Der Deutsche Freundschaftskreis in Rosenberg ist im Januar 1990 gegründet worden –DFK-Gründer Bernard Smolarek erinnert sich an diese Zeit noch gut.

 

 

Bernard Smolarek

 

Wersja polska poniżej

 

Die ersten Treffen der Deutschen in der Rosenberger Region gab es schon im Januar 1989, vor der politischen Wende. Damals war das alles noch illegal. Seit dem Krieg war Deutsch in Oberschlesien sowieso verboten, ganz zu schweigen von irgendwelchen Plänen, eine deutsche Minderheit zu gründen. Dann kam die Solidarność und mit ihr der Drang in die Freiheit. Doch mit dem Kriegsrecht war es wieder vorbei mit der Freiheit. Bis Gorbatschow die Glasnost und Perestroika verkündet.
Eine Zeit des Aufbruchs, eine Zeit der Hoffnung, auch für die Deutschen in Polen. Die Euphorie ist groß: Endlich können wir wieder Deutsche sein! Liederabende machen das gelittene Herz erstarken. Meistens geht es um die Heimat. Schluss mit dem jahrzehntelangen Versteckspiel. Wo gesungen wird, da lass dich nieder. „Wir hatten zwar Angst, aber die Freude hat überwogen. Es gab viele Begeisterte, die sehr engagiert waren.“

 

In den St.-Anna-Kirche in Rosenberg findet jeden Sonntag um 09.30 Uhr ein Gottesdienst in deutscher Sprache statt.
Foto: privat

Ein Johann Kroll aus Gogolin wird Gründungsvater der Deutschen Minderheit. Seine zahlreichen Mitstreiter in ganz Schlesien sammeln Unterschriften – sie sollen beweisen, dass es noch immer Deutsche in Polen gibt. Die Volksrepublik hat das seit Kriegsende stets geleugnet. Bernard Smolarek schließt sich der Bewegung an. Er sammelt 14.000 Unterschriften. Er trifft Helmut Kohl und Richard von Weizäcker in Warschau. Die Versöhnungsmesse in Kreisau macht den Weg für die deutsche Minderheit frei.

 

Bernard Smolarek hat die Daten ganz genau im Kopf. Trotz seiner 88 Jahre muss er nicht darüber nachdenken. „Wir wurden im Oktober 1989 gegründet, hatten aber noch keinen Sitz. Am 23. Januar 1990 wurde beim Gericht eingetragen, dass der Sitz bei meiner Frau und mir zu Hause sein würde. Die erste offizielle Versammlung hatten wir am 9. März 1990, da wurde der Vorstand in der Woiwodschaft Tschenstochau gewählt, die es heute nicht mehr gibt.“

 

Damian Hutsch, Vorsitzender des DFKs im Kreis Rosenberg, ehrt Bernars Smolarek für sein langjähriges Engegement.
Foto: Privat

Bernard Smolarek hat von seinen Eltern die deutsche Sprache als Erbe mitbekommen. Sie überdauert den Kommunismus, wenn auch nicht ganz unbeschadet. Mit der Gründung der deutschen Minderheit will Smolarek sie wieder nach Oberschlesien zurück holen. Sein Wunsch ist es, eine Schule zu gründen, in der man deutsch spricht. Es gelingt ihm. Seit 1993 gibt es in Rosenberg eine zweisprachige Schule. „Das hat mich sehr stolz gemacht.“
2020 ist vieles bei der Minderheit ganz anders geworden. Enttäuschung, wenn mittlerweile die Deutschen in Rosenberg lieber Polnisch oder Schlesisch sprechen, weil nicht alle Deutsch verstehen. „Das macht mich traurig.“ Von der Euphorie des Anfangs sei nicht viel übrig geblieben, bedauert Smolarek. „Heute gibt es nur wenig engagierte Menschen.“ Auch einen Chor gibt es nicht mehr. Dafür aber eine Jugendgruppe. Immerhin die Voraussetzung für ein Fortbestehen der Deutschen Minderheit – in welcher Form auch immer.
Jeden Sonntag besucht Bernard Smolarek die deutschsprachige Messe in der St.-Anna-Kirche in Rosenberg. „Um 9:30 Uhr, zur besten Stunde.“ Das macht er schon so, seit im Juli 1989 die erste deutschsprachige Messe nach de Kriegsende zelebriert wurde. Sie sei immer sehr gut besucht, auch von jungen Menschen. Ein Trost für Bernard Smolarek, der die deutsche Sprache nach Oberschlesien zurückholen wollte.

 

Marie Baumgarten

 

 

Olesno: 30-lecie DFK

Chciałem przywrócić niemiecką mowę

W styczniu 1990 roku powstało koło DFK w Oleśnie. Jego założyciel Bernard Smolarek dobrze pamięta ten moment.

 

Pierwsze spotkania Niemców w rejonie oleskim odbywały się w styczniu 1989, czyli przed przełomem ustrojowym. Wtedy wszystko to było jeszcze nielegalne. Od chwili zakończenia wojny język niemiecki był na Górnym Śląsku i tak objęty zakazem, nie mówiąc o jakichkolwiek planach założenia organizacji mniejszości niemieckiej. Potem nastała Solidarność i wraz z nią pragnienie wolności, czemu jednak kres położyło wprowadzenie stanu wojennego. Aż do chwili, gdy Gorbaczow ogłosił głasnost i pierestrojkę.
– Był to czas przełomu, czas nadziei, także dla Niemców w Polsce. Wielka była euforia, bo oto wreszcie mogliśmy znów być Niemcami! Dla pokrzepienia serc organizowaliśmy wieczorki, na których śpiewaliśmy pieśni, ich tematem był głównie heimat. To był koniec trwającej całe dekady zabawy w chowanego. Więc śpiewaliśmy: „Wo gesungen wird, das lass dich nieder”. Co prawda baliśmy się, ale przeważała radość. Było wielu entuzjastów, którzy się bardzo mocno angażowali – opowiada Bernard Smolarek.

 

Ojcem założycielem mniejszości niemieckiej staje się Johann Kroll z Gogolina. Jego liczni współtowarzysze drogi zbierają na całym Śląsku podpisy, które mają dowieść, że w Polsce nadal żyją Niemcy, czemu władze PRL od czasu zakończenia wojny wciąż zaprzeczały. Bernard Smolarek przyłącza się do tego ruchu. Zbiera 14 tysięcy podpisów. W Warszawie spotyka się z Helmutem Kohlem i Richardem von Weizsäckerem. Msza Pojednania w Krzyżowej toruje drogę do swobody działania mniejszości niemieckiej.

 

Bernard Smolarek dokładnie pamięta wszystkie dane. Mimo że ma 88 lat, nie musi się nawet zastanawiać: – Nasza organizacja powstała w 1989 roku, ale z początku nie mieliśmy siedziby. 23 stycznia 1990 roku zarejestrowaliśmy w sądzie, że siedziba będzie w naszym domu rodzinnym. Pierwsze oficjalne zebranie mieliśmy 9 marca 1990 roku, wybrany został wówczas pierwszy zarząd w województwie częstochowskim, którego dziś już nie ma.

 

Znajomość języka niemieckiego Bernard Smolarek otrzymał w spadku po rodzicach. Przetrwała ona czas komuny, choć niezupełnie bez szwanku. Powstanie organizacji mniejszości niemieckiej staje się dla Smolarka szansą, by przywrócić niemiecką mowę na Górnym Śląsku. Jego pragnieniem jest utworzenie szkoły, w której będzie się mówiło po niemiecku. Co mu się zresztą udaje i do dziś napawa go dumą: od 1993 roku w Oleśnie funkcjonuje dwujęzyczna szkoła.

 

Mamy rok 2020, a w mniejszości nastąpiło wiele zmian. Wielu jest rozczarowanych tym, że Niemcy w Oleśnie wolą dziś mówić po polsku czy śląsku, ponieważ nie wszyscy znają niemiecki. – To mnie bardzo smuci. Niewiele zostało z euforii, która była na początku. Dziś jest już niewiele zaangażowanych osób – mówi Smolarek z żalem. Nie ma też już chóru. Za to jednak jest grupa młodzieżowa, bądź co bądź warunek dalszego trwania mniejszości niemieckiej – w jakiejkolwiek postaci.

 

W każdą niedzielę Bernard Smolarek chodzi na niemieckojęzyczną mszę do kościoła św. Anny w Oleśnie. – O 9.30, czyli o najlepszej godzinie – cieszy się. Robi to już od czasu, gdy w lipcu 1989 roku odprawiona została pierwsza od zakończenia wojny msza w języku niemieckim. Msza święta odprawiana po niemiecku ma zawsze dobrą frekwencję, przychodzą na nią także młodzi ludzie. Jest to pewną pociechą dla Bernarda Smolarka, który tak pragnął przywrócić Górnemu Śląskowi niemiecką mowę.

 

Marie Baumgarten