Sabina Olbrich-Szafraniec
Foto: prywatne

Z Sabiną Olbrich-Szafraniec, śpiewaczką operową, współpracującą jako solistka z Operą Śląską w Bytomiu, rozmawia Łukasz Biły.

 

Kiedyś, gdy zapytałem grupę młodzieży spoza Śląska, z czym kojarzą im się Niemcy, bez wahania odpowiedzieli niestety: z wojną. To przykład na bardzo szablonowe postrzeganie tego kraju i narodu. Jak Pani odpowiedziałaby na to pytanie?

 

Niemcy kojarzą mi się z pracowitością, rzetelnością, poczuciem odpowiedzialności za powierzone zadania, czyli tymi pozytywnymi wartościami, które na szczęście w wielu kręgach też są szablonowe. Może wartości te nie zawsze są dziś tak wyraziste jak w powojennej rzeczywistości, ale ja taki mam obraz tego kraju.

 

Jest Pani śpiewaczką, która wykonuje pieśni związane także z kulturą niemiecką. Z doświadczenia wiem, że artyści często wykonują utwory, które „czują”. Czy u Pani też jest taki związek i jak do tego doszło?

 

Pieśni kompozytorów z kręgu kultury niemieckiej towarzyszą mi od początku mojej skromnej drogi artystycznej. Już podczas studiów w Akademii Muzycznej w Katowicach zachwyciła mnie liryka wokalna Schuberta, Schumanna, Brahmsa czy Richarda Straussa. Kompozytorzy ci pisali do tekstów wybitnych poetów, takich jak Goethe, Heine, Chamisso czy Eichendorff. Naturalną rzeczą jest, że najbardziej lubimy wykonywać utwory, w których się dobrze czujemy, jest to wtedy prawdziwe. Pieśni są dla mnie właśnie taką formą, w której można wyrazić wszystkie uczucia i emocje.

 

Jedną z najważniejszych rzeczy dla artysty jest reakcja publiczności. Jak widzowie reagują na niemieckość w Pani utworach, a jak w życiu – poza sceną? Trudno się przyznać do związków z tą kulturą?

 

Muzyka nie zna granic, jest to hasło przewodnie wielu międzynarodowych projektów muzycznych, ale także koncertów i imprez mniejszości niemieckiej. Stało się to trochę takim sloganem inicjatyw dla porozumienia między narodami, ale ja myślę, że rzeczywiście tak jest. Muzyka jest językiem uniwersalnym dla wszystkich, pozwala przełamywać stereotypy i nawiązywać dialog, niezależnie od tego, czy śpiewa się po niemiecku czy po rosyjsku, publiczność jest nastawiona na odbiór piękna muzyki i to łączy. Najlepszym przykładem na to jest fakt, że często w życiu codziennym, w radiu czy telewizji słyszymy utwory, których słów nawet nie rozumiemy, ale zachwycają nas towarzyszące im emocje. Poza sceną, myślę, że znajomość każdej z kultur ubogaca człowieka i pozwala dzielić się tym z innymi i nie uważam za jakąkolwiek trudność, by się przyznawać do tych związków. Znajomość innych kultur, języków i powiązań z nią daje poczucie bycia na równych prawach obywatelem całego świata.

 

Ma Pani muzycznego idola, którego można skojarzyć z niemieckością? A może kogoś spoza muzyki?

 

Oczywiście, że mam. Z racji muzyki, którą sama wykonuję, to – jak można się domyślić – głównie artyści z kategorii muzyki klasycznej. Ze świata współczesnej wokalistyki to na pewno Diana Damrau, sopran koloraturowy, oprócz tego Simone Kermes, której lubię słuchać w repertuarze barokowym. Gdy mi smutno na duszy, to Dieter Fischer-Dieskau jest najlepszym lekarstwem, zwłaszcza w jego wykonaniu kantata Jana Sebastiana Bacha „Ich habe genug”.

 

Mimo że nie zawsze łatwo jest przyznać się w Polsce do związku z inną kulturą, Pani zdobyła tytuł naukowy i otrzymała nagrodę polskiego rządu. Czuła Pani kiedyś, że musi walczyć ze stereotypami?

 

Stereotypy w moim życiu praktycznie nie występowały. Jak wspomniałam już wcześniej, muzyka nie zna granic. Nie spotkała mnie nigdy dezaprobata związana z wykonywaniem repertuaru zagranicznych kompozytorów u nas w kraju, jak i przy okazji prezentowania polskich utworów za granicą. Wydaje mi się, że ludzka wrażliwość w odbiorze muzyki unosi się ponad narodowościowe uprzedzenia i antypatie.

 

Jest Pani Ślązaczką i jak na artystkę przystało – osobą wrażliwą na kulturę. Jak ocenia Pani nasz region dziś także ze względu na obchodzenie się z dziedzictwem kulturowym przeszłości?

 

Burzliwe dzieje historyczne, położenie geograficzne wywarły ogromny wpływ na zasób dziedzictwa kulturalnego Śląska. Jak mało który region mamy ogromną ilość pałaców, pomników i innych budowli reprezentujących tak wiele kultur. Możemy zauważyć, że podejmuje się coraz więcej działań na rzecz odnowy zabytków Śląska, ich dokumentowania, popularyzacji wiedzy na ich temat. Organizuje się coraz więcej wystaw, konferencji, konkursów, prowadzi się działalność edukacyjną dotyczącą bogatego dziedzictwa kulturowego Śląska. To wszystko ogromnie cieszy, gdyż to niezmiernie bogate dziedzictwo zobowiązuje nas do wspólnego zaangażowania się w upowszechnianie historii, sztuki i kultury regionu.

 

W mniejszości niemieckiej jest dosyć sporo utalentowanych wokalistek i wiele z nich także marzy o karierze na scenie. Co poradziłaby Pani tym młodym śląskim dziewczynom?

 

Młodym, przyszłym adeptom sztuki wokalnej poradziłabym tylko trzy rzeczy: pracować, pracować i jeszcze raz pracować. Reszta przyjdzie sama.

 

***

 

Mit Sabina Olbrich-Szafraniec, einer Opernsängerin, die als Solistin am Schlesischen Opernhaus in Beuthen mitwirkt, sprach Łukasz Biły.

 

Als ich einmal Jugendliche außerhalb Schlesiens fragte, was ihnen zum Thema Deutschland am ehesten einfällt, sagten sie leider ohne zu zögern: Krieg. Dies steht exemplarisch für eine sehr schablonenhafte Wahrnehmung dieses Landes und dieser Nation. Wie würden Sie denn diese Frage beantworten?

 

Ich assoziiere Deutschland mit Fleiß, Redlichkeit, Verantwortung für anvertraute Aufgaben, also mit jenen positiven Werten, die glücklicherweise in vielen Kreisen ebenfalls schablonenhaft sind. Heutzutage mögen diese Werte vielleicht nicht immer so gut ausgeprägt sein wie in der Nachkriegsrealität, aber ich habe nun mal ein solches Bild dieses Landes.

 

Als Sängerin bieten Sie auch Lieder dar, die mit der deutschen Kultur verbunden sind. Aus Erfahrung weiß ich, dass Künstler gern Kompositionen interpretieren, die sie „fühlen” können. Gibt es auch bei Ihnen diesen Zusammenhang und wie ist es dazu gekommen?

 

Lieder von Komponisten aus dem deutschen Kulturkreis begleiten mich seit Beginn meines bescheidenen künstlerischen Weges. Schon während meines Studiums an der Musikhochschule Kattowitz begeisterte mich die Gesangslyrik von Schubert, Schumann, Brahms oder Richard Strauss. Diese Komponisten schrieben zu Texten von herausragenden Dichtern wie Goethe, Heine, Chamisso oder Eichendorff. Es ist nur natürlich, dass wir am liebsten solche Werke darbieten, in denen wir uns wohlfühlen, dann ist das echt. Lieder sind für mich eben eine solche Form, in der man alle Gefühle und Emotionen zum Ausdruck bringen kann.

 

Für einen Künstler ist die Reaktion des Publikums mit das Wichtigste. Wie reagieren die Zuschauer auf die deutschen Akzente in Ihren Musikstücken und wie steht es damit im Alltag außerhalb der Bühne? Ist es schwierig, sich zu Bindungen mit dieser Kultur zu bekennen?

 

Musik kennt keine Grenzen, dies ist das Leitmotto bei vielen internationalen Musikprojekten, aber auch bei Konzerten und Veranstaltungen der deutschen Minderheit. Es ist zwar mittlerweile quasi ein Slogan bei Initiativen zur Völkerverständigung, aber ich denke, dass das wirklich so ist. Musik ist eine Universalsprache für alle, sie macht es möglich, Klischees zu überwinden und den Dialog aufzunehmen, egal ob deutsch oder russisch gesungen wird, das Publikum ist auf die Rezeption der Schönheit der Musik eingestellt und das verbindet. Das beste Beispiel dafür ist, dass wir in unserem Alltag oft Musikstücke im Radio oder Fernsehen hören, deren Worte wir nicht einmal verstehen. Was uns dabei dennoch begeistert, sind die damit einhergehenden Emotionen. Außerhalb der Bühne wird der Mensch, so denke ich, durch die Kenntnis einer jeden Kultur bereichert und kann dies dann auch mit anderen teilen. Und ich sehe es überhaupt nicht als schwierig, sich zu diesen Bindungen zu bekennen. Die Kenntnis anderer Kulturen und Sprachen sowie Verbindungen zu ihnen bringen das Gefühl hervor, ein gleichberechtigter Bürger der ganzen Welt zu sein.

 

Haben Sie ein Musikidol, das man mit Deutschtum in Verbindung bringen kann? Oder vielleicht jemanden außerhalb der Musik?

 

Ja, natürlich. Es sind, bedingt durch die Musik, die ich selbst darbiete – wie man sich leicht denken kann – vor allem Künstler aus der Kategorie klassische Musik. In der Welt der modernen Gesangskunst ist es ganz bestimmt die Koloratursopranistin Diana Damrau, daneben auch Simone Kermes, die ich gern in ihrem barocken Repertoire höre. Und wenn mir traurig zumute ist, bleibt Dieter Fischer-Dieskau die beste Arznei, ganz besonders in seiner Interpretation der Kantate „Ich habe genug” von Johann Sebastian Bach.

Obwohl es nicht immer leicht fällt, sich in Polen zur Bindung mit einer anderen Kultur zu bekennen, haben Sie einen akademischen Grad erworben und einen Preis der polnischen Regierung erhalten. Haben Sie jemals gespürt, gegen Klischees ankämpfen zu müssen?

 

Klischees waren in meinem Leben so gut wie nicht vorhanden. Die Musik kennt eben, wie schon erwähnt, keine Grenzen. Mir ist noch nie eine Missbilligung aufgrund meiner Darbietungen aus dem Repertoire ausländischer Komponisten bei uns im Land wie auch bei Präsentationen polnischer Musikwerke im Ausland widerfahren. Mir scheint, dass die menschliche Sensibilität sich in der Rezeption der Musik über nationale Voreingenommenheiten und Antipathien hinaus erhebt.

 

Sie sind eine Schlesierin und wie es sich für eine Künstlerin geziemt auch kulturell empfindlich. Wie bewerten Sie unsere Region heute auch im Hinblick auf den Umgang mit dem Kulturerbe der Vergangenheit?

 

Die turbulenten Geschichtsereignisse und die geografische Lage haben den schlesischen Kulturschatz enorm geprägt. Wie kaum eine zweite Region haben wir eine Unzahl von Schlössern, Denkmälern und anderen Bauwerken, die so viele Kulturen repräsentieren. Es werden mittlerweile merklich mehr Schritte unternommen, um Schlesiens Denkmäler zu erneuern, zu dokumentieren und Kenntnisse über sie zu verbreiten. Es gibt immer mehr Ausstellungen, Tagungen und Wettbewerbe sowie auch Bildungsaktivitäten in Bezug auf das reiche Kulturerbe Schlesiens. Dies alles freut ungemein, denn dieses überaus reiche Vermächtnis verpflichtet uns zu einem gemeinsamen Engagement für die Förderung der Geschichte, Kultur und Kunst dieser Region.

 

Bei der deutschen Minderheit gibt es etliche begabte Sängerinnen und viele von ihnen träumen auch von einer Bühnenkarriere. Was würden Sie diesen jungen schlesischen Mädchen raten?

 

Jungen Adepten der Gesangskunst würde ich nur drei Dinge raten: arbeiten, arbeiten und nochmals arbeiten. Der Rest kommt von selbst.