Dwóch polityków szczególnie zainteresowanych sytuacją w Polsce – Bernd Fabritius (z lewej) i Hartmut Koschyk

Dwóch polityków szczególnie zainteresowanych sytuacją w Polsce – Bernd Fabritius (z lewej) i Hartmut Koschyk

Kilka dni po wygranych przez Prawo i Sprawiedliwość wyborach w Polsce poseł mniejszości niemieckiej Ryszard Galla stwierdził w odpowiedzi na weto prezydenta Andrzeja Dudy dotyczące nowelizacji ustawy o mniejszościach, iż przez kolejne cztery lata może być ciężko przeprowadzić przez Sejm inicjatywy dotyczące mniejszości. W Berlinie z kolei politycy o polsko-niemieckie stosunki za rządów PiS byli dotychczas spokojni, lecz sprawa nowelizacji również tam daje do myślenia.

Jeszcze w okresie wakacyjnym, gdy Andrzej Duda wygrał wybory prezydenckie, nastroje wśród przedstawicieli niemieckiej dyplomacji nie różniły się diametralnie od tych sprzed wyborów. W kuluarach niemieckich towarzystw na Śląsku można było usłyszeć, że niemiecki rząd jest pozytywnie nastawiony do współpracy z nowym prezydentem i jego otoczeniem: – Wiem, że niemiecki MSZ już dawno prowadzi korespondencję z nowym prezydentem, z tej korespondencji wynika, że nie trzeba mieć obaw o pogorszenie stosunków polsko-niemieckich – mówi jeden z szefów mniejszości niemieckiej. Także sam prezydent Andrzej Duda podczas swojej wizyty w Kędzierzynie-Koźlu w trakcie kampanii wyborczej chwalił mniejszość niemiecką, stawiając ją jako wzór cech typowo niemieckich: – Kultura niemiecka uczy dokładności, przedsiębiorczości i dyscypliny. Niemcy mogą stać się wzorcem i liczę na to, że razem z nami będą rozwijali Polskę – mówił.

Ostatnie zawetowanie przez prezydenta nowelizacji ustawy o mniejszościach mogło jednak postawić znak zapytania, jeśli chodzi o przyszłą polsko-niemiecką współpracę, zwłaszcza w zakresie mniejszości. Były pełnomocnik rządu RFN ds. mniejszości Christoph Bergner, cytując doniesienia o niepodpisaniu nowelizacji, życzył posłowi Ryszardowi Galli wiele siły w ramach pracy przez kolejne cztery lata, sugerując jednocześnie, że mniejszościom w Polsce może nie być łatwo przeprowadzać swoje inicjatywy przez Sejm, w którym PiS ma absolutną większość. Ze szczególnym zainteresowaniem w stronę Warszawy patrzy także obecny pełnomocnik Hartmut Koschyk. W pierwszym tygodniu listopada Koschyk spotyka się z przedstawicielami mniejszości niemieckiej w Polsce, od których będzie chciał dokładnego obrazu nowej politycznej rzeczywistości. Te relacje mają się przydać w kontynuacji rozmów polsko-niemieckiego okrągłego stołu. Pierwsze posiedzenie zapowiedziano na końcówkę przyszłego roku. Koschyk chce zająć się przede wszystkim sprawą aktualizacji i pogłębienia strategii oświatowej mniejszości niemieckiej, z której Niemcy w Polsce już za rządów PO nie byli zadowoleni.

Wyczekująco spogląda na Warszawę także Związek Wypędzonych. Nowy szef często przez polską prawicę demonizowanego BdV Berndt Fabritius wyciąga dłoń do przedstawicieli PiS: – Istniejące ciągle jeszcze ewentualne zastrzeżenia przyszłego polskiego rządu wobec Związku Wypędzonych można będzie przezwyciężyć tylko w bezpośrednim dialogu. Jestem do tego gotowy – mówi Fabritius. Także szef czołowego niemieckiego ziomkostwa – Landsmannschaft der Oberschlesier – Klaus Plaszczek jest gotowy do rozmów i współpracy z nowym rządem. Plaszczek pogratulował zwycięstwa PiS i kandydatce na premiera Beacie Szydło oraz wyraził nadzieję na dobrą współpracę: – Politykę PiS kreuje dzisiaj inne pokolenie niż lata temu. Dlatego nie można zakładać pogorszenia stosunków polsko-niemieckich – uważa Plaszczek.

Jaki będzie rzeczywiście los stosunków polsko-niemieckich przez kolejne cztery lata, okaże się – jak powiedział Bernd Fabritius – w najbliższych tygodniach.

Obszerny wywiad z Hartmutem Koschykiem na ten temat opublikujemy w przyszłym tygodniu na www.wochenblatt.pl.

Łukasz Biły