Artur Garbas
Foto: Danuta Rachwalska

Artur Garbas to młody student śpiewu drezdeńskiej Muzycznej Szkoły Wyższej, laureat wielu konkursów muzycznych, który niebawem wystąpi na deskach opery w Lipsku. Pochodzący z małej wioski Kielcza w powiecie strzeleckim śpiewak zawdzięcza wszystkie sukcesy swojej ciężkiej pracy i wytrwałości. A zaczynał od mniejszościowego konkursu „Superstar” w Krapkowicach.

 

Muzykalności Artur raczej nie zawdzięcza genom, gdyż nikt z jego rodziny nie odznaczał się szczególnym talentem do śpiewania. Jego dar ujawniał się stopniowo. W dzieciństwie wyróżniał się tym, że bardzo szybko uczył się wierszy na pamięć i nigdy nie bał się występów na scenie. – Estradowa odwaga jest ze mną w zasadzie od zawsze, począwszy od występów w szkolnych przestawieniach, przez śpiewanie podczas różnych uroczystości, skończywszy na deskach opery. W domu przez dwa lata grałem na pianinie i razem z rodzicami postanowiliśmy, że pójdę do szkoły muzycznej w Strzelcach Opolskich. Potem dostałem się do szkoły muzycznej w Gliwicach, tam też uczęszczałem do liceum – wspomina Artur.

 

Europa odmieniła życie

 

„Europa u bram” to unijny projekt edukacji muzycznej, który odmienił życie Artura diametralnie. Młodzieniec brał udział w lekcjach mistrzowskich z profesorami z zagranicy oraz śpiewakami. Dzięki wygranej w tym przedsięwzięciu nagrał on wraz z koleżanką płytę z Filharmonią Śląską, a na zakończenie projektu odbył się koncert właśnie na scenie Filharmonii Śląskiej. W 2015 roku zaczęły przychodzić kolejne sukcesy, co dodało mu jeszcze więcej motywacji i wiary w siebie. – Już w drugiej klasie liceum wiedziałem, że chcę studiować za granicą. Dużo podróżowałem i brałem udział w różnych kursach i warsztatach muzycznych. Podczas jednego z takich szkoleń w Czechach, na które pojechałem z profesorem Janem Ballarinem, poznałem Niemkę, panią Kluge, której spodobał się mój głos. Ona poleciła mi uczelnię w Dreźnie. W maju 2015 roku pojechałem na egzaminy wstępne do Drezna, które zdałem. Były bardzo trudne, czteroetapowe – ze śpiewu, fortepianu, dykcji i teorii. Podczas każdego z etapów egzaminatorzy decydowali, czy mogę przejść do kolejnego. Startowało ponad trzysta osób, a przyjętych zostało sześć – opowiada Artur.

 

Debiut 20 maja

 

Dwudziestolatek uczy się śpiewu klasycznego, śpiewa barytonem. Niedawno zainteresowała się nim Opera w Lipsku i już 20 maja wystąpi na jej scenie w operze francuskiej Charles’a Gounoda „Cinq-Mars”. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, możliwe, że dostanie angaż na dłużej. Osiągnięcia Artura są przede wszystkim wynikiem ciężkiej pracy i poświęcenia wolnego czasu dla ćwiczeń, nauki i występów. – Kiedy moi znajomi dobrze się bawili w czasach licealnych, ja codziennie musiałem dojeżdżać do Gliwic, a to aż 30 km od Kielczy. Może trochę brakuje mi tej zabawy, nie miałem nigdy czasu, żeby się wyszaleć, żeby posiedzieć z kolegami, żeby się zwyczajnie pobawić. Aby dojść do jakiegokolwiek sukcesu, trzeba czasami coś poświęcić i dużo pracować, bo nic nie przychodzi ot tak i jestem tego świadomy. Ciężka praca, jak widać, się opłaciła i teraz mogę się pochwalić naprawdę fajnym i satysfakcjonującym życiem zawodowym i prywatnym – opowiada młodzieniec.

 

Emocje jak huragan

 

Artur, opowiadając o swoich odczuciach podczas śpiewania, nie potrafi opanować ekscytacji: – Emocje, które przeze mnie przechodzą podczas występów, są jak huragan. Od radości po ciarki na plecach. W tym wszystkim nie chodzi tylko o to, aby stanąć, zaśpiewać i sobie pójść. Nie. Trzeba śpiewać całym sobą, trzeba przekazać emocje i rozkochać w sobie publiczność. Za każdym razem wcielam się w inną postać. Każda z postaci chce przekazać inną prawdę i moim zadaniem jest sprawienie, aby widz utożsamił się z tym bohaterem. Jestem po to, aby przekazywać ludziom radość, emocje, zapewnić im chwilę zapomnienia.

 

Dagmara Mientus