Carl Maria von Weber

Dla historyków już od dawna nie jest żadną tajemnicą, że podopolski Pokój (niegdyś Carlsruhe) to absolutnie wyjątkowe miejsce na Śląsku. Przez żadną chyba wieś – bo przecież to tylko mała miejscowość – nie przewinęło się w ciągu minionych wieków tyle fascynujących postaci. Niektórzy z nich urodzili się w Pokoju, inni przebywali tu krótko, a jeszcze inni przyjechali, by zostać na wiele lat.

 

O losach męskich bohaterów z Pokoju opowiadała w zeszły piątek w Muzeum Śląska Opolskiego – z okazji dnia mężczyzn – badaczka historii tejże wsi, Elżbieta Gosławska.

 

Skąd ten słoń?

 

Założycielem i jednym z budowniczych Pokoju był książę Karol Krystian Erdmann von Wirtemberg. Młodość książę spędził w Danii, gdzie stał się jednym z ulubieńców duńskiej pary królewskiej. Król podarował mu dwa pałace, jeden, pod Kopenhagą, stoi do dzisiaj. Budowla ma o tyle znaczenie dla Pokoju, że prawdopodobnie jest powodem tego, że wieś ma taki, a nie inny układ urbanistyczny. Jest bowiem, tak jak pałacyk pod Kopenhagą, oparta na oktagonie, czyli ośmiokącie. – Co prawda nigdzie nie ma na to bezpośrednich dowodów, jednak takie podejrzenie nasuwa się samo. Skoro książę Karol mieszkał w pałacyku o takim założeniu architektonicznym, to pewnie przy budowie Pokoju tym się właśnie zainspirował – uważa Elżbieta Gosławska. Wpływów duńskich w Pokoju po dziś dzień jest jednak więcej. – Wiele osób ze zdziwieniem zwraca uwagę na podobiznę białego słonia, która znajduje się m.in. pod herbem Karola i jego małżonki Zofii w ewangelickim kościele Zofii w Pokoju. Skąd ten słoń w Pokoju? – mówi Elżbieta Gosławska. – Słoń symbolizuje jedno z najstarszych odznaczeń królewskich w Danii: Order Słonia, który książę Karol otrzymał od króla, kiedy tam przebywał. Także na portrecie księcia, który znajduje się w zakrystii kościoła, Karol nosi insygnia Orderu Słonia, gwiazdę na błękitnej szarfie. Karol jest też założycielem jednego z najstarszych zakonów wolnomularskich, tzw. zakonu Jonatana albo Jakuba. Założony w połowie XVIII wieku ma 250 lat i najbliższa jego komandoria znajduje się w Austrii.

 

Niedoszły car z Pokoju

 

Pokój po śmierci Karola nie przeszedł tak jak inne włości księcia na własność jego zięcia (córka zmarła wcześniej, innych dzieci nie miał). Książę przepisał Pokój dalekiemu kuzynowi, księciu Henrykowi Fryderykowi. Podczas gdy Karol przebywał tu jedynie sezonowo, Henryk uczynił z Pokoju swoją stałą siedzibę. Henryk też miał powiązania wolnomularskie. Co więcej, był postacią tak fascynującą, że stał się nawet inspiracją do napisania książki. Eksperci uważają, że to w oparciu o życie Henryka Friedrich Schiller napisał niedokończoną powieść „Spirytualista” (Der Geisterseher), która ukazywała się w odcinkach i uchodziła za bardzo nowoczesną w formie i treści jak na owe czasy. Opowiadała ona o przygodach arystokraty wplątanego w spiski, konspiracje. W powieści pojawiają się też wątki nadprzyrodzone, duch itp. Prawie jak w dzisiejszych powieściach Dana Browna, autora „Kodu Da Vinci”.

 

Najstarszy syn Henryka nazywał się Eugeniusz i również on miał niezwykłe życie. O mały włos nawet nie został carem Rosji. Jak do tego doszło? W wieku 13 lat pojechał na dwór carski, ponieważ jego ciotka Maria była żoną cara Pawła I. Eugeniusz spodobał się carowi do tego stopnia, że planował pozbyć się pozostałych pretendentów do korony, w tym syna Aleksandra, bo im nie ufał. Potem okazało się, że słusznie, bo padł ofiarą spisku i zginął z rąk popleczników Aleksandra i za jego wiedzą. Maria, obawiając się o los Eugeniusza, szybko odesłała go do Pokoju. Po latach Eugeniusz wrócił do Rosji, został słynnym generałem i jego portret wisi w pałacu zimowym w galerii wojennej w Petersburgu. Pamięci Eugeniusza poświęcony jest słynny pomnik lwa z Pokoju, który wybudował na jego cześć syn.

 

Kolejny Wirtemberg z Pokoju wart wzmianki to najmłodszy syn Henryka, brat Eugeniusza, Paweł. Był on wielkim geografem, podróżnikiem i odkrywcą. Eksponaty z jego zagranicznych wojaży do Ameryki i Afryki znajdują się w wielu europejskich muzeach. Jego największym osiągnięciem było odkrycie źródeł rzeki Missouri.

 

Kosmiczne ambicje

 

O kolejnym bohaterze z Pokoju nie trzeba chyba nikomu wspominać, bo nazwisko Carl Maria von Weber rozsławił m.in. festiwal weberowski organizowany co roku w Pokoju. Kompozytor spędził w Pokoju co prawda tylko kilka miesięcy, ale tutaj napisał swoje dwie (jedyne) symfonie. Przypuszcza się, że jego najbardziej znane dzieło – opera „Wolny strzelec” – również powstało w oparciu o przeżycia artysty w Pokoju.

 

No i jest jeszcze Ferdynand von Richthofen, który nawet na Księżycu ma krater swojego imienia. W Australii nazwiskiem słynnego kartografa, geomorfologa i geografa nazwano górę, są jeszcze jezioro, przylądek i pasmo górskie. Richthofen urodził się w Pokoju, został tu również ochrzczony. Potem studiował we Wrocławiu i Berlinie. Przez 12 lat zjeździł całą Azję, wydał pięciotomową monografię Chin, był autorem atlasów, prezesem Niemieckiego Towarzystwa Geograficznego. Był autorem pojęcia „Jedwabny Szlak”.

 

Inną pasję miał kolejny słynny syn Pokoju Johannes Winkler, który fascynował się kosmosem. Założył prawdopodobnie pierwsze na świecie towarzystwo podróży kosmicznych – we Wrocławiu. Eksperymentował też z płynnymi paliwami. W 1931 roku odpalił pierwszą rakietę na paliwo płynne. Całe życie projektował rakiety i urządzenia i chociaż żadna nigdy nie wzleciała w kosmos, Winkler wierzył, że kiedyś komuś to się uda. Na brak wiary we własne możliwości nie narzekał zapewne żaden z wymienionych.

 

Anna Durecka