Wójt gminy Turawa Waldemar Kampa
Foto: Sylwia Kołakowska/Wochenblatt.pl

Z Waldemarem Kampą, wójtem gminy Turawa, rozmawia Krzysztof Świerc

Które z podjętych w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku zadań uważa Pan za najważniejsze?

 

Jesteśmy gminą typowo turystyczną, dlatego od lat marzyliśmy o wybudowaniu u nas dużej, wielofunkcyjnej hali sportowej i to marzenie w minionym kwartale realizowaliśmy, a planowane zakończenie budowy to lipiec przyszłego roku, z czego już bardzo się cieszę. Faktem jest, mogliśmy wcześniej zdecydować się na budowę hali sportowej, na którą dostałbym dofinansowanie rzędu nawet 75%, ale… wówczas mogłaby być ona znacznie mniejsza, np. do gry w piłkę ręczną, a w gminie turystycznej nie ma sensu budowanie tak małej hali.

 

Ile będzie kosztowała budowa?

 

Około 8 mln zł, a dofinansowanie wyniesie 4 mln zł. Na uwagę zasługuje też to, że do tego samego obiektu przeniesiemy stację turawskiego Caritasu, która obecnie mieści się w starym budynku w Kotorzu Małym, gdzie nie ma nawet podjazdu dla osób niepełnosprawnych. W tym celu w hali sportowej wygospodarujemy pomieszczenia dla Caritasu i zrobimy wszystko w takim standardzie, aby niepełnosprawni nie mieli problemu z dostaniem się do budynku, gdzie Caritas prowadzić będzie m.in. działalność rehabilitacyjną.

 

Które z przedsięwzięć minionego kwartału zasługuje jeszcze na uwagę?

 

Podjęcie decyzji o budowie ścieżki rowerowej o długości prawie 14 km między Opolem a jeziorami turawskimi. Inwestycja ma kosztować prawie 11,5 mln zł, a zatem są to ogromne środki, które chcemy pozyskać z Aglomeracji Opolskiej. Dodam, że obecnie nasz wniosek w tej sprawie jest już na etapie oceny w urzędzie marszałkowskim, a przedsięwzięcie to chcemy realizować we współpracy ze starostwem powiatowym i innymi gminami aglomeracji.

 

A co dla wójta gminy Turawa jest priorytetem na najbliższe miesiące?

 

Duża wagę przykładamy do rozpoczęcia naborów w ramach Lokalnej Grupy Działania Kraina Dinozaurów i na Rybacką Lokalną Grupę Działania. Chcielibyśmy także pozyskać środki finansowe na dokończenie budowy 450-metrowej ścieżki z toaletą wokół jeziora średniego wyposażonej w oświetlenie, a do tego planujemy modernizację parkingu znajdującego się przy głównej ulicy. W tym miejscu pojawia się jednak pytanie, czy wystarczy nam na to wszystko pieniędzy. Zadania te wycenione są na prawie 1 mln 200 tys. zł, a sama toaleta ma kosztować 175 tys. zł! Po przetargu może być taniej albo trzeba będzie etapować prace.

 

Jak przygotowuje Pan gminę do sezonu letniego?

 

Jeszcze 5–10 lat temu nasza sytuacja była tragiczna, ponieważ piętrzenie wody w zbiorniki dużym było, jakie było, a przy tym mieliśmy potężne zakwity i śnięte ryby. Na szczęście przy współpracy i wsparciu Polskiego Związku Wędkarskiego przez najbliższe 20 lat piętrzenie wody będzie takie samo jak w minionych dwóch latach. To bardzo dobra nowina, bo jak widać, świetnie się u nas mają teraz ptaki, ryby i ludzie, co przekuwa się również w kwitnącą działalność gospodarczą. Podkreślam to szczególnie mocno, bo Turawa pod względem turystycznym chyliła się ku upadkowi, a teraz zainteresowanie działalnością gospodarczą u nas jest wręcz olbrzymie. Ba, mamy takie mnóstwo zgłoszeń osób, które chcą w Turawie robić interesy, postawić chociażby małą budkę, że już niektórym musimy odmawiać i limitować asortyment!

 

Wierzy Pan, że kiedyś Turawa stanie się poważnym miejscem wypoczynku na mapie Polski, a przynajmniej na obszarze całego Śląska?

 

Turawa zawsze takim punktem była, ale kiedyś opierało się to na tzw. socjalce, czyli na „pakowaniu” np. górników do autokarów i przywożeniu ich do nas. Co za tym idzie, funkcjonowały u nas ośrodki różnych kopalń, hut, a także policji, więziennictwa, wojska itd. i było okay. Zwrot nastąpił po pamiętnej powodzi w 1997 roku, kiedy Małą Panwią napłynęły do nas potężne ilości osadów, przez co zaczęły się zakwity, a jednocześnie „socjalka” chyliła się ku upadkowi. Na szczęście pojawiły się pieniądze unijne, dzięki którym turawskie ośrodki zostały zakupione, a ich właściciele sporo w nie inwestują. Sporo, bo mają świadomość, że aby dobrze funkcjonowały, musi być stworzona odpowiednia baza noclegowa, jedzenie i atrakcje, a dzięki temu dobrze prosperują i pozyskują klientów. Poza tym hasło, że jest woda, nie ma smrodu związanego z potężnymi zakwitami i znów pojawił się sandacz, przyciąga do nas ludzi. A zatem można bez przesady rzec, że wokół średniego i dużego jeziora wszystko wraca do normalności.

 

Co Pan sądzi na temat opinii wyrażanej przez niektórych polityków opcji rządzącej o obecnie funkcjonującym samorządzie?

 

W nagrodę za to, że jako samorządowiec przez wiele lat z całych sił angażowałem się w swoje środowisko, pracę na rzecz mojej małej ojczyzny, poświęcając jej swój czas i zdrowie, dowiedziałem się, że jestem mafiosem! To co mam sądzić? Ręce opadają, załamać się można, jak się słyszy takie wypowiedzi z ust co niektórych polityków i posłów. Nie ukrywam – wstrząsnęło to mną!