Wochenblatt – Gazeta Niemców w Rzeczypospolitej Polskiej

Wochenblatt – Gazeta Niemców w Rzeczypospolitej Polskiej

Sunday, August 14, 2022

„Bogu dzięki, Bawarczycy już są!”

21 maja 1921 r. rozpoczęła się ofensywa, w wyniku której przeważające liczebnie i lepiej uzbrojone polskie oddziały zostały wyparte z okolic Góry św. Anny i wyzwolona została miejscowość o tej nazwie, a dzień później leżąca u podnóża góry Leśnica. Dlaczego musiało dojść do przelewu krwi tak wielu ludzi? Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy cofnąć się o kilka dni.

 

Już 7 maja 1921 r. dowódca VI Okręgu Wojskowego gen. Friedburg skierował oficjalnie prośbę do brytyjskiego pułkownika Tidbury’ego, który wchodził w skład komisji wojskowej skierowanej przez zwycięskie mocarstwa na Górny Śląsk, z propozycją wykorzystania oddziałów wojska stacjonujących na Dolnym Śląsku w celu zaprowadzenia porządku i ładu na okupowanym przez polskie oddziały zbrojne terenie, wiedząc, że zdradzeni przez Francuzów Anglicy i Włosi nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa miejscowej ludności. Niemieckie oddziały miałyby wtedy walczyć pod angielskim dowództwem, aby trzymać się zasad prawa międzynarodowego. Niestety Anglicy odrzucili taką propozycję i cały czas starali się rozwiązać konflikt dyplomatycznie. Rząd polski utrzymywał uparcie, że nie ma z tym wszystkim nic wspólnego i nie jest stroną negocjacji, a jedyna osoba, z którą można rozmawiać, to Wojciech Korfanty. Już 7 maja 1921 r. oddziały polskie zajęły praktycznie bez walki prawie cały obszar plebiscytowy do „linii Korfantego”, a taki był jego cel militarny. Dopiero wtedy, po wielu naciskach, łaskawie zgodził się na negocjacje.

 

Negocjacje na plebanii
Negocjatorzy spotkali się 7 maja 1921 r. na plebanii przy kościele w Małej Dąbrówce niedaleko Katowic. Skorzystano z gościny zaprzyjaźnionego z Korfantym księdza proboszcza popierającego czyn zbrojny i przelew krwi, byleby tu była Polska. Warto dodać, że to Korfanty wezwał do siebie negocjatorów na własnych warunkach, dając tym samym do zrozumienia, co myśli o zasadach prawa międzynarodowego i pokazując swoją wyższość, a nawet arogancję, co dobrze odczytali negocjatorzy angielscy i francuscy i o czym pisali w swych korespondencjach. Od 6 maja 1921 r. Wojciech Korfanty przebywał na plebanii księdza kościoła rzymskokatolickiego o propolskich poglądach. Na terenie tej parafii akurat dzięki walnemu wsparciu z ambony 63% mieszkańców opowiedziało się w plebiscycie za przyłączeniem Górnego Śląska do Polski.

W negocjacjach uczestniczyli przedstawiciele Międzysojuszniczej Komisji: pułkownik Adam (Francuz), pułkownik Periggi (Włoch) i kapitan Gastol (Anglik). Po stronie polskiej negocjatorami byli: kapitanowie Grzesik, Głowski, Solski i major Ludyga-Laskowski. Po trzech dniach negocjacji, 9 maja 1921 r. podpisano układ, a podpisy pod nim złożyli jeszcze reprezentant Francji generał de Brantes i naturalnie sam Korfanty. Układ ten przewidywał, że polskie oddziały zaprzestaną działań zbrojnych, a linię demarkacyjną wyznaczono od Bohumina wzdłuż Odry do Przewozu, następnie biegła ona w kierunku Ujazdu i Strzelec Opolskich aż do Dobrodzienia i Bocianowic, do granicy z Polską. Układ ten wywołał protesty rządu berlińskiego, który jako strona nie uczestniczył w negocjacjach, w których de facto postanowiono o zalegalizowaniu okupacji terytorium państwa, a stroną negocjacji po stronie nie był nawet rząd polski, tylko osoba prywatna, która zbrojnie złamała traktat pokojowy i cieszyła się bezkarnością.

 

„Oberland” przybywa z pomocą
Niestety, strona polska, za cichą zgodą Francuzów, złamała po raz kolejny podpisany układ, który i tak był wspaniałomyślny dla dyktatora powstania Wojciecha Korfantego. Między 9 a 20 maja 1921 r. bynajmniej nie kazał on zawiesić broni, chociaż to publicznie deklarował. Fakty temu przeczyły, a nadzieje Górnoślązaków na pokój i ład zgasły. Nie zaprzestano walk, a strona polska okupowała olbrzymi obszar wokół Góry św. Anny i przekroczyła linię demarkacyjną, która przewidywała, że Ujazd miał zostać po stronie niemieckiej, podobnie jak Dobrodzień, z którego mieli się wycofać polscy insurgenci.

Wobec tych faktów osamotnieni Anglicy i Włosi zgodzili się, aby ochotnicy ze strony niemieckiej pomogli wymusić przestrzeganie postanowień zawartego układu. Górnoślązacy nie mogli sformować większych oddziałów, gdyż nie wszyscy uciekli przed oddziałami polskimi i zostali deportowani do obozów, a ci, co zbiegli do większych miast, jak Gliwice, Racibórz, gdzie wojska powstańcze się nie zapuszczały, byli odcięci od reszty świata, ponieważ miasta zostały okrążone. Górny Śląsk był zdany na pomoc rodaków z innych części Niemiec, którzy odpowiedzieli na wezwanie. Pomoc szła z różnych stron, a największego wsparcia udzielili Bawarczycy.

Już 11 maja 1921 r. przybyli do Prudnika pierwsi ochotnicy formacji „Oberland”. Żyjący w strachu mieszkańcy tego miasta przywitali Bawarczyków z ulgą i słowami: „Bogu dzięki, Bawarczycy już są!”. Pociągami przyjeżdżali ochotnicy, pokonując całą Republikę Weimarską rozdartą w wewnętrznych sporach i borykającą się z komunistycznymi bojówkami. Dość szybko udało się uformować oddziały gotowe do walki. Już 12 maja 1921 r. rozpoczęto formowanie drugiego, a dwa dni później trzeciego batalionu. 17 maja 1921 r., a więc ponad dwa tygodnie od rozpoczęcia przez polskie oddziały agresji, ochotnicy Freikorps „Oberland” wyruszyli w kierunku linii frontu. Dotarli marszem w rejon Krapkowic i już 20 maja 1921 r. przygotowali się do kontruderzenia, aby odeprzeć niekończące się ataki polskich formacji zbrojnych w rejonie Gogolina. Powstańcy z Polski po raz pierwszy od nocy z 2 na 3 maja 1921 r. mieli okazję doświadczyć walki z uzbrojonym przeciwnikiem. Do tej pory przeciwnikami były jakieś garstki rozproszonych cywilów na obszarach wiejskich, uzbrojonych co najwyżej w karabiny.

St. Georg-Kapelle in Schliersee. Hier befindet sich eine Gedenktafel, die an die in Oberschlesien gefallenen Bayern erinnert.
Martin Geisler/Wikipedia

Wioska po wiosce, zagajnik po zagajniku
Uderzenie na górującą nad tym obszarem Górę św. Anny rozpoczęło się 21 maja 1921 r. o godz. 2.30 nad ranem. Siedem słabo uzbrojonych batalionów formacji ochotniczych ruszyło na przeciwnika dysponującego miażdżącą przewagą w wyposażeniu, w tym artylerią, ale też prawie pięciokrotną przewagą w ludziach i jawnie popieranego przez Wojsko Polskie. Po stronie polskiej walczyły wręcz pułki regularnego wojska. Należy dodać, że było w tych szeregach też wiele osób z niższych warstw społecznych, żądnych zdobyczy wojennych, liczących na awans społeczny po wygranej i na majątki po parcelacji niemieckich gospodarstw. Uważnie słuchały na spotkaniach agitatorów, którzy m.in. odczytywali powstańcze gazety zachęcające do walki i obiecujące zyski. Morale już wtedy nie było zbyt wysokie, ponieważ następowały przerwy w płaceniu żołdu, a zawodowym żołnierzom polskiej armii było trudno utrzymać dyscyplinę, co też przesądziło w dużej mierze o losach bitwy. Należy pamiętać, że wielu żołnierzy po polskiej stronie walczyło na obcej ziemi, z dala od ojczyzny, i nie broniło swych domów, jak w 1920 r. w wojnie z bolszewikami na Kresach, tylko otrzymywało żołd i obietnice, co też miało wpływ na ich morale i ducha walki.

Atmosferę decydującej fazy walk o Górę św. Anny oddają słowa jednego z uczestników tych wydarzeń, który walczył po stronie niemieckiej: „Niemcy przystąpili do natarcia przepełnieni wojowniczym duchem walki na całej szerokości frontu i wyrywali wrogowi z rąk wioskę po wiosce, zagajnik po zagajniku… Wielu Bawarczyków zrzuciło swoje kurtki i walczyli w samych koszulach…”.

Bawarczycy złożyli krwawą ofiarę, broniąc rubieży swej niemieckiej ojczyzny. Było wielu rannych i zaginionych, a 54 ochotników Freikorps „Oberland” straciło życie, walcząc o Górny Śląsk. Przypomina o nich tablica pamiątkowa umieszczona na kaplicy przy winnicy w pięknie położonej w górach miejscowości Schliersee, na południowym krańcu Bawarii tuż przy granicy z Austrią. Co roku w maju odbywają się tam nabożeństwa upamiętniające poległych i odprawiana jest msza polowa, w której uczestniczą nie tylko mieszkańcy okolic. Może warto tam kiedyś podjechać i się pomodlić.

 

Waldemar Gielzok
prezes Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego i badacz historii Śląska
Cytat:
Bawarczycy złożyli krwawą ofiarę, broniąc rubieży swej niemieckiej ojczyzny. Było wielu rannych i zaginionych, a 54 ochotników Freikorps „Oberland” straciło życie.

Kaplica św. Jerzego w Schliersee. To tutaj znajduje się tablica upamiętniająca poległych na Górnym Śląsku Bawarczyków.

Martin Geisler / Wikipedia

 

Show More