W dzisiejszych czasach prawie wszyscy mają rowery i potrafią na nich jeździć. Kiedyś natomiast było to coś, na co mogli sobie pozwolić tylko ludzie zamożni.

W XX wieku w Niemczech bardzo popularne były wszelkiego rodzaju stowarzyszenia i kluby. Śląsk też mógł się wieloma pochwalić, między innymi klubem rowerzystów „Adler” z siedzibą w Gogolinie.

 

Thomas Stannek pochodzący z Pokoju (Karlsruhe) koło Namysłowa (Namslau) był zapalonym miłośnikiem sportów rowerowych. Oprócz działalności w charakterze przedsiębiorcy i rzemieślnika brał udział w rozlicznych wyścigach rowerowych. Jednym z nich był wyścig sześciodniowy, który do dziś odbywa się w Berlinie. W 1909 roku poznał tam Wiktora Madelunga, właściciela wielu wapienników w Gogolinie, który opowiedział Stannkowi, że w mieście tym intensywnie rozwija się m.in. przemysł wapienny oraz że potrzebuje kowala.

 

Do Gogolina

 

Thomas Stannek skorzystał z jego zaproszenia do Gogolina, gdzie otworzył własny warsztat, kupił dom, założył własny sklep, a nawet zbudował stację paliw. Wszystko to znajdowało się przy głównej ulicy biegnącej przez Gogolin. W swojej manufakturze produkował rowery pod własną marką „Theodosia”, która obecnie już nie istnieje. W sklepie zaś sprzedawał własne rowery, ale także rowery innych marek, które cieszyły się wówczas renomą, np. „Gritzner”. Wokół osoby Thomasa Stannka zawiązała się grupa osób, od której swój początek wziął klub rowerowy „Adler”. Były okresy, kiedy klub liczył nawet 50 członków, którzy interesowali się sportami rowerowymi. W dzisiejszych czasach prawie wszyscy mają rowery i potrafią na nich jeździć. Kiedyś natomiast było to coś, na co mogli sobie pozwolić tylko ludzie zamożni.

 

Nie tylko jazda na rowerze

 

Członkowie klubu spotykali się regularnie na tradycyjnym, coniedzielnym piciu piwa. Rozmawiali przy tym na różne tematy: planowali następne wycieczki, a także robili interesy. Każdy miał swój własny kufel opatrzony logo klubu, na którego spodzie każdy miał wygrawerowane swoje imię i nazwisko, po to, aby każdy na pewno pił z własnego kufla. Klub rowerowy „Adler” organizował wiele wycieczek na bliższe i dalsze odległości. Jedna z najdłuższych obejmowała odcinek około 100 km, a jej trasa wiodła do Sobótki (Zobten am Berge) na Dolnym Śląsku.

 

– W tamtych czasach była to bardzo ciężka trasa. Ponieważ rowery nie były tak dobrze wyposażone jak obecnie, było to związane z bardzo dużym wysiłkiem – wyjaśnia Walter Stannek, wnuk założyciela klubu.

Z tego względu za grupą podążał samochód, w którym byli: Wilhelm Schupa (piekarz, który miał swoją piekarnię w tym samym budynku co sklep z rowerami), oraz żona założyciela klubu Maria Stannek. Byli oni gotowi udzielić pomocy, gdyby coś się stało. W aucie mieli cały prowiant oraz inne ważne rzeczy, jak choćby podręczną apteczkę czy też narzędzia.

 

 

Klub działał do początków II wojny światowej, a po jej zakończeniu pozostał tylko sklep Thomasa Stannka, mieszczący się przy ul. Krapkowickiej 1.

 

 

Po klubie pozostało nieco przedmiotów kolekcjonerskich, a wśród nich kufle oraz dzwonki od rowerów należących do jego członków. Są one rozsiane po różnych prywatnych zbiorach jako kolekcjonerskie rarytasy. W miejscu, w którym znajdował się sklep z rowerami, jest dziś sklep mięsny.

 

Andrea Polański

Bilder: Archiv der Familie Stannek