Joanna Hassa

Z Joanną Hassą, przewodniczącą koła DFK Opole Centrum i rzeczniczką prasową opolskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców, rozmawia Anna Durecka.

 

Proszę opowiedzieć o swoim dzieciństwie. W jakim domu się Pani wychowała? Czy język niemiecki był w nim obecny?

 

Moi rodzice próbowali przede wszystkim zbudować bezpieczny dom dla mojego brata i dla mnie. W tym domu wzrastaliśmy jednak w poczuciu, że nie jesteśmy jak większość, tylko mamy coś, co nas wyróżnia: tradycje, inne pochodzenie w porównaniu z częścią rówieśników i to, że rozumieliśmy język niemiecki i mogliśmy się nim posługiwać. I chociaż ja uważam to za normalne, nie mam problemu z mówieniem o tym, to wiem, że moi rodzice martwią się tym, że za bardzo i za często mówię, a nawet uważają, że za bardzo afiszuję się swoją niemieckością, za bardzo angażuję się w organizacje mniejszości. Wiem, że mają obawy, że może mi to zaszkodzić w życiu. Myślę, że wielu ludzi, mimo że mniejszość niemiecka jest uznana i ma przyznane prawa i przywileje, ma podobne obawy. I ja ich rozumiem, bo dla wielu to nie jest łatwa sprawa. Historia wielu rodzin po II wojnie światowej i później też nie była łatwa, każdy z nich przeżył swoje np. prześladowanie ze względu na język, bo dziecko szło do szkoły i posługiwało się tylko językiem niemieckim. Ale ja jestem przedstawicielką innego pokolenia, myślę inaczej i nie mam zamiaru ukrywać tego, kim jestem. Dla mnie jest to normalne.

 

Czy mówienie w języku niemieckim nigdy nie było dla Pani problemem?

 

Zależało mi bardzo na tym, by mówić po niemiecku, skoro już działam w mniejszości niemieckiej, by przełamywać strach przed rozmową, co było dla mnie wtedy sporym wyzwaniem i pamiętam jedno ze spotkań DFK, podczas którego poproszono mnie o zrelacjonowanie działalności młodzieżowej w naszej gminie. Postanowiłam, że wszystko powiem po niemiecku – i wiem, że było to moje najgorsze przemówienie w życiu, ze względu na niemiecki właśnie. Pewnie nikt mnie wtedy nie zrozumiał, ale dzięki temu postanowiłam sobie, że tym bardziej, tam gdzie to będzie tylko możliwe, będę się posługiwać językiem niemieckim. I faktycznie staram się jak najczęściej posługiwać językiem niemieckim czy realizować takie inicjatywy, które temu sprzyjają, np. Deutscher Stammtisch.

 

Na swojej drodze zawodowej i społecznej, jak Pani wspomniała, związała się z mniejszością niemiecką. Jak to się stało? Jak trafiła pani do BJDM-u i została jego przewodniczącą?

 

Spory wpływ na to mieli moi rodzice i dziadkowie, którzy swoją postawą zawsze pokazywali i pokazują, że warto angażować się w inicjatywy społeczne. Mimo młodego wieku pozwalali mi na podejmowanie własnych decyzji, które nie były łatwe, ale ostatecznie doprowadziły mnie tu, gdzie jestem. Jedną z takich ważnych decyzji była np. zmiana szkoły podstawowej, jakieś trzy czy dwa dni przed końcem wakacji, na szkołę dwujęzyczną, polsko-niemiecką, w Solarni. Szalona decyzja, która zaskoczyła wszystkich, ale która dała mi całkowicie nowe możliwości. Byliśmy pierwszą klasą, która tę szkołę podstawową i gimnazjum kończyła, czyli byliśmy swego rodzaju pionierami, przecieraliśmy szlaki, testowaliśmy wszystkie możliwości. To spowodowało, że czułam wieczny niedosyt, że cały czas chciałam robić więcej, robić coś dla innych. W 2008 roku byłam zaangażowana w uroczystości organizowane w ramach 700-lecia Bierawy, wtedy też podeszła do mnie przewodnicząca DFK i powiedziała, że jest takie ciekawe szkolenie w Łebie z mniejszości niemieckiej. I zapytała, czy chcę jechać. W ten sposób wzięłam udział w szkoleniu liderów grup młodzieżowych organizowanym przez BJDM. Dzięki temu szkoleniu odkryłam nowy świat: świat projektów i inicjatyw młodzieżowych, poznałam BJDM i poznałam wielu wspaniałych i zaangażowanych, młodych ludzi.

 

Przewodniczącą zostałam rok po tym, jak wstąpiłam do BJDM, nie wiem tak do końca, jak to się mogło tak szybko stać. Miałam ogromny szacunek do tej funkcji i wiele obaw czy podołam temu wyzwaniu. Ale przez te prawie pięć lat towarzyszyło mi wiele osób, które mnie wspierały i motywowały, za co jestem strasznie wdzięczna. Praca z młodzieżą dawała mi ogromną satysfakcję, ale to było też ogromne wyzwanie. Mniejszość niemiecka oczekuje od młodzieży maksymalnego zaangażowania w inicjatywy niemłodzieżowe, oczekuje, że młodzież, która przyjdzie do struktur, będzie już świadoma swojej tożsamości, że będzie myślała w takich kategoriach jak 40-, 50- i 60-latkowie czy nawet starsi. I tutaj jest pewien problem, bo młodzież myśli już całkiem inaczej, są bardziej mobilni, inny jest ich sposób zaangażowania. Dlatego podziwiam każdego młodego, który podejmuje się wyzwania zarządzania organizacją młodzieżową, jaką jest BJDM.

 

Co Pani dała praca w strukturach mniejszości?

 

Mniejszość niemiecka nauczyła mnie wiele, szczególnie BJDM – to jest dla wielu młodych ludzi, którzy całym sercem się zaangażują, szkoła życia. Jednak najważniejsza rzecz, jakiej się nauczyłam, to otwartość na innych. Poza tym mniejszość nauczyła mnie również tego, że nie ma sytuacji bez wyjścia i że trzeba rozmawiać z ludźmi. Bo to ludzie są najważniejsi i tylko z innymi ludźmi możemy osiągnąć wiele. Dla mnie mniejszość niemiecka to jedna wielka rodzina. I jak to w rodzinie bywa, są tacy, których kochamy całym sercem, ale znajdą się i tacy, z którymi nie zawsze jest nam po drodze. Ale możemy na wszystkich liczyć. Ostatecznie potrafimy usiąść przy jednym stole, porozmawiać i dążyć do tego, by wspólnie podejmować inicjatywy dla naszych członków.

 

Czy trudno być Niemcem w Polsce? Czy napotkała Pani na jakieś negatywne reakcje związane ze swoim wyrażaniem niemieckości, mówieniem w języku niemieckim?

 

Myślę, że każdemu z nas przydarzyła się taka sytuacja, mnie również, mniej lub bardziej negatywna. Uważam, że na pewno na każdego rodzaju ataki, mowę nienawiści trzeba zdecydowanie reagować. A ja staram się o takich przypadkach nie myśleć – nie mam problemu z innością, różnorodnością. Ludzi, którzy negatywnie na tę inność reagują, próbuję zrozumieć – to zapewne jest reakcja na strach przed obcym, nieznanym, ale z drugiej strony po prostu jest mi tych ludzi szkoda. Dzięki innym ludziom, ich kulturom, tradycjom i postrzeganiu świata nasze życie może być po prostu bogatsze, ciekawsze. Cieszę się bardzo, że mogłam się wychować i żyję na Śląsku, że w naszym domu są kultywowane tradycje śląskie, niemieckie i polskie. Cieszę się, bo dzięki temu nie obawiam się mówić o tym, kim jestem i skąd pochodzę, nie mam problemu mówić, że jestem Niemką żyjącą w Polsce.

 

***

 

Mit Joanna Hassa, der Vorsitzenden des DFK Oppeln-Mitte und Pressesprecherin der Oppelner Sozial-Kulturellen Gesellschaft der Deutschen, sprach Anna Durecka.

 

Erzählen Sie bitte über Ihre Kindheit. In was für einer Familie sind Sie aufgewachsen? War die deutsche Sprache in dieser präsent?

 

Meine Eltern haben vor allem versucht, ein sicheres Zuhause für meinen Bruder und mich aufzubauen. In diesem Zuhause sind wir dennoch in dem Gefühl aufgewachsen, dass wir nicht wie die meisten sind, sondern etwas haben, was uns unterscheidet: Traditionen, eine andere Herkunft gegenüber einem Teil unserer Altersgenossen oder auch, dass wir die deutsche Sprache verstanden haben und sie auch selber sprechen konnten. Und obwohl ich das ganz normal finde und kein Problem habe zu sagen, was ich weiß, so weiß ich auch, dass meine Eltern sich deswegen Sorgen machen, dass ich zu viel und zu oft darüber rede, ja sie sind sogar der Meinung, dass ich mein Deutschsein zu sehr zur Schau stelle und mich auch zu viel für die Organisationen der deutschen Minderheit engagiere. Und ich weiß, dass sie befürchten, dass dies mir irgendwann einmal schaden könnte. Ich denke, viele Menschen haben ähnliche Befürchtungen, obwohl die deutsche Minderheit ja inzwischen anerkannt ist und bestimmte Rechte und Privilegien genießt. Und ich kann sie ja auch verstehen, denn für viele ist es keine leichte Sache. Die Geschichte vieler Familien nach dem Zweiten Weltkrieg und später war ebenfalls nicht einfach, da musste jeder das Seine schon durchmachen, z.B. Verfolgungen wegen der Sprache, weil sein Kind bei der Einschulung nur Deutsch sprach. Aber ich vertrete ja eine andere Generation, ich denke anders und habe nicht vor zu verbergen, wer ich bin. Für mich ist das völlig normal.

 

Ist das Deutschsprechen für Sie nie ein Problem gewesen?

 

Es lag mir schon immer sehr viel daran, Deutsch zu sprechen, da ich schon u.a. deshalb in der deutschen Minderheit aktiv bin, um meine Angst vor dem Gespräch zu überwinden, was für mich seinerzeit eine erhebliche Herausforderung war. Ich erinnere mich an ein Treffen beim DFK, da wurde ich darum gebeten, über die Jugendaktivitäten in unserer Gemeinde zu berichten. Ich nahm mir daraufhin vor, alles auf Deutsch zu sagen – und ich weiß, dass es die schlechteste Ansprache in meinem Leben war, und zwar gerade wegen des Deutschen. Vermutlich hat mich damals niemals so richtig verstanden, aber dadurch nahm ich mir erst richtig vor, überall dort, wo es nur ging, Deutsch zu sprechen. Und tatsächlich, ich bemühe mich auch weiterhin, die deutsche Sprache zu verwenden, wo es nur möglich ist, oder auch Initiativen zu verwirklichen, die dem Gebrauch des Deutschen förderlich sind, wie z.B. den Deutschen Stammtisch.

 

Wie Sie bereits erwähnten, haben Sie sich auf Ihrem beruflichen und ehrenamtlichen Weg mit der Deutschen Minderheit verbunden. Wie ist es dazu gekommen? Wie kamen Sie zum Bund der Jugend der Deutschen M inderheit (BJDM) und wurden dort zur Vorsitzenden?

 

Meine Eltern und Großeltern hatten darauf einen ganz erheblichen Einfluss, denn sie haben mit ihrer Grundhaltung immer wieder gezeigt, dass es sinnvoll ist, sich für gemeinnützige Initiativen zu engagieren. Dazu gehört, dass sie mir sogar bereits im zarten Alter erlaubten, eigene Entscheidungen zu treffen, die nicht leicht waren, aber mich letztlich dorthin gebracht haben, wo ich jetzt bin. Eine solche wichtige Entscheidung war z.B. der Wechsel der Grundschule ungefähr zwei oder drei Tage vor Ende der Sommerferien, um die zweisprachige deutsch-polnische Schule in Solarnia besuchen zu können. Eine geradezu verrückte Entscheidung, die damals alle überraschte, die mir aber ganz neue Möglichkeiten bot. Wir waren die erste Klasse, die diese Grundschule und anschließend das Gymnasium absolvierte. Wir waren also eine Art Pioniere, die neue Wege gingen und alle Möglichkeiten testeten. Das führte dazu, dass ich ein ständiges Verlangen nach mehr verspürte, ich wollte die ganze Zeit mehr tun, etwas für andere tun. Im Jahr 2008 war ich in die Feierlichkeiten im Rahmen des 700-jährigen Bestehens von Birawa engagiert, da kam die örtliche DFK-Vorsitzende auf mich zu und sagte, es gebe so eine interessante Schulung in Leba von der Deutschen Minderheit und ob ich vielleicht hinfahren möchte. Auf diese Weise nahm ich an einer Jugendgruppenleiterschulung des BJDM teil. Dank dieser Schulung entdeckte ich eine neue Welt: Eine Welt von Jugendprojekten und -initiativen. Und dabei lernte ich den BJDM und viele großartige und engagierte junge Menschen kennen.

 

Zur Vorsitzenden wurde ich ein Jahr nach meinem Eintritt in den BJDM, ich weiß nicht so ganz, wie das so schnell geschehen konnte. Ich hatte eine enorme Wertschätzung für dieses Amt und viele Befürchtungen, ob ich dieser Herausforderung gewachsen war. Aber in den fast fünf Jahren begleiteten mich viele Menschen, die mich unterstützt und motiviert haben, wofür ich außerordentlich dankbar bin. Die Jugendarbeit verschaffte mir enorme Genugtuung, es war aber auch eine große Herausforderung. Die Deutsche Minderheit erwartet von ihrer Jugend ein maximales Engagement für nicht jugendbezogene Initiativen, man erwartet, dass die Jugendlichen, die in die Strukturen kommen, sich ihrer Identität bereits bewusst sind, und dass sie so denken können wie 40-, 50- und 60-Jährige oder gar ältere. Hier liegt nun ein gewisses Problem, denn die Jugendlichen denken inzwischen völlig anders, sie sind mobiler und haben eine andere Art und Weise sich zu engagieren. Ich bewundere daher jeden jungen Menschen, der sich der Herausforderung stellt, eine Jugendorganisation wie den BJDM zu leiten.

 

Was hat Ihnen Ihre Arbeit in den Strukturen der Minderheit gegeben?

 

Die Deutsche Minderheit hat mich vieles gelehrt, ganz besonders der BJDM – es ist für viele junge Menschen, die sich mit ganzem Herzen engagieren, eine Schule des Lebens. Was ich zuallererst gelernt habe, ist Offenheit für andere. Außerdem hat mich die Minderheit gelehrt, dass es keine ausweglosen Situationen gibt und dass man mit den Menschen reden muss. Denn die Menschen sind das Allerwichtigste und nur zusammen mit anderen Menschen kann man viel erreichen. Für mich ist die deutsche Minderheit eine große Familie. Und wie es in einer Familie so ist, gibt es solche, die man mit ganzem Herzen liebt, aber es finden sich auch welche, mit denen man nicht immer auf einer Wellenlänge ist. Trotzdem kann man sich auf jeden verlassen. Wir schaffen es schließlich immer, uns an einen Tisch zu setzen in dem Bestreben, gemeinsame Initiativen für unsere Mitglieder zu ergreifen.

 

Ist es schwierig, ein Deutscher in Polen zu sein? Sind Sie vielleicht negativen Reaktionen begegnet, die damit zusammenhingen, dass Sie Ihr Deutschsein zum Ausdruck bringen und Deutsch sprechen?

 

Ich denke, jedem ist eine solche mehr oder weniger negative Situation schon mal zugestoßen, mir auch. Ich finde, man sollte sicherlich bei Angriffen oder Hasssprache auch mal entschlossen reagieren. Ich selber versuche normalerweise nicht über solche Fälle nachzugrübeln – ich habe ja auch kein Problem mit der Verschiedenheit und Vielfalt. Diejenigen Menschen, die negativ auf diese Verschiedenheit reagieren, versuche ich zu verstehen – es handelt sich ja meistens um eine Reaktion auf die Angst vor Fremdem, Unbekanntem. Und auf der anderen Seite tun mir solche Menschen ganz einfach leid. Denn durch andere Menschen, ihre Kulturen, Traditionen und ihre Wahrnehmung der Welt kann unser Leben einfach reicher und interessanter werden. Ich freue mich sehr, dass ich in Schlesien aufwachsen durfte und hier lebe und dass bei mir zuhause schlesische, deutsche und auch polnische Traditionen gepflegt werden. Ich freue mich darüber, denn dadurch habe ich keine Angst darüber zu sprechen, wer ich bin und woher ich stamme, ich habe kein Problem zu sagen, dass ich eine in Polen lebende Deutsche bin.