Australijczyk Daniel Ricciardo udowodnił, że zwycięstwo w kwalifikacjach nie było przypadkiem, a jedynie preludium do sukcesu w wyścigu w Monte Carlo. Na ulicznym torze w europejskiej stolicy hazardu Australijczykowi wystarczyło do wygranej korzystanie z 6 biegów, po tym jak nastąpił spadek mocy w jego jednostce napędowej, co prawdopodobnie nie byłoby możliwe na żadnym innym obiekcie.

 

Sebastian Vettel tym razem musiał zadowolić się drugą lokatą.
Foto: Morio/Wikipedia

 

 

Sebastian Vettel miał chrapkę na pierwszy stopień podium, jednak w Monako wyprzedzanie jest niezwykle trudne, zwłaszcza że maszyny Red Bulla znakomicie czuły się na krętych uliczkach. W tej sytuacji Seb musiał zadowolić się 2. lokatą, przed najgroźniejszym rywalem w aspekcie walki o tytuł – Lewisem Hamiltonem. Nico Hülkenberg po wydłużonym pierwszym stincie aż do 50. rundy, dzięki zastosowaniu w tej fazie mieszanki ultra, a także pomocy zespołowego kolegi Carlosa Sainza przejął i utrzymał przed Verstappenem 8. miejsce, przebijając się z 11. pola. Pierwsze doświadczenia w zawodach ze zdecydowanie najszybszą – hipermiękką mieszanką Pirelli nie przyniosło decydującego o rezultatach wyścigu poziomu degradacji nowego ogumienia.

 

Następne zawody odbędą się za oceanem w ramach GP Kanady. Na Circuit Gilles Villeneuve od trzech lat nieprzerwanie rządzi Hamilton. Brytyjczyk zanotował tutaj już sześć sukcesów (2007, 2010, 2012, 2015–2017) i 10 czerwca spróbuje dorównać legendarnemu Michaelowi Schumacherowi, który na koncie ma 7 zwycięstw w Montrealu.

 

1. Daniel Ricciardo (Red Bull) – 1:42:54,807 (1. pit stop) – 7. wygrana, druga w sezonie, ale po raz pierwszy w karierze uzyskana po starcie z pole position. Rozpoczął skutecznie, broniąc prowadzenie przed Vettelem, ale od 28. rundy, kiedy nastąpił alarm wywołany spadkiem mocy silnika, którego nie można było naprawić, wydawało się, że jest już po zawodach. Mimo to umiejętnie utrzymywał tempo jazdy, nie pozwalając Sebowi na atak, i pozostał liderem przez kolejne 50 kółek. To oczekiwana rekompensata za utratę pewnego zwycięstwa w 2016 roku, kiedy to mechanicy całkowicie zaspali z wymianą opon. Aspirujący do zwycięstwa jego kolega z zespołu po skasowaniu maszyny w 3. sesji treningowej nie mógł uczestniczyć w kwalifikacjach i startował z ostatniego, 20. pola. Mimo niedogodności w manewrach wyprzedzania nie przeszkodziło mu to w finiszu na 9. pozycji.

 

2. Sebastian Vettel (Ferrari) +7,336 (1) – kluczowy dla ostatecznej wygranej start nie dał mu prowadzenia, niemniej utrzymał pozycję przed Hamiltonem, zmieniając opony cztery rundy po Brytyjczyku, ale nie pomogło to na wyjście przed zmieniającego ogumienie rundę później Ricciardo. Następnie przez cały czas pozostawał blisko Australijczyka, jednak sytuacja zmieniła się, gdy podczas 72. rundy doszło do kolizji Leclerca z Hartleyem, w następstwie czego ogłoszono wirtualną fazę safety car. Niespodziewanie tuż przed i zaraz po restarcie zaczął tracić dystans do Ricciardo, a zarazem szansę na ostateczny sukces. Jednak z tyłu od dawna nic mu nie zagrażało, mógł więc się skupić na wstrzemięźliwym fetowaniu 2. miejsca.

 

3. Lewis Hamilton (Mercedes) +17,013 (1) – jako pierwszy już na 12. okrążeniu zjechał na zmianę opon, jednak nic na tym nie zyskał ani nie stracił, a jego sytuację uratował przeprowadzony skutecznie dwie rundy później manewr wyprzedzenia Ocona. Nie było też potrzeby zjazdu na kolejny pit stop, czego obawiano się w ekipie Mercedesa. Patrząc na tempo maszyn niemieckiego teamu przez miniony weekend, 3. stopień podium to zadowalający wynik.

 

4. Kimi Raikkonen (Ferrari) +18,127 (1) – pokonał Bottasa w rywalizacji Finów, choć przez wiele okrążeń rodak mocno deptał mu po piętach.

5. Valterri Bottas (Mercedes) +18,822 (1)

6. Esteban Ocon (Force India) +23,667 (1)

8. Nico Hülkenberg (Renault) +24,839 (1)

 

 

Klasyfikacja kierowców po 6 wyścigach
1. L. Hamilton – 110 pkt
1. S. Vettel – 96
3. D. Ricciardo – 72
4. V. Bottas – 68
5. K. Raikkonen – 60
6. M. Verstappen – 35
8. N. Hülkenberg – 26

 

Witold Wolak