Roman Kolek

Z dr. Romanem Kolkiem, wicemarszałkiem województwa opolskiego, rozmawia Krzysztof Świerc.

 

W poprzednim wydaniu „Wochenblatt.pl” rozmawialiśmy o zaprzestaniu działalności Ośrodka Rehabilitacji Leczniczej w Suchym Borze. Nie brakuje opinii, że za to, co się z nim stało, w pewnym stopniu odpowiada koalicja rządząca województwem opolskim. Uważa Pan, że jest to krzywdzący wniosek, nadinterpretacja czy fakt?

 

Wobec ograniczonych możliwości finansowych naszego samorządu i wielości celów, które sobie musimy stawiać, zawsze trzeba dokonywać wyborów. Podjęcie decyzji wiele lat temu o wydzieleniu Zespołów Ośrodków Rehabilitacyjnych z siedzibą w Suchym Borze z Zespołu Opieki nad Matką i Dzieckiem oraz powołaniu spółki w tamtym czasie było rozwiązaniem logicznym. Celowa była również decyzja o objęciu części udziałów przez prywatnego inwestora, gdyż dawało to szansę na pozyskanie finansowania niezbędnych inwestycji.

 

Jednak wycofanie się tego inwestora i przejęcie przez samorząd województwa opolskiego 100% udziałów cofnęło was w tym procesie.

 

Niestety dzisiaj muszę powiedzieć, iż na podstawie wielokrotnych prób poszukiwania inwestora dostrzegam, że ten zakres działalności medycznej nie cieszy się zainteresowaniem. Zapewne z uwagi na niską rentowność, głównie jednak ze względu na olbrzymią skalę niezbędnych do wykonania inwestycji. Czytelnikom zapewne wyda się niestosowne, abyśmy mówili o rentowności, ale proszę zwrócić uwagę, że żaden samorząd nie odpowiada za warunki finansowe rozliczania świadczeń zdrowotnych, a nasze rozsądne głosy są lekceważone. Politykom zawsze łatwiej rozgrywać swoje „gierki polityczne”, aniżeli przyznać, iż po prostu za mało jest pieniędzy na opiekę zdrowotną!

 

A jak ocenia Pan pracę frakcji mniejszość niemiecka w sejmiku oraz pracę radnych MN w sejmiku?

 

Jesteśmy uczestnikiem koalicji rządzącej od wielu lat i dzięki temu staramy się wpływać na podejmowane decyzje strategiczne w regionie. Niestety, nie mamy głosu decydującego, co dla wszystkich znających temat jest chyba oczywiste – to proste zasady arytmetyki. Będąc pojedynczym reprezentantem mniejszości niemieckiej w składzie Zarządu Województwa Opolskiego, nie jestem w stanie podejmować decyzji, które w mojej ocenie dla pozycji regionu, jak i miejsca oraz roli MN byłyby najkorzystniejsze. Na dodatek, obecnie panująca atmosfera w polityce krajowej stawia nas w wyjątkowo trudnej pozycji. Starałem się zawsze oddzielać „dużą politykę” od spraw regionalnych, w których czuję się kompetentny, ale coraz częściej staje się to niemożliwe. W mojej ocenie jednak frakcja MN w obecnej rzeczywistości stara się zachowywać w sposób optymalny, nie wchodząc w zbyteczne konflikty. Niemniej w sprawach, w których nie możemy prezentować stanowiska „elastycznego”, jesteśmy zdecydowani, konsekwentni i stanowczy.

 

Przykład?

 

Niezmienne stanowisko w sprawie rozszerzenia Opola. Od samego początku wyrażaliśmy w tej kwestii swoją opinię, udzielaliśmy poparcia pokrzywdzonej społeczności opolskich sołectw i wskazywaliśmy na antydemokratyczne decyzje rządu RP, który nie uwzględnił jasnego i czytelnego sprzeciwu wyrażonego w konsultacjach społecznych. Od samego początku osobiście uważałem również, że sposób prowadzenia debaty publicznej na ten temat nie zachował zasad symetrii, a rozwiązań godzących w interesy zarówno samego Opola, jak i szeroko rozumianego regionu było wiele. Sytuacja ta niestety skutkuje pogorszeniem się relacji pomiędzy poszczególnymi samorządami, nie mówiąc o wykopaniu rowów pomiędzy społecznościami lokalnymi.

 

Co Pan sądzi o funkcjonowaniu koalicji w Sejmiku Województwa Opolskiego? Czy nie trzeba dokonać korekt i wzmocnienia w niej roli mniejszości niemieckiej?

 

Wzmocnienie roli mniejszości niemieckiej we władzach regionu jest z mojego punktu widzenia ze wszech miar pożądane. Obecnie nasza siła w sejmiku może się przekładać na taką, a nie inną reprezentację w zarządzie województwa, ale jeśli wynik przyszłorocznych wyborów będzie inny – jeżeli uzyskamy większą liczbę mandatów w sejmiku – to może się też zwiększyć nasza rola, a tym samym wpływ na decyzje.

 

Jest to wskazane, ponieważ nasi koalicjanci w Sejmiku Województwa Opolskiego sprawiają wrażenie sparaliżowanych strachem, a do tego za potknięcia nierzadko obwinia się wyłącznie nas.

 

Nigdy nie wyciągałem takiego wniosku, że koalicjanci są „sparaliżowani strachem”, ale każdy, obserwując sytuację na scenie politycznej, ma prawo wyciągać swoje wnioski, tego nikomu nie można zabronić. Jako MN musimy jednak moim zdaniem zachować stałość i rozsądek w poglądach, występując w roli, jaką mamy w regionie – stabilizatora sytuacji i uczciwego, otwartego na potrzeby społeczności regionalnej partnera politycznego. Niestety, od polityki – tej dużej – nie będziemy w stanie się całkowicie zdystansować, bo jesteśmy w tę politykę nieustannie wciągani.