Wochenblatt – Gazeta Niemców w Rzeczypospolitej Polskiej

Wochenblatt – Gazeta Niemców w Rzeczypospolitej Polskiej

Wednesday, December 1, 2021

Geschlossenes Fenster zur Welt

 

 

 

Es gibt Orte, die jahrhundertelang nur kleine, unbedeutende Siedlungen waren, bis sich ihr Schicksal plötzlich, buchstäblich in einem Moment, aufgrund einer auf hoher Machtebene getroffenen Entscheidung radikal änderte. Zu solchen Orten gehört sicherlich das unweit der deutschen und tschechischen Grenze gelegene Kohlfurt im damaligen Kreis Görlitz.

 

 

 

 

Früher gab es hier immer eine große Menschenmenge von Reisenden. Dutzende Passagiere stiegen in Züge ein und aus oder warteten geduldig, bis sie an die Reihe kamen.
Foto: Paweł Pomykalski

 

 

Polska wersja poniżej

 

 

Im Jahr 1844 wählte die Niederschlesisch-Märkische Eisenbahn Kohlfurt (heutiges Węgliniec) zu dem Punkt, an dem die Strecken von Breslau, der Hauptstadt Niederschlesiens, nach Berlin über Sohrau und nach Dresden über Görlitz abzweigen sollten. Das Ziel wurde sehr schnell verwirklicht und ein Jahr später konnte von hier aus die deutsche Hauptstadt erreicht werden und im folgenden Jahr auch Sachsen.

 

 

Insel zwischen den Gleisen

 

Etwa 2 km südöstlich des Dorfes wurde zwischen Gleisgruppen ein so genannter Inselbahnhof angelegt. Sein Name war kein Zufall, denn er sah tatsächlich wie eine einsame Insel aus, hingeworfen auf einen durch zahlreiche Gleisbetten geschaffenen breiten Fluss. Seine architektonische Form sollte dank zweier Türme an Burgen oder andere Verteidigungsbauten anknüpfen.
Aber das ist nicht alles – zwei Jahrzehnte später wurden diesem Puzzle einige weitere Elemente hinzugefügt. So baute die Oberschlesische Eisenbahn dort u.a. 1865 eine Strecke nach Lauban. Der Ausbau des Verbindungsnetzes ging Hand in Hand mit dem Bau eines neuen Bahnhofs, der sechs Bahnsteige hatte und direkt neben dem alten stand. Die Station konnte sowohl Züge der höchsten Kategorien als auch kaiserliche Züge bedienen.

 

 

Eine Erinnerung an die glanzvollen Zeiten…

 

Es gab dort immer eine große Menschenmenge von Reisenden. Dutzende Passagiere stiegen in Züge ein und aus oder warteten geduldig, bis sie an die Reihe kamen. Der Bahnhof war lebendig und pulsierte mit großer Energie – er begrüßte diejenigen, die von jenseits der Westgrenze kamen, und verabschiedete jene, die Polen verließen, sowie jene, die das Land von Nord nach Süd durchreisten. Sowohl in den 1940er Jahren (1945 bis 1947 hieß die Stadt Kalawsk) als auch in den 1950er Jahren wurde er zudem Zeuge schwieriger Ereignisse – Abreise der letzten „alten“ Schlesier aus ihrer Heimat nach Deutschland sowie Ankunft der „Neuen“ aus dem östlichen Grenzland, die von dort nach Landsberg an der Warthe, Stettin, Grünberg usw. geleitet wurden. Später, in den 1960er, 70er und 80er Jahren, war der Bahnhof ein Ort, über den Dutzende von Kindern und Jugendlichen laut jubelnd nach Kohlfurt – ein bekanntes Ferienkoloniezentrum in der Volksrepublik Polen – zu ihren begehrten Ferien kamen.
Heute ist die Station doppelt und dreifach geschlossen und aus der stillgelegten Halle gähnt düstere Stille. Interessanterweise ist Kohlfurt nach wie vor einer der größten Rangierbahnhöfe in Polen, in dem zwei äußerst wichtige Strecken verlaufen: die Eisenbahnlinie E 30 und eine Strecke nach Deutschland über Horka für den Güterverkehr. Noch immer halten hier Züge an. Und immer wieder träumt ein Enthusiast davon, etwas zu tun, um den Bahnhof dem Zustand seiner Glanzzeit näher zu bringen. Bis jetzt ohne Erfolg.

 

Beata Pomykalska

 

Masz propozycje na kolejne artykuły na stronę www.zapomnianedziedzictwo.pl na temat zapomnianych miejsc z województw śląskiego, opolskiego i dolnośląskiego? Interesujesz się historią Śląska i chcesz nawiązać z nami współpracę? Napisz do nas e-maila: sandra.mazur@haus.pl.

„Zapomniane dziedzictwo” to projektu Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej. Więcej na www.zapomnianedziedzictwo.pl

„Vergessenes Erbe” ist ein Projekt des Hauses der Deutsch-Polnischen Zusammenarbeit. Mehr dazu unter www.zapomnianedziedzictwo.pl/de

 

 

Węgliniec: Dworzec kolejowy

 

Zamknięte okno na świat

 

 

Są takie miejscowości, które przez wieki były tylko niewielkimi, nic nieznaczącymi osadami, aż nagle, dosłownie w jednym momencie, na mocy decyzji podjętej na wysokich szczeblach władzy ich los radykalnie się odmieniał. Do takich miejsc z pewnością należy Węgliniec w powiecie zgorzeleckim, położony nieopodal niemieckiej i czeskiej granicy.

 

 

W 1844 roku spółka o nazwie Kolej Dolnośląsko-Marchijska wybrała Węgliniec, ówczesne Kohlfurt, na punkt, w którym miałoby dochodzić do rozgałęzienia się tras z Wrocławia, stolicy Dolnego Śląska, do Berlina przez Żary, a także do Drezna przez Zgorzelec. Cel zrealizowano bardzo szybko i już rok później można stąd było dotrzeć do stolicy, a w następnym roku do Saksonii.

 

 

Wyspa wśród torów

 

Około 2 km na południowy wschód od wsi zlokalizowano dworzec – tzw. wyspowy – położony między grupami torów. Jego nazwa była nieprzypadkowa, bo faktycznie wyglądał niczym samotna wyspa rzucona na szeroką rzekę stworzoną przez liczne torowiska. Jego forma architektoniczna dzięki dwóm wieżom miała nawiązywać do zamków czy innych budowli obronnych.
Ale to nie wszystko. Dwie dekady później do tej układanki dołożono jeszcze kilka elementów, m.in. w 1865 roku Kolej Górnośląska zbudowała tu linię do Lubania. Rozbudowa siatki połączeń szła w parze z budową nowego dworca, który miał aż sześć peronów i stał tuż obok starego. Stacja mogła obsługiwać pociągi najwyższych kategorii, a także pociągi cesarskie.

 

 

Wspomnienie z czasów świetności

 

Zawsze był tam wielki tłum podróżnych. Dziesiątki ludzi wsiadały do pociągów, wysiadały z nich lub cierpliwie czekały na swoją kolej. Dworzec żył, tętnił wielką energią – witał przyjeżdżających zza zachodniej granicy i żegnał opuszczających Polskę, a także tych, którzy tędy przemierzali kraj z północy na południe. W latach 40. (miasto w latach 1945–1947 nazywało się Kaławsk), a także 50. był też świadkiem dramatycznych wydarzeń – wyjazdu ostatnich „starych” Ślązaków ze swoich rodzinnych stron do Niemiec i przyjazdu „nowych” z Kresów Wschodnich, którzy stąd kierowani byli do Gorzowa Wielkopolskiego, Szczecina, Zielonej Góry itd. Później, w latach 60., 70. i 80., na dworcu rozrabiały dziesiątki dzieci i nastolatków, którzy do Węglińca – będącego w PRL-u potężnym ośrodkiem kolonijnym – przyjeżdżały na upragnione wakacje.
Dziś dworzec jest zamknięty na cztery spusty, a z nieczynnej hali zionie złowroga cisza. Co ciekawe, Węgliniec nadal jest jedną z największych w Polsce stacji rozrządowych i nadal biegną tędy dwie niezwykle ważne trasy – linia kolejowa E30 oraz trasa do Niemiec przez Horkę obsługująca ruch towarowy. Nadal zatrzymują się tu pociągi. Co rusz pojawia się jakiś zapaleniec, który marzy, by zrobić coś, co przybliży dworzec do stanu z czasów jego świetności. Na razie –niestety bezskutecznie.

 

 

Beata Pomykalska

Show More