Marcin Gambiec (z prawej)

Z Marcinem Gambcem, radnym Opola i przewodniczącym klubu Mniejszość Niemiecka ­– Dla Samorządu, rozmawia Krzysztof Świerc.

 

W minionym tygodniu klub Mniejszość Niemiecka – Dla Samorządu, którego jest Pan liderem, wspólnie z PO złożył wniosek o zwołanie w trybie nadzwyczajnym sesji Rady Miasta Opola. Co było tego celem?

 

Pomysł dotyczył ponownej korekty granic stolicy woj. opolskiego. Zaproponowaliśmy kompromisową ideę, której intencją było zachowanie przez Opole najbardziej dochodowych miejsc, na których najbardziej zależało władzom miasta, czyli elektrowni, Czarnowąs i Krzanowic, a oddanie gminie Dobrzeń Wielki reszty terenów – tych rolniczych, zalesionych bądź zalewowych. One bowiem wypracowują rocznie zyski około 4 mln zł, co byłoby zupełnie wystarczające, żeby w przyszłości nie trzeba było finansować tej gminy z budżetu miasta. Niestety, uchwała nie spotkała się z aprobatą radnych, a miasto nie cofnęło się nawet o pół kroku.

 

Kompromis w tej kwestii w ogóle był realny?

 

Uważam, że tak. Kluby polityczne mogły zaproponować poprawki do uchwały, do której załącznikiem była mapa, przez co granice dało się zaznaczyć inaczej i zapewnić porządek w gospodarowaniu. Tak się jednak nie stało i grozi nam bałagan organizacyjny. Zresztą w obawie, że tak się stanie, już w zeszłym roku jako opozycja próbowaliśmy za wszelką cenę procedurę poszerzenia granic miasta zatrzymać lub sprawić, by nie przebiegała tak szybko, bo powoduje to duży chaos.

 

Starania te spełzły jednak na niczym.

 

To fakt i mamy spory bałagan w różnych kwestiach, w tym także jeśli chodzi o umowy z różnymi spółkami, np. wodno-kanalizacyjnymi. Teraz trzeba to wszystko wyprowadzić na prostą, a do tego wielu mieszkańców już zauważa, że pół roku od poszerzenia granic Opola jest trochę inaczej. Owszem, pojawił się czerwony autobus, są tańsze bilety do zoo, ale jednocześnie utworzyło się szereg innych przeszkód. Obecnie załatwienie każdej, nawet najmniejszej sprawy wymaga więcej czasu, bo obowiązują procedury. Podobnie jest z przetargami. Organizuje się je przecież nie tylko dla jednej dzielnicy, bo jak mówimy o utrzymaniu zieleni bądź czystości, to organizowany jest przetarg na całe miasto, a to z kolei jest generowanie sporych kosztów.

 

Finansowo jednak miasto Opole nie wygląda źle.

 

Zgadza się, ale jest to wynik tego, że infrastruktura w mieście wygląda mizernie. Dlatego na ostatniej sesji absolutoryjnej przypomniałem, że Opole w 2016 roku nie radziło sobie z ochroną klimatu, co ­– jak się okazało – znalazło potwierdzenie w sprawozdaniu prezydenta. Wykazało ono również, że nie wszystkie środki na ten cel zostały wydatkowane – wykorzystano tylko 70% z zaplanowanych. Z kolei z 450 tys. zł przeznaczonych na ochronę zabytków wydano jedynie ok. 300 tys. Szkoda, bo pieniądze te można było przeznaczyć np. na renowację katedry czy też na przebudowę zamku górnego z okazji 800-lecia Opola! À propos obchodów 800-lecia Opola, hucznie zapowiadano, że najważniejsza będzie ochrona naszego dziedzictwa oraz zabytków i co? Mamy połowę 2017 roku i w tym zakresie nie wydarzyło się nic! Tak też jest w przypadku kapliczek, które znalazły się w granicach administracyjnych Opola, kościołów itd.

 

Czyli oszczędność miasta spowodowała zaniedbania na wielu płaszczyznach.

 

Opole nie ma deficytu, ma nawet nadwyżkę i można powiedzieć, że prezydent dobrze wykonał budżet, ale pojawiły się bardzo wrażliwe obszary, o które trzeba się zatroszczyć, jak choćby miejska plaża nad Odrą. Owszem, wielu mieszkańców bardzo jej chciało, ale jeszcze większa część opolan krytykuje ten pomysł i dlatego prosiłem prezydenta, żeby przemyśleć regulamin budżetu obywatelskiego, aby do takich sytuacji nie dochodziło, bo są to przejawy niegospodarności. Przykład: w 2016 roku mieliśmy w Opolu 9 dzielnic, które wydały 165 tys. zł na swoje działania, a miejska plaża kosztowała 177 tys. zł. To jak to nazwać? Należy przy tym pamiętać, że Opole czeka m.in. potężna inwestycja, która będzie wymagała ok. 20 mln zł, a mowa o drodze do Świerkli. W tej kwestii trzymam pana prezydenta za słowo, że skoro wziął Świerkle, to jest w stanie z budżetu w 2018 roku tę drogę zrobić i nie ma miejsca na niegospodarność.

 

Podczas minionej sesji prezydenta Opola zapytano, czy brał udział w rozmowach związanych ze zmianą granic miasta po 1.01.2017 r., jak zareagował?

 

Odpowiedział, że na temat rozbioru Opola nie rozmawiał. Mówiąc delikatnie, jest to mało trafna retoryka, ale z drugiej strony – nic nowego, Arkadiusz Wiśniewski zastosował praktycznie to samo słownictwo, którego używał przy rozbiorze gminy Dobrzeń Wlk. Mam jednak nadzieję, że włodarz miasta zdaje sobie sprawę z tego, że decydując się na powiększenie granic Opola, wziął na siebie poważny ciężar, obowiązek i powinien dać sobie z tym radę. A czy była to decyzja przemyślana, czas pokaże. Przypominam: zegar tyka od 1 stycznia tego roku i jak na razie na niekorzyść opolskiego ratusza.

 

***

 

Mit Marcin Gambiec, der im Oppelner Stadtrat die Fraktion Deutsche Minderheit für Selbstverwaltung leitet, sprach Krzysztof Świerc

 

Vergangene Woche wurde auf gemeinsamen Antrag der von Ihnen geleitete Fraktion Deutsche Minderheit für Selbstverwaltung und der PO eine außerordentliche Sitzung des Stadtrates einberufen. Was war das Anliegen?

 

Es ging um eine erneute Korrektur der Grenzen in der Hauptstadt der Woiwodschaft Oppeln. Wir hatten eine Kompromissidee vorgeschlagen, bei der die Stadt Oppeln die einträglichsten Orte, also das Kraftwerk, Czarnowanz und Kranowitz, behalten würde und die restlichen Gebiete in der Gemeinde Groß Döbern, also Agrar-, Wald- bzw. Überschwemmungsgebiete, wieder zurückgeben würde. Diese erwirtschaften ja einen jährlichen Gewinn von ca. vier Millionen Zloty und das wäre völlig dafür ausreichend, dass die Stadt diese Gemeinde künftig nicht aus der Stadtkasse finanzieren müsste. Leider fand unserer Beschlussvorschlag keine Zustimmung im Stadtrat und die Stadt ging nicht einmal einen halben Schritt zurück!

 

War ein Kompromiss in dieser Frage überhaupt realistisch?

 

Ich denke schon. Die Fraktionen hätten ja auch Verbesserungen zu der Beschlussvorlage vorschlagen können. Wir hatten dieser nämlich eine Karte beigelegt, so dass man die Grenzen hätte auch anders markieren können, um eine wirtschaftliche Ordnung sicherzustellen. Das ist aber nicht geschehen und so droht uns nun ein organisatorisches Durcheinander. Im Übrigen hatten wir das bereits letztes Jahr befürchtet und als Opposition damals um jeden Preis versucht, die Erweiterung der Stadtgrenzen zu stoppen oder zumindest zu erreichen, dass sie nicht so schnell abläuft, weil dies viel Chaos mit sich bringt.

 

Diese Bemühungen sind jedoch im Sande verlaufen.

 

Das stimmt und  wir haben jetzt ein ziemliches Durcheinander in verschiedenen Fragen, darunter auch bei Verträgen mit verschiedenen Unternehmen, z.B. aus der Wasser- und Abwasserbranche. Jetzt muss man das alles geradebiegen. Zudem haben viele Bürger inzwischen bemerkt, dass es ein halbes Jahr nach der Stadterweiterung nun etwas anders geworden ist. Zugegeben, es gibt jetzt den roten Bus und die Zoo-Tickets sind billiger geworden, aber es haben sich gleichzeitig mehrere andere Hindernisse gebildet. So erfordert jetzt jedes noch so kleine Anliegen mehr Zeit, weil es bestimmte Prozeduren gibt. Ähnliches gilt für Ausschreibungen. Diese werden ja normalerweise nicht für ein einzelnes Stadtteil organisiert, etwa in Sachen Erhaltung der Grünanlagen und der Sauberkeit, sondern eben für die ganze Stadt. Das wiederum erzeugt erhebliche Kosten.

 

Finanziell steht die Stadt Oppeln allerdings gar nicht schlecht da.

 

Das ist richtig. Eine Folge davon ist allerdings, dass die Infrastruktur in der Stadt recht miserabel aussieht! Ich habe deshalb in der letzten Entlastungssitzung daran erinnert, dass Oppeln im Jahr 2016 nicht mit dem Klimaschutz zurechtkam, was der Stadtpräsident übrigens auch in seinem Bericht bestätigt hat. Dieser zeigt aber auch, dass nicht alle diesbezüglichen Zweckmittel ausgegeben wurden, sondern nur 70 Prozent der geplanten Klimaschutzausgaben. Und beim Denkmalschutz hat man von den eingeplanten 450.000 Zloty nur ca. 300.000 Zloty ausgegeben! Das ist bedauerlich, denn man hätte mit dem verfügbaren Geld ja z.B. auch die Kathedrale renovieren oder das Obere Schloss zur 800-Jahrfeier der Stadt Oppeln umbauen können! Apropos der Feierlichkeiten zum 800-jährigen Bestehen Oppelns, so war zunächst laut verkündet worden, dass man mit dem Schutz unseres Kulturerbes und der Denkmäler wie mit einem Juwel umgehen wolle. Und was ist tatsächlich geschehen? Wir haben inzwischen die Mitte des Jahres 2017 und es hat sich in diesem Bereich noch so gut wie gar nichts getan! Gleiches gilt auch für die Kapellen, Kirchen usw., die sich nun innerhalb der Verwaltungsgrenzen Oppelns befinden.

 

Also hat die Sparsamkeit der Stadt zu Versäumnissen auf vielen Ebenen geführt?

 

Oppeln hat kein Defizit, es hat sogar einen Überhang und man kann sagen, der Präsident hat den Haushaltsplan gut erfüllt. Dabei sind aber sehr sensible Bereiche aufgetaucht, um die man sich jetzt kümmern muss, wie etwa der Stadtstrand an der Oder. Zwar haben viele Stadtbewohner den Strand auch gewollt, aber ein noch größerer Teil der Oppelner kritisiert diese Idee. Deshalb habe ich den Präsidenten gebeten, das Reglement der Bürgerhaushalts zu überdenken, damit es künftig nicht zu solchen Situationen kommt, weil es Anzeichen für Unwirtschaftlichkeit sind. Ein Beispiel: Im Jahr 2016 hatten wir in Oppeln neun Stadtteile und die gaben insgesamt 165.000 Zloty für ihre Aktivitäten aus. Der Stadtstrand hat hingegen 177.000 Zloty gekosten. Wie kann man das bezeichnen? Dabei steht Oppeln ja vor einer riesigen Investition, die ca. 20 Millionen Zloty kosten soll. Gemeint ist die Straße nach Horst (Świerkle)! In diesem Punkt halte ich den Herrn Präsidenten beim Wort, der gesagt hat, er habe Horst in dem Wissen genommen, dass er in der Lage sei, die Straße dorthin 2018 aus dem Stadthaushalt zu finanzieren, und dass es keinen Platz für Unwirtschaftlichkeiten gebe.

 

Man hat den Oppelner Stadtpräsidenten bei der letzten Stadtratssitzung gefragt, ob er sich an den Gesprächen im Zusammenhang mit einer Änderung der Stadtgrenzen nach dem 1. Januar 2017 beteiligt hat. Wie hat er reagiert?

 

Er sagte, er habe an den Gesprächen über eine Teilung Oppelns nicht mitgemacht! Das ist gelinde gesagt eine eher unpassende Rhetorik, andererseits aber nichts Neues. Arkadiusz Wiśniewski hat praktisch dasselbe Vokabular verwendet, das er bei der Teilung der Gemeinde Groß Döbern benutzte. Ich hoffe dennoch dass dem obersten Stadtverwalter klar ist, dass er mit seiner Entscheidung, Oppeln zu vergrößern, eine erhebliche Last auf sich genommen hat, eine Pflicht, und er muss jetzt damit zurechtkommen. Ob das nun eine gut durchdachte Entscheidung war, wird die Zeit zeigen. Die Uhr tickt ja erst seit dem 1. Januar dieses Jahres, und zwar bisher zu Ungunsten des Oppelner Rathauses.