Wyzwolenie, zniewolenie, wypędzenie, przepędzenie, zdobycie… To hasła klucze, które dla każdego narodu wplątanego w wojnę mają inne znaczenie. Sowiecki zimowy szturm w 1945 roku na Warmię i Mazury to także jedno z takich haseł.

 

Do II wojny światowej ziemie te należały do Prus Wschodnich, które ciągnęły się od Kwidzyna (niem. Marienwerder) do Kłajpedy (Memel), i zamieszkiwało je w sumie około 2,5 mln ludności. Na mniejszej Warmii żyło ok. 120 tys. mieszkańców, głównie katolików, a na Mazurach przede wszystkim ewangelicy. Wśród nich 300­–400 tys. rodowitych Mazurów.

 

Po nieudanej próbie zajęcia Prus Wschodnich z marszu, jesienią 1944 roku czerwonoarmiści zatrzymali się, by lepiej przygotować się do ofensywy zimowej. Główne ich uderzenie poszło w kierunku Berlina. Rosjanie powtórzyli manewr armii carskiej z 1914 roku. Jedna grupa atakowała na północy Prus Wschodnich w stronę Królewca (Königsberg), a druga od południa w kierunku Elbląga (Elbing). W ten sposób odcięli wojska niemieckie w prowincji od reszty sił.

 

Po zastosowaniu tego wybiegu Sowieci większość miast w południowej części Prus Wschodnich zdobyli w styczniu i lutym 1945 roku. Pierwsze miasto, do którego weszli, było Działdowo (Soldau) ­– 19 stycznia. Kolejne zdobyte przez nich miasta to: Nidzica (Neidenburg) – 20 stycznia; Nowe Miasto Lubawskie (Neumark), Ostróda (Osterode) i Olecko (Treuburg) – 21 stycznia; Olsztyn (Allenstein) i Gołdap (Goldap) – 22 stycznia; Szczytno (Ortelsburg) – 23 stycznia; Pisz (Johannisburg) – 25 stycznia; Giżycko (Lötzen) – 26 stycznia; Mrągowo (Sensburg) i Kętrzyn (Rastenburg) – 28 stycznia; Bartoszyce (Bartenstein) – 4 lutego; Lidzbark Warmiński (Heilsberg) – 7 lutego; Elbląg (Elbing) – 10 lutego. Najpóźniej weszli do Braniewa (Braunsberg) – 20 marca i Ełku (Lyck) – 6 kwietnia.

 

W czasie tej operacji oddziały radzieckie traktowały wszystkich miejscowych jak Niemców. Było im wszystko jedno, czy ktoś był Niemcem czy Mazurem. Traktowano ich jednakowo, przynajmniej w pierwszym półroczu 1945 r. Rosjanie podczas przejścia frontu wymordowali około 2–3% ludności Prus Wschodnich i Pomorza. Wielu obywateli niemieckich, także Mazurów, zostało wywiezionych na Syberię. Wojska radzieckie zabierały inwentarz żywy i zapasy żywności, skazując tym samym ludzi na głód. Najgorsze chwile przeżyły kobiety. Żołnierze sowieccy dopuszczali się brutalnych gwałtów, które były wyrazem dominacji i zemsty. Ofiarami padały osoby w wieku od 9 do 82 lat.

 

W ślad za jednostkami frontowymi do zajętych miast Prus Wschodnich od razu wchodziły wojska NKWD. Po to, by plądrować, mordować i palić. Funkcjonariusze NKWD, posługujący się odgórnymi instrukcjami na temat pozyskiwania mienia zdobycznego, złupili m.in. Olsztyn. Instrukcje Stalina nakładały na specjalne oddziały „trofiejne” obowiązek gromadzenia przy drogach i na stacjach kolejowych precyzyjnie wymienianych dóbr. Począwszy od zegarów z kukułką, kanap pluszowych, fortepianów aż po wyposażenie fabryk.
Zrabowane dobra wywożone były na wschód. Przez miasto przeszła fala pożarów. Rosjanie brali barbarzyński odwet na ludności Prus Wschodnich. Przemoc wobec cywilów była wywołana nasiloną propagandą radziecką, nawołującą do bezlitosnego zniszczenia wszystkich Niemców. Brali w niej udział także wybitni literaci rosyjscy, m.in. Ilja Erenburg. Prasa frontowa w 1945 roku była pełna artykułów nawołujących do odwetu i żądzy zemsty na Niemcach, a zajęcie Prus Wschodnich odbyło się pod hasłem „Nie oszczędzaj Niemca. Dobij bestię!”.

 

Po II wojnie światowej na Warmii i Mazurach zostało 170 tys. rdzennych mieszkańców, w większości starców, kobiet i dzieci. Z liczby tej do 1985 roku wyjechało ponad 130 tys. osób. Tylko niewielu z nich miało odwagę powrócić w rodzinne strony.
Dziś w regionie pozostało od 6 do 10 tys. rodowitych Warmiaków i Mazurów, łącznie z ich potomkami. Żyje też około 20 tys. Niemców skupionych w 23 organizacjach społeczno-kulturalnych. Początki 1945 roku wpisują się w cykl zmian w Europie, które do dziś nie są oceniane jednoznacznie. Wciąż trwa dyskusja nad zasadnością twierdzeń, czy ten czas przyniósł Polsce wyzwolenie, czy raczej dał początek nowej postaci zniewolenia. Dla wielu współczesnych Rosjan ich protoplaści byli heroicznymi pogromcami hitlerowskiego reżimu. Z trudem przebija się do ich świadomości prawda, że triumfalny przemarsz Armii Czerwonej przez wschodnią i środkową Europę wiązał się m.in. z udręką ludności cywilnej. Nie jest też oczywiste dla żyjących w dzisiejszych Niemczech potomków mieszkańców Warmii i Mazur, że ziemie te zostały do Polski włączone po uprzednim zdewastowaniu, nie tylko na skutek bezpośrednich działań wojennych, ale także podczas wielomiesięcznego urzędowania radzieckiej administracji wojskowej. Swoją małą ojczyznę na Warmii i Mazurach mają dziś także liczni Polacy z Kresów, którzy zostali tu przywiezieni bydlęcymi wagonami na tak zwane ziemie odzyskane. Teraz oni też są stąd i budują tu swoje genealogie. Nie chcą być przepędzani ani zastraszani.

 

Pamięć o styczniu 1945 roku jest konieczna. Jak o każdej historii, której nie wolno powtórzyć. Także ze względu na pokolenia, które straciły swoje korzenie.

 

Alfred Czesla