Sandra Hurek

Z Sandrą Hurek, działaczką Związku Młodzieży Mniejszości Niemieckiej, rozmawia Dominika Bassek.

 

Aktywnie działałaś na rzecz Związku Młodzieży Mniejszości Niemieckiej, jak to się stało, że rozpoczęłaś swoją przygodę z mniejszością niemiecką? To raczej za sprawą rodziny, czy do tożsamości dochodziłaś powoli sama?

 

Ciężko jest mi jednoznacznie powiedzieć, jak to się stało, że się związałam z mniejszością niemiecką. Na pewno od dziecka jakoś była ona zawsze obecna, chodziło się na przykład na „mikołajki” do koła DFK czy choćby słyszało rozmowy, jakie prowadzili starsi mieszkańcy. Tego może się nie zauważa, będąc na miejscu, i to w bardzo młodym wieku. Jednak kiedy gdzieś się wyjedzie, nabierze trochę dystansu do tego, co było, spojrzy na to z innej strony, to wtedy się to tak naprawdę odczuje. Własne przemyślenia nakładają się na nasze doświadczenia i mamy potem taką wielowarstwowo zbudowaną tożsamość. A może jeszcze nie do końca ukształtowaną. Ani bez rodziny, ani bez otoczenia, ani bez własnych refleksji nie byłaby taka, jaka jest.

 

Jak bardzo byłaś zaangażowana w działania na rzecz mniejszości? Jakie inicjatywy podejmowałaś?

 

BJDM poznałam podczas moich studiów w Opolu. Jako że studia były bardzo pracochłonne, to mogłam się angażować tylko tyle, na ile mi czas pozwalał. Z większych projektów współorganizowałam wtedy charytatywną akcję Wielkie Ślizganie, brałam udział w JugendKonferenz i razem z BJDM Bytom zorganizowaliśmy kilka edycji spotkań młodzieży MN w Leśnicy przed pielgrzymką mniejszości.

 

Miałaś również swój epizod w magazynie „Antidotum” – jak wspominasz te czasy?

 

W „Antidotum” to jeszcze od czasu do czasu można mnie znaleźć, ale kiedy miałam możliwość zaangażować się bardziej, te czasy wspominam bardzo miło. Tak samo jak współpracę z całym Związkiem Młodzieży Mniejszości Niemieckiej.

 

Jak zachęcić młodzież do działania? Żyjemy w czasach, kiedy trudno o zaangażowanie młodych w sprawy lokalne, mniejszościowe, polityczne.

 

Pokazując im, dając przykład, że można inaczej spędzić czas niż z najnowszym smartfonem w ręce czy kolejną grą komputerową. Nie zmieni się niczego, tylko o tym mówiąc. Szczególnie teraz młodzi ludzie są łakomi doświadczeń, a nie tylko opowiadań, co by było. gdyby. Raz byłam opiekunem na międzynarodowej wymianie młodzieżowej i przez tydzień uczestnicy byli w zasadzie bez internetu, łatwo nie było, ale na koniec chyba wszyscy przyznali, że to naprawdę dobre rozwiązanie. Naprawdę fajnie jest takie coś usłyszeć od samej młodzieży. Musimy też uczyć młodych ludzi brać odpowiedzialność za to, co robią. To jest trudne dla obu stron, ponieważ z jednej strony oni musza się nauczyć, że każda podjęta przez nich decyzja niesie za sobą jakieś konsekwencje, które to oni muszą ponieść, z kolei z obietnic i postanowień trzeba się wywiązać. Ale też my musimy im pozwolić te decyzje podjąć, czyli „zrzec się” trochę naszej wolności i zaakceptować ich decyzje.

 

W jaki sposób Twoja tożsamość niemiecka przejawia się w dzisiejszych wyzwaniach, które podejmujesz?

 

Myślę, że ta niemiecka część tożsamości i to dojrzewanie w polskim i śląskim otoczeniu może nie tyle jest powodem, ale w dużym stopniu przyczyniła się do pozostania otwartym na inne kultury, do nieszufladkowania ludzi według ich narodowości czy wyznania. Dzięki temu dużo łatwiej funkcjonować w międzynarodowym otoczeniu, a takie jest obecnie moją codziennością. Gdy spotykam się z ludźmi z różnych krajów czy regionów, nie ma między nami bariery językowej czy mentalnej. Dzięki znajomości języka niemieckiego mogę studiować tam, gdzie studiuję, i robić to, co robię.

 

Kilka lat temu wyjechałaś właśnie do Niemiec – co Cię do tego zmotywowało?

 

Do Niemiec, a dokładnie do Cottbus, pojechałam na studia. Najpierw na wymianę studencką w ramach europejskiego programu Erasmus. Spodobało mi się tam tak bardzo, że zaczęłam tam później studia magisterskie z architektury. Potem, kiedy je ukończyłam, musiałam poszukać jakichś praktyk i tak właśnie trafiłam do Szwajcarii, gdzie znowu studiuję, ale teraz budownictwo.

 

Obecnie mieszkasz i studiujesz w Szwajcarii, ale wywodzisz się z naszego regionu. Ile tradycji i kultury tego regionu w Tobie zostało?

 

Chyba trochę zostało. Oczywiście ponakładały się na to nowe przyzwyczajenia czy nawyki, może niekoniecznie związane ze śląską kulturą, ale co ciekawe, kiedy tak opowiadamy sobie miedzy studentami o naszych tradycjach, czy może po prostu codziennych nawykach wyniesionych z domu, to mam wrażenie, że ta nasza kultura bardziej tej szwajcarskiej niż niemieckiej odpowiada. Już nawet nie chcę wspominać o fakcie, że w Cottbus, czyli w zasadzie za miedzą, mało który student wiedział, co to Śląsk, a w Szwajcarii chyba się lepiej do historii czy geografii w szkole przykładali, ponieważ więcej o naszym regionie wiedzieli.

 

Zapewne angażujesz się w sprawy mniejszości niemieckiej, będąc za granicą, choć przez odległość jest to nieco trudniejsze.

 

To fakt, z zagranicy nie jest tak łatwo angażować się w sprawy lokalne. Jest się mimowolnie oderwanym od tej lokalnej rzeczywistości. Choć obecnie, w dobie internetu, można na bieżąco śledzić to, co się tu dzieje. Tak jak wcześniej wspomniałam, od czasu do czasu piszę jeszcze do „Antidotum”, a kiedy przyjeżdżam, staram się pielęgnować kontakty z BJDM, uczestniczyć w różnych wydarzeniach.

 

Czy możesz powiedzieć, że jesteś w miejscu, w którym chciałaś być, czy jest jeszcze sporo do zrealizowania?

 

Jeszcze jest bardzo dużo do zrobienia. Nie wiem tylko, kiedy znajdę na to wszystko czas, więc na pewno nie osiągnęłam jeszcze wszystkiego, co bym chciała.

 

Sporo się u Ciebie aktualnie dzieje – studiujesz niełatwy kierunek, dużo podróżujesz i angażujesz się w klubie wędrownym – kiedy znajdujesz czas dla siebie?

 

Mam wrażenie, że przez te studia mój czas trochę się zatrzymał. To znaczy przez ten rok chyba tylko studiowałam. Podróże i góry musiały zejść na dalszy plan. Jednak mam nadzieję, że po skończonym semestrze uda mi się gdzieś pojechać.

 

Skąd zamiłowanie do podróży? Są raczej służbowo-uczelniane czy prywatne? Co Ci to daje?

 

W sumie to zaczęło się od tych uczelnianych. W Cottbus mieliśmy na studiach bardzo dużo projektów zagranicznych. Próbowaliśmy rozwiązywać problemy zabytkowych dzielnic w Port Saidzie czy Stambule albo robiliśmy propozycje projektów na Santorini w Grecji. Były też ogólnoeuropejskie warsztaty studenckie w Veliko Tarnovo – ślicznym miasteczku w Bułgarii, gdzie budowaliśmy tymczasowe pawilony, które służyły mieszkańcom. Wszystkie te wyjazdy były oczywiście połączone ze zwiedzaniem, poznawaniem nowych kultur, ludzi, miejsc, ale chyba najbardziej mi się podobało, że to właśnie nie było takie leżenie na plaży, ale naprawdę doświadczanie nowego miejsca razem z tamtejszymi mieszkańcami. Do teraz kontakty z nimi pozostały.

 

Jakie masz plany na przyszłość?

 

Z tych najbliższych to chyba na początek skończyć studia, w międzyczasie zrobić jeszcze praktyki, pojechać na jakąś wymianę studencką, dalej uczyć się chińskiego, a potem jeszcze tam kiedyś pojechać.

 

***

 

Mit Sandra Hurek vom Bund der Jugend der Deutschen Minderheit (BJDM) sprach Dominika Bassek.

 

Du hast aktiv im Bund der Jugend der Deutschen Minderheit mitgewirkt. Wie kam es dazu, dass Du Dich auf ein Abenteuer mit der Deutschen Minderheit eingelassen hast? War es eher durch die Familie oder aber bist Du allmählich selbst zu Deiner Identität gelangt?

 

Es fällt mir schwer, eindeutig zu sagen, wie es dazu kam, dass ich mich mit der Deutschen Minderheit verbunden habe. Mit Sicherheit war sie seit meiner Kindheit schon immer irgendwie präsent, ob man z.B. zur Nikolausfeier beim DFK ging oder auch nur Gesprächen von älteren Ortsbewohnern lauschte. Man mag das vielleicht übersehen, wenn man vor Ort ist, und das noch in einem sehr zarten Alter. Aber wenn man einmal irgendwohin verreist, etwas Distanz zu dem Gewesenen gewinnt und es von einer anderen Seite betrachtet, dann wird man es tatsächlich so empfinden. Eigene Erwägungen überlagern unsere Erfahrungen und wir bekommen dann eben eine vielschichtig gebaute Identität. Und vielleicht ist sie ja noch gar nicht ganz ausgeformt. Weder ohne Familie, noch ohne das Umfeld, noch ohne eigene Reflexionen wäre sie so, wie sie ist.

 

Wie sehr warst Du für die Minderheit engagiert? Welche Initiativen hast Du aufgegriffen?

 

Den BJDM lernte ich während meines Studiums in Oppeln kennen. Da das Studium sehr arbeitsreich war, konnte ich mich nur soweit engagieren, wie es mir die Zeit erlaubte. An größeren Projekten habe ich damals die Wohltätigkeitsaktion „Großes Schlittern“ mitorganisiert, habe an der Jugendkonferenz teilgenommen und zusammen mit dem BJDM Beuthen mehrere Jugendtreffen der Deutschen Minderheit in Leschnitz vor der Minderheitenwallfahrt veranstaltet.

 

Du hattest ja auch Deine Episode beim Antidotum-Magazin. Wie denkst Du an diese Zeit?

 

Im Antidotum bin ich noch von Zeit zu Zeit zu finden. An die Zeit aber, in der ich mich dort stärker engagieren konnte, denke ich sehr gern zurück. Genauso wie an meine Mitarbeit beim Bund der Jugend der Deutschen Minderheit insgesamt.

 

Wie kann man Jugendliche zum Handeln motivieren? Wir leben ja in einer Zeit, wo das Interesse und Engagement junger Menschen für lokale, minderheitenpolitische und innenpolitische Belange dünn gesät ist.

 

Indem man ihnen zeigt und mit gutem Beispiel vorangeht, dass man seine Zeit auch anders verbringen kann, als mit seinem neuesten Smartphone in der Hand oder einem weiteren Computerspiel. Man kann aber nichts ändern, wenn man nur davon spricht. Ganz besonders jetzt sind junge Leute hungrig nach Erfahrungen und nicht bloß Erzählungen, was wäre wenn. Ich war einmal Betreuerin bei einem internationalen Jugendaustausch und da waren die Teilnehmer eine Woche lang praktisch ohne Internet. Das war für sie nicht einfach, aber am Ende gaben wohl alle zu, das es wirklich eine gute Lösung war. Es ist wirklich toll, so etwas von Jugendlichen selbst zu hören. Wir müssen jungen Menschen auch beibringen, Verantwortung für ihr Tun zu übernehmen. Das ist schwierig für beide Seiten, denn einerseits müssen sie lernen, dass jede ihrer Entscheidungen auch Konsequenzen hat, die sie dann zu tragen haben, oder Verpflichtungen, denen sie nachkommen müssen. Aber auch wir müssen ihnen erlauben, diese Entscheidungen zu treffen und damit ein wenig von unserer Freiheit „aufgeben” und ihre Entscheidungen akzeptieren.

 

Wie zeigt sich Deine deutsche Identität in heutigen Herausforderungen, denen Du Dich stellst?

 

Ich denke, der deutsche Teil meiner Identität und mein Aufwachsen in einem polnischen und schlesischen Umfeld sind zwar vielleicht nicht der eigentliche Grund, aber sie haben auf jeden Fall dazu beigetragen, dass ich anderen Kulturen offen gegenüberstehe und die Menschen nicht in Schubladen stecke wegen ihrer Nationalität oder Konfession. Es ist dadurch viel leichter, sich in einem internationalen Umfeld zu bewegen, wie es derzeit mein Alltag ist. Bei meinen Begegnungen mit Menschen aus verschiedenen Ländern oder Regionen gibt es zwischen uns keine Barrieren, weder sprachlich noch mental. Und dank meiner Deutschkenntnis kann ich dort studieren, wo ich studiere, und das tun, was ich tue.

 

Vor einigen Jahren bist Du eben nach Deutschland gegangen. Was hat Dich dazu motiviert?

 

Nach Deutschland, genau nach Cottbus, bin ich gegangen, um zu studieren. Zuerst zu einem Studentenaustausch im Rahmen des EU-Programms Erasmus. Es hat mir dort so gut gefallen, dass ich dort später ein Magisterstudium in Architektur aufnahm. Nachdem ich dieses absolvierte, musste ich mir zunächst ein Praktikum suchen und kam so in die Schweiz, wo ich nun wieder studiere, jetzt allerdings Bauwesen.

 

Du wohnst und studierst derzeit in der Schweiz, stammst aber aus unserer Region. Wie viel von den Traditionen und der Kultur dieser Region ist in Dir geblieben?

 

Es ist wohl noch reichlich davon geblieben. Natürlich ist das inzwischen von neuen Angewohnheiten bzw. Gepflogenheiten überlagert, die vielleicht nicht unbedingt etwas mit der schlesischen Kultur zu tun haben. Interessant ist dabei: Wenn wir Studenten uns untereinander über unsere Traditionen oder vielleicht auch ganz einfach über von zuhause mitgebrachte Alltagsgewohnheiten austauschen, dann bekomme ich immer wieder den Eindruck, dass unsere Kultur eher der schweizerischen als der deutschen entspricht. Dazu möchte ich nur ganz kurz erwähnen, dass in Cottbus, also eigentlich gleich um die Ecke, nur ganz wenige Studenten wussten, was Schlesien überhaupt ist. In der Schweiz dagegen hat man sich in der Schule wohl etwas mehr Mühe in Geschichte und Erdkunde gegeben, denn man weiß dort mehr über unsere Region.

 

Du bist sicherlich auch im Ausland an der Deutschen Minderheit interessiert, auch wenn ein Engagement aufgrund der Entfernung zweifelsohne schwieriger ist.

 

Das stimmt, es ist vom Ausland aus nicht so leicht, sich in lokale Belange in Schlesien zu engagieren. Man ist eben zwangsläufig aus dieser lokalen Wirklichkeit gerissen. Allerdings kann man in der heutigen Zeit des Internets fortlaufend mitverfolgen, was hier geschieht. Wie ich schon sagte, schreibe ich hin und wieder noch für Antidotum und jedes Mal wenn ich herkomme, bin ich bemüht, meine Kontakte zum BJDM zu pflegen und an verschiedenen Events teilzunehmen.

 

Kannst Du sagen, dass Du jetzt dort angekommen bist, wo Du immer sein wolltest, oder aber bleibt da noch so Einiges zu tun?

 

Es ist noch sehr viel zu tun. Ich weiß nur nicht, wann ich für das alles die Zeit finde, also habe ich sicher noch nicht alles erreicht, was ich erreichen möchte.

 

Es ist bei Dir aktuell recht viel los: Du studierst ja eine nicht gerade leichte Fachrichtung, bist viel auf Reisen und engagierst Dich in einem Wanderverein. Wann findest Du Zeit für Dich selbst?

 

Ich habe den Eindruck, dass durch dieses Studium die Zeit ein wenig stehengeblieben ist. Das heißt, ich habe über das letzte Jahr wohl nur studiert. (Sie lacht.) Reisen und Berge mussten da in den Hintergrund treten. Ich hoffe aber, dass es mir, sobald das Semester zu Ende ist, gelingen wird, irgendwohin zu fahren.

 

Woher hast Du Deine Vorliebe für Reisen? Sind es eher „dienstliche“ Hochschulreisen oder Privatreisen? Was bringt Dir das?

 

Es hat im Grunde mit Hochschulreisen begonnen. Wir hatten in Cottbus im Rahmen des Studiums sehr viele ausländische Projekte. Wir versuchten dabei, Probleme historischer Stadtteile etwa in Port Said (Ägypten) und Istanbul (Türkei) zu lösen oder wir machten Projektvorschläge für die griechische Insel Santorini. Es gab auch gesamteuropäische Studentenworkshops in Veliko Tarnovo, einem niedlichen Städtchen in Bulgarien, wo wir bereits Übergangspavillons für Bewohner gebaut haben. Alle diese Reisen gingen natürlich auch mit Besichtigungen einher, mit dem Kennenlernen neuer Kulturen, Menschen und Orte. Und dabei hat es mir wohl am meisten gefallen, dass es eben kein Herumliegen an einem Strand war, sondern ein wirkliches Erfahren des jeweils neuen Ortes zusammen mit dessen Bewohnern. Kontakte mit diesen sind mir bis heute geblieben.