Program oddelegowania Instytutu Stosunków Kulturalnych z Zagranicą (ifa) wspiera organizacje mniejszości niemieckiej w Europie Wschodniej i Azji Środkowej, delegując menedżerów kultury i redaktorów. Dzięki swojej wiedzy i doświadczeniu nie tylko pomagają oni w realizacji projektów, ale także promują nowoczesny wizerunek Niemiec i Europy oraz wzmacniają rolę organizacji jako mediatorów kulturowych. Rozmawiamy z oddelegowanymi osobami o ich zadaniach, celach i motywacjach do tej międzykulturowej pracy. Z Johannesem Schmidtem, menedżerem kultury ifa w Domu Współpracy Niemiecko-Polskiej w Gliwicach, rozmawia Victoria Matuschek.

Źródło: Johannes Schmidt
Jak zaangażowałeś się w program oddelegowania ifa i dlaczego właśnie w Domu Współpracy Niemiecko-Polskiej (DWPN) w Gliwicach?
To była właściwie dłuższa podróż. W przeciwieństwie do wielu innych uczestników programu, nie mam bezpośrednich powiązań rodzinnych z Polską. Oczywiście, jak wielu Niemców, mam dziadków, którzy jako dzieci uciekli ze Śląska po wojnie, ale nigdy nie stanowiło to większego tematu w naszej rodzinie. Jako młody dorosły nigdy nie byłem w Polsce, mimo że dorastałem w Saksonii, zaledwie około 100 kilometrów od granicy. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać: dlaczego jeździmy na wakacje do Włoch, Francji czy Hiszpanii, a nigdy do Polski, która jest tak blisko?
Mój pierwszy kontakt z Polską miał miejsce, gdy miałem 17 lat, podczas szkolnej wycieczki do Gdańska. Zmieniło to moje wyobrażenie o kraju. Wiele stereotypów, które podświadomie w sobie nosimy, nie znalazło tam potwierdzenia. Doświadczyłem Polski jako miejsca nowoczesnego i otwartego. Zawsze interesowałem się polityką, kulturą i innymi krajami.
Kiedy nadszedł czas wyboru kierunku studiów po dłuższym pobycie poza Europą, chciałem połączyć te zainteresowania. W Chemnitz, które nawiasem mówiąc jest tegoroczną Europejską Stolicą Kultury, studiowałem europeistykę i kulturoznawstwo ze szczególnym uwzględnieniem Europy Środkowo-Wschodniej.
W trakcie studiów stanąłem przed wyborem, czy uczyć się języka słowiańskiego: rosyjskiego, czeskiego czy polskiego. Większość moich kolegów wybrała rosyjski – uważano go za bardziej „przydatny”. Ale ja często mam potrzebę iść wbrew temu, co robią wszyscy inni, a Rosja mnie nie pociągała. Polska natomiast fascynowała mnie. Interesowały mnie złożone relacje polsko-niemieckie. Kraj oferuje bogactwo kultury i krajobrazów: morze, góry, miasta – a ja ledwie je znałem.
Wybrałem więc język polski i później spędziłem semestr za granicą we Wrocławiu – w czasie, gdy miasto było Europejską Stolicą Kultury. Wiele się wtedy nauczyłem o polskiej kulturze.
Po studiach język polski na jakiś czas zszedł na dalszy plan. Studiowałem na studiach magisterskich za granicą i prawie go nie używałem. W tym czasie intensywnie zajmowałem się zagraniczną polityką kulturalną – i kiedy natknąłem się na ogłoszenie o pracę w ifa, przypomniałem sobie swoją nieco zakurzoną polszczyznę.
Znałem już ifa, bo jeśli ktoś interesuje się międzynarodową polityką kulturalną, instytucje takie jak ifa, DAAD czy Instytut Goethego są mu znane. Stanowisko w DWPN w Gliwicach szczególnie mnie zainteresowało ze względu na swoją różnorodność. Organizacja ma silne powiązania z mniejszością niemiecką, ale nie ogranicza się tylko do niej. To mnie przekonało: że można poruszać kwestie stosunków polsko-niemieckich w całej ich złożoności – od pracy na rzecz mniejszości, przez wymianę młodzieży i wsparcie językowe, po projekty dotyczące polityki pamięci.
Na czym polega Twoja praca jako menedżera kultury w ifa? Jakie projekty pomagasz tworzyć lub inicjujesz samodzielnie?
Ciekawe w naszej pracy jest to, że działamy w dwóch lokalizacjach – w Opolu i Gliwicach. Pracuję w biurze w Gliwicach, gdzie stanowimy niewielki, czteroosobowy zespół. Oznacza to bardzo ścisłą koordynację, dużo wymiany informacji o projektach i wzajemne wsparcie – ale jednocześnie ściśle współpracujemy z biurem w Opolu.
W Gliwicach koncentrujemy się bardziej na projektach kulturalnych związanych z dziedzictwem kulturowym Górnego Śląska, a także na projektach językowych, na przykład w ramach programu „Bilingua”, partnerstwa szkół i innych działań językowych. Od tego roku koordynujemy również nowy projekt „Dom Kultury Niemieckiej” w Gliwicach – z licznymi wydarzeniami kulturalnymi i formatami edukacyjnymi.
Jestem również mocno zaangażowany we współpracę międzynarodową. Praca nad projektami z partnerami z kilku krajów jest dla mnie szczególnie ekscytująca, bo łączy wiele różnych perspektyw. Moja rola obejmuje też bardzo praktyczne aspekty: jako jedyny native speaker w zespole oddelegowany z Niemiec, wnoszę swoją znajomość języka niemieckiego – czy to w korektach, wnioskach, przy wyborze tytułów wydarzeń czy włączaniu niemieckiej perspektywy do projektów. W ten sposób staram się również zwiększać świadomość na temat aktualnych dyskursów w Niemczech – tematów, które mogą być mniej obecne w Polsce, ale mają znaczenie.

Źródło: Johannes Schmidt
Pracujesz w programie oddelegowania od trzech lat – czy jest jakiś projekt, z którego jesteś szczególnie dumny?
Jak wspomniałem, miałem okazję współpracować z europejskimi partnerami z kilku krajów, za co jestem bardzo wdzięczny. Umożliwiło mi to realizację projektów m.in. w Bośni i Hercegowinie oraz południowych Włoszech. Często wiązało się to ze współpracą grup z Niemiec, Polski i innych państw nad tematami związanymi z polityką pamięci, wymianą doświadczeń i wzmacnianiem europejskiej solidarności. Ta wielostronna współpraca wnosi wiele nowych perspektyw i sprawia, że projekty są bardziej złożone i ciekawe.
Jednym z projektów, z którego jestem szczególnie dumny, jest jednak „Stand with Ukrainbow”. Był wyjątkowy pod wieloma względami: chcieliśmy okazać solidarność z Ukrainą w kontekście niemiecko-polskim, a zarazem rozszerzyć pojęcie „mniejszości” i przemyśleć jego społeczno-polityczne implikacje. Zebraliśmy przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego z Niemiec, Polski i Ukrainy, aby wymienić się pomysłami na temat praw mniejszości – szczególnie z perspektywy queer i intersekcjonalnej.
Dyskusja dotyczyła również różnic w sytuacji poszczególnych krajów: podczas gdy w Polsce za rządów PiS doszło do wyraźnego regresu i wzrostu dyskryminacji, na Ukrainie po wybuchu wojny nasilona orientacja na Zachód pod pewnymi względami zaostrzyła sytuację, choć wojna przyniosła też nowe formy dyskryminacji wobec osób transpłciowych.
Wymiana była intensywna: uczestnicy queer mieli nie tylko różne tożsamości seksualne i płciowe, ale wśród nich byli również uchodźcy, osoby z poważnymi niepełnosprawnościami oraz mieszkańcy Śląska Opolskiego i Kaszub – regionów o silnych mniejszościach narodowych i etnicznych. Cała grupa składała się więc z osób z wieloma doświadczeniami marginalizacji. To właśnie ta różnorodność perspektyw wzbogaciła projekt.
Stało się jasne: tożsamość nigdy nie jest jednowymiarowa. Doświadczenia mniejszości są złożone. Przynależność narodowa to zawsze tylko jeden z aspektów. Zgłębianie wielowymiarowej tożsamości pozwoliło uczestnikom lepiej zrozumieć inne doświadczenia dyskryminacji.
Projekt otrzymał również nagrodę Richeza od kraju związkowego Nadrenia Północna-Westfalia. Na ostatnim spotkaniu obecny był nawet premier Hendrik Wüst. Uznałem ten projekt za bardzo innowacyjny i skuteczny pod względem merytorycznym.

Źródło: Johannes Schmidt
To naprawdę brzmi jak wyjątkowy i ważny projekt. Skoro już o tym mowa: Jak bardzo region – a zwłaszcza Gliwice – jest otwarty na kwestie społeczno-polityczne, takie jak różnorodność, inkluzja czy zróżnicowanie seksualne i płciowe?
Nasza praca jest celowo ukierunkowana na oddziaływanie na więcej niż tylko mniejszość niemiecką. Chcemy również docierać do społeczeństwa większościowego i innych mniejszości, dlatego kwestie różnorodności zawsze muszą być centralnym elementem naszej działalności.
W Gliwicach mniejszość niemiecka jest mniej liczna niż w Opolu, ale działają tu inne aktywne grupy – np. Ruch Autonomii Śląska, a dzięki położeniu w regionie metropolitalnym Górnego Śląska obecna jest też większa społeczność międzynarodowa. Bliskość dużych miast z pewnością sprzyja powstawaniu postępowego środowiska z licznymi inicjatywami społeczno-politycznymi.
Ważne jest dla mnie, aby praca na rzecz mniejszości nie była walką konkurencyjną. Zamiast tego powinniśmy budować mosty ze wszystkimi marginalizowanymi grupami i szukać wspólnego gruntu, przyjmując perspektywę intersekcjonalną. Jeśli włączymy inne mniejszości – narodowe, językowe, płciowe, seksualne czy społeczne – możemy się wiele od siebie nauczyć i okazywać sobie solidarność.
DWPN zawsze kierował się zasadą: „Razem jesteśmy silniejsi”. Znajduje to odzwierciedlenie w naszym podejściu do współpracy z różnymi podmiotami zaangażowanymi w relacje polsko-niemieckie i w sprawy mniejszości niemieckiej, a także w naszej pracy projektowej, która często wykracza poza „typowe” tematy mniejszości – czy to Szczyt Młodzieży Regionalnego Trójkąta Weimarskiego, projekty UE, czy działalność językowa i młodzieżowa.
W ten sposób możemy pokazać różnorodność wewnątrz samej mniejszości: nikt nie jest definiowany przez jeden aspekt swojej tożsamości. Każdy wnosi inne zainteresowania, hobby, perspektywy i poglądy polityczne, pełni różne role społeczne i jest kształtowany przez różnorodne doświadczenia.
„Tożsamość jest złożona – różne perspektywy mniejszości pozwalają na głębsze zrozumienie dyskryminacji”.
Dlatego, gdy w projektach poruszamy takie tematy jak demokracja, feminizm czy zmiany klimatu, rozmawiamy o grach czy popkulturze, a także wypróbowujemy formaty takie jak slam poetycki, escape roomy czy gry miejskie – możemy dotrzeć także do tych, którzy niekoniecznie interesują się tradycyjnymi kwestiami mniejszości, ale nawiązują z nimi kontakt dopiero przez te tematy i formy.
To tworzy podejście, które łączy osobiste zainteresowania z własną tożsamością mniejszościową – często w sposób, którego ludzie wcześniej nie byli świadomi. Pozwala to dotrzeć do szerszej publiczności i jednocześnie pokazać, jak różnorodna i dynamiczna jest nasza społeczność.
Już wcześniej zasugerowałeś, jak ważna jest otwartość w Twojej pracy. Jakich rad udzieliłbyś aspirującym menedżerom kultury – zwłaszcza w kontekście poruszania drażliwych tematów w obszarze międzykulturowym lub społeczno-politycznym, szczególnie w bardziej tradycyjnych środowiskach?
Powiedziałbym, że nie należy niczego wykluczać z góry, lecz być otwartym na różne rzeczy. Wiele nauczyłem się od Lucjana Dzumli, dyrektora DWPN. Ma on podejście: „Spróbujmy” albo mówi: „Ekscytujące – zobaczmy, co da się z tym zrobić”. To zaufanie do pomysłów, projektów, nowych formatów jest niezwykle ważne.
Po drugie: trzeba pamiętać, że nie wszyscy od razu mówią tym samym językiem co Ty i że nie wszyscy jednakowo rozumieją demokrację, pracę na rzecz mniejszości czy różnorodność. Jeśli zaczniemy tam, gdzie ludzie już są, a nie od punktu, od którego my byśmy chcieli zacząć, możemy wiele osiągnąć.
Po trzecie: kluczowe znaczenie ma cierpliwość i umiejętność obserwacji. Niektóre tematy wymagają czasu, zanim w ogóle można o nich rozmawiać. Często ważniejsze jest słuchanie, rozumienie kontekstu i budowanie mostów krok po kroku niż natychmiastowe wchodzenie w poważne debaty.
I na koniec: nie zapominajmy o poczuciu humoru. Zwłaszcza przy trudnych tematach czy nieporozumieniach odrobina humoru często pomaga rozładować napięcie i sprowadzić rozmowę na konstruktywny poziom.

Źródło: Johannes Schmidt
Na zakończenie mam jeszcze bardziej osobiste pytanie: nie mieszkasz bezpośrednio w Gliwicach, lecz w pobliskich Katowicach – co szczególnie cenisz w tym mieście i w regionie?
W Górnośląskiej Metropolii miasta płynnie przechodzą jedno w drugie, tak że granic prawie się nie zauważa. Katowice leżą jednak nieco bardziej na wschód i są wielu osobom z mniejszości niemieckiej mniej znane – uwaga częściej skupia się na Opolu albo na śląskiej prowincji. Właśnie dlatego, że Katowice znajdują się na skraju historycznego Śląska, uważam je za wyjątkowo interesujące: tu stykają się różne linie rozwoju Polski, a samo miasto jest dziś wyraźnie wielokulturowe.
Katowice uchodzą obecnie za stolicę Śląska. Region przypomina w wielu aspektach Zagłębie Ruhry: młode miasta, które rozwinęły się dzięki wydobyciu węgla, dziś przekształcają się w centra kultury. Najlepiej widać to w „Strefie Kultury” – z muzeum, centrum kongresowym i orkiestrą symfoniczną. Tam, gdzie dawniej były kopalnie, wyrastają dziś wieżowce, a dawne hale przemysłowe zamieniają się w przestrzenie kultury. Lubię powtarzać, że Katowice są jak w okresie dojrzewania – czasem kapryśne, pełne energii i każdego dnia trochę bardziej dorosłe.
Jednocześnie miasto staje się coraz bardziej zielone. W samym sercu przemysłowego krajobrazu znajduje się jeden z największych parków miejskich w Europie. Zamiast klasycznych atrakcji turystycznych jak w Krakowie czy Wrocławiu, znajdziemy tu osiedla robotnicze, kopalnie, bunkry i ślady niemieckiego dziedzictwa kulturowego. W okolicy czekają zamki, pałace, pustynia Błędowska i niedalekie Beskidy.
Moim hobby stało się odkrywanie tych ukrytych „ciekawostek” – często po prostu wsiadam do mojego kabrioletu i ruszam w trasę. Jestem przekonany, że kto tylko uważnie się rozejrzy, znajdzie tu coś naprawdę interesującego.

