Woher kamen Polen in die ehemaligen deutschen Ostgebiete, mit welchen Problemen wurden sie dort konfrontiert und wie wuchsen sie in diese Gebiete hinein? Diese Fragen soll die Ausstellung „Das Hineinwachsen“ beantworten, die seit vergangener Woche am Oppelner Ring zu sehen ist. Obwohl interessant vorbereitet, lässt sie dennoch wichtige Aspekte nahezu unbeachtet, insbesondere aus Sicht der einheimischen Bevölkerung.

Foto: Rudolf Urban

Wersja polska poniżej

Die Ausstellung „Das Hineinwachsen. Die West- und Nordgebiete. Der Anfang“ beeindruckt ganz eindeutig mit ihrer Form, sie ist im südlichen Teil des Stadtrings unübersehbar. Als „Anfang“ gilt dabei das Ende des Zweiten Weltkriegs und die polnische Besiedlung der de facto bereits ehemaligen deutschen Gebiete. Im Vordergrund stehen jedoch nicht politische Entscheidungen oder die propagandistische Nutzung dieser Gebiete durch Polens kommunistische Regierung in den folgenden Jahren. Die Ausstellung stützt sich insbesondere auf zwei Pfeiler.

Menschen und Emotionen

Einer davon sind die Menschen – Polen, die aus verschiedenen Teilen des Vorkriegspolens und aus dem Ausland gen Westen vertrieben wurden oder sich dort auch freiwillig niederließen. „Wir erzählen die Geschichte konkreter Menschen, über ihre Probleme und Schwächen und darüber, wie sie diese Gebiete als ihre neue Heimat anerkennen mussten“, erklärt Dr. Wojciech Kucharski vom Breslauer Zentrum „Erinnerung und Zukunft“, der die Ausstellung mitkonzipiert hat.

Der zweite Pfeiler sind die Emotionen dieser zugewanderten Menschen. „Wir wollen, dass eine Balance zwischen positiven und negativen Emotionen erkennbar ist. Denn wir haben einerseits die Angst davor, was man hier wohl vorfinden mag, das kriegsbedingte Leiden und das existenzbedrohliche Gefühl der Zeitweiligkeit. Auf der anderer Seite aber sieht man die Freude und Begeisterung über das Kriegsende und einen Neuanfang, das Entdecken von Unbekanntem und die Erkenntnis über die Schönheit dieser Gebiete“, so Dr. Kucharski.

Interessante Aspekte

Die Ausstellung ist neben Textinhalten auch mit vielen Fotos versehen. Als besonders interessant erscheint unter diesen eine Wand mit Fotoaufnahmen von Mitarbeitern des Westinstitutes aus den späten 1940er-Jahren. Nicht zu vergessen ist auch die Möglichkeit, Zeitzeugenberichte zu hören und damalige Filmchroniken über die Westgebiete zu sehen.

Der Besucher soll auf diese Weise also nicht nur den Weg in die Westgebiete kennenlernen und den ersten Kontakt mit dem Land und seinen Bewohnern, soweit diese sich dort noch befangen. „Ein wesentlicher Aspekt ist auch, wie und wann die Polen hier hineinwuchsen, wobei ihnen natürlich nicht nur die veränderten deutschen Ortsbezeichnungen behilflich waren, sondern auch familiäre und lokale Verbindungen sowie die neugegründeten Kirchengemeinden“, unterstreicht Dr. Wojciech Kucharski. Die Ausstellung solle übrigens die erste in einer Ausstellungsreihe sein, kündigt er an.

Foto: Rudolf Urban

Aufschlussreich, aber…

Insbesondere jedoch den einheimischen Deutschen mag die Ausstellung unverständlich erscheinen. Bereits auf den ersten Blick stellt sich nämlich die Frage, weshalb diese Ausstellung, obwohl sie über ehemals deutsche Gebiete handelt und in verschiedenen Städten der Westgebiete gezeigt wird, keine Übersetzung ins Deutsche hat? Die Erzählung über die in diese Gebiete zugewanderten Polen könnte ja auch westliche Nachbarn interessieren, die bislang – wenn sie überhaupt einmal mit dieser Thematik konfrontiert wurden – eher nur die Tragödie der Deutschen kannten, die Schlesien, das Ermland oder Masuren verlassen mussten.

Bedenklich ist auch die Tatsache, dass die Nationalität der einheimischen Bevölkerung auf eine verworrene Art und Weise erklärt wird. Während die Bewohner dieser Gebiete, die vertrieben oder ausgesiedelt wurden, als Deutsche bezeichnet werden, wird die in ihrer Heimat verbliebenen Bevölkerung zu positiv verifizierten Autochthonen, zu Polen, erklärt. Es fehlt eine Bezugnahme darauf, weshalb sich z.B. Oberschlesier einer Verifikation unterzogen – sie taten es ja u.a. wegen ihrer Heimatverbundenheit über Staatsgrenzen hinweg. Einen Besucher, der nicht um die identitätsbezogene Komplexität dieser Gebiete weiß, mag nur wenige Meter weiter umso mehr der Eintrag auf einer Schautafel verwundern, dass diese Autochthonen in den Folgejahren im Rahmen einer Familienzusammenführung doch noch nach Deutschland auswanderten bzw. nach 1989 sich als Deutsche bekannten.

Was jedoch am stärksten auffällt, ist die generelle Außerachtlassung des Schicksals ebendieser ausgesiedelten Deutschen und der verbliebenen „autochthonen Polen“. Da die Ausstellung ja zum Ziel hat, das Hineinwachsen der Polen in diese ehemals deutschen Gebiete zu zeigen, wäre es doch ein Gebot der objektiven Überlieferung, die andere Seite, die ihre Heimat verlor oder eine nicht selten brutale Machtübernahme durch Polen erleben musste, nicht außer Acht zu lassen.

Die Ausstellung „Das Hineinwachsen“ wurde vom „Netzwerk West- und Nordgebiete“ vorbereitet. Zu diesem gehören fünf Forschungsinstitute in Polen. Nach Breslau, Stettin und Oppeln soll sie anschließend in weiteren Städten Polens gezeigt werden. Ob die Autoren der von Dr. Kucharski angekündigten Folgeausstellungen sich ausgleichshalber auch das Schicksal der Menschen genauer anschauen werden, die nach 1945 zuhause geblieben sind?

Rudolf Urban

Ciekawie, choć jednostronnie

Skąd na byłe wschodnie tereny Niemiec przybyli Polacy, z jakimi problemami się borykali i jak wrastali w te tereny? Na te pytania ma odpowiedzieć wystawa „Wrastanie”, którą od minionego tygodnia można oglądać na opolskim Rynku. Choć interesująco przygotowana, pozostawia ona jednak wiele kwestii na marginesie, szczególnie dla ludności autochtonicznej.

 

 

Foto: Rudolf Urban

 

Wystawa „Wrastanie. Ziemie Zachodnie i Północne. Początek” imponuje swoim kształtem, nie można jej bowiem nie zauważyć na południowej części Rynku. A za tytułowy początek wzięto koniec II wojny światowej i osiedlanie na byłych de facto już terenach niemieckich ludności polskiej. W centrum uwagi nie znajdują się jednak decyzje polityczne lub wykorzystanie propagandowe tych terenów przez komunistyczne polskie władze w kolejnych latach. Wystawę oparto w szczególności na dwóch filarach.

 

 

Ludzie i emocje

 

Jednym z nich to właśnie ludzie, Polacy, którzy z różnych stron przedwojennej Polski oraz z zagranicy zostali na zachodnie ziemie wypędzeni lub też dobrowolnie osiedlali się na nich. – Opowiadamy historię konkretnych ludzi, ich problemy i słabości oraz to, jak musieli te tereny uznać za swoje – wyjaśnia dr Wojciech Kucharski z Ośrodka „Pamięć i Przyszłość” we Wrocławiu, jeden z autorów koncepcji wystawy.

Drugim filarem są zaś emocje tych właśnie przybyłych ludzi. – Chcemy, żeby dostrzec balans między emocjami pozytywnymi i negatywnymi. Bo z jednej strony mamy strach wobec tego, co tutaj można zastać, cierpienie spowodowane wojną czy zagrożenie egzystencji poczuciem tymczasowości. Ale z drugiej strony widać radość i entuzjazm spowodowany końcem wojny i nowym początkiem, odkrywanie nieznanego i poznawanie piękna tych terenów – mówi dr Kucharski.

 

 

Interesujące aspekty

 

Całość wystawy okraszona jest nie tylko tekstem, ale też dużą ilością zdjęć, wśród których najciekawsza wydaje się ściana prezentująca ujęcia fotograficzne zrobione przez pracowników Instytutu Zachodniego pod koniec lat czterdziestych. Nie można też zapomnieć o możliwości wysłuchania relacji świadków czasu lub obejrzenia ówczesnych kronik filmowych na temat ziem zachodnich.

Zwiedzający w ten sposób ma więc poznać nie tylko drogę na ziemie zachodnie i pierwszy kontakt z tymi terenami i jej mieszkańcami, o ile ci jeszcze tutaj przebywali. – Istotnym aspektem jest też, jak i kiedy Polacy wrastali tutaj, w czym naturalnie pomagały nie tylko zmiany nazw niemieckich, ale też więzi rodzinne i lokalne czy tworzenie się parafii – podkreśla dr Wojciech Kucharski, zapowiadając jednocześnie, że wystawa ta ma być pierwszą z serii ekspozycji.

 

 

Ciekawie, ale…

 

Wystawa jednak szczególnie dla ludności rodzimej, niemieckiej, może wydawać się niezrozumiała. Na pierwszy rzut oka powstaje mianowicie pytanie, dlaczego wystawa ta, choć traktująca o byłych terenach niemieckich i pokazywana w różnych miastach ziem zachodnich, nie ma tłumaczenia na języka niemiecki? Opowieść o dziejach Polaków przybyłych na te tereny może przecież również zainteresować zachodnich sąsiadów, znających dotychczas – jeżeli w ogóle byli konfrontowani z tą tematyką – raczej tragedię Niemców, którzy Śląsk, Warmię czy Mazury musieli opuścić.

 

Kolejne zastrzeżenie budzi fakt, iż narodowość ludności autochtonicznej tłumaczona jest w zawiły sposób. O ile mieszkańcy tych terenów, których wypędzono lub wysiedlono, określa się mianem Niemców, o tyle ludność pozostałą w swoim heimacie nazywa się autochtonami pozytywnie zweryfikowanymi jako Polaków. Brakuje odniesienia do tego, dlaczego np. Górnoślązacy poddawali się weryfikacji – a czynili to m.in. ze względu na przywiązanie do swoich stron ojczystych niezależnie od granic państwowych. Nie znającego złożoności tożsamościowej tych terenów zwiedzającego może kilka metrów później tym bardziej dziwić napis na tablicy, że oto ci autochtoni w kolejnych latach w ramach akcji łączenia rodzin jednak emigrowali do Niemiec lub po 1989 zadeklarowali narodowość niemiecką.

 

Co jednak najbardziej uderza, to generalne pominięcie losu właśnie tych wysiedlanych Niemców lub pozostałych „autochtonicznych Polaków”. Choć wystawa ma na celu ukazanie wrastania Polaków w te poniemieckie ziemie, obiektywizm przekazu wymagałby jednak niepomijania drugiej strony, tracącej swój heimat lub będącej świadkiem przejmowania władzy przez Polaków niejednokrotnie w brutalny sposób.

 

Wystawę „Wrastanie” przygotowała „Sieć Ziem Zachodnich i Północnych”, którą tworzy pięć instytutów badawczo-naukowych w Polsce. Po Wrocławiu, Szczecinie i Opolu ma ona być pokazana w kolejnych miastach Polski. Może dla równowagi w zapowiadanych przez dra Kucharskiego kolejnych wystawach twórcy przyjrzą się również dokładniej losowi ludności, która po 1945 pozostała u siebie?

 

Rudolf Urban