Spotkanie koleżanek z jednej klasy w d. Schneidemühl: Giseli Shöfer (Brandenburg), Eweliny Schneider (Potsdam) i Ruth Hamann (Stendal).

Choć słowo to związane jest ściśle z religią, to nie da się inaczej i dobitniej nazwać tak zorganizowanej formy turystyki przyjazdu z odległych często setki kilometrów miejsc do swojej małej ojczyzny tu, gdzie się urodziło i dorastało, gdzie pozostały „korzenie”.

 

Nie jest to wyłącznie zwyczajna wycieczka. Taka wyprawa obfituje wielością wspomnień, porównań, przeżyć, wzruszeń i pozwala spojrzeć nieco inaczej na swoją życiową drogę. Tworzony od miesięcy program pobytu i przygotowania do wyjazdu przez Rosemarie Pohl ze Związku Byłych Pilan/Heimatkreis Schneidemühl e.V. ziścił się z początkiem lipca. Po trudach podróży, nazajutrz 44-osobowa grupa pod „komendą” Marii Bochan, prezesa Towarzystwa Miłośników Miasta Piły, zwiedzała atrakcje rodzinnego miasta, wypytując o szczegóły, o dawne i późniejsze losy miejsc, obiektów, ludzi… Już w autokarze, na początku trasy doszło do spotkania trzech koleżanek z jednej klasy w dawnym Schneidemühl. Miłych zaskoczeń i niespodzianek w całej wyprawie było więcej. Udział w uroczystościach 25-lecia Niemieckiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego w Pile, a nikt nie wątpił w potrzebę i obustronne korzyści z jego istnienia i funkcjonowania (co szczególnie podkreślał prof. dr med. Paul E. Nowacki, redaktor pisma „Schneidemühler Heimatbrief”), oraz „wspaniały program” – zdaniem nie tylko Elisabeth Rutkiewicz z Hamburga i Ursuli Floes z Poczdamu, której pieśni chóru Towarzystwa wywołały wspomnienia z dzieciństwa i przywołały łzy, ale pomimo tego ją i wszystkich podnosiły na duchu. Również kolejny (niemal cały) dzień spędzony w diecezjalnym Sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej w Skrzatuszu/Schrotz wzbogacał całą grupę, bo przecież wywodzą się z terenów dawnej wolnej prałatury i ku jej pamięci ufundowali kapliczkę na trakcie drogi krzyżowej. Dopełnieniem pobytu wiernych pilan było spotkanie z wiceprezydentem miasta Beatą Dudzińską. Multimedialna prezentacja z wyjaśnieniami dopełniła wielu obecnym obraz współczesnego miejsca pielgrzymki, a tradycyjny bigos w siedzibie Towarzystwa zainspirował wspomnienia i towarzyskie rozmowy, zaś wykonanie „Młodym być i więcej nic” przez Petrę König-Guarian było ostatnim akordem spotkania.

 

Andrzej Niśkiewicz