Jakub Żak

Od zakończenia drugiej wojny światowej minęło wprawdzie ponad 70 lat, ale sprawy byłych mieszkańców byłych niemieckich ziem wschodnich, które dziś należą do Polski, w polskich sądach toczą się do dziś. Domy, ziemie i dorobek całego życia często tracili jednak także dzisiejsi członkowie mniejszości niemieckiej. Co ciekawe, odbieranie majątków było swego czasu regulowane prawnie i zupełnie legalne, a niektóre z tych przepisów obowiązują do dziś.

 

O sprawie majątków utraconych przez niemieckich Górnoślązaków, Pomorzan czy Mazurów, po kilku latach ciszy znów zrobiło się głośno w ostatnim czasie. Media obiegła informacja o procesie byłej mieszkanki niemieckich Katowic, której rodzice byli posiadaczami kamienicy w centrum miasta. Budynek, którego właścicielem po ich śmierci miała się stać sama powódka, przeszedł w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej w ręce Skarbu Państwa na podstawie tak zwanego „zapisu dekretu z 1946 r. o odpowiedzialności za odstępstwo od narodowości polskiej z lat 1939–45”. Przepis ten zakładał, iż większość ludzi, którzy na Górnym Śląsku, Pomorzu czy Mazurach podpisali tak zwaną volkslistę i zadeklarowali narodowość niemiecką, mieli w powojennej Polsce zostać skazani na karę do 10 lat więzienia, a ich majątek w całości przejmowało państwo. Osoby, które krótko po wojnie zbiegły lub zostały wypędzone do Niemiec, wprawdzie więzienia unikały, lecz traciły dorobek życia.

 

Wciąż aktualne

 

Co ciekawe, przepisów, o których mowa wyżej, nie zniosła także demokratyczna Polska. Spadkobierczyni byłych mieszkańców Katowic o podtrzymaniu decyzji z czasów komunistycznych dowiedziała się z pisma otrzymanego w 2011 roku. Jako że w jej mniemaniu „przepis ten jest zupełnie sprzeczny z dzisiejszą konstytucją i stanowi rażący przejaw dyskryminacji obywateli”, postanowiła złożyć skargę przed Trybunałem Konstytucyjnym. Jedna rozprawa, która odbyła się w tej kwestii w 2016 roku, nie przyniosła ostatecznej decyzji, a terminu kolejnej jeszcze nie wyznaczono.

 

Niezależnie od tego, jak zakończy się sprawa kamienicy w Katowicach, jest ona elementem problemu na dużą skalę. Aktualność przepisów pozbawiających majątku Niemców potwierdzają także eksperci w zakresie prawodawstwa: – Jest to złożona sprawa, jednak generalnie można potwierdzić, że takie przepisy nadal obowiązują. Jednym z przykładów może być choćby reforma rolna przeprowadzona swego czasu – mówi mecenas Jakub Żak z kancelarii reprywatyzacyjnej w Gdańsku. – Dekret ten, który jest cały czas w mocy, ma w artykule drugim, ustęp 1, litera B przesłankę o tym, iż jeśli mienie należało do nie-Polaka narodowości niemieckiej, to mogło bez żadnego zadośćuczynienia przejść w PRL w ręce państwa. Mecenas dodaje, że samo podpisanie volkslisty było już dowodem na bycie właśnie Niemcem i w związku z tym dostateczną przesłanką do tego, by odebrać majątek.

 

Ogromna skala

 

Jakub Żak zapytany o to, jaka mogła być skala konfiskaty niemieckiego mienia na rzecz państwa według tych przepisów, przyznaje, że szacunki są bardzo różne, lecz – jak dodaje – mogą to być miliardy dzisiejszych złotych. Szczególnie po wojnie Niemcom odbierano na przykład prawo do własności zabytkowych kamienic, domów mieszkalnych oraz ogromnych ilości ziemi rolnej. Co ciekawe, dotyczyło to także fabryk i przedsiębiorstw, gdyż jak komentuje Jakub Żak: – Przepis o tym, że przejmuje się mienie od osób narodowości niemieckiej, widniał w wielu różnych dekretach. Mimo tak szeroko zakrojonej akcji prawnej próby odzyskania dawnych majątków prowadzone są do dziś. Kancelaria, w której pracuje Jakub Żak, podejmuje się reprezentowania osób, którym w ich opinii majątek został odebrany niesłusznie. Jak relacjonuje mecenas, „małymi krokami” udaje się odnieść na tym polu jakieś sukcesy, jednak sprawy te są bardzo trudne, gdyż z uwagi na długi czas, który minął od przejęcia mienia, często brakuje podstawowych dokumentów potrzebnych do prowadzenia sprawy. Teoretycznie jednak odzyskanie majątku odebranego na podstawie komunistycznych dekretów jest możliwe.

 

Tragedia z dnia na dzień

 

Mimo że dekrety, o których mowa, w teorii miały „nie obejmować ludzi, którzy przed 1939 stale deklarowali przynależność do narodowości niemieckiej”, a w związku z tym nie podpisywali volkslisty tylko dla prywatnych korzyści, utrata majątków dotyczyła także dzisiejszych członków mniejszości niemieckiej. Pan Henryk (imię zmienione na prośbę zainteresowanego), który dziś mieszka w województwie opolskim, został w 1945 jako Niemiec wraz z rodziną wypędzony z jednej z wsi niedaleko Kluczborka. Po krótkim pobycie w Bawarii, dzięki pomocy amerykańskich żołnierzy udało mu się wrócić na Śląsk. Ku rozpaczy całej rodziny, po ich powrocie rodzinny dom był już zajęty przez repatriantów, którzy nie chcieli opuścić posiadłości. Rodzinie pana Henryka nigdy nie udało się odzyskać majątku, a spadkobiercy nowych mieszkańców dom i należącą do niego działkę zajmują do dziś.

 

Możliwość jest

 

Pozytywną wiadomością dla wszystkich równie pokrzywdzonych jest fakt, że państwo polskie nie zamyka zupełnie drogi do odzyskania dawnych majątków. Po opisaniu sprawy pan Henryk skierował pismo do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, po czym otrzymał odpowiedź, że wprawdzie nie może ono rozstrzygnąć sprawy definitywnie, jednak daje możliwość dochodzenia swoich praw w sądzie. – Tego się jednak chyba nie podejmę. Z sądami to jest tak, że czasami można więcej przegrać, niż wygrać – uważa pan Henryk. Zainteresowanemu z pewnością nie można odmówić racji, jednak długi bój w sądach wydaje się dziś jedynym sposobem na odzyskanie niesprawiedliwie zajętego mienia.

 

Zło zrodziło zło

 

Przepisy, które zakładały odbieranie majątku Niemcom, uderzały więc nie tylko w tych, którym udowodniono sam fakt podpisania volkslisty. – Czasami wystarczyło, że komuś udowodnili kuzyna Niemca, by przeforsować przejęcie pożądanego majątku – mówi Jakub Żak. Niemcy mieszkający na terenach dzisiejszej Polski znaleźli się więc na swoje nieszczęście w sytuacji, w której zło, jakim była volkslista, zrodziło zło, którym było odbieranie majątków. – Volkslista wprowadzała podział społeczny w oparciu o przepisy de facto rasistowskie i kwalifikowała ludzi do określonych kategorii, które miały takie, a nie inne uprawnienia albo ich w ogóle nie miały – mówi profesor Uniwersytetu Śląskiego Ryszard Kaczmarek. Ten rasistowski proceder odbija się niestety do dzisiaj na wielu, zarówno na Niemcach, jak i na tych, których komunistyczny reżim w imię własnej chciwości za Niemców niesłusznie uznawał. Odwrócenie tego ciągu wydaje się wprawdzie trudne, a jednak możliwe.

 

Łukasz Biły

 

***

 

Seit dem Ende des Zweiten Weltkriegs sind zwar mehr als 70 Jahre vergangen, doch bis heute laufen in polnischen Gerichten Prozesse von ehemaligen Bewohnern früherer deutscher Ostgebiete, die heute zu Polen gehören. Aber auch heutige Angehörige der deutschen Minderheit verloren oft ihre Häuser und ihr gesamtes Hab und Gut. Interessanterweise war die Wegnahme von Vermögen seinerzeit gesetzlich geregelt und völlig legal. Einige dieser Regelungen gelten bis heute.

 

Verlorenes Eigentum deutscher Oberschlesier, Pommeraner oder Masuren ist nach jahrelanger Funkstille nun wieder ein Tagesthema geworden. So berichteten die Medien unlängst über den Prozess einer ehemaligen Bewohnerin des deutschen Kattowitz, deren Eltern ein Mietshaus im Zentrum der Stadt besaßen. Das Gebäude, welches nach ihrem Tode normalerweise auf die Frau übereignet worden wäre, ging in der Volksrepublik Polen auf der Grundlage einer „Erlassbestimmung von 1946 über Verantwortung für den Abfall von der polnischen Volkszugehörigkeit in den Jahren 1939 bis 1945” auf den Staat über. Der besagten Vorschrift zufolge sollten die meisten Menschen, die in Oberschlesien, Pommern oder Masuren die Volksliste unterschrieben und sich zur deutschen Nationalität bekannt hatten, im Nachkriegspolen zu bis zu zehn Jahren Gefängnis verurteilt werden und ihr Eigentum wurde komplett vom Staat übernommen. Wer kurz nach dem Krieg geflohen oder nach Deutschland vertrieben worden war, konnte zwar dem Gefängnis entkommen, verlor aber seinen Besitz.

 

Noch immer aktuell

 

Auch das demokratische Polen hat die erwähnten Regelungen interessanterweise nicht aufgehoben. Dass die Entscheidung aus der kommunistischen Zeit noch immer in Kraft ist, erfuhr die Erbin der ehemaligen Kattowitzer aus einem Schreiben, das sie im Jahr 2011 erhielt. Da nach ihrer Meinung „diese Vorschrift ganz und gar im Widerspruch zur heutigen Verfassung steht und einen krassen Ausdruck von Bürgerdiskriminierung darstellt”, reichte sie eine Klage vor dem Verfassungsgericht ein. Eine erste Verhandlung, die 2016 zu dieser Frage  stattfand, brachte keine endgültige Entscheidung. Die nächste ist noch nicht anberaumt.

 

Ungeachtet dessen, wie der Rechtsstreit um das Kattowitzer Mietshaus letztlich enden wird, fügt sich dieser in ein größeres Puzzlespiel, denn die Gültigkeit der Bestimmungen, kraft derer Deutsche um ihr Eigentum gebracht wurden, wird auch von Gesetzgebungsexperten bestätigt. „Es ist eine komplexe Angelegenheit, aber es kann generell bestätigt werden, dass diese Vorschriften nach wie vor gelten. Ein Beispiel dafür ist die seinerzeit durchgeführte Agrarreform“, sagt Rechtsanwalt Jakub Żak von einer Danziger Reprivatisierungskanzlei. Żak unterstreicht dabei: „Dieser Erlass, der noch immer in Kraft ist, setzt im Artikel 2, Absatz 1, Buchstabe B, voraus: Wenn ein Eigentum einem Nichtpolen deutscher Volkszugehörigkeit gehörte, durfte es im Volkspolen ohne jede Wiedergutmachung auf den Staat übergehen.“ Allein schon eine Volkslistenunterschrift sei, so der Anwalt, sei der Beweis dafür gewesen, dass die betreffende Person ein Deutscher war, und somit auch die ausreichende Voraussetzung für die Enteignung.

 

Enormes Ausmaß

 

Nach dem möglichen Ausmaß der staatlichen Eigentumskonfiszierung gemäß dieser Vorschriften gefragt, räumt Jakub Żak ein, dass die Schätzungen zwar sehr unterschiedlich sind, aber es könnte sich durchaus um Milliarden heutiger Złotys handeln. Besonders nach dem Krieg wurde Deutschen beispielsweise das Besitzrecht an historischen Mietshäusern, Wohnhäusern sowie riesigen Agrarflächen entzogen. Dies galt interessanterweise auch für Fabriken und Unternehmen. Denn, so kommentiert Jakub Żak: „Die Regelung darüber, dass Eigentum von Deutschstämmigen übernommen werden sollte, war in vielen verschiedenen Erlassen enthalten. Die Versuche, ehemaliges Eigentum wiederzuerlangen, gehen trotz umfassender juristischer Maßnahmen bis heute weiter.“ Die Kanzlei, in der Jakub Żak tätig ist, übernimmt die Vertretung von Personen, deren Eigentum ihrer Ansicht nach zu Unrecht fortgenommen wurde. „Mit kleinen Schritten” können dabei, so der Anwalt, gewisse Erfolge in diesem Bereich erzielt werden, doch die Fälle seien sehr schwierig, denn aufgrund des langen Zeitraums seit der jeweiligen Eigentumsübernahme fehlten oft grundlegende Dokumente, um einen Prozess zu führen. Theoretisch allerdings sei die Wiedererlangung eines Kraft kommunistischer Dekrete fortgenommenen Eigentums möglich.

 

Tragödie von Tag zu Tag

 

Obwohl in den Dekreten rein theoretisch vorgesehen war, „keine Personen einzubeziehen, die sich bereits vor 1939 stets zur deutschen Volkszugehörigkeit bekannten”, weshalb sie die Volksliste später nicht nur wegen privater Vorteile unterschrieben, waren dennoch auch heutige Angehörige der deutschen Minderheit vom Eigentumsverlust betroffen. Herr Henryk (Vorname auf Wunsch des Betreffenden geändert), der heute in der Woiwodschaft Oppeln lebt, wurde 1945 als Deutscher zusammen mit seiner Familie aus einem Dorf unweit von Kreuzburg vertrieben. Nach kurzem Aufenthalt in Bayern gelang es ihm mit Unterstützung amerikanischer Soldaten, wieder nach Schlesien zurückzukehren. Zur Verzweiflung der gesamten Familie war ihr Familienhaus nach ihrer Rückkehr bereits von Repatriierten besetzt, die das Anwesen auf keinen Fall verlassen wollten. Die Familie von Herrn Henryk konnte ihr Vermögen nie wieder zurückerlangen und die Erben der neuen Bewohner besitzen das Haus und das dazugehörige Grundstück bis heute.

 

Möglichkeiten sind vorhanden

 

Die positive Nachricht für alle Betroffenen ist: Der polnische Staat hält den Weg zur Wiedererlangung ehemaligen Eigentums nicht völlig geschlossen. Nachdem Herr Henryk seinen Fall darlegte, richtete er ein Schreiben an das Ministerium des Inneren. Daraufhin erhielt er die Antwort, dass das Ministerium zwar nicht selbst über die Angelegenheit entscheiden könne, doch es bestehe für ihn die Möglichkeit, seine Rechte vor Gericht geltend zu machen. „Das werde ich wohl doch nicht auf mich nehmen. Mit den Gerichten ist es nun mal so, dass man manchmal mehr verliert als man gewinnen kann“, meint Herr Henryk. Damit hat er natürlich auch teilweise Recht – und dennoch scheint ein langer Kampf vor  Gerichten der einzige Weg zu sein, unrecht besetztes Eigentum wiederzuerlangen.

 

Ein Übel brachte ein anderes

 

Die Vorschriften zur Wegnahme deutscher Vermögen trafen Menschen also nicht immer nur, weil sie die Volksliste unterschrieben hatten. Der in Polen oft zur Dämonisierung Deutschlands und der Deutschen verwendete Begriff war an sich schon ausreichend, um Menschen um ihre Habe zu bringen. „Manchmal genügte es, jemandem einen deutschen Cousin nachzuweisen, um die Übernahme eines begehrten Eigentums durchzusetzen“, sagt Jakub Żak. Die im heutigen Polen lebenden Deutschen gerieten somit zu ihrem Unglück in eine Situation, in der das Übel der Volksliste ein anderes brachte – die Wegnahme von Eigentum. „Die Volksliste etablierte eine gesellschaftliche Trennung auf der Basis von de facto rassistischen Regelungen und stufte die Menschen in Kategorien mit bestimmten Rechten oder auch ganz ohne Rechte ein“, sagt Professor Ryszard Kaczmarek von der Schlesischen Universität. Dieses rassistische Procedere wirkt leider bis heute bei vielen nach, sowohl bei Deutschen, als auch bei denjenigen, die das kommunistische Regime fälschlicherweise als Deutsche betrachtete. Die Folgen davon umzukehren, erscheint zwar schwierig, aber dennoch möglich.

 

Łukasz Biły