Mit Dr. Andrzej Kaluza vom Deutschen Polen-Insitut in Darmstadt, Co-Autor des Lesebuchlexikons „Polnische Spuren in Deutschland”, sprach Anna Durecka

 

Dr. Andrzej Kaluza während eines Autorentreffens in Oppeln.
Dr Andrzej Kałuża podczas spotkania autorskiego w Opolu.
Foto: A. Durecka

 

Wie sind Sie auf die Idee gekommen, sich nach polnischen Spuren in Deutschland zu begeben und letztendlich sie in einem Buch zusammenzufassen?

 

Ich bin einer von vier Herausgebern und auch einer der Autoren, der die meisten Texte geliefert hat. Vor etwa fünf Jahren haben wir uns mal zusammengetroffen und gesagt: Ja, so etwas fehlt. Es fehlt ein Buch, eine Art Lexikon, wo wir sowohl ernsthafte Themen, wie auch tagtägliche Themen mitberücksichtigen um den Deutschen heute zu zeigen, dass die tausendjährige deutsch-polnische Geschichte so und so viele polnische Spuren in Deutschland hinterlassen hat. Diese Spuren sind geographisch überall zu finden. Vielerorts sind sie einfach irgendwo verschüttet. Unsere Aufgabe ist es den Leuten zu sagen: Johannes a Lasco Bibliothek in Emden hatte etwas mit Polen zu tun, weil Johannes a Lasco Jan Łaski hieß und er war der Reformator des Emslandes und Hamburgs und Londons. Er war Neffe des polnischen Primas, auch Jan Łaski genannt. Und das ist eine polnische Spur und kaum jemand in Emden denkt heute daran. So sind wir geographisch und historisch vorgegangen bis hin zum tagtäglichen.

 

 

Sie nannten jetzt eine historische Persönlichkeit, die im Buch vorkommt. Welche tagtäglichen polnischen Spuren finden wir in Deutschland und in Ihrem Buch?

Ach, alles Mögliche. Die Krakauer Wurst, Wodka, irgendwelche Sachen, die einfach in die deutsche Sprache eingegangen sind. Wenn Sie in Frankfurt irgendeine polnische Wurst kaufen, die hat mit Polen nichts zu tun. Aber es gibt eine polnische Wurst, es gibt eine Krakauer Wurst. Jeder Metzger in Deutschland macht eine Krakauer Wurst. Was gibt es noch? Es gibt jede Menge, es gibt Schauspieler, die polnischer Herkunft sind oder Musiker. Kaum jemand weiß, dass der deutsche Sänger Mark Forster eigentlich Marek Ćwiertnia heißt und eine polnische Mutter hat.

 

 

Da gab es bestimmt eine riesengroße Auswahl. Welcher Kriterien haben sich dabei bedient?

Es gab keine. Am Ende muss man ehrlich sagen, es ist ein Produkt, über das wir über Jahre gestritten haben, es sind ja vier Mitherausgeber und ein Dutzend Autoren und Autorinnen. Jeder hat seine Favoriten und es gab Beschränkungen. Das Buch wiegt fast zwei Kilo, es hat mehr als 450 Seiten und es enthält ca. 260 Stichworte. Es gibt die ernsthaften wie etwa „Polen in Berlin“, 10-15 Seiten und dann gibt es flüchtigere Sachen wie die polnische Gans. Es gibt tolle Illustrationen, Fotos. Es liest sich gut und und ist schön anzusehen. Das Buch ist ein Kompromiss zwischen verschiedenen Vorschlägen. Die gab es doppelt so viele, wie die Stichworte, die aufgenommen wurden.

 

Wspólna historia pozostawia ślady

Z dr. Andrzejem Kałużą z Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich w Darmstadt, współautorem leksykonu „Polskie ślady w Niemczech”, rozmawia Anna Durecka.

 

 

Jak wpadł Pan na pomysł, aby udać się polskimi śladami w Niemczech i przedstawić je w książce?

Jestem jednym z czterech wydawców, a także jednym z autorów, który dostarczył najwięcej tekstów. Około pięciu lat temu wszyscy spotkaliśmy się i stwierdziliśmy, że czegoś takiego brakuje. Brakuje książki, swego rodzaju leksykonu, w którym uwzględnimy tematy zarówno poważne, jak i te codzienne, aby pokazać współcześnie żyjącym Niemcom, że tysiącletnia historia polsko-niemiecka pozostawiła w Niemczech tyle a tyle śladów polskiej obecności, które można tam znaleźć wszędzie. W wielu miejscowościach są one po prostu gdzieś zasypane. Naszym zadaniem jest powiedzieć ludziom, że Biblioteka im. Johannesa a Lasco w Emden miała coś wspólnego z Polską, ponieważ Johannes a Lasco nazywał się Jan Łaski i był reformatorem Emslandu, Hamburga i Londynu. Był bratankiem prymasa Polski, też zwanego Janem Łaskim. I to jest polski ślad, o którym mało który z mieszkańców Emden wie. W taki właśnie sposób badaliśmy temat geograficznie i historycznie, sięgając aż do elementów najbardziej codziennych.

 

 

Wymienił Pan jedną z postaci historycznych, która występuje w książce. Jakie ślady codziennej obecności Polaków znajdujemy w Niemczech oraz w Pana książce?

Och, wszystko, co tylko możliwe. Kiełbasę krakowską, wódkę, różne przedmioty, które po prostu weszły w skład korpusu języka niemieckiego. Jeśli się kupi we Frankfurcie jakąś polską kiełbasę, to ona nie ma nic wspólnego z Polską, ale jest jedna polska kiełbasa, czyli krakowska, którą robi każdy rzeźnik w Niemczech. Co jeszcze? Całe mnóstwo, są aktorzy, który mają polskie pochodzenie, muzycy. Mało kto wie, że niemiecki piosenkarz Mark Forster właściwie nazywa się Marek Ćwiertnia, a jego matka jest Polką.

 

 

Był więc na pewno ogromny wybór. Jakimi kryteriami się Pan posłużył?

Nie było żadnych. Trzeba szczerze powiedzieć, że jest to produkt, który przez lata był przedmiotem sporów między nami, jako że jest czterech współwydawców oraz kilkunastu autorów. Każdy ma swoich ulubieńców i ulubione tematy, a były ograniczenia, bo książka waży ostatecznie prawie dwa kilogramy, liczy ponad 450 stron i zawiera ok. 260 haseł. Są takie z gatunku poważnych, jak choćby „Polacy w Berlinie”, które obejmują po 10–15 stron, no i są rzeczy bardziej przelotne, np. „polska gęś”. Są świetne ilustracje, zdjęcia. Dobrze się to czyta i przyjemnie się na to patrzy. Książka jest kompromisem między różnymi propozycjami, których było dwa razy tyle co haseł w niej zamieszczonych.