Gabriela Cuber

Zapytaliśmy kilku z naszych najwierniejszych Czytelników, kiedy i dlaczego zaczęli czytać „Wochenblatt.pl” i dlaczego robią to do dziś. Poza tym chcieliśmy się dowiedzieć, co możemy poprawić w naszej pracy.

 

Hubert Adamczyk, Ściborowice (Stiebendorf)

 

Z domu wyniosłem zamiłowanie do niemieckości i śląskości, mój heimat był dla mnie zawsze bardzo ważny. A niemiecki tygodnik – wtedy jeszcze „Schlesisches Wochenblatt” – wyszedł przed laty naprzeciw temu zamiłowaniu, i to tydzień w tydzień. Gazetę zaczął czytać mój ojciec, odbieraliśmy ją zawsze w kiosku, ale od około 20 lat prenumeruję ją, więc przychodzi do domu. Do dziś „Wochenblatt” spełnia moje oczekiwania, bo nadal porusza tematy regionalne oraz związane z Niemcami. Jego polityczną wymowę określiłbym raczej mianem neutralnej czy łagodnej, nie napotykam tu na skrajne poglądy. Na łamach „Wochenblattu” każdy z moich domowników znajdzie coś dla siebie, jedna z moich córek pasjonuje się sportem, więc bardzo chętnie śledzi teksty o Bundeslidze, z kolei druga córka za każdym razem czyta kącik z poradami dotyczącymi zdrowia. Ja najpierw czytam o sprawach mających związek z historią, dzięki czemu rozszerzam swoją wiedzę jako historyk amator. Program telewizyjny to też oczywiście dobra rzecz.

 

Gabriela Cuber, Głogówek (Oberglogau)

 

Nie pamiętam, kiedy dokładnie to się zaczęło, ale była to od samego początku przygoda. Bardzo mnie interesowały tematy, które były omawiane, a drugim powodem było to, że w środku jest program telewizyjny. Zanim poproszę o szklankę wody, gdy akurat jestem chora i leżę w łóżku, to najpierw proszę o „Wochenblatt”. Bardzo lubię czytać „Wochenblatt”, artykuły są krótkie i opisują sedno spraw, jest też sporo humoru i wszystko opiera się na rzetelnie zebranych informacjach, tak właśnie, jak to lubię. Jako nauczycielka języka niemieckiego pracowałam też w szkole z tekstami zaczerpniętymi z „Wochenblattu”. Przede wszystkim jeśli chodziło o zwyczaje i tradycje. Pochodzę z Dolnego Śląska, a wiele tradycji górnośląskich poznałam dzięki lekturze „Wochenblattu” i mogłam je przekazać uczniom. A dzieci cieszyły się, że miały okazję poczytać gazetę w języku niemieckim. Efekt był taki, że dziadkowie zapoznali się z czasopismem poprzez dzieci i odtąd chcą je czytać. Byłam bardzo zaskoczona, słysząc, że „Wochenblatt” był w niektórych domach nieznany.

 

Josef Kopton, Tarnów Opolski (Tarnau)

 

Najpierw czytałem „Schlesisches Wochenblatt”, i to już od pierwszego numeru. Od samego początku działałem w Towarzystwie Społeczno-Kulturalnym, które wtedy miało jeszcze swoją siedzibę w Gogolinie. Po prostu trzeba się tym interesować. Nie czytam polskich gazet, więc jak dla mnie to więcej artykułów mogłoby ukazywać się w języku niemieckim. Ale to by prawdopodobnie zaszkodziło redakcji, bo zakładam, że nie wszyscy, którzy czytają „Wochenblatt”, robią to tak chętnie w języku niemieckim jak ja, a zatem chyba musi być tak, jak jest. Gdy tylko „Wochenblatt” trafia do mojej skrzynki pocztowej, wyjmuję go i od razu zaczynam czytać. Miałem zaszczyt poznać osobiście wszystkich redaktorów naczelnych, a do redakcji zawsze mi było po drodze.

 

Gothard Sochor, Chróścice (Chrosczütz)

 

Już jako dziecko czułem więź z niemiecką historią tego regionu. „Wochenblatt” czytam od pierwszego numeru, zawsze interesowała mnie ta niemiecka gazeta ukazująca się w Polsce. Treści w niej publikowane nawiązują do śląskości, co budzi we mnie wspomnienia i pozwala mi dowiadywać się wciąż czegoś nowego. Lekturę rozpoczynam od drugiej strony, czytam wszystkie trzy komentarze, bo z nich człowiek dowiaduje się rzeczy, których w polskich gazetach próżno szukać. Na drugim miejscu jest sport. Najbardziej interesuje mnie Bundesliga. To zainteresowanie obudził we mnie mój ojciec, który słuchał relacji z Bundesligi w radiu. Obecnie jestem fanem klubów Kaiserslautern i Karlsruhe. Od początku biorę udział w konkursach z Bundesligą. W przypadku pierwszego konkursu zacząłem o miesiąc za późno, czego już nie mogłem nadrobić i zająłem ostatnie miejsce, ale potem było coraz lepiej. Pięć razy konkurs ten wygrałem, a parę razy zająłem drugie miejsce. Brałem też udział w konkursie „Samorządowiec roku”, w którym głosowałem na naszego burmistrza Henryka Wróbla, zbierałem też kupony naszych sąsiadów. Pomyślałem sobie, że skoro reprezentuje on mniejszość niemiecką, to po prostu muszę wziąć udział, aby burmistrz Wróbel wiedział, że go popieramy. I rzeczywiście otrzymał najwięcej głosów.

 

Krystyna Laksy, Opole (Oppeln)

 

Czytałam „Wochenblatt” od czasu do czasu i w którymś momencie tak mi się to spodobało, że od kilku lat go prenumeruję. Najbardziej interesują mnie bieżące tematy oraz artykuły nawiązujące do historii regionu. Bardzo chętnie czytam też komentarze panów Gaidy, Galli oraz redaktora naczelnego Urbana, a także felieton pani Dureckiej. Ten felieton jest dla mnie niczym muzyka, lekki i z dużą dozą humoru. Muszę też obejrzeć program telewizyjny, chociaż nie ma w nim jednego z moich ulubionych programów, wielka szkoda. Za każdym razem, gdy gazeta trafia do mnie w czwartek, zaglądam krótko do treści, ale za porządne czytanie biorę się dopiero wieczorem w kuchni. Aby uczyć się języka niemieckiego, czytam po niemiecku, ale gdy jestem zmęczona, a dany tekst mnie bardzo interesuje, to czytam jego polską wersję.

 

Notowała Manuela Leibig

 

***

 

Einige unserer treuesten Leser fragten wir wann und warum sie angefangen haben das Wochenblatt zu lesen, und warum sie es bis heute tun. Außerdem wollten wir wissen, was wir besser machen können.

 

Hubert Adamczyk, Stiebendorf (Ściborowice)

 

Von Zuhause aus habe ich die Vorliebe für das Deutsche und Schlesische, mein Heimat war mir immer sehr wichtig. Und das – damals noch Schlesische Wochenblatt – kam vor Jahren dieser Vorliebe entgegen, und das Woche für Woche. Mein Vater hat angefangen die Zeitung zu lesen, wir holten die Zeitung immer vom Kiosk ab, aber seit ca. 20 Jahren abonniere ich sie zu mir nach Hause. Bis heute erfüllt das Wochenblatt meine Erwartungen, es geht weiterhin um regionale, aber auch deutsche Themen. Den politischen Ausklang würde ich eher als neutral oder sanft bezeichnen, ich treffe keine extremen Ansichten. Im Wochenblatt findet jeder in unserem Haus etwas für sich, eine meiner Töchter begeistert sich für Sport und verfolgt die Bundesligatexte sehr gerne, die andere Tochter wiederum liest jedes mal die Gesundheitsecke. Das was ich zuerst lese sind die geschichtlichen Sachen, so erweitere ich mein Wissen als Hobbyhistoriker. Das Fernsehprogramm ist natürlich auch eine gute Sache.

 

Gabriela Cuber, Oberglogau (Głogówek)

 

Wann ich genau es angefangen habe, dass weiß ich nicht mehr, aber es war von Anfang an ein Abenteuer. Es hat mich sehr interessiert was dargestellt wurde, und der zweite Grund war, dass das Fernsehprogramm drin ist. Bevor ich um ein Glas Wasser bitte, wenn ich mal krank im Bett liege, bitte ich erst mal um das Wochenblatt. Ich lese das Wochenblatt sehr gerne, die Artikel sind kurz, das Thema wird auf den Punkt gebracht, es ist auch Humor dabei, und alles ist entsprechend recherchiert, so wie  ich es mag. Als Deutschlehrerin habe ich mit Texten aus dem Wochenblatt auch in der Schule gearbeitet. Vor allem wenn es um Bräuche und Traditionen ging. Ich komme aus Niederschlesien und viele oberschlesische Traditionen lernte ich vom Wochenblatt, und habe sie auch so den Schülern beigebracht. Die Kinder freuten sich dann, dass sie eine deutschsprachige Zeitung lesen konnten. Das Echo, das zurückkam, war, dass die Großeltern durch die Kinder die Zeitung kennengelernt haben, und sie ab jetzt lesen wollten. Ich war verblüfft, dass das Wochenblatt in den Häusern unbekannt war.

 

Josef Kopton, Tarnau (Tarnów Opolski)

 

Zuerst haben ich das Schlesische Wochenblatt gelesen, gleich die ersten Ausgaben, von der allerersten Nummer an. Seit Anfang an war ich bei der Sozial-Kulturellen Gesellschaft, damals noch mit Sitz in Gogolin, aktiv. Es muss einen halt interessieren. Ich lese keine polnischen Zeitungen, wenn es nach mir ginge könnten mehr Artikel in deutscher Sprache erscheinen. Aber wahrscheinlich würde das der Redaktion schaden, da wahrscheinlich nicht alle, die das Wochenblatt lesen, es so gerne in deutscher Sprache machen wie ich, also muss es wohl so sein wie es ist. Sobald das Wochenblatt meinen Briefkasten erreicht, nehme ich es heraus und lese es sofort. Ich hatte die ehre alle Chefredakteure persönlich kennenzulernen; einen Weg in die Redaktion habe ich immer gefunden.

 

Gotthard Sochor, Chrosczütz (Chróścice)

 

Schon als Kind habe ich mich der deutschen Geschichte hier in der Region verbunden gefühlt. Seit der ersten Nummer lese ich das Wochenblatt, immer hat mich die deutsche Zeitung in Polen interessiert. Die Inhalte knüpfen an das Schlesische, bei mir werden Erinnerungen wach und ich lerne immer wieder etwas dazu. Das Lesen beginne ich mit der zweiten Seite, alle drei Kommentare  lese ich, da erfährt man Sachen, die in polnischen Zeitungen nicht zu finden sind. An zweiter Stelle kommt Sport. Am meisten interessiert mich die Bundesliga. Dieses Interesse erweckte in mir mein Vater, der sich die Bundesliga im Radio angehört hat. Nun bin Fan von den Clubs Kaiserslautern und Karlsruhe. Bei den Wettbewerben mit der Bundesliga nehme ich seit Anfang an teil. Bei dem ersten Wettbewerb habe ich einen Monat zu spät angefangen, das konnte ich nicht mehr aufholen, und den letzten Platz eingenommen, aber dann wurde es immer besser. Fünf Mal habe ich diesen Wettbewerb gewonnen, ein paar Mal hatte ich den zweiten Platz belegt. Beim Wettbewerb „Samorządowiec roku“ habe ich auch teilgenommen. Da habe ich für unseren Bürgermeister Henryk Wróbel gestimmt, ich habe auch Kuppons unserer Nachbarn gesammelt. Ich dachte mir, wenn er die deutsche Minderheit repräsentiert, da muss ich einfach mitmachen, damit Bürgermeister Wróbel weiss, dass wir ihn unterstützen. Und er hat die meisten Stimmen bekommen.

 

Krystyna Laksy, Oppeln (Opole)

 

Das Wochenblatt las ich ab und zu, und irgendwann hat es mir so sehr gefallen, dass ich es seit ein paar Jahren abonniere. Am meisten interessieren mich die aktuellen Themen und diese Artikel, die an die Geschichte der Region knüpfen. Sehr gerne lese ich auch die Kommentare von den Herren Gaida, Galla und vom Chefredakteur Urban, und das Feuilleton von Frau Durecka. Dieses Feuilleton ist für mich wie Musik, leicht und mit viel Humor. Das Fernsehprogramm muss ich mir auch anschauen, obwohl eines meiner Lieblingsprogramme nicht dabei ist, was ich sehr schade finde. Jedes Mal wenn die Zeitung bei mir am Donnerstag ankommt, schaue ich kurz rein, aber das richtige lesen mache ich am Abend in meiner Küche. Um die deutsche Sprache zu lernen lese ich deutsch, aber wenn ich müde bin, mich ein Text aber sehr interessierter, dann lese ich die polnische Version.

 

Notiert von Manuela Leibig