Największe elektrownie na węgiel brunatny w Republice Federalnej Niemiec zostaną zamknięte, a te, które pozostaną przy życiu, nie będą obciążone opłatami klimatycznymi. Tak brzmi wynik porozumienia, jakie podpisał niemiecki rząd koalicyjny w sprawie nowego pakietu klimatycznego.

 

Krzysztof Świerc

Decyzji tej trudno się jednak dziwić, bo elektrownie na węgiel brunatny są obecnie największymi emitentami dwutlenku węgla. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że wyłączone zostaną tylko te o mocy 2,7 GW, czyli pięć większych i starszych elektrowni, które zasilane są węglem brunatnym, ale… Okazuje się, że nie znikną one zupełnie, lecz staną się tak zwanymi elektrowniami rezerwowymi na wypadek, gdyby wystąpiły jakieś problemy w zaopatrzeniu w energię.
Zwycięstwo węglowego lobby
Tym samym niemiecki rząd wykonał bardzo poważny ruch w kierunku, jaki przed sobą postawił, a mowa o tym, aby w ciągu najbliższych pięciu latach zredukować emisję dwutlenku węgla aż o 22 miliony ton, co z kolei oznaczałoby redukcję dwutlenku węgla aż o 40 procent w ciągu 25 lat. Należy w tym miejscu dodać, że Sigmar Gabriel z SPD, który jest ministrem gospodarki, konsekwentnie przez wiele tygodni zabiegał o to, aby obciążyć opłatami klimatycznymi największych trucicieli. To zdaniem zwolenników tej metody zmusiłoby wiele firm energetycznych do inwestowania w nowoczesne technologie, aby zwiększyć ich efektywność lub też, gdyby się temu procesowi nie poddały albo nie poradziłyby sobie z tym procesem – zlikwidować je. Do tego jednak nie dojdzie, a takie koncerny poddane zostaną opłacie klimatycznej.
Co to takiego?
Pod pojęciem opłaty klimatycznej kryje się przymus kupna dodatkowych uprawnień do emisji dwutlenku węgla, kiedy dana elektrownia nie spełni wymogów. Konkretnie zaś chodzi o taką emisję dwutlenku węgla, która nie przekroczy trzech milionów ton na 1 GW mocy. Pomimo tego reprezentanci organizacji ochrony środowiska nie są z tego rozwiązania do końca zadowoleni i dlatego apelowali do niemieckiego rządu, podkreślając, że powinien on przejąć odpowiedzialność za ochronę klimatu i podjąć decyzję o stopniowym odchodzeniu od węgla. Tej idei przeciwne było oczywiście tak zwane lobby węglowe, czyli koncerny energetyczne oraz związki zawodowe i partie polityczne – w tym główni gracze na niemieckiej scenie politycznej – CDU i SPD, głównie w landach, w których węgiel ciągle jeszcze jest istotną częścią przemysłu. Mowa tym miejscu przede wszystkim o takich regionach Niemiec jak Saksonia-Anhalt, Brandenburgia i oczywiście Nadrenia Północna-Westfalia.
Kolejne porozumienie
Po uzgodnionym kompromisie wspomniany Sigmar Gabriel, odpierając ataki na niego i na decyzję, jaką podjęto, podkreślał na łamach mediów, że podpisany kompromis to w głównej mierze efekt ochrony zagrożonych tysięcy miejsc pracy. A niemieckie media, idąc za ciosem, informują również o tym, że porozumienie osiągnięto nie tylko w kwestii nowego pakietu klimatycznego, ale także w kwestii rozbudowy sieci przesyłowych. Dzięki temu od teraz istniejące już linie energetyczne będą wykorzystywane bardziej intensywnie niż dotychczas, a nowe kable będą przebiegały przede wszystkim pod ziemią. Na uwagę zasługuje tu jednak fakt, że w tej kwestii też wystąpiły spory, główny z nich toczył się o to, którędy przebiegać mają planowane autostrady energetyczne, którymi miała być przesyłana energia wiatrowa z północy na południe kraju. Głównym przeciwnikiem tej idei był premier Bawarii Horst Seehofer, który miał po swojej stronie szereg inicjatyw obywatelskich. Ostatecznie jednak nawet w tej sprawie udało się znaleźć porozumienie, choć negocjowanie z Bawarczykami nigdy nie było łatwe. Rozbudowa sieci będzie wykonana tak, aby była jak najmniej szkodliwa dla ludzi i środowiska, o czym z satysfakcją poinformowali też liderzy SPD.
Mniej energii z węgla
Problem jednak nie został do końca rozwiązany, bo wciąż nie wiadomo, którędy teraz będą przebiegać nowe linie przesyłowe z północy Niemiec na południe, i choć federalna minister środowiska Barbara Hendricks z SPD w wywiadach prasowych z dużą intensywnością broniła osiągniętego kompromisu, to jednak przyznała, że w ostatecznym efekcie tak czy owak nowa regulacja doprowadzi do trwałego zmniejszenia produkcji energii z węgla. Ba, korzystając z okazji, zasugerowała również, że od 2020 roku zamierza na koncerny energetyczne nałożyć większe obostrzenia. Oznacza to, że sektor energetyczny musi zachować proporcje, co oznacza, że musi tyle samo wnosić na rzecz ochrony klimatu, ile emituje dwutlenku węgla. Nie uchroniło to jednak „nowego pakietu klimatycznego” od ostrej krytyki, zwłaszcza ze strony Zielonych i organizacji ochrony środowiska, ale z dzisiejszej perspektywy można to już odbierać tylko jako ryk niemocy, bo klamka zapadła.