Wójt gminy Jemielnica Marcin Wycisło na tle pocysterskiego kościoła.
Foto: Rudolf Urban

 

Z Marcinem Wycisło, wójtem gminy Jemielnica, rozmawia Rudolf Urban.

 

Pierwszy dzień maja to już od kilku lat wielki festyn w Jemielnicy, bo wtedy goście z całego regionu, także spoza województwa opolskiego zjadą się na Jarmark Cysterski. Ale także generalnie widać, że gmina stawia na turystykę. Był to świadomy krok czy po prostu tak wyszło?

 

Był to jak najbardziej świadomy krok i ostatnie lata pokazują, że była to dobra decyzja. Choć należy przyznać, że dziedzictwo kulturowo-historyczne w naszej gminie też w naturalny sposób wymogło taki krok. Jemielnicę, której początki sięgają 1225 roku, zbudowali przecież cystersi, którzy pozostali tutaj do 1810 r. W tym okresie wszystko się kręciło wokół klasztoru. Po cystersach pozostały do dziś obiekty w bardzo dobrym stanie, można nawet powiedzieć, że zabudowania poklasztorne należą do najlepiej zachowanych w Polsce. Mamy więc w Jemielnicy nie tylko sam kościół i klasztor, ale też spichlerz, który sukcesywnie remontujemy, budynek starego młyna, stawy pocysterskie. Trzeba tutaj jednak również podkreślić, że ich dzisiejszy dobry stan jest efektem prac ostatnich 27 lat. Z jednej strony wiele zawdzięczmy ofiarności samych mieszkańców, bo to był ich wysiłek, aby utrzymać te zabudowy i rozpocząć pierwsze prace. Ale także tutejsi duchowni włożyli wiele wysiłku w utrzymanie zabudowań. Gmina natomiast w minionych latach starała się i nadal się stara wspierać wszelkie prace na rzecz obiektów pocysterskich, aplikując m.in. o środki unijne. Te wspólne wysiłki minionych lat pozwalają nam teraz zbierać pierwsze żniwa w postaci zwiększonej liczby turystów odwiedzających naszą gminę, a sam Jarmark Cysterski jest doskonałą możliwością zaprezentowania dziedzictwa cysterskiego naszego heimatu.

 

Turystyka ma więc być koniem pociągowym rozwoju gminy Jemielnica. Ale na pewno nie obraziłby się Pan, gdyby zgłosił się jakiś duży inwestor, który chciałby tutaj postawić swój zakład.

 

Naturalnie jesteśmy jako gmina otwarci na inwestorów i w naszych planach zagospodarowania przestrzennego (MPZP) mamy wyznaczone tereny na działalność gospodarczą. Jako gmina nie stawiamy jednak na ciężki przemysł, fabryki hałasujące, kopcące lub w inny sposób uciążliwe dla środowiska i mieszkańców. Jesteśmy gminą ukierunkowaną na turystykę, dlatego ja osobiście namawiam inwestorów z branży logistyki, handlu i usług do osiedlenia się w naszej gminie, przy czym jednym z naszych atutów na pewno jest bliskość autostrady oraz centralne położenie pomiędzy Opolem a Gliwicami.

Przeciwko ciężkiemu przemysłowi przemawia również fakt, iż już mój poprzednik obrał kierunek wyznaczania w MPZP wielu działek pod zabudowę jednorodzinną. I to przynosi dzisiaj efekty, gdyż już kolejny rok mamy dodatkowy przyrost naturalny, z czego część to na pewno są same urodzenia, ale niemałą część stanowią nowi mieszkańcy, którzy właśnie w naszej gminie się osiedlili, ceniąc z jednej strony dobrą komunikację i wspomnianą bliskość autostrady z drugiej zaś ciesząc się z ciszy, spokoju oraz możliwości, jakie stwarzamy w gminie. Mamy dobre kluby sportowe, działa u nas także Miro Deutsche Fußballschule, która się stale rozwija, także nasze placówki oświatowe są na wysokim poziomie, a i społeczność lokalna jest aktywna i chętna do podejmowania kolejnych inicjatyw.

Ale na pewno nie jest doskonale. Z jakimi bolączkami boryka się aktualnie gmina?

 

Bolączką jest na pewno fakt, iż brakuje nam nowego przedszkola. Mamy już koncepcję i miejsce na budowę nowego obiektu, ale brakuje nam środków na realizację tej inwestycji, której kosztorys opiewa na około 6 mln zł. Ja już apelowałem do przedstawicieli rządu, aby – podobnie do tzw. programu schetynówek – utworzyć rządowy program wsparcia budowy obiektów szkolnych. Z własnych środków po prostu nie jesteśmy w stanie zrealizować tak dużej inwestycji, bo musielibyśmy wszystkie inne planowane zadania zamrozić. A przecież obok samego przedszkola mamy szereg innych zadań, które dla mieszkańców należy wykonać.

 

Pan jest jednym z niewielu wójtów i burmistrzów powiatu strzeleckiego, który w przypadku wprowadzenia dwukadencyjności dla samorządowców mógłby jeszcze raz wystartować w wyborach. Myśli Pan już o swojej przyszłości?

 

Wybory czekają nas już za półtora roku, więc jest to czas, aby się określić i ja otwarcie mówię, że chcę być wójtem kolejną kadencję. W jednej kadencji nie da się przecież wykonać wszystkiego, tym bardziej że pierwsze dwa lata dla każdego nowego wójta są swego rodzaju okresem wdrażania się w tematykę. Generalnie krytycznie odnoszę się do zapowiadanych planów. Po pierwsze takich daleko idących reform jak wprowadzenie ograniczeń w wyborach do samorządu lub zmiana systemu szkolnictwa, z którą aktualnie się zmagamy, nie powinno się wprowadzać tak szybko. Należało to rozłożyć w czasie, tak aby np. przy kolejnych wyborach kandydaci na przyszłych wójtów i burmistrzów wiedzieli, z czym mają do czynienia. A jeżeli już mają być dwie kadencje, powinny one być poszerzone do co najmniej pięciu lat każda, aby samorządowiec miał wystarczająco dużo czasu na pracę na rzecz swojej społeczności. Po drugie, twierdzenie, że w gminach tworzą się kliki i sitwy, które należy rozbić, uważam za wielce krzywdzące. W naszych małych społecznościach działalność publiczna jest transparentna. Cokolwiek jako wójt zaplanuję lub powiem, mieszkańcy o tym wiedzą. Wójtowie w naszych małych gminach są zawsze dla mieszkańców dostępni, więc nie może być mowy o tworzeniu jakichś klik.