Dr Magdalena Lemańczyk Foto: prywatne

Dr Magdalena Lemańczyk
Foto: prywatne

Z dr Magdaleną Lemańczyk z Instytutu Kaszubskiego w Gdańsku o tożsamości liderów mniejszości niemieckiej na Pomorzu Gdańskim rozmawia Anna Durecka.

 

Prowadziła Pani badania wśród liderów organizacji mniejszości niemieckiej na Pomorzu Gdańskim. Co dokładnie było przedmiotem badań i czego się Pani o tej grupie dowiedziała?

 

Zbadałam 19 organizacji mniejszości niemieckiej, które działają na obszarze Pomorza Gdańskiego, i to były w zasadzie wszystkie organizacje, które tam istnieją. Mimo że badania miały charakter jakościowy, można uznać je za reprezentatywne w skali regionu. Prowadziłam wywiady ze 160 liderami tych organizacji, analizowałam dokumenty archiwalne. Skupiłam się przede wszystkim na tożsamości narodowej i etnicznej liderów mniejszości niemieckiej. Ponieważ jest to obszar pogranicza, trudno oddzielić stosunki czy relacje Polaków o niekaszubskim pochodzeniu, Niemców i Kaszubów, stąd też pojawia się tutaj element tożsamości etnicznej. Ta tożsamość narodowa i etniczna była rozumiana przeze mnie bardzo szeroko, jako z jednej strony etniczna aktywność organizacyjna, która jest jednym z wyznaczników tożsamości, tzn. jak działają organizacje, jak przebiega dynamika funkcjonowania, z drugiej strony tożsamość odzwierciedloną, czyli jak się wydaje liderom, co o nich myśli społeczeństwo, które nie jest mniejszościowe. Badałam też samopostrzeganie się przez liderów, jak się autoidentyfikują, kim są, jakiego języka używają, czym jest dla nich Heimat.

 

Czy były między członkami mniejszości z różnych organizacji duże różnice?

 

Tak. Tutaj akurat wyszły duże rozbieżności między np. niemieckimi gdańszczanami, którzy prezentują tożsamość integralną, uważają, że Wolne Miasto Gdańsk to jest ich Heimat, takie ich „małe Niemcy”, w porównaniu na przykład z Niemcami, którzy żyli przed wojną w byłym województwie pomorskim, którzy mieli już spore problemy z jednoznacznym określeniem swojej ojczyzny. Często wychodziło paradoksalnie, że Polska to jest ich ojczyzna, mimo że tworzą mniejszość niemiecką.

 

Czy nie czują w związku z tym jakiegoś dyskomfortu? Czy to im nie przeszkadza?

 

Wiele osób, z którymi rozmawiałam, było świadomych tego paradoksu, ale nie dziwię się, że one miały takie wrażenie, ponieważ to jest właśnie element pograniczności. Bardzo często też, to jest taka ciekawostka, Kaszuby stały się dla tych osób pierwszą ojczyzną. Na przykład najpierw Kaszuby, potem Niemcy i dopiero Polska. To jest typowy przykład pograniczności. Nie da się oddzielić Pomorza, Kaszub, Polski, a jednocześnie dawnych podziałów administracyjnych: Prusy Zachodnie, dawne Wolne Miasto Gdańsk.

 

Oprócz identyfikacji z ojczyzną badałam jeszcze motywy zakładania, wstępowania do organizacji, kontakty ze środowiskami w Niemczech, relacje na poziomie rodziny. To były szeroko zakrojone badania dotyczące tożsamości.

 

W swoim referacie wspominała Pani, że te podziały dotyczące identyfikacji narodowej i etnicznej przebiegają nawet w najbliższej rodzinie…

 

To prawda, tak się działo i dzieje do dzisiaj. W jednej rodzinie było dwóch braci, z których jeden postrzegał się jako Niemiec i wyjechał do RFN, a drugi miał diametralnie inne odczucia. Mówił, że jest Polakiem, dzieci będzie wychowywał po polsku i nigdy nie ożeni się z Niemką. Na takie różnice składa się wiele innych czynników, jak chociażby wiek czy socjalizacja w odmiennych warunkach. W mniejszości niemieckiej na Pomorzu jest bardzo wiele małżeństw mieszanych, nie tylko z Polakami, również z członkami innych mniejszości, np. Ukraińcami. Te podziały ujawniają się najczęściej na poziomie życia codziennego, przy spotkaniach rodzinnych. Jest inna kultura jedzenia, nazwy potraw, nazewnictwo członków rodziny: tu kuzyn, tam brat cioteczny.

 

Mimo tych podziałów możliwa jest pokojowa koegzystencja, a nawet współdziałanie w ramach organizacji mniejszości niemieckiej.

 

Właśnie jednym z ustaleń wynikających z badań było to, że życie organizacyjne, etniczna aktywność organizacyjna wspiera identyfikację niemiecką. Paradoksalnie członkami mniejszości niemieckiej na Pomorzu Gdańskim są także osoby, które nie mają niemieckiego pochodzenia, ale już sam fakt uczestnictwa od ponad dwudziestu lat w takiej aktywności przybliża ich do niemieckiej kultury. Być może oni nie są Niemcami, ale czują sentyment do niemieckości, bo są zatopieni w kulturze i w języku niemieckim. To może wspierać ich wewnętrzne poczucie i wpływać na autoidentyfikację.