verein bezog der BJDM Gelder unabhängig vom Dachverband der Deutschen Minderheit in Polen und konnte in der niederschlesischen Metropole mit zahlreichen Projekten sichtbar nach außen wirken.

 

 

 

Harsche Kritik

Dass der BJDM später dem Dachverband unterstellt wurde, bedauert Bramosrki. Denn mit der Verlegung des Vereinssitzes nach Oppeln seien dem BJDM die Flügel gestutzt und sein Entfaltungspotenzial eingeschrumpft worden. Der Dachverband habe das fahrlässig in Kauf genommen, um gezielt Kontrolle auszuüben, so die harsche Kritik von Bramorski. Dass es ein angespanntes Verhältnis zwischen BJDM und Dachverband gegeben haben soll, berichtet auch Piotr Koziol, Vereinsvorsitzender in den Jahren 2004 bis 2007, heute Gründer einer Talentschmiede in Oppeln. „Man hat uns damals behandelt wie Kinder – wie Kinder, die nichts zu sagen haben.“

Nach der Debatte, an der sich aus den Zuhörerreihen auch VdG-Chef Bernard Gaida aktiv beteiligte, habe Koziol den Eindruck, dass sich das mittlerweile geändert habe und der Dachverband VdG die Jugend und ihre Belange durchaus ernst nehme, wobei es noch Luft nach oben gebe. Koziol und Bramorski hoffen, dass es dem BJDM in Zukunft gelingt, in Breslau mit einer neuen Jugendgruppe wieder Fuß zu fassen. Die niederschlesische Hauptstadt mit ihrem vielfältigen kulturellen Angebot und den zahlreichen deutsch Sprechenden sei für den Verein ein idealer Wirkungskreis. Das dieser bisher nicht genutzt werde, ist für die beiden BJDM-Ehemaligen verspieltes Potenzial. Das sieht auch Katrin Koschny so, BJDM-Chefin seit 2016. „Wir versuchen bereits seit einiger Zeit, uns in Breslau neu zu etablieren, beißen aber bei der dortigen Deutschen Sozialkulturellen Gesellschaft (DSKG) auf Granit“, bedauert die 23-Jährige. Koziol und Bramosrki finden dafür klare Worte: Solange die alte Riege nicht ihre Posten räumt, wird sich an der Situation nichts ändern.

 

 

 

Blick nach vorn

Trotz der Kritik an den Strukturen der Deutschen Minderheit halten beide ihr Engagement in der Jugendorganisation für einen überaus wichtigen, Charakter bildenden Lebensabschnitt, der sie nachhaltig geprägt hat – im positiven Sinne. Es haben sich Pflicht- und Verantwortungsbewusstsein entwickelt und die für das Selbstwertgefühl so wichtige Erkenntnis: Ich kann durch mein Handeln etwas bewegen.

Dasselbe gilt auch noch 25 Jahre danach. Das Gefühl haben, Einfluss auf die Gestaltung der Welt zu nehmen und zu einer Gemeinschaft gehören – das macht Menschen laut wissenschaftlicher Untersuchungen glücklich und erhöht ganz nebenbei die Lebenserwartung. Für rund 2000 Jugendliche in der Oppelner Woiwodschaft und der Woiwodschaft Schlesien ist diese glücksbringende Gemeinschaft der BJDM. Derzeit werden kleine Ortsgruppen, wo das Vereinsleben eingeschlafen ist, durch neuen Nachwuchs wiederbelebt, und es werden sogar neue gegründet. Zuletzt in Luboschütz bei Oppeln im August 2017. Für den dortigen Vorsitzenden Tomasz Polednia spielt die deutsche Herkunft der Großeltern eine wichtige Rolle. Polednia ist gerade einmal 17 Jahre alt und setzt sich oft mit der schicksalhaften Geschichte seiner Heimat Schlesien auseinander, mit den Geschehnissen des Krieges, mit den der Beziehung zwischen Polen und Deutschland, mit der eigenen Identität. Mit diesen Themen ist er im BJDM gut aufgehoben, denn vielen geht es ähnlich.

 

 

 

Deutsche Gala

Doch genauso wichtig wie das soziale Engagement ist eine schöne gemeinsame Zeit, an die man später noch gern zurückdenkt. Eine schöne Zeit hatten die Luboschützer gemeinsam mit anderen BJDM-Ortsgruppen aus Oberschlesien, mit aktiven und ehemaligen Mitgliedern bei einer festlichen Galaveranstaltung am 11. November in Oppeln. Während Polen den Tag der Unabhängigkeit feiert, stößt der BJDM auf sein 25. Gründungsjubiläum an. Rund 50 Gäste waren der Einladung gefolgt, darunter auch Vertreter der „Erwachsenenverbände“ wie dem VdG und der SKGD. Auch die deutsche Konsulin in Oppeln Sabine Haake war dabei und Vicemarschall Roman Kolek sowie Mitglieder des Verbandes deutscher Hochschüler (VdH). Zu Musik von Andrea Berg und anderen Schlager-Stars tanzte die Jugend von Oberschlesien bis in den frühen Morgen.

Übrigens: An den Tischen wurde vor allem bei den unter 20-Jährigen deutsch gesprochen, als wären sie auf einer Party in Berlin. Die Jugend ist die Zukunft – eine Phrase, viel zu oft einfach dahingesagt. Doch für die deutsche Minderheit besonders zutreffend. Es sind die vielen BJDM-Ortsgruppen, die den Fortbestand der deutschen Sprache und Kultur sichern. Eine deutsche Minderheit wird es in den nächsten 25 Jahren nur mit ihnen geben. Wer ihnen den Weg verbaut, verbaut der deutschen Minderheit die Zukunft.

Marie Baumgarten

 

Hier zwei Interviews mit ehemaligen Vorsitzenden des BJDM, Joanna Hassa und Damian Hutsch.

 

 

 

 

 

 

Wspólnie kreować świat

Badania naukowe wykazały, że osoby działające w stowarzyszeniach żyją dłużej. Jest tak, gdyż działalność w stowarzyszeniach nadaje życiu większy sens, a przynależność do społeczności sprawia, że czujemy się bardziej szczęśliwi, co z kolei wydłuża życie. To dobra wiadomość dla członków Związku Młodzieży Mniejszości Niemieckiej (BJDM), który w miniony weekend obchodził jubileusz 25-lecia swojego istnienia.

Młodzież mniejszości niemieckiej ma już za sobą ćwierćwiecze działalności. W drugi weekend listopada w Opolu, gdzie związek BJDM ma swoją siedzibę, odbyły się obchody jubileuszu 25-lecia. Na uroczystej gali oraz dyskusji, jaka miała miejsce nazajutrz, spotkali się zarówno byli, jak i aktywni członkowie organizacji. Zaproszenie do udziału w dyskusji przyjął m.in. pierwszy przewodniczący BJDM Krzysztof Bramorski. Liczącego sobie obecnie 46 lat pana Krzysztofa cieszy szczególnie to, że BJDM zachował swoją zasadniczą tożsamość: „Powstał otwarty związek o orientacji proeuropejskiej, co nie było wtedy oczywistością” – mówi Bramorski, dziś adwokat mieszkający we Wrocławiu, i zwraca uwagę, że członkowie organizacji już wówczas nie zamierzali ograniczać się do niemieckości, lecz że chodziło też o to, by pobudzać do działania mieszkańców regionu, w tym głównie młodzież. „Począwszy od nauki języka, poprzez sport, a skończywszy na kształceniu zawodowym chcieliśmy przyczynić się do dalszego rozwoju regionu i żyjącej w nim młodzieży oraz sprawić, by młodzi nie izolowali się od innych, nie należących do grupy. Szczególnie cieszy mnie właśnie to, że obrany wówczas kierunek jest kontynuowany również dziś”.

 

 

 

Gdy Krzysztof Bramorski był szefem BJDM, czyli w latach 1992–1994 i po raz drugi w latach 1996–1998, związek miał swoją siedzibę nie tak jak obecnie, w Opolu, lecz we Wrocławiu. Dla młodzieży z mniejszości był to okres rozkwitu, a liczba członków rosła w zawrotnym tempie. Jako samodzielne stowarzyszenie BJDM otrzymywał fundusze niezależnie od naczelnej organizacji mniejszości niemieckiej w Polsce i miał okazję zaznaczyć swoją obecność, realizując na terenie dolnośląskiej metropolii liczne projekty skierowane do szerokiego kręgu odbiorców. Bramorski ubolewa nad tym, że w późniejszym okresie BJDM został podporządkowany naczelnej organizacji mniejszości, gdyż jego zdaniem przeniesienie siedziby do Opola podcięło związkowi skrzydła oraz skurczyło jego potencjał rozwojowy, na co władze mniejszości przyzwoliły, by móc sprawować nad nim kontrolę – ostro krytykuje Bramorski.

 

 

Również Piotr Kozioł, przewodniczący związku w latach 2004–2007, a obecnie założyciel Kuźni Talentów w Opolu, potwierdza, że między BJDM a centralą panowały napięte stosunki: „Traktowano nas wówczas jak dzieci – jak dzieci, które nie mają nic do powiedzenia”.

 

 

Po zakończeniu debaty, w której aktywny udział brał zasiadający w audytorium szef VdG Bernard Gaida, Piotr Kozioł stwierdził, iż odniósł wrażenie, że wspomniany stan rzeczy uległ zmianie, a naczelna organizacja VdG bardzo poważnie traktuje młodzież oraz jej sprawy, choć mogłoby być jeszcze lepiej. Zarówno Kozioł, jak i Bramorski mają nadzieję, że związkowi BJDM w przyszłości uda się znów zakorzenić we Wrocławiu, zakładając nową grupę młodzieżową, gdyż są zdania, że stolica Dolnego Śląska z jej różnorodną ofertą kulturalną oraz dużą liczbą osób mówiących po niemiecku stanowi idealny obszar dla działalności związku. Obaj byli szefowie BJDM uważają, że fakt niewykorzystania tych perspektyw oznacza zmarnowanie sporej części potencjału organizacji. Tegoż zdania jest też Katrin Koschny, szefowa BJDM od 2016 roku: „Już od pewnego czasu próbujemy na nowo otworzyć placówkę we Wrocławiu, ale trafiamy jak kosa na kamień w tamtejszym Niemieckim Towarzystwie Kulturalno-Społecznym” – ubolewa 23-letnia Katrin Koschny. Kozioł i Bramorski wyrażają to dosadnie, mówiąc, że sytuacja nie zmieni się dopóty, dopóki stara ekipa nie odejdzie z zajmowanych stanowisk.

 

 

Pomimo krytyki struktur mniejszości niemieckiej obaj panowie uważają swoje zaangażowanie w działalność niemieckiej młodzieży za nader ważny etap swojego życia, który wywarł na nich trwały, a przy tym pozytywny wpływ w sensie kształtowania charakteru. Rozwinęło się w nich bowiem poczucie obowiązku i odpowiedzialności oraz jakże ważna z punktu widzenia poczucia własnej wartości świadomość, że własną aktywnością każdy może coś zdziałać.

 

 

Tak też jest po upływie 25 lat. Poczucie, że ma się wpływ na kreowanie świata oraz że jest się częścią większej społeczności, czyni człowieka w świetle naukowych badań szczęśliwym, a może nawet wydłużyć życie. Dla około dwóch tysięcy młodych ludzi z województw opolskiego i śląskiego taką przynoszącą szczęście społecznością jest BJDM. Obecnie trwa proces ożywiania przez nowych członków niewielkich grup terenowych, których działalność ustała, a nawet powstają nowe, co ostatnio miało miejsce w sierpniu 2017 roku w Luboszycach pod Opolem. Dla tamtejszego przewodniczącego Tomasza Poledni ważną rolę odgrywa niemiecka narodowość dziadków. Polednia, który ma zaledwie 17 lat, często zajmuje się tematem historycznych losów swojej śląskiej ojczyzny, wydarzeniami z okresu wojny, zagadnieniami z zakresu relacji polsko-niemieckich, własną tożsamością. Mając takie zainteresowania, jest w dobrych rękach, będąc w BJDM, bo wielu innych członków związku myśli podobnie.

Jednakże równie ważne jak zaangażowanie społeczne są miło spędzone wspólne chwile, które każdy później chętnie wspomina. Takie miłe chwile członkowie BJDM z Luboszyc spędzili z przedstawicielami innych kół związku z Górnego Śląska, zarówno aktywnymi, jak i byłymi jego członkami, podczas uroczystej gali, jaka odbyła się 11 listopada w Opolu. Podczas gdy Polska świętowała dzień niepodległości, członkowie BJDM trącali się kieliszkami z okazji jubileuszu 25-lecia istnienia swojej organizacji. Zaproszenie na uroczystość przyjęło około 50 gości, w tym także przedstawiciele „dorosłych” organizacji, jak VdG czy TSKN. Przybyła też konsul Niemiec w Opolu Sabine Haake, wicemarszałek woj. opolskiego Roman Kolek, a także członkowie Związku Studentów Niemieckich (VdH). Przy dźwiękach muzyki Andrei Berg i innych szlagierowych gwiazd młodzież z Górnego Śląska tańczyła aż do białego rana. Notabene: przy stołach, zwłaszcza w gronie osób w wieku poniżej 30 lat, rozmawiano po niemiecku, jak gdyby była to jakaś impreza w Berlinie.

 

 

Młodzież to przyszłość – zbyt często jest to tylko frazes wypowiadany bez głębszego zastanowienia. Jednak w przypadku mniejszości niemieckiej jest to stwierdzenie szczególnie trafne, bo to właśnie owe liczne grupy terenowe BJDM są gwarantem dalszego trwania języka i kultury niemieckiej. Za kolejne 25 lat mniejszość niemiecka będzie istniała na tym terenie tylko wtedy, jeśli one pozostaną, a ten, kto będzie blokował im drogę, zamknie przyszłość przed mniejszością niemiecką.

 

 

Marie Baumgarten