Ohne Frauen läuft auf dem Dorf nix. Sie sind Dorfvorsteherinnen, sie wirken bei der Feuerwehr, organisieren die Arbeit der Caritas, sind DFK-Chefinnen. Sie sind Lektorinnen in der Kirche, schmeißen alle Dorffeste, gründen Dorfmuseen und Nordic-Walking-Gruppen. Es gibt nur einen Frauentag, aber eigentlich gehört ihnen das ganze Jahr. Wir stellen Ihnen einige dieser oberschlesischen Powerfrauen vor.  

 

 

 

 

 

 

 

Barbara  Wołowska: „Menschen zu helfen ist für mich das Wichtigste.“
Barbara Wołowska aus Langlieben (Długomiłowice) war schon immer jemand, der nicht still sitzen kann. „Immer etwas vor haben, auf Hochtouren laufen, das liegt mir einfach im Blut”, sagt sie über sich selber. Im DFK Langlieben war sie von Anfang an dabei. „Vor 10 Jahren ist der damalige Vorsitzende schwer erkrankt. Was ich nicht wusste – er hatte mich als seine Vertretung vorgeschlagen. Auf einmal musste ich alle Briefe beantworten. Alle Papiere und Dokumente haben ab sofort mich erreicht. Und ich habe alles erledigt, schließlich musste es jemand machen”, so Barbara Wołowska. Dabei war sie schon damals in der Caritas sehr aktiv gewesen. „Das mache ich jetzt seit 25 Jahren. Menschen zu helfen ist für mich das Wichtigste, es erfüllt mich mit Zufriedenheit”, sagt Barbara Wołowska. Als DFK-Chefin konnte sie ihre Leidenschaft noch mehr ausleben. „Wir arbeiten mit der Deutschen Wohltätigkeitsgesellschaft zusammen, ähnlich, wie bei der Caritas. Man kann also noch mehr Menschen helfen”, sagt die DFK-Chefin. Dabei achtet Barbara Wołowska, dass man nicht nur für die Menschen was tut, sondern es mit ihnen tut. „Kaffee trinken und dann nach Hause gehen – darum geht es mir nicht. Die Leute müssen wirklich mitmachen”, sagt die DFK-Chefin. Deswegen gibt es Workshops, Vorträge und Auftritte von Kulturgruppen. Und Barbara Wołowska, die auch langjährige Landkreisrätin und Schulleiterin war, wartet nicht, bis Menschen von alleine zu ihr kommen. „Wir gehen raus zu den Einwohnern, wir besuchen sie mit Einladungen persönlich, damit sie auch spüren, dass sie willkommen sind”, sagt sie.

 

 

Monika Wąsik-Kudla: „Der DFK ist ein fester Bestandteil meines Lebens.“
Eine nächste Kadenz strebt sie noch an. Auch nach jahrelanger Tätigkeit als DFK-Vorsitzende in Januschkowitz (Januszkowice) hat die 68-Jährige noch immer nicht genug. Monika Wąsik-Kudla will dafür sorgen, dass in ihrem DFK was los ist, sie will Menschen zusammenbringen – jung und alt. Der DFK veranstaltet über das ganze Jahr hinweg viele Ausflüge und Feste. Das Maifest ist eine der größeren Veranstaltungen, es werden mehr als 100 Menschen erwartet. Die Vorbereitungen sind aufwändig: Wir müssen den Maibaum mit vielen Schleifen schmücken und aufstellen. Es gibt natürlich selbst gebackenen Kuchen. Den machen die Kinder aus der Schule im Ort, mit der wir eng zusammenarbeiten“, sagt Monika Wąsik-Kudla. Alleine würde sie das alles sowieso nicht schaffen. Wichtig ist Unterstützung von Freunden und der Familie. Und die hat sie. „Ich mache die Arbeit im DFK nun schon so lange, alles ist fest eingetaktet, es ist ein fester Bestandteil meines Lebens.“ Und nicht zuletzt gilt: Hinter einer starken Frau steht auch immer ein starker Mann. Schließlich stellt sich der Maibaum nicht von alleine auf.

 

 

Cecylia  Cieślik:  „Mit Zeitmanagement kann ich gut umgehen.“
„Im DFK bin ich fast von Anfang an dabei, seit 1999 auch als Vorsitzende. Ich bin Chefin, aber wir machen alles zusammen”, sagt Cecylia Cieślik aus Keltsch (Kielcza). Auch ihr liegt soziales Engagement im Blut. Und obwohl sie als Mitarbeiterin des Gemeinde- Sport- und Touristikzentrums noch berufstätig ist, findet sie immer die Zeit für solche Aktivitäten. „Ich sage immer: Das ist meine Freizeit. Mit Zeitmanagement kann ich gut umgehen. Ich war ja auch  eine Zeit lang Dorfvorsteherin, bin jetzt deutsche Lektorin in der Kirche und Vizevorsitzende des ´Vincentius- aus- Keltsch-Vereins`. Zu tun habe ich also genug”, sagt Cecylia Cieślik. Wichtig ist für sie vor allem, dass sich alle in Keltsch wohlfühlen. „Wir verschließen uns nicht gegenüber der Mehrheit. Wir laden zu unseren Treffen und Projekten alle Einwohner ein, nicht nur DFK-Mitglieder”, sagt Cecylia Cieślik. Und in Keltsch ist immer wieder was los. Der DFK veranstaltet Fahrradausflüge, Workshops, Vorträge, Feste und auch einfach ganz normale Treffen, um sich auszutauschen, über den Alltag zu reden und wie die Woche so war. „Ich bin gerne unter Menschen, ich mag es mit den Menschen was zu machen. Das macht mich aus”, sagt die DFK-Vorsitzende.

 

 

Maria Koschny: „Der gute Wille zählt.“
Der gute Wille zählt. Etwas für andere machen wollen, auch wenn es an den eigenen Kräften zehrt. Maria Koschny ist seit drei Jahren DFK-Chefin in Kupp (Kup) und organisiert das kulturelle Leben dort. „Die Vorbereitungen für einen einzigen Babski-Comber-Abend haben eine ganze Woche in Anspruch genommen: den Saal organisieren und schmücken, Essen vorbereiten, Kuchen backen.“ Dafür opfert sie ihre Freizeit, doch sie macht es gern. Manchmal auch auf Kosten der Familie: „Mein Mann muss dann und wann zurückstecken. Das gefällt ihm natürlich nicht, aber da muss er durch.“ Dann scherzt sie: „Sonst muss er eben die Scheidung einreichen.“ Sie lacht herzlich. Humor und gute Laune sind Maria Koschnys stärkste Waffe. Doch ohne die Unterstützung von Tochter Katrin (BJDM-Chefin), von Freundinnen und Kolleginnen ginge es nicht. Im DFK Kup herrscht Frauenpower. „90 Prozent der Arbeit bleibt an uns Frauen hängen. Wir sind die treibende Kraft“, sagt Maria Koschny. Viele Männer müsse man immer erst bitten. Doch eines gesteht sie ein: „Manchmal brauchen wir einen starken Arm, auf unsere Männer können und wollen wir nicht verzichten.“ Also, liebe Männer, mehr Einsatz, bitte!

 

 

Anna Durecka, Marie Baumgarten

 

 

Wersja polska:

 

 

Bez kobiet nic się we wsi nie dzieje. Są sołtysami, działają w straży pożarnej, organizują działalność Caritasu, szefują kołom DFK. Są lektorami w kościele, organizują wszelkie wiejskie festyny, zakładają wiejskie muzea czy grupy nordic walking. Jest tylko jeden Dzień Kobiet, ale na dobrą sprawę cały rok należy do kobiet. Niektóre z takich energicznych górnośląskich pań postanowiliśmy Państwu przedstawić.

 

 

Barbara Wołowska: „Najważniejsze dla mnie jest pomaganie ludziom”
Barbara Wołowska z Długomiłowic (Langlieben) zawsze należała do grona tych, którzy nie potrafią usiedzieć na miejscu. „Mam to po prostu we krwi, że zawsze mam coś do zrobienia, żyję na wysokich obrotach” – mówi o sobie. Członkinią koła DFK w Długomiłowicach jest od samego początku. „10 lat temu ciężko zachorował ówczesny przewodniczący koła. Nie wiedziałam, że wcześniej zaproponował, abym w razie potrzeby go zastępowała. Nagle musiałam odpowiadać na wszelkie pisma. Od tej chwili wszelkie papiery i dokumenty lądowały na moim biurku. I wszystko załatwiałam, w końcu ktoś to musiał robić” – mówi Barbara Wołowska. A już wtedy aktywnie działała w Caritasie. „Robię to od 25 lat. Pomaganie ludziom jest dla mnie najważniejsze, napełnia mnie to satysfakcją” – dodaje Barbara Wołowska. Jako szefowa DFK mogła w jeszcze większej mierze żyć swoją pasją. „Współpracujemy z Towarzystwem Dobroczynnym Niemców, udzielamy się też w Caritasie. Bo trzeba pomóc jeszcze większej liczbie osób” – twierdzi szefowa DFK. Barbara Wołowska zważa przy tym, by nie robić tylko czegoś dla ludzi, lecz także razem z nimi. „Nie chodzi mi o to, żeby się napić kawy i rozejść po domach. Ludzie powinni się naprawdę angażować” – uważa szefowa DFK. Dlatego są organizowane warsztaty, wykłady czy występy zespołów artystycznych. A Barbara Wołowska, która była też długoletnią członkinią rady powiatu oraz dyrektorem szkoły, nie czeka, aż ludzie sami do niej przyjdą. „Wychodzimy do mieszkańców, odwiedzamy ich osobiście z zaproszeniami, żeby poczuli, że są mile widziani” – mówi.

 

 

Monika Wąsik-Kudla: „Koło DFK jest integralną częścią mojego życia”
Chciałaby działać jeszcze przez kolejną kadencję. Nawet po długoletniej działalności na stanowisku przewodniczącej DFK w Januszkowicach (Januschkowitz) 68-letnia Monika Wąsik-Kudla nie ma dość. Chce, aby w jej kole DFK coś się działo, chce łączyć ludzi – młodych i starych. Koło DFK przez cały rok organizuje wiele wycieczek i festynów. Jedną z największych imprez jest majówka, na którą w tym roku przyjdzie prawdopodobnie ponad sto osób. Przygotowania do niej są pracochłonne: „Musimy przyozdobić drzewko majowe wieloma kokardkami i ustawić je. Jest oczywiście ciasto własnej roboty upieczone przez dzieci z miejscowej szkoły, z którymi ściśle współpracujemy” – mówi Monika Wąsik-Kudla. Sama i tak by sobie z tym wszystkim nie poradziła. Ważne jest wsparcie, jakie otrzymuje ze strony przyjaciół i rodziny. „Pracę w DFK wykonuję już tak długo, że wszystko tworzy pewien stały rytm, to jest integralna część mojego życia”. A przy tym obowiązuje też zasada, że za każdą z takich mocnych kobiet jest też silny mężczyzna. Ostatecznie drzewko majowe samo się nie ustawi.

 

 

Cecylia Cieślik: „Zarządzanie czasem to dla mnie żaden problem”
„W kole DFK jestem prawie od początku, a od 1999 roku jestem jego przewodniczącą. Jestem szefową, ale wszystko robimy razem” – mówi Cecylia Cieślik z Kielczy (Keltsch). Także ona ma we krwi społeczne zaangażowanie. I mimo że jest jeszcze czynna zawodowo jako pracownica Gminnego Ośrodka Sportu i Turystyki, zawsze znajduje czas na tego rodzaju działalność. „Zawsze powtarzam, że to jest mój czas wolny. A zarządzenie czasem to dla mnie żaden problem. Byłam tu przecież sołtysem, a teraz jestem niemieckim lektorem w kościele i wiceprzewodniczącą Stowarzyszenia im. Wincentego z Kielczy. Pracy mi więc nigdy nie brakuje” – mówi Cecylia Cieślik. Ważne jest dla niej przede wszystkim to, aby wszyscy mieszkańcy Kielczy dobrze się tam czuli. „Nie zamykamy się na większość współmieszkańców. Na nasze spotkania i do realizacji projektów zapraszamy wszystkich mieszkańców, a nie tylko członków DFK” – mówi Cecylia Cieślik. A w Kielczy raz po raz coś się dzieje. Koło DFK organizuje wycieczki rowerowe, warsztaty, prelekcje, festyny i po prostu zwykłe spotkania, aby ludzie mogli wymieniać się myślami, porozmawiać o codziennych sprawach czy o tym, jak upłynął tydzień. „Lubię być wśród ludzi, lubię coś robić wspólnie z innymi ludźmi. To jest taka moja charakterystyczna cecha” – mówi przewodnicząca DFK.

 

 

Maria Koschny: „Liczą się dobre chęci”
Liczą się dobre chęci. Chęć zrobienia czegoś dla innych, nawet jeśli czasem trudno znaleźć w sobie dość sił. Maria Koschny od trzech lat pełni funkcję przewodniczącej DFK w Kup (Kupp), gdzie jest organizatorką życia kulturalnego. „Przygotowania do jednego tylko Babskiego Combra zajęły cały tydzień – zorganizowanie i przystrojenie sali, przygotowanie jedzenia, upieczenie ciasta”. Poświęca temu swój wolny czas, jednak czyni to chętnie. Czasem nawet kosztem rodziny: „Mój mąż musi nieraz iść na ustępstwa, co mu się oczywiście nie podoba, ale nie ma wyjścia. W przeciwnym razie musiałby wystąpić o rozwód” – dodaje żartem i śmieje się serdecznie. Humor i dobry nastrój to najmocniejsza broń Marii Koschny. Jednak gdyby nie wsparcie ze strony córki Katrin (szefowej BJDM), przyjaciółek i koleżanek, nie dałaby rady. W kole DFK w Kup dominującą siłę stanowią kobiety. „90 procent pracy spoczywa na nas, kobietach. My tu jesteśmy siłą napędową” – mówi Maria Koschny. Mężczyzn trzeba często prosić, żeby coś zrobili. Ale jedno przyznaje: „Czasem potrzeba nam silnego ramienia, więc z pomocy naszych mężczyzn nie możemy i nie chcemy zrezygnować”. A zatem, drodzy panowie, prosimy o więcej zaangażowania!

 

 

Anna Durecka, Marie Baumgarten