Foto: Łukasz Biły.

Foto: Łukasz Biły.

Niemal od tysiąca lat kroszonki, czyli pięknie zdobione jaja wielkanocne nierozłącznie związane są z historią Górnego Śląska. Od wielu lat są także częścią tradycji Niemców w tym regionie. Tradycję robienia kroszonek kultywuje przewodnicząca DFK Kąty Edeltrauda Fornol, której efekty pracy to prawdziwe małe dzieła sztuki.

 

– U nas w rodzinie kroszonki mają długą tradycję, robiła je moja ołma, moja mama, teraz robię je ja – mówi Edeltrauda Fornol o swoich wyrobach. Szczególnie w tym roku stały się one hitem. Jako prezent wręczono je m.in. przedstawicielom Ministerstwa Spraw Wewnętrznych podczas ich ostatniej wizyty w Opolu. Nic dziwnego, bo opolskie kroszonki ze względu na estetykę wykonania nadają się tak na śląski wielkanocny stół, jak i na prezent dla wysokich rangą oficjeli.

 

Mało która rzecz jest produktem tak tradycyjnym w opolskiej części Górnego Śląska. Najstarsze kroszonkowe artefakty, które znaleziono w Opolu, szacuje się na drugą połowę X wieku. Prawdziwą popularność na Śląsku zyskały jednak pod koniec XIX wieku, gdy dzisiejsze województwo opolskie znajdowało się w granicach Cesarstwa Niemieckiego: – Kroszonki robiono i barwiono już wtedy wieloma technikami. Używano np. żyta, które dodawano do wody, by zabarwić takie jajko, kolor natomiast często wzmacniano np. ałunem, dzięki czemu uzyskiwano zieloną barwę jajka – mówi Elżbieta Oficjalska z Muzeum Wsi Opolskiej. Zdobienie jajek, np. motywami kwiatowymi, odbywało się głównie przez drapanie żyletką. Taką techniką posługuje się także Edeltrauda Fornol: – Żyletką lub brzytwą można to zrobić najłatwiej. To oczywiście dużo pracy, bo robimy to tak, jak było to dawniej, ale dzięki temu możemy promować naszą tradycję – stwierdza przewodnicząca.

 

Zgodnie ze swoją tożsamością Edeltrauda Fornol nadaje kroszonkom typowy niemiecki charakter. Znaleźć można na nich niemieckie napisy, nawet takie z romantycznym przesłaniem. Tak jak dawniej, może je wręczyć np. dziewczyna chłopakowi, który jej się podoba.

 

Przewodnicząca DFK Kąty ma świadomość, że tak żmudne procesy w dzisiejszych czasach popadają w zapomnienie, to jednak widzi dla nich nadzieję, gdyż – jak opowiada – „wnuczek czasami nawet powie, że teraz nie ma na coś czasu, bo musi ołmie przy kroszonkach pomóc”.

 

Łukasz Biły.