Erwin Kruk
Foto archiwum autora

31 marca w wieku 76 lat zmarł Erwin Kruk, wybitny poeta, pisarz, tłumacz, dziennikarz, wielki orędownik Mazurów, Honorowy Obywatel Olsztyna.

 

Każdy z nas ma jakieś miejsce, z którego wyrusza w świat. Erwin Kruk wyruszył w świat 4 maja 1941 roku z małej wioski Gutfeld, obecnie Dobrzyń koło Nidzicy (Neidenburg). Jego życiorys był niezwykły, ważny dla zrozumienia historii Warmii i Mazur. Rodzice Hermann i Meta z domu Stach mieli kilkunastohektarowe gospodarstwo. Po przejściu frontu w 1945 roku najpierw ojciec został wywieziony przez Rosjan – nigdy nie wrócił. Matka zmarła na tyfus w lipcu 1945. Następnego dnia po pogrzebie dom rodzinny został zajęty przez obcych. Dla czerwonoarmistów Mazur to był Niemiec. W Polsce Ludowej mazurskość tez niczym stygmat ciągnęła się za Krukiem, tak samo jak za wieloma innymi Mazurami.

 

Przyszłego poetę wychowywała babcia Augusta. Przebywał też w domu dziecka. Kształcił się w szkole zawodowej w Ostródzie, a potem w liceum w Morągu. Po ukończeniu filologii polskiej na UMK w Toruniu wrócił na rodzinne Mazury. I od początku pracy zawodowej angażował się społecznie, a przy tym stał się poetą Mazur.

 

Debiut literacki Kruka miał miejsce w 1958 r., jego wiersze opublikował tygodnik „Na przełaj”. Od tego czasu autor wydał wiele powieści oraz tomików wierszy, m.in. „Rysowanie z pamięci” (1963), „Zapisy powrotu” (1969), „Z krainy Nod” (1987), „Kronika z Mazur” (1989), „Znikanie” (2005), „Spadek” (2009), „Nieobecność” (2015).

 

Erwin Kruk zachowuje wierność mowie godnej, tej najszlachetniejszej, czyli poezji. W jego wierszach jest obecny on sam. Jest to czas wspomnień i dziejów rodzinnych. Ale to, co prywatne, ma w tych utworach sens społeczny. Człowiek żyje dla innych, dla tych, którzy byli, są i przyjdą. To jest przesłanie poety krainy, „gdzie żyje nieobecność”. Bardzo dbał o ciągłość kultury na Warmii i Mazurach. Uważał nas nie tylko za fragment kultury Polski, ale także za ważny fragment kultury europejskiej. Szczególnie bliska była Erwinowi Krukowi idea samozorganizowania się Mazurów. Znał ich dole i niedole jak nikt inny. Ocalał ich świat w swoich wierszach, powieściach i esejach. Ale na Mazurach potrzebna jest praca wśród swoich, jakże boleśnie dotkniętych historią. Ci, co urodzili się w trakcie wojny, która nie wiadomo, kiedy się skończyła, ponieśli straszliwy uszczerbek; rozgonione po świecie rodziny, tragiczne losy najbliższych, niepewność głodnych lat powojennych. Sam doświadczyłem, tak jak Erwin Kruk, tego losu.

 

Mimo wielu przeciwności Kruk nieustannie angażował się na rzecz integracji rodzimego środowiska, które od połowy lat 70. XX w. dotknięte jest także syndromem wyjazdów. Szukamy się wszędzie, także w miejscach pracy, na uczelni, w środowisku inteligenckim. Kruk prosi mnie o taką próbę wyszukania Mazurów. Niestety, mimo moich usilnych zabiegów okazuje się ona spóźniona. Ale Erwin Kruk się nie poddawał. Praca nad pamięcią historyczną regionu stała się dla niego zadaniem jego życia. Stąd w latach 1980–1981 inicjuje i współorganizuje Mazurskie Zrzeszenia Kulturalne, którego działalność w okresie stanu wojennego zostaje zakazana. Nieugięty wieszcz mazurski na początku 1988 r. podjął kolejną próbę powołania organizacji pod nazwą Związek Mazurski. Stało się to możliwe po 1989 roku, wtedy to w Polsce mógł swe wyzwania w pełni realizować zarówno Kościół ewangelicko-augsburski na Mazurach, jak i krąg tutejszych ewangelików świeckich.

 

Złe emocje i złośliwe uwagi, jakie spotykają Mazurów, nie dotykają w regionie stowarzyszeń mniejszości niemieckiej, które na początku lat 90. XX wieku powstawały jak grzyby po deszczu. Obecność tych stowarzyszeń, którą przyjmuje się normalnie, bez większych uprzedzeń, może świadczyć o duchu pojednania i zrozumienia.

 

W 1999 r. Erwin Kruk współtworzy Mazurskie Towarzystwo Ewangelickie. Powstała szansa uratowania tego, co jeszcze zostało z mazurskiej tożsamości. Środowisko ewangelickie w regionie jest niewielkie, ale dzięki pracom badawczym nad przeszłością tej ziemi obraz dawnych i współczesnych Mazur zyskał pełniejsze oświetlenie.

 

Przez całe swoje życie skwapliwie czytał polską i niemiecką literaturę, co pozwoliło mu lepiej poznać losy Mazurów i Niemców. Swoją wiedzą chętnie dzielił się także z członkami mniejszości niemieckiej na Warmii i Mazurach na organizowanych licznie polsko-niemieckich seminariach. Przez kilkanaście lat związany był z lokalną prasą. Był także członkiem Związku Literatów Polskich i Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. W latach 80. został działaczem „Solidarności”, a w 1989 roku uzyskał mandat senatora. Był członkiem PEN Clubu i Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Należał do Synodu Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP.

 

Jako wybitny pisarz, badacz i działacz mazurski wyróżniony został wieloma nagrodami literackimi i państwowymi, m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski i Złotym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Rok temu władze Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego przyznały mu tytuł doktora honoris causa.

 

Odszedł wspaniały człowiek o renesansowej osobowości. Człowiek niezwykłej prawości i skromności, życzliwy ludziom, którym zawsze służył pomocą. Pozostawił w wielkim smutku żonę Swietłanę, syna Tomasza (46 lat), córkę Elizę (43 lata) i czterech wnuków, z których był bardzo dumny. To dla regionu i poezji trudna jeszcze do wyobrażenia strata. Erwin Kruk był dla mnie, ale i dla wielu z nas najważniejszą cząstką Mazur. Był ich Słowem.

 

Został pochowany w Olsztynie z należnymi honorami. Wśród licznych wiązanek kwiatów i kondolencji złożonych w hołdzie zmarłemu był także list od premier Beaty Szydło odczytany przez wojewodę Artura Chojeckiego.

 

Bardzo kochał Mazury i one zabrały Go nam – na zawsze.

 

Alfred Czesla