Wochenblatt – Gazeta Niemców w Rzeczypospolitej Polskiej

Wochenblatt – Gazeta Niemców w Rzeczypospolitej Polskiej

Friday, December 9, 2022

Als die Berliner Mauer fiel

 

Am 9. November vor 30 Jahren fiel die Berliner Mauer, das Symbol für die Teilung Europas. Dabei wollten die DDR-Bürger anfangs gar nicht das Ende ihres ostdeutschen Staates herbeiführen, sie wollten ihn reformieren. Am Ende bekamen Deutschland und Europa mehr, als man sich noch einige Jahre zuvor hätte denken können.

 

 

 

Im Grunde war es doch Günter Schabowski, Mitglied des Polit-Büros der Sozialistischen Einheitspartei Deutschlands (SED), der den Startschuss zum Mauerfall gegeben hatte. In seiner denkwürdigen Pressekonferenz am Abend des 9. November 1989 verkündete er nämlich, dass die gerade erst beschlossene Reisefreiheit für  DDR-Bürger „ab sofort“ gelte. Tausende machten sich daraufhin auf den Weg zu den Grenzübergängen und forderten dieses Recht ein.

 

 

Mauerfall war nicht das Ziel

 

Dabei war der Fall der Mauer, die seit 1961 Sinnbild der Teilung Europas in zwei unterschiedliche politische Lager gewesen ist, keinesfalls das erklärte Ziel der sich seit der zweiten Häfte der 80er Jahre in der DDR formierenden Opposition. Dr. Christoph Bergner, ehemaliger Bundesbeauftragter für Aussiedlerfragen und nationale Minderheiten, stammt aus Zwickau und hat das Ende der DDR in Halle/Saale als Mitglied des Neuen Forums hautnah miterlebt. Das Forum war eine der Oppositionsbewegungen in der DDR, die grundlegende Veränderungen im Land erreichen wollten. „Wir wollten mit der Scheinwelt aufhören, die uns verordnet wurde. Wir wollten über Probleme wirklich offen und kontrovers diskutieren dürfen. Das war meines Erachtens der entscheidende Ausgangspunkt. Es zeigte sich dann, dass diese Forderung immer stärker wurde und die Fähigkeit der DDR-Regierung damit umzugehen, überhaupt nicht bestand. So kam es zu wachsenden Demonstrationen, die eine ganz entscheidene Rolle gespielt haben und den Druck auf die SED massiv verstärkten. Jeder DDR-Bürger wusste dabei, dass er im Westen die Rechte eines deutschen Staatsbürgers hat. Das hat dazu geführt, dass über die Botschaften und die ungarisch-österreichische Grenze die große Abwanderung begann, die die SED-Führung nicht eindämmen konnte. Dies, sowie der wirtschaftliche Niedergang der DDR führten dazu, dass es nur noch dieses einen Fehlers eines Mitglieds des Politbüros bedurfte, damit die Mauer letztendlich geöffnet wurde“, sagt Dr. Christoph Bergner.

 

 

Die Rolle der Vertriebenen

In den vielen oppositionellen Vereinigungen der 80er Jahre in der DDR waren auch die aus dem ehemaligen Osten Deutschlands Vertriebenen und Ausgesiedelten oder deren Nachfahren. Diese Menschen spürten, dass sie in diese neue Aufbruchsstimmung auch ihre Interessen einbringen konnten, denn in den vorangegangenen fast 40 Jahren durften sie ihr Schicksal nicht erzählen. Die in der DDR gestrandeten Vertriebenen und Aussiedler wurden als „Neubürger“ bezeichnet, denen das öffentliche Andenken an die alte Heimat – anders als bei den Vertriebenenverbänden in Westdeutschland – verboten wurde.

In der sog. Wendezeit spielten die ehemals Vertriebenen zwar nur eine marginale Rolle, wurden allerdings in der Folgezeit, wie sich Dr. Christoph Bergner, der auch Ministerpräsident von Sachsen-Anhalt (1993-1994) war, nicht vergessen. „Die wirkliche Organisation der Vertriebenen war dann 1991/1992 sehr stark mit der Frage verbunden, ob diejenigen, die keinen Lastenausgleich bekommen haben, wie ihn die Vertriebenen im Westen erhalten hatten, nicht doch eine symbolische Entschädigung bekommen sollten. Ich selbst habe mich dafür eingesetzt, dass die sog. 4000 DM-Regelung geschaffen wurde, dass also im Prinzip jeder in der ehemaligen DDR lebende Vertriebene eine in dieser Höhe angesetzte Entschädigung erhalten konnte. Klugerweise wurde in dem dazu benötigten Gesetz festgelegt, die Beratung, wie man zu dieser Entschädigung gelange, soll über die Vertriebenenorganisationen gehen. Das hat ihrer Entwicklung einen wichtigen Impuls gegeben. Trotzdem merken wir in der Ost- und Mitteldeutschen Vereinigung der CDU, die eben auch die Vertriebeneninteressen vertritt, dass in der DDR-Zeit vieles zerstört wurde, was später erst mühselig wieder aufgebaut werden musste. Die 4000 DM-Regelung war aber ein wichtiger Impuls, der die Selbstorganisation im Vertriebenenbereich in den sog. neuen Bundesländern befördert hat“, meint Dr. Bergner.

 

 

„Ossi“ vs. „Wessi“

 

Ob nun Oppositioneller in der DDR oder Vertriebener, der endlich seine Leidensgeschichte erzählen wollte – alle mussten sich nach dem Mauerfall und der dann am 3.Oktober 1990 vollzogenen Wiedervereinigung Deutschlands neuen Herausforderungen stellen. Ob es nun der mit staatlichen Mitteln geförderte Wiederaufbau gewesen ist, der nicht wirklich überall funktioniert hat, oder die bis heute sichtbaren Unterschiede bei den Verdiensten und Renten zwischen Ost und West oder auch die schnell und klar gezogene gesellschaftliche Grenze zwischen den „Ossis“ und „Wessis“, wie die Bewohner der ehemaligen DDR und den alten Bundesländern umgangssprachlich genannt wurden.

 

Vor allem das Letztere ist Dr. Christoph Bergner, der in seiner politischen Karriere auch das Amt des Bundesbeauftragten für die neuen Bundesländer inne hatte, ein Dorn im Auge. „Ich selber habe dieses Begriffspaar nie gemocht und habe versucht, es zu vermeiden, da ich vom Geist des vereinten Deutschlands immer beseelt gewesen bin. Ich habe mich immer dafür eingesetzt, über „Ossis“ und „Wessis“ so zu sprechen, wie man im „alten Westen“ über Bayern und Ostfriesen gesprochen hat. Es ist also ein Stück normale Verschiedenheit und kein gravierender Unterschied. Dass wir verschiedene Erfahrungen und Prägungen haben, ist eben so, aber es muss uns nicht trennen, sondern kann uns bereichern“, sagt Christoph Bergner.

 

 

Rudolf Urban

 

 

Historia: Zadecydował szczęśliwy błąd członka biura politycznego

 

Gdy upadł mur berliński

 

30 lat temu, dokładnie 9 listopada, upadł mur berliński, symbol podziału Europy. Stało się tak, mimo że mieszkańcy NRD początkowo wcale nie chcieli spowodować końca istnienia swojego wschodnioniemieckiego państwa, lecz chcieli je zreformować. Ostatecznie Niemcy i Europa otrzymały więcej, niż można było się domyślać jeszcze kilka lat wcześniej.

 

 

W gruncie rzeczy to jednak Günter Schabowski, członek biura politycznego Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec (SED), dał sygnał do obalenia muru. Podczas pamiętnej konferencji prasowej, która odbyła się wieczorem 9 listopada 1989 roku, oznajmił bowiem, że powzięta dopiero co uchwała o swobodzie podróżowania obywateli NRD wchodzi w życie „od zaraz”, po czym tysiące osób wyruszyły w kierunku przejść granicznych, by wyegzekwować to prawo.

 

 

Upadek muru nie był celem

Tymczasem upadek muru, który od 1961 roku był symbolem podziału Europy na dwa różne obozy polityczne, nie był bynajmniej celem deklarowanym przez formującą się w NRD od drugiej połowy lat 80. opozycję.

Dr Christoph Bergner, były pełnomocnik ds. przesiedleńców i mniejszości narodowych, pochodzi z Zwickau, a koniec NRD przeżywał bezpośrednio w Halle jako członek Nowego Forum, jednego z ruchów opozycyjnych w NRD, które chciały doprowadzić do zasadniczych przemian w kraju.
– Chcieliśmy skończyć z ułudą, którą nam aplikowano. Chcieliśmy móc naprawdę otwarcie i bez ograniczeń dyskutować o problemach. To był moim zdaniem decydujący punkt wyjścia i jak się potem okazało, żądanie to coraz bardziej przybierało na sile, a rząd NRD w ogóle nie potrafił konstruktywnie podejść do sprawy. W efekcie doszło do narastania fali demonstracji, które odegrały niezwykle ważną rolę, wywierając potężną presję na SED. Jednocześnie każdy mieszkaniec NRD wiedział, że na Zachodzie posiada prawa przysługujące niemieckim obywatelom, co z kolei sprawiło, że poprzez ambasady i granicę węgiersko-austriacką rozpoczął się wielki odpływ ludności, którego kierownictwo SED nie potrafiło zatamować. Ten fakt oraz upadek gospodarczy NRD sprawiły, że wystarczył jeden błąd członka biura politycznego, aby ostatecznie doszło do otwarcia muru – mówi dr Christoph Bergner.

 

 

Rola wypędzonych

W wielu stowarzyszeniach opozycyjnych, jakie działały w latach 80. w NRD, byli też wypędzeni i wysiedleńcy z dawnego wschodu Niemiec bądź ich potomkowie. Ludzie ci czuli, że panująca atmosfera przełomu była dla nich szansą na urzeczywistnienie własnych interesów, gdyż przez ostatnie prawie 40 lat nie wolno im było opowiadać o swoim losie. Wypędzeni i przesiedleńcy, którzy trafili do NRD, byli określani mianem „nowych obywateli”, którym – w odróżnieniu od organizacji wypędzonych istniejących w zachodnich Niemczech – zakazano publicznego pielęgnowania pamięci o dawnej ojczyźnie.
W tzw. okresie transformacji ci ongiś wypędzeni odgrywali wprawdzie marginalną rolę, jednakże potem, jak wspomina dr Christoph Bergner, który był też premierem Saksonii-Anhaltu (1993–1994), przypomniano sobie o nich. – W toku reorganizacji Związku Wypędzonych na przełomie lat 1991/1992 trzeba było zająć się kwestią, czy osoby, które nie dostały rekompensaty za szkody wojenne, jaką otrzymali wypędzeni na zachodzie, nie powinni jednak dostać symbolicznego odszkodowania. Ja sam angażowałem się na rzecz stworzenia tzw. regulacji 4000 DM, na mocy której każdy wypędzony żyjący w byłej NRD mógł dostać odszkodowanie w takiej wysokości. Mądrym posunięciem było to, że w odnośnej ustawie ustanowiono zapis, że doradztwo w sprawie otrzymania takiego odszkodowania będzie realizowane przez organizacje wypędzonych, co stanowiło ważny bodziec dla ich rozwoju. Mimo to jako członkowie działającego w strukturach CDU Stowarzyszenia Wschodnio- i Środkowoniemieckiego, które reprezentuje także interesy wypędzonych, zauważamy, że w okresie istnienia NRD zniszczonych zostało wiele obszarów, które później trzeba było z mozołem odbudowywać. Niemniej, „regulacja 4000 DM” była ważnym impulsem, który sprzyjał samoorganizacji wypędzonych w tzw. nowych krajach związkowych – uważa dr Bergner.

 

 

Ossi kontra Wessi

Zarówno opozycjoniści z NRD, jak i wypędzeni, którzy pragnęli wreszcie opowiedzieć historię swojego cierpienia, musieli po upadku muru i dokonanym następnie 3 października 1990 roku zjednoczeniu Niemiec stawić czoło nowym wyzwaniom, czy to w zakresie dofinansowywanej ze środków państwowych odbudowy, która tak naprawdę nie wszędzie się udawała, do dziś widocznych różnic w zarobkach czy emeryturach między wschodem i zachodem, czy też w odniesieniu do szybko i jasno wytyczonej granicy społecznej między tzw. Ossi i Wessi, jak nazywano potocznie mieszkańców byłej NRD i „starych krajów związkowych”.

Przede wszystkim ten ostatni aspekt jest solą w oku dla dr. Christopha Bergnera, który w trakcie swojej kariery politycznej pełnił też funkcję pełnomocnika rządu Niemiec ds. nowych krajów związkowych. – Osobiście nigdy nie lubiłem tej pary pojęć i starałem się jej unikać, gdyż zawsze byłem natchniony duchem zjednoczonych Niemiec. Zawsze opowiadałem się za tym, aby o Ossi i Wessi mówiono w taki sposób, w jaki na „starym zachodzie” mówiono o Bawarczykach czy mieszkańcach wschodniej Fryzji. Chodzi tu więc o pewien element normalnej odmienności, a nie o bardzo duże różnice. Tak już jest, że mamy różne doświadczenia i cechy, ale nie musi nas to dzielić, lecz może nas ubogacać – mówi Christoph Bergner.

 

Rudolf Urban

Show More