Z Waldemarem Sobotą piłkarzem FC St. Pauli Hamburg rozmawia Krzysztof Świerc

Waldemar Sobota jako ofensywny rozgrywający niemieckiego FC St. Pauli Hamburg Foto: www.domaukurier.de

 

 

Ma pan 30 lat i gra w niemieckiej drugiej lidze – FC St. Pauli Hamburg. Czy w tym wieku można marzyć jeszcze o powrocie do reprezentacji Polski, dla której wystąpił pan w 18 meczach zdobywając 4 bramki?

Uważam, że jestem w najlepszym momencie kariery piłkarskiej, w której można jeszcze wiele osiągnąć. Każdy, kto uprawia futbol i jest w takim momencie kariery jak ja, a przy tym pełen energii i czuje w sobie moc, to oczywistym jest, że myśli o tym, aby jeszcze raz zakosztować gry w drużynie narodowej. Nie ukrywam, że ja też o tym myślę, ale też zdaję sobie sprawę z tego, że jest to zadanie nie łatwe do zrealizowania.

 

 

Ale nie z rodzaju misssion impossible?

 

Należy wziąć pod uwagę fakt, że reprezentacja Polski osiąga obecnie bardzo dobre wyniki i selekcjoner, Adam Nawałka tak naprawdę nie musi w niej wiele zmieniać, być może wystarczą drobne korekty. Oczywiście będę walczył z całych sił i w swoim klubie dawał z siebie wszystko. Co będzie później, zależy tylko od selekcjonera. Jeśli będzie mnie potrzebował, to będę gotowy.

 

 

Nie licząc gry w Małejpanwi Ozimek i KS Krasiejów, był pan również piłkarzem MKS-u Kluczbork, Śląska Wrocław Club Brugge i obecnie FC St. Pauli. Który z tych klubów wspomina pan najmilej, który był najlepiej zorganizowany?

 

Nie chcę wyróżnić jednego konkretnego, bo w każdym z nich czegoś się nauczyłem i mam przy tym bardzo przyjemne wspomnienia ze wszystkich miejsc, w których mieszkałem i grałem. Nawet w drużynach, gdzie występowałem rzadziej, jakbym chciał. Nie będę też stosować gradacji wartości poszczególnych trenerów, czy piłkarzy, bo każdy z nich coś wniósł do mojego życia sportowego, z wieloma mam kontakt do dzisiaj i chciałbym, aby tak pozostało też po zakończeniu kariery.

 

 

To w takim razie w którym klubie najlepiej się zarabiało?

 

Jest to temat, na który piłkarze nie chcą się głośno wypowiadać, ale prawdą jest, że futbolem rządzi pieniądz. Z drugiej też strony po to się zawodowo uprawia ten sport, żeby zdobyć jakieś dobra materialne i zapewnić sobie godziwą przyszłość. Jeśli chodzi o mnie to na początku mojej kariery grałem w mniejszych klubach, gdzie nie wiele zarabiałem, a czasami za grę nie otrzymywałem żadnej gratyfikacji. Pomimo tego okres ten wspominam bardzo mile, gra sprawiała mi olbrzymią radość, byłem bardzo zaangażowany i wiedziałem, że ciężką pracę osiągnę to, co sobie wymarzyłem. W efekcie w miarę upływu czasu i przechodzenia a do większych klubów moje zarobki rosły.

 

Waldemar Sobota (przy piłce) w barwach Club Brugge Foto: www.fakt.pl

 

 

Jakie cele przyświecają Waldemarowi Sobocie do końca bieżącego sezonu i czy wybiega Pan też w dalszą przyszłość?

 

Jeszcze przez pół roku jestem piłkarzem FC St. Pauli i moim nadrzędnym celem jest, aby jak najlepiej grać, bo tego ode mnie oczekują w klubie. Nie ukrywam jednak, że coraz częściej myślę również o tym, co będzie za rok, dwa i dalej. Faktem jest, że dostałem już propozycję dalszej współpracy z moim obecnym klubem i ją rozważam bardzo poważnie, bo w FC St. Pauli czuję się znakomicie. Podobnie zresztą, jak w Hamburgu, który jest cudownym, super miastem do życia, a ważne jest dla mnie też to, aby w trakcie kariery pomieszkać w ciekawym, pełnym życia, atrakcyjnym, interesującym miejscu. Jednocześnie nie wykluczam zmiany otoczenia. Zbyt długo siedzę w futbolu, wiele widziałem i wiem, że nawet w tak krótkim czasie, jak pół roku sporo może się wydarzyć. Mogą na przykład pojawić się pewne okoliczności, które sprawią, a wręcz zmuszą mnie do tego, żeby zmienić pracodawcę i miejsce zamieszkania, ale… Jeszcze raz podkreślam – pierwszym, moim wyborem jest FC St. Pauli!

 

 

A drugim FC Schalke 04? Jakby nie patrzeć pana ulubiony klub w Bundeslidze.

 

Drugiego wyboru na chwilę obecną nie ma! Widzę, że FC St. Pauli jest moją osobą bardzo zainteresowane i zadowolone z tego, co przez trzy lata gry nad Łabą sobą prezentowałem, nie tylko na murawie i to jest dla mnie niezwykle istotne. Jestem jednak człowiekiem bardzo rodzinnym, ciągnie mnie w rodzinne strony i nigdy nie ukrywałem, że po zakończeniu kariery zamierzam wrócić do opolskiego i tam zamieszkać na stałe. Na dzisiaj wszystko wskazuje na to, że tak się stanie, a co będę robił? Na razie nie zaprzątam sobie tym głowy, choć pewne pomysły w głowie już mi się urodziły.

 

 

Na przykład zostanie trenerem…

 

Szczerze mówiąc zastanawiam się, jaka opcja byłaby dla mnie najlepsza. Zostanie trenerem seniorów na wysokim poziomie, czyli na przykład w ekstraklasie raczej nie jest dla mnie. Definitywnie jednak takiej roli dla siebie nie odrzucam i prawdę mówiąc już podjąłem w tym kierunku pewne kroki, żeby w przyszłości mieć taką ewentualność. Zdecydowanie bardziej jednak widzę siebie w innych rolach, na przykład skauta piłkarskiego, osoby pracującej z młodzieżą lub dyrektora sportowego.

 

 

Miroslav Klose i Lukas Podolski, a zatem gwiazdy światowego formatu pochodzące z Górnego Śląska zamiast Polski wybrały grę w reprezentacji Niemiec i tego kroku nie żałowały i nie żałują, Pan natomiast zdecydował się bronić biało-czerwone barwy. Czy z perspektywy czasu nie żal straconej okazji, aby być może zagrać w drużynie mistrzów świata?

 

Zacznę od tego, że jestem bardzo dumny z tego, że dane mi było grać w reprezentacji Polski. Nigdy zresztą nie myślałem o innej możliwości, to była dla mnie oczywistość bez wątpliwości! Wszystko bowiem, co osiągnąłem w piłce nożnej zawdzięczam Polsce, tutaj się wychowałem, tu rozpoczynałem karierę piłkarską i zacząłem piąć się po szczeblach futbolu od młodzieżowego po seniorski. Dlatego uważam, że była to z mojej strony jedyna słuszna decyzja.

 

 

Jest Pan spełniony sportowo, czy może uważa, że mógł wycisnąć z siebie coś więcej, dotrzeć dalej, grając w jeszcze bardziej topowy klubach Europy?

 

Różnie można patrzeć na moją karierę. Pochodzę z małej miejscowości Schodnia i jeśli ktoś kiedyś powiedziałby mi, że dostąpię zaszczytu gry w polskiej ekstraklasie, w reprezentacji Polski, że sięgnę po tytuł mistrza Polski, a potem zostanę kupiony przez belgijski Club Brugge i niemiecki FC St. Pauli, to pękałbym ze szczęścia i pewnie o niczym w więcej w sportowym życiu nie marzył. Jednak w miarę jedzenia apetyt rośnie, do głowy docierają różne przemyślenia. Między innymi takie, że gdybym swoją karierę lepiej zaplanował, wcześniej na przykład zdecydował się na pewne kroki, a na propozycje nie narzekałem już kiedy grałem w Krasiejowie i MKS Kluczbork, to być może moja kariera potoczyłaby się jeszcze ciekawiej. Jednak z drugiej strony wiem, że jako człowiek nie byłem wtedy na taki krok gotowy, dlatego uważam, że tak, jak prowadziłem swoją karierę, czyli szczebel po szczebelku było dla mnie finalnie słusznym rozwiązaniem.

 

 

W czerwcu tego roku czekają nas mistrzostwa świata w Rosji, kto pana zdaniem jest faworytem tego turnieju i czy Niemców stać na obronę tytułu mistrza świata i sięgnięcie po koronę najlepszej drużyny globu już po raz 5-ty w historii?

 

Niemcy podczas mistrzostw świata, czy Europy zawsze należą do grona ścisłych faworytów i nie inaczej jest tym razem. Tutaj nic się nie zmienia i wydaje mi się, że nie jestem w tej opinii odosobniony, wielu jest takich, którzy już dzisiaj postawiliby duże pieniądze na to, że ekipą Joachima Loewa zdoła obronić mistrzowski tytuł. Korzystając jednak z okazji chciałbym kilka słów poświęcić polskiej reprezentacji, która jak wiemy też wystąpi na rosyjskim mundialu i moim zdaniem może odegrać na nim nie bagatelną rolę. W naszym teamie drzemie olbrzymi potencjał, wystarczy choćby wziąć pod uwag fakt, że mamy Roberta Lewandowskiego – być może najlepszego snajpera na świecie, który czasami w pojedynkę potrafi rozstrzygać losy meczów. Na tej podstawie uważam, że Polska jest w stanie odegrać w Rosji poważną rolę.

 

 

Czy aby na pewo? Biorąc pod uwagę, że trzon zespołu Adama Nawałki stanowią dość zaawansowani wiekowo piłkarze mam wątpliwości. Na przykład – Jakub Wawrzyniak liczy sobie już 35 lat, Jakub Błaszczykowski, Łukasz Piszczek, Tomasz Jodłowiec mają po 33 wiosny, Thiago Cionek – 32, Artur Jędrzejczyk, Michał Pazdan, Krzysztof Mączyński po 31 lat, a Kamil Grosicki, Kamil Glik, Robert Lewandowski po 30. Nie da się ukryć, jest to wiekowy zespół, nawet bardzo na tle innych reprezentacji – patrz Francja, czy Niemcy, a turniej jest długi, wyczerpujący i w pewnym momencie zdrowia może brakować.

 

Nie wiem, czy każdemu z nich uda się pojechać na mundial, ale paradoksalnie dla wielu z wymienionych przez pana zawodników wiek może okazać się atutem! Atutem dlatego, że będzie to prawdopodobnie ich ostatni w karierze turniej o takiej randze jak mistrzostwa świata. Dlatego jestem przekonany, że każdy z tych piłkarzy, bez względu na wiek będzie ekstremalnie dobrze przygotowany i to pod każdym względem. Poza tym nie można zapominać o tym, że mamy bardzo dobrego selekcjonera, który na pewno odpowiednio przygotuje zespół na taki turniej. A jak potrafi to robić pokazały ostatnie mistrzostwa Europy, gdzie dowodzony przez Adama Nawałkę zespół znakomicie sobie radził i przy odrobinie szczęścia mógł nawet awansować do półfinału. A zatem jego drużyna już wie, o co chodzi podczas dużych imprez, żeby daleko zajść, choć mistrzostwa świata i Europy różnią się od siebie rangą. Dlatego wydaje mi się, że mistrzostwa świata w Rosji będą takim turniejem, w którym Polacy odegrają znaczącą rolę.

 

 

Waldemar Sobota jako piłkarz Śląska Wrocław Foto: www.sportowefakty.wp.pl

 

Czyli mogą dotrzeć nawet do strefy medalowej?

 

Podczas turnieju tyle rzeczy może się wydarzyć, że nie sposób zakładać już dzisiaj, że Polska zdobędzie jakiś medal, tym bardziej, że czynników, które wpływają na ostateczny wynik jest mnóstwo. Poza tym futbol w Europie bardzo się wyrównał i często wiele zależy od szczęścia bądź od dyspozycji dnia. Wierzę jednak, że nasza ekipa dobrze się zaprezentuje.

 

 

Kontuzje się pana nie imają. Wielu zawodników grających na takim poziomie i przy tak dużej intensywności gry, jaka towarzyszy meczom 2.Bundesligi, a wcześniej ekstraklasie Belgii, w wieku 30 lat ma za sobą często przebytych wiele urazów i operacji, a Waldemar Sobota nie. To efekt genów, czy sportowego trybu życia? Zdaniem Pepa Guardioli jednego z najwybitniejszych trenerów świata, obecnie szkoleniowca Manchester City, a wcześniej takich potęg, jak FC Barcelony i Bayernu Muenchen, to właśnie higieniczny styl życia ma ogromne znacznie, czy dany piłkarz często jest kontuzjowany, bądź nie i za przykład stawiał przy tej okazji „niezniszczalnego” Roberta Lewandowskiego.

 

Prawdą jest, że podczas swojej kariery żadnej poważnej kontuzji nie miałem i dłużej niż dwa tygodnie nigdy nie pauzowałem. Sądzę że wiele pomaga genetyka, która sprawia też, że moje mięśnie i stawy gotowe są na duży wysiłek i nie są podatne na urazy, ale bez wątpienia olbrzymi wpływ na to ma również fakt, że dobrze się prowadziłem i prowadzę. Dodam, że w celu uniknięcia urazów stosuję stretching, po prostu dużo się rozciągam i bacznie na ten element zwracam uwagę.

 

 

Franck Ribery jest pana idolem, a przecież to wyjątkowo kontuzjogenny zawodnik, czyżby geny nie te i prowadził hulaszczy tryb życia?

 

Jest to bez wątpienia wybitny piłkarz, który dobiega już do końca swojej kariery, która co trzeba zaznaczyć toczona jest cały czas na najwyższym poziomie. W olbrzymiej części w barwach Bayernu Muenchen, który zawsze walczy o najwyższe laury zarówno w Bundeslidze, jak i w Lidze Mistrzów, czy Pucharze Niemiec, a to kosztuje sporo zdrowia. Nie wykluczam jednak, że przy tej liczbie urazów, z jakimi musiał się zmagać ten fantastyczny rozgrywający wpływ miała genetyka. A propos genetyki, to przez nią wielu wspaniałych piłkarzy, niezwykle utalentowanych nie mogło się rozwinąć, bo co chwilę łapali kontuzje. Na przykład Marco Reus z Borussii Dortmund, który przez to nie wziął udziału w poprzednim mundialu w Brazylii, na których Niemcy sięgnęli po mistrzostwo świata i na ostatnich mistrzostwach Europy. Ale takich pechowców jest cała masa, cóż genetyki się nie wybiera i nie zawsze idzie w parze z talentem.