Wochenblatt – Gazeta Niemców w Rzeczypospolitej Polskiej

Wochenblatt – Gazeta Niemców w Rzeczypospolitej Polskiej

Wednesday, December 7, 2022

Jak nad Gwdą z Niemcami było

Niewielkie miasteczko nad Gwdą (Chudą) / Küdow, niegdyś królewskie, a też władane przez polskie rody szlacheckie Opalińskich i Górków, leżące na skraju Pomorza, Krajny i Północnej Wielkopolski – Piła – spogląda na bogatą historię, którą członkowie tamtejszej mniejszości niemieckiej zgłębili pod koniec marca, rozpoczynając swój jubileusz 30-lecia istnienia Niemieckiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego w Pile.

Z początkiem 1772 r. w wyniku cesji obszaru Rzeczypospolitej Obojga Narodów Piła znalazła się w granicach Królestwa Prus. Zmieniono nazwę miasta na Schneidemühl i przyłączono administracyjnie do tzw. okręgu nadnoteckiego. Przez okres ostatnich kilkunastu lat panowania króla Fryderyka II do miasta i jego okolic szczególnie intensywnie przybywały rodziny z głębi Prus, późniejszych Niemiec.

Lata rozwoju
W sukurs rozwojowi tutejszego rolnictwa, rzemiosła i usług przyszły magistrala Królewsko-Pruskiej Kolei Wschodniej łączącej Berlin z Królewcem oraz industrializacja i rozbudowa garnizonu wojskowego. Znakomici architekci kamienic, budynków państwowych, administracyjnych i obiektów służących kulturze, sportowi i rekreacji niewątpliwie przyczynili się do upiększenia urbanistyki przygranicznego Schneidemühl, będącego jednocześnie godną „wizytówką” Niemiec.
Możliwe, że właśnie dlatego w drugiej połowie lat 20. minionego wieku znalazła tutaj swe lokum siedziba rejencji o nazwie Marchia Graniczna Poznańsko-Zachodniopruska, będącej częścią Prowincji Pomorze ze stolicą w Szczecinie. Tu też gościły władze kościelne Wolnej Prałatury Schneidemühl rozciągniętej łukiem od Wschowy aż po Bytów.
Przed 1939 r. zamieszkiwała miasto w zdecydowanej przewadze ludność niemiecka. Liczba Polaków oscylowała pomiędzy 500 a 600. Podobnie kształtowała się liczba ludności polskiej etnicznie zobojętniałej lub o nikłym poczuciu przynależności narodowej. Więc jak na blisko 50-tysięczną miejscowość to niewiele. Dominowało wyznanie protestanckie, głównie ewangelickie.

Zakłady lotnicze
Jedni wymawiali to „magiczne” słowo z dumą, inni z przekleństwem, a brzmi ono: ALBATROS. Oznacza olbrzymiego ptaka, bytującego głównie w Ameryce Południowej, ale słowo to występowało również w szyldzie berlińskiej spółki lotniczej: Ostdeutsche Albatros Werke GmbH oraz jej tutejszej filii: „Albatros” Gesellschaft für Flugzeugunternehmungen mbH Werk Schneidemühl. Było też nazwą całej serii podniebnych maszyn rozpoznawczych i myśliwskich, szkolnych i sportowych w nich produkowanych. Później zakłady opuszczały także fokkery. Produkcji samolotów zaprzestano na mocy postanowień traktatu wersalskiego.
Od jesieni 1939 r. nazwę tę przypisano niemieckiemu obozowi przejściowemu dla ludności polskiej – Zivilgefangenenlager „Albatros”, który funkcjonował w hali zamkniętych zakładów.
Dużą grupę wśród więźniów stanowili polscy działacze patriotyczni, inteligencja i Żydzi, nauczyciele i duchowni katoliccy, którzy traktowani byli najgorzej. Komendant obozu oraz strażnicy więzienni szykanowali więźniów oraz znęcali się nad nimi fizycznie. Część z nich zmuszana była do pracy w zakładach przemysłowych i majątkach ziemskich w pobliskich miejscowościach.
Warunki bytowania były fatalne. Szerzyły się wszawica, dur brzuszny i biegunka oraz inne choroby zakaźne. W obawie przed przeniesieniem się tych zakażeń poza teren obozu zdecydowano się na jego zamknięcie. Żydów wywożono do obozów znajdujących się na terenie Wielkopolski i Pomorza (Chełmno nad Nerem). Jeńców polskich po selekcji wysyłano przeważnie do obozu w Sachsenhausen. Przez obóz przejściowy przewinęło się blisko pół tysiąca ludzi. Dziś na rogu ulic Lotniczej i Wojska Polskiego w pobliżu miejsca, gdzie się znajdował obóz, stoi pomnik ku czci więźniów „Albatrosa”.

Alte Postkarte von Schneidemühl.
Foto: privat

Koniec wojny
Wraz ze zbliżaniem się frontu wschodniego leżące na przedpolach Wału Pomorskiego miasto ogłoszone zostało twierdzą. W jej rozbudowie i umacnianiu od połowy 1944 r., a nade wszystko od jesieni, masowo uczestniczyła miejscowa ludność, bez względu na wiek i płeć.
Dwie linie obrony od wschodu i zacięty opór żołnierzy i mieszkańców przez dwa tygodnie nie dawały szans na powodzenie ofensywy czerwonoarmistów i ich działań z lądu i powietrza. Pod ogniem artylerii startowały do Berlina ostatnie samoloty z rannymi. Manewr obejścia i zaatakowanie od zachodu wymusiły jednak ostatecznie upadek twierdzy.
Co było potem? Ruiny i zgliszcza, głód i poniewierka. Ci, którym nie udało się uciec ostatnimi transportami do Niemiec, egzystowali na granicy wytrzymałości. Po przejściu frontu działań wojennych w zrujnowanym mieście pozostało ok. 3,5 tys. Niemców, których z czasem wysiedlono, ale wcześniej… pracowali przez siedem dni w tygodniu od rana do zmroku przy usuwaniu zwłok poległych i odgruzowywaniu miasta. – Kobiety i dziewczyny gwałcono, a nierzadko chcąc przeżyć, musiały świadczyć usługi seksualne zdobywcom – przeżycia te wspomina m.in. wówczas dorastająca młoda kobieta Ursula Floes. Podobnie relacjonowała te zdarzenia nieżyjąca już Helga Rymon-Lipiński.

Specjalne dzielnice
Na porządku dziennym było, ale i w nocy szerzyło się „prawo pięści” – przemoc, grabieże, szabrownictwo i rozboje. – Komendantem wojennym był płk. Aleksander Guszimow i aby łatwiej sprawować kontrolę nad niemiecką ludnością i unikać zatargów z napływającymi do miasta polskimi osadnikami, wydzielono dla niej specjalną strefę „Peters” (w okolicach ul. Bydgoskiej) – wyjaśnia historyk dr Robert Kolasa. Miała swojego burmistrza, Petersa podległego bezpośrednio komendantowi garnizonu. W późniejszym okresie wyznaczono kolejne miejsca, w których mogli mieszkać Niemcy. Skoncentrowano ich w gromadzie Koszyce (obecnie część Piły) i w dzielnicach Jadwiżyn i Podlasie – „Frode” oraz wzdłuż ul. Poznańskiej – „Korth”, na peryferiach miasta. Brak bieżącej wody, leków, żywności, tragiczne warunki bytowania sprzyjały rozprzestrzenianiu się chorób, także w znacznym stopniu wenerycznych, i doprowadziły do wybuchu epidemii tyfusu.
Od listopada 1945 r. przez rok większość mieszkańców Piły wysiedlono w sposób zorganizowany do radzieckiej i brytyjskiej strefy okupacyjnej. A tu przybywali osiedleńcy z pobliskich miejscowości, a także z głębi wyznaczonego Polsce terytorium. Wielu dotarło zza Bugu. W religii zaczął dominować katolicyzm. Odwróciła się struktura narodowościowa i wyznaniowa. Pozostali rdzenni mieszkańcy, niekoniecznie wyłącznie Niemcy, to jest ok. 600 osób, traktowani byli nieufnie, posądzani o antypolskie działania i stygmatyzowani określeniem „autochtoni”. Przez wiele lat zakazywano mówienia po niemiecku, nie wspominając o nauczaniu tego języka.

Przełom
Nowe czasy, które nastały wraz z „Solidarnością” i transformacją społeczno-ustrojową, stworzyły okazję do regulacji stosunków polsko-niemieckich. Podpisanie polsko-niemieckiego traktatu granicznego z 1990 r. i traktatu dobrosąsiedzkiego z 1991 r., a także pamiętna msza pojednania z gestami ówczesnego kanclerza RFN Helmuta Kohla i premiera RP Tadeusza Mazowieckiego w Krzyżowej oraz późniejsze członkostwo Polski w strukturach NATO i Unii Europejskiej stworzyły dogodne warunki dla rozwoju relacji państwowych i narodowych. Środowiska niemieckiej mniejszości narodowej, chcąc pielęgnować swoją tożsamość, tradycje i kulturę, tworzyły własne organizacje. Taka powstała też w dawnym Schneidemühl i w tym roku obchodzi swój jubileusz 30-lecia istnienia.

Andrzej Niśkiewicz

Show More