Dr hab. Lech M. Nijakowski

Czy symbole Żelaznego Krzyża i postaci żołnierzy na pomnikach ofiar I i II wojny światowej muszą się źle kojarzyć i stawać pretekstem do nakazu usunięcia pomników? M.in. o tym z dr. hab. Lechem M. Nijakowskim, socjologiem i adiunktem w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, rozmawia Rudolf Urban.

 

Przez ostatnie lata kwestia niemieckich pomników na Górnym Śląsku przestała być tematem dyskusji i sporów. W październiku 2016 do Sejmu trafił jednak senacki projekt nowelizacji ustawy o zmianie ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej. Ta zdaniem przedstawicieli mniejszości niemieckiej doprowadzi do kolejnej wojny pomnikowej, gdyż IPN będzie mógł niejako zarządzić usunięcie danego miejsca pamięci. Czy Pana zdaniem obawy mniejszości są zasadne?

 

Senacki projekt dotyczył nowelizacji ustawy przyjętej 1 kwietnia 2016 roku. Celem senatorów było uściślenie i rozszerzenie zakresu jej obowiązywania. Powszechną dyskusję wzbudziła zawarta w niej definicja – „za inny ustrój totalitarny uważa się w szczególności faszyzm, nazizm niemiecki, nacjonalizm ukraiński i litewski, militaryzm pruski, rosyjski i niemiecki”. Była ona przedmiotem nie tylko krytyki ekspertów, w tym Prokuratora Krajowego, ale również przedmiotem żartów w środowisku historyków. Bez wątpienia wprowadzenie militaryzmu pruskiego i niemieckiego do ustawy mogło budzić uzasadnione obawy. Są to bowiem pojęcia bardzo szerokie i nieprecyzyjne. Wystarczy przypomnieć, że działający na Opolszczyźnie zespół negocjacyjny wojewody, powołany w 1992 roku, dyskutował o takich elementach pomników jak wizerunki hełmów wojskowych, które uznawano za symbol militaryzmu. Nieprzychylnie nastawieni urzędnicy mogą zatem – korzystając z tak nieprecyzyjnych zapisów – kwestionować pomniki i tablice, które uznano już za dopuszczalne.

 

Niezależnie od losów tej ustawy, należy na tę inicjatywę spojrzeć szerzej. Jest ona przejawem polityki pamięci, która od dawna jest ważną częścią programu politycznego PiS i środowisk związanych z tą partią. W jej ramach wiele przeszłych kompromisów, w tym dotyczących upamiętnień postaci i wydarzeń ważnych dla środowiska mniejszości narodowych i etnicznych w Polsce, wymaga rewizji. Dotyczy to w równym stopniu Ukraińców. Pomniki mniejszości niemieckiej postrzegane są w perspektywie sporu o polskość „Ziem Odzyskanych” i winy narodu niemieckiego za II wojnę światową. Racje mieszkańców Śląska są w tej optyce nie tylko niezrozumiałe, ale wręcz odbierane jako przejawy niemieckiego rewizjonizmu. Przecież, mimo wielu lat dyskusji „dziadek z Wehrmachtu” nadal jest traktowany przez wielu obywateli jako synonim rodzinnej zdrady. W tak gorącej atmosferze łatwo o ponowny wybuch wojny pomnikowej.

 

Symbolem militaryzmu pruskiego i niemieckiego ma być Żelazny Krzyż. Czy można generalnie stwierdzić, że pojawienie się takiego znaku na jakimś pomniku od razu świadczy o gloryfikacji niemieckiego czy pruskiego militaryzmu?

 

Symbole nie mają niezmiennej treści. Ich znaczenie odczytywane jest w określonym kontekście społecznym. Ludzie patrzą na historię i jej pamiątki z perspektywy współczesnych debat, interesów i narracji tożsamościowych. Dlatego często popełniają błąd anachronizmu, tak irytujący historyków. Eksperci mogą tłumaczyć, że to odznaczenie ustanowił król pruski podczas wojen napoleońskich, a więc – z punktu widzenia Niemców – narodowowyzwoleńczych. Jednak dla większości Polaków jest to odznaczenie, które dumnie nosili żołnierze Wehrmachtu w czasie ludobójczej II wojny światowej. Wykorzystywano je także w nazistowskiej propagandzie. Motywacje twórców pomników powstających po I wojnie światowej czy znaczenia, jakie nadawali tym odznaczeniom mieszkańcy wiosek, z których pochodzili żołnierze, schodzą na dalszy plan albo zupełnie znikają.

 

Dotykamy tu zatem istoty publicznej debaty o przeszłości. Najczęściej jest ona częścią polityki pamięci, która ma określone cele, w tym odpowiednie ukształtowanie tożsamości narodowej. Debaty historyków wydają się zbyt ezoteryczne albo pomijają potrzeby ludzi, którzy chcą symbolicznej jednoznaczności w swoim otoczeniu. O tym, jakie może to budzić emocje, poucza nas choćby historia sporów o formułę upamiętnień na terenie Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau.

 

A co z postaciami żołnierzy na pomnikach. Czy każda postać żołnierza to natychmiast dowód na to, że pomnik hołduje militaryzmowi?

 

To przejaw tego samego procesu, o którym wspomniałem. Historyk sztuki czy kulturoznawca może szczegółowo opisać pomnik, sądząc, że opracował wyczerpujący katalog jego znaczeń. Ale w nowym kontekście pomniki mogą „ujawnić” znaczenia, których wcześniej nie dostrzegano. Nawet jeśli z punktu widzenia historyka będą one nieuprawnione, to dla współczesnych będą faktem społecznym. Nie są to zjawiska na Opolszczyźnie bez precedensu. Wystarczy przypomnieć sobie spór o pomnik w Dobrzeniu Wielkim, upamiętniający żołnierzy poległych w I wojnie światowej (według projektu Maxa Habersetzera). Krytycy zwracali uwagę na płaskorzeźbę maszerujących żołnierzy. Ale trzeba ją rozpatrywać w kontekście płaskorzeźby przedstawiającej opuszczone kobiety (w domyśle – rozpaczające matki i żony). Wtedy można dostrzec pacyfistyczne przesłanie pierwotnego pomnika (pomińmy w tym momencie spór o późniejszą inskrypcję).

 

Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych nie tylko restaurowano pomniki, ale także budowano nowe, a także rozszerzano katalog upamiętnianych osób. Sprawiło to, że w społecznej świadomości na trwałe utożsamiono te obeliski z „pomnikami żołnierzy Wehrmachtu”. O ile Polacy mają większą tolerancję wobec upamiętnień na cmentarzach, także wojskowych, to pomniki są niejednokrotnie postrzegane jako próby „promowania” alternatywnej historii i praw mniejszości do ziemi. Co gorsza, na debaty w Polsce niejednokrotnie ma wpływ dyskurs ogólnopolski, w którym daje się dostrzec dominanta „poetyki skandalu” panującej w mediach oraz przejaw niskiej świadomości historycznej, w tym polityków. Nawet jeśli pewne rzeczy można sobie wytłumaczyć na poziomie lokalnym, to wielka polityka nie bawi się w subtelności.

 

Dla krytyków pomników jedynym wyjściem jest więc ich likwidacja. Ale są to też często budowle z okresu I wojny światowej, więc – nawet jeżeli nie są formalnie wpisane do rejestru zabytków – jako takie powinny być traktowane. Wracając do nowelizacji ustawy o zakazie propagowania komunizmu… można by więc uznać, że przestrzeń publiczna ma być wyczyszczona z niechcianej spuścizny historyczno-kulturowej.

 

Dążenie do realizacji postulatów polityki pamięci nie zawsze uwzględnia złożoność prawa. Projekt nowelizacji ustawy, od której zaczęliśmy, był także wadliwy, biorąc pod uwagę jego relacje z prawem budowlanym. Zabytkowe pomniki uznano za chronione także w czasie pracy zespołu powołanego przez wojewodę opolskiego. Ale otwiera się wiele możliwości – powstaje problem dodatkowych tablic, rozszerzających przesłanie pomnika. Można także uznać, że usunięcie elementu, który „propaguje totalitarny ustrój” ma pierwszeństwo przed ochroną zabytku. Spór o elementy dziedzictwa kulturowego oraz formę upamiętniania przeszłości ma na Śląsku odległą metrykę. Odżywał wtedy, gdy wpisywał się w szerzej realizowaną politykę pamięci. Symboliczne czystki są łatwe zwłaszcza wtedy, gdy można narzucić niekorzystną interpretację spornych obiektów. Dlatego tak ważna jest publiczna edukacja na temat specyfiki regionu i ukazywanie racji lokalnych wspólnot, które dbają o znaki przeszłości.
Dr hab. Lech M. Nijakowski – socjolog, adiunkt w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2001 roku stały doradca Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych Sejmu RP. Opublikował m.in.: „Domeny symboliczne. Konflikty narodowe i etniczne w wymiarze symbolicznym” (2006), „Polska polityka pamięci. Esej socjologiczny” (2008), „Rozkosz zemsty. Socjologia historyczna mobilizacji ludobójczej” (2013).

 

***

Müssen symbolische Eiserne Kreuze und Soldatengestalten an Denkmälern für Opfer des Ersten und Zweiten Weltkriegs schlechte Assoziationen hervorrufen und zu einem Grund dafür werden, Denkmäler zu beseitigen? U.a. darüber sprach Rudolf Urban mit Dr. habil. Lech M. Nijakowski, einem Soziologen und wissenschaftlichen Mitarbeiter am Soziologischen Institut der Universität Warschau.

 

Rudolf Urban: Seit einigen Jahren sind in Oberschlesien deutsche Denkmäler kein Gegenstand von Diskussionen und Streitigkeiten mehr. Im Oktober 2016 wurde dem Sejm jedoch ein Senatsentwurf zur Novellierung des Änderungsgesetzes zum Gesetz über das Verbot der Verbreitung des Kommunismus oder eines anderen totalitären Systems durch die Benennung von Gebäuden, Objekten und gemeinnützigen Einrichtungen vorgelegt. Dies wird aus Sicht der Deutschen Minderheit zu einem weiteren Denkmalskrieg führen, denn das Institut für Nationales Gedenken (IPN) werde dann quasi anordnen können, eine Gedenkstätte zu entfernen. Sind diese Befürchtungen nach Ihrer Ansicht gerechtfertigt?

 

Lech M. Nijakowski: Der Senatsentwurf bezog sich auf eine Novellierung des Gesetzes vom 1. April 2016. Ziel der Senatoren war es dabei, das Gesetz zu präzisieren und seinen Geltungsbereich zu erweitern. Für eine allgemeine Diskussion sorgte die darin enthaltene Definition: „Als sonstige totalitäre Systeme gelten insbesondere der Faschismus, das deutsche NS-Regime, der ukrainische und litauische Nationalismus sowie der preußische, russische und deutsche Militarismus.” Sie wurde nicht nur von Experten kritisiert, darunter dem Landesstaatsanwalt, sondern auch von Historikern belächelt. Ohne Frage konnte die Nennung des preußischen und deutschen Militarismus im Gesetz berechtigte Ängste auslösen, denn diese Begriffe sind sehr weit gefasst und unpräzise. Es genügt daran zu erinnern, dass in der Region Oppeln ein 1992 ins Leben gerufenes Verhandlungsteam des Woiwoden über Denkmalbestandteile wie z.B. Abbildungen von Soldatenhelmen debattierte, die man damals als Symbol des Militarismus betrachtete. Feindselig eingestellte Beamte könnten somit – unter Rückgriff auf so unpräzise Festschreibungen – Denkmäler und Gedenktafeln in Frage stellen, die bereits als zulässig anerkannt wurden.

 

Abgesehen davon, wie es mit dem Gesetz weitergeht, ist dieser Vorstoß in einem breiteren Kontext zu sehen. Es ist Ausdruck einer Erinnerungspolitik, die seit langem ein wichtiger Punkt im politischen Programm der PiS und der mit dieser Partei verbundenen Kreise ist. In diesem Rahmen müssten viele vergangene Kompromisse, darunter solche mit Bezug auf das Gedenken an Persönlichkeiten und Ereignisse, die für Polens nationale und ethnische Minderheiten wichtig sind, neu revidiert werden. Dies gilt gleichermaßen für die Ukrainer. Denkmäler der deutschen Minderheit werden aus der Perspektive der Auseinandersetzung um die „polnischen Wiedergewonnenen Gebiete” und der Schuld des deutschen Volkes am Zweiten Weltkrieg wahrgenommen. Die Argumente von Schlesiern sind in dieser Optik nicht nur unverständlich, sondern sie werden gar als Äußerungen eines deutschen Revisionismus aufgefasst. Immerhin wird trotz jahrelanger Diskussionen „der Großvater aus der Wehrmacht” ja noch immer von vielen Bürgern als Synonym eines Familienverrats betrachtet. In einer so heißen Atmosphäre ist der Ausbruch eines erneuten Denkmalkrieges nicht weit.

 

Ein Symbol des preußischen und deutschen Militarismus soll das Eiserne Kreuz sein. Kann man generell feststellen, dass dieses Zeichen an einem Denkmal sofort von einer Verherrlichung des deutschen oder preußischen Militarismus zeugt?

 

Symbole haben keinen unveränderlichen Inhalt. Sie werden stets in einem bestimmten gesellschaftlichen Kontext gedeutet. Menschen schauen auf die Geschichte und deren Andenken aus der Sicht heutiger Debatten, Interessen und Identitätsnarrative. Deshalb machen sie oft den Fehler des Anachronismus, der die Historiker so sehr irritiert.. Experten mögen erläutern, dass diese Auszeichnung vom preußischen König während der napoleonischen Kriege – aus deutscher Sicht waren es also Volksbefreiungskriege – eingeführt wurde. Für die meisten Polen jedoch handelt es sich hierbei um eine Auszeichnung, die während des völkermörderischen Zweiten Weltkriegs von Wehrmachtsoldaten stolz getragen wurde. Auch die Nazi-Propaganda griff gern darauf zurück. Die Motivationen derer, die Denkmäler nach dem Ersten Weltkrieg errichteten, und die Bedeutungen, die diesen Auszeichnungen von Bewohnern der Heimatorte von Soldaten verliehen wurden, treten in den Hintergrund oder verschwinden völlig.

 

Wir berühren hier somit den Kern der öffentlichen Vergangenheitsdebatte. Diese ist meistens ein Teil der Erinnerungspolitik, welche ganz bestimmte Ziele hat, darunter eine entsprechende Herausbildung der nationalen Identität. Die Debatten von Historikern scheinen allzu esoterisch zu sein oder aber man setzt sich dabei über die Bedürfnisse derer hinweg, die eine symbolische Eindeutigkeit in ihrer Umgebung wollen. Darüber, welche Emotionen dies wecken kann, belehrt uns etwa die Geschichte der Streitigkeiten um die Formel der Gedenkveranstaltungen im Gelände des Staatsmuseums Auschwitz-Birkenau.
Und wie verhält es sich mit Soldatengestalten an Denkmälern? Ist jede solche Soldatengestalt sofort der Beweis dafür, dass ein Denkmal dem Militarismus huldigt?

 

Es ist Ausdruck desselben Prozesses, den ich erwähnt habe. Ein Kunsthistoriker oder Kulturwissenschaftler mag ein Denkmal detailliert beschreiben und dabei meinen, einen ausführlichen Katalog seiner Bedeutungen erstellt zu haben. Aber in dem neuen Kontext könnten Denkmäler auch Bedeutungen „offenbaren”, die zuvor nicht erkannt wurden. Selbst wenn diese dann aus Sicht eines Historikers illegitim sein sollten, sind sie für Zeitgenossen ein gesellschaftliches Faktum. Es sind in der Region Oppeln keine Präzedenzfälle. Man erinnere sich etwa an den Streit um ein Denkmal in Groß Döbern zum Gedenken an gefallene Soldaten des Ersten Weltkriegs (nach einem Projekt von Max Habersetzer). Die Kritiker verwiesen auf die Reliefdarstellung marschierender Soldaten. Zu betrachten ist diese jedoch im Zusammenhang mit verlassenen Frauen (implizit also verzweifelnden Müttern und Ehefrauen). Man erkennt dann auch die pazifistische Botschaft des ursprünglichen Denkmals (einmal abgesehen vom Streit um die spätere Inschrift).

 

Ende der 80er und Anfang der 90er-Jahre wurden Denkmäler nicht nur restauriert, es wurden auch neue gebaut. Auch der Katalog der Menschen, derer man gedenken wollte, wurde erweitert. Dies führte dazu, dass diese Obelisken im gesellschaftlichen Bewusstsein fest mit „Denkmälern für Wehrmachtsoldaten” identifiziert wurden. Während die Polen eine höhere Toleranz gegenüber dem Gedenken auf Friedhöfen, auch Soldatenfriedhöfen, haben, werden Denkmäler mitunter als Versuch empfunden, eine alternative Geschichte und Landrechte einer Minderheit geltend zu machen. Was noch schlimmer ist, werden die Debatten in Polen nicht selten vom polenweiten Diskurs beeinflusst, in dem eine in den Medien dominierende „Skandalpoetik” als Symptom des geringen Geschichtsbewusstseins auch von Politikern erkennbar ist. Auch wenn man sich bestimmte Dinge auf lokaler Ebene noch erklären kann, lässt sich die große Politik nicht lange mit Feinheiten auf.


Für die Denkmalkritiker ist die Beseitigung also der einzige Ausweg. Oft handelt es sich dabei aber auch um Bauwerke aus der Zeit nach dem Ersten Weltkrieg, die – selbst wenn sie nicht im offiziellen Denkmalregister verzeichnet sind – dennoch als Denkmäler angesehen werden sollten. Hier sind wir wieder bei der Gesetzesnovelle zum Verbot der Verbreitung des Kommunismus… Es liegt nahe, dass damit der öffentliche Raum von ungewollter geschichtlicher und kultureller Hinterlassenschaft gesäubert werden soll.

Bei dem Bestreben, erinnerungspolitische Postulate umzusetzen, wird nicht immer die Komplexität des Rechts berücksichtigt. Der Entwurf der Gesetzesnovelle, bei der wir angefangen haben, war auch im Hinblick auf ihre Beziehung zum Baurecht mangelhaft. Historische Denkmäler sind auch vom Expertenteam des Woiwoden als denkmalgeschützt anerkannt worden. Es tun sich dabei aber viele Möglichkeiten auf und es entsteht das Problem zusätzlicher Gedenktafeln, welche die Botschaft eines Denkmals erweitern. Man kann auch davon ausgehen, dass die Beseitigung eines Elements, dass ein „totalitäres System propagiert”, Vorrang vor dem Schutz eines Denkmals hat. Der Streit um Bestandteile des Kulturerbes und die Form des Erinnerns an die Vergangenheit hat in Schlesien eine weit zurückliegende Provenienz. Er lebte immer dann wieder auf, als er sich in eine breiter angelegte Erinnerungspolitik fügte. Symbolische Säuberungen sind insbesondere dann einfach, wenn man eine ungünstige Interpretation von umstrittenen Objekten aufzwingen kann. Darum ist eine öffentliche Aufklärung über die jeweilige regionale Eigenart und das Aufzeigen von Argumenten lokaler Gemeinschaften, die sich um Vergangenheitszeichen kümmern, so wichtig.
Dr. habil. Lech M. Nijakowski: Soziologe, wissenschaftlicher Mitarbeiter am Soziologischen Institut der Universität Warschau. Seit 2001 ständiger Berater des Minderheitenausschusses im Sejm der Republik Polen. Er veröffentlichte u.a.: „Domeny symboliczne. Konflikty narodowe i etniczne w wymiarze symbolicznym / Symbolische Domänen. Nationale und ethnische Konflikte in einer symbolischen Dimension” (2006), „Polska polityka pamięci. Esej socjologiczny” / Die polnische Erinnerungspolitik. Ein soziologischer Essay (2008) und „Rozkosz zemsty. Socjologia historyczna mobilizacji ludobójczej” / Genuss der Rache. Eine geschichtssoziologische Studie über völkermörderische Mobilisierung  (2013).