Młodzi adepci otrzymali materiały dydaktyczne do nauki języka niemieckiego oraz piłki i gadżety reklamowe. A potem pozowali do zdjęć.

Od dwóch lat mniejszość niemiecka z iście niemiecką konsekwencją tworzy niemieckojęzyczne szkółki piłkarskie „Miro” Deutsche Fußballschule. O tym, z jak dużą konsekwencją, świadczy fakt, że od 7 lutego 2015 roku do chwili obecnej, a zatem w trochę ponad 25 miesięcy, powstało już 10 takich ośrodków! Ostatni oficjalnie został otwarty w miniony piątek w Dobrodzieniu.

 

Łącznie języka niemieckiego i futbolu uczy się w nich już 373 adeptów, w tym 16 z nich – w Dobrodzieniu. Na uroczystym otwarciu dobrodzieńska szesnastka uczniów otrzymała materiały dydaktyczne do nauki języka niemieckiego oraz piłki i gadżety reklamowe i jak na prawdziwe gwiazdy futbolu przystało – wspólnie ze swoim instruktorem Łukaszem Rejdakiem i trenerem Piotrem Haberlą pozowała do zdjęć. Towarzyszył im w tym m.in. Bernard Gaida, przewodniczący Związku Niemieckich Stowarzyszeń Społeczno-Kulturalnych w Polsce, oraz kreatorzy i twórcy tej pięknej idei – przewodniczący opolskiego TSKN Rafal Bartek, Heinrich Nyolt i Christoph Warzecha oraz koordynator z ramienia opolskiego TSKN Anna Ludwig.

 

 

 

 

 

 

Jasny cel

 

– Fakt, że jesteśmy jubileuszową, dziesiątą szkółką, nie ma dla mnie większego znaczenia. Naszym celem i zadaniem jest, aby funkcjonowała jak najsprawniej i aby dzieci jak najwięcej zyskały, uczestnicząc w naszych zajęciach, zarówno pod względem językowym, jak i sportowym – mówi Kamil Kisielewicz, koordynator projektu w Dobrodzieniu. – Nie nastawiamy się na to, żeby wyłącznie dobrze nauczyć niemieckiego lub wyłącznie wychowywać znakomitych piłkarzy i dążyć do tego, aby to właśnie u nas narodził się nowy Miroslav Klose. Naszym nadrzędnym zadaniem jest znaleźć tak zwany złoty środek. Patrząc na zaangażowanie rodziców, trenera i determinację samych dzieci wierzę, że uda nam się to zrealizować. Jest to zresztą naszym największym marzeniem i będzie najpiękniejszą zapłatą.

 

Sił nie zabraknie

 

Kamil Kisielewicz podkreślił również, że chciałby, aby dzieci uczęszczające do dobrodzieńskiej szkółki w przyszłości nie tylko biegle posługiwały się językiem niemieckim, ale również świetnie grały w „nogę”. Aby sportowy bakcyl został w nich zaszczepiony tak mocno, że jeśli nawet nie zostaną wielkimi futbolistami, to pokochają piłkę nożną i będą ją kopać do późnych dorosłych lat – ze swoimi dziećmi, a nawet wnukami, bo zdrowie im na to powoli, a serce będzie tego pragnąć. Jeśli zaś chodzi o liczbę dzieci, które przychodzą na zajęcia, to w Dobrodzieniu nie zamierzają koniecznie ścigać się z krezusem pod tym względem – „Miro” Deutsche Fußballschule w Chrząstowicach, która skupia już 81 uczniów. – Obecnie mamy szesnaścioro adeptów i chcemy stworzyć jeszcze jedną, podobną grupę, ale jak będą chętni, to stworzymy też trzecią grupę, bo zapału i sił nam nie zabraknie – zapewnia Kamil Kisielewicz, który nie zapomina też o zasadzie, jaką kieruje się obecnie przy realizacji tego projektu opolski TSKN: jakość i jeszcze raz jakość.

 

Krzysztof Świerc