11 października ub. roku w meczu eliminacyjnym do piłkarskich mistrzostw Europy Niemcy w roli mistrzów świata sensacyjnie ulegli w Warszawie 0-2, ponosząc pierwszą w historii porażkę z Polską. Stało się tak, mimo że przewaga w tym spotkaniu w niemal każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła była po stronie naszej drużyny (27-5 w strzałach na bramkę!).

 

Tego dnia jednak Niemcom brakowało szczęścia, skuteczności i koncentracji, co prawdopodobnie wynikało w jakimś stopniu z pomundialowego rozluźnienia. Dlatego w meczu rewanżowym, który odbył się w miniony piątek we Frankfurcie nad Menem, oczekiwaliśmy od naszej reprezentacji poważnego potraktowania „biało-czerwonych” i zwycięstwa. Tak też się stało, 4-krotni mistrzowie świata zgodnie z planem i zasłużenie wygrali 3-1, obejmując prowadzenie w tabeli eliminacyjnej do przyszłorocznych mistrzostw Europy we Francji.

 

Polacy, nic się nie stało

 

Potwierdziła się też teza, że kiedy nasi muszą wygrać, to na ogół wygrywają, ale aż strach pomyśleć, co by się działo, gdyby Polacy zwyciężyli na Commerzbank-Arena! Nad Wisłą media, wielu piłkarzy, trenerów, działaczy klubowych, nie mówiąc już o kibicach, nie słyną z pokory i szacunku zarówno względem słabszych, jak i lepszych, bardziej utytułowanych, ba, często bywa wręcz odwrotnie. Ta w sumie nie uzasadniona wynikami (w ostatnich latach) wiara w polskich futbolistów nad Wisłą, granicząca momentami z fanatyzmem, z jednej strony wzbudza śmiech i żal, a z drugiej – irytację. Stąd udany rewanż naszych chłopców na teamie Adama Nawałki dał nam wiele radości, a rywale? Jak wielokrotnie w ostatnich latach, musieli na osłodę porażki wysłuchać pieśni swoich fanów – „Polacy, nic się nie stało”, a trzy dni później wyżyli się na piłkarskich amatorach – Gibraltarze, gromiąc ich 8-1, ale… Z perspektywy polskiej drużyny faktycznie niewiele złego się stało po porażce z Niemcami, bo w tym samym czasie Szkoci ulegli Gruzji (0-1) i Niemcom (2-3), dlatego występ „biało-czerwonych” na Euro 2016 jest bliski, a jedynym zespołem, który może im jeszcze sprawić problem z awansem bez konieczności gry w barażach, to Irlandczycy, którzy w dwóch ostatnich meczach wygrali 4-0 z Gibraltarem i 1-0 z Gruzją.

 

Dobry początek, zła końcówka

 

Niemcy natomiast, tak jak oczekiwaliśmy, tym razem bardzo poważnie potraktowali polski zespół i od początku spotkania przystąpili do ataku. Dzięki temu już w pierwszych 8 min gry stworzyli sobie dwie okazje bramkowe, a od 12. min po szarży Hectora i trafieniu Müllera prowadzili 1-0, a 7 min później po solowej akcji i uderzeniu z 15 m Götze podwyższył na 2-0! Trafienie to podcięło na kilka minut skrzydła gościom, którzy całkowicie dali się zdominować i wydawało się, że tylko kwestią czasu jest zdobycie przez naszych kolejnych goli, czego bliscy byli w 24. min Hummels, 120 sek. później Ösil i w 35. min Müller, który przegrał sytuację sam na sam z polskim golkiperem. Zmarnowanie ostatniej sytuacji zemściło się na Niemcach już minutę później, kiedy to Grosicki celnie dośrodkował do Lewandowskiego, a ten w polu karnym gospodarzy wygrał pojedynek z Hummelsem, wciskając z kilku metrów piłkę do niemieckiej siatki. Kontaktowa bramka dla Polski wybiła z rytmu ekipę Joachima Löwa, która do końca pierwszej odsłony jedynie odpierała ataki Polaków. Do tego popełniała kiksy, jak ten w 45. min, kiedy to nieporozumienie pomiędzy Neuerem a rozgrywającymi sprawiło, że w sytuacji jeden na jeden z niemieckim bramkarzem znalazł się Lewandowski, na nasze szczęście przegrał tę potyczkę, a chwilę później po strzale „Lewego” głową z linii bramkowej swojej drużyny piłkę wybił Götze, uff…

 

Słabszy początek, dobry koniec

 

Początek drugiej połowy też należały do gości, ale po kilku minutach inicjatywę przejęli Niemcy, a Müller i wprowadzony do gry w 53. min (za Bellarabiego) Gündogan raz po raz zagrażali bramce Fabiańskiego. Do tego w 56. min Götze nie wykorzystał świetnej okazji i trafił w słupek. Zmarnowanie tej okazji mogło się zemścić na gospodarzach chwilę potem, na szczęście Grosicki też zmarnował tzw. setkę. Jednak już w 64. min po podaniu Kroosa Schweinsteiger powinien podwyższyć nasze prowadzenie, ale stojąc 6 m od polskiej bramki, trafił w nogi obrońcy. Pięć minut później Niemcy zmarnowali kolejną stuprocentową okazję, a chwilę później po strzale głową Hummelsa fantastyczną interwencją na linii bramkowej popisał się Fabiański. Niemcy jednak nie rezygnowali, nadal parli do przodu. Na kwadrans przed końcem meczu kolejną okazję na gola zmarnował Götze, który jednak 6 min później zrehabilitował się, celnie dobijając piłkę odbitą przez polskiego bramkarza po uderzeniu Müllera – i było 3-1. Trafienie to rozluźniło mistrzów świata, którzy do końca potyczki kontrolowali już przebieg wydarzeń na murawie, a przy odrobinie szczęścia znakomicie prezentujący się Gündogan mógł zdobyć 4. gola dla Niemców.

 

 

Krzysztof Świerc