Z piosenkarką Leną Valaitis, jedną z gwiazd wieczoru podczas największej na Śląsku Gali Szlagierów, która odbędzie się 15 października w Kędzierzynie-Koźlu, rozmawia Rudolf Urban.

 

Przyjedzie Pani na Śląsk po raz pierwszy. Czy ma Pani konkretne oczekiwania wobec regionu i jego mieszkańców?

 

Na pewno jestem bardzo ciekawa regionu i jego mieszkańców, gdyż słyszałam, że Ślązacy są bardzo gościnni. Dlatego mam nadzieję, że mój występ na Gali będzie udany, a zaprezentowane utwory spodobają się publiczności. Jestem naprawdę pełna ciekawości

Motto Gali brzmi: „Piosenki nie znają granic”. Co łączy Panią z tym tytułem?

 

Najlepiej mogę na to pytanie odpowiedzieć słowami: muzyka nie zna granic. Myślę, że czasem nie potrzeba słów, bo gdy porusza nas muzyka, rodzi się wielkie zrozumienie i to jest właściwie najpiękniejsze w samej muzyce. A z mottem gali kojarzę coś jeszcze, a mianowicie, swoją piosenkę pt. „Ich spreche alle Sprachen dieser Welt” (Mówię wszystkimi językami świata), którą zaprezentuję podczas gali. Piosenkę tę napisał dawno temu mój mąż i myślę, że idealnie wpisuje się ona w motto gali. Bo przecież mówię wszystkimi językami świata, gdyż moim językiem jest muzyka, która jest cudownym środkiem wyrazu.

Pochodzi Pani z okręgu Kłajpedy, leżącego dziś na terytorium Litwy, a zatem dzieli Pani z wieloma innymi ludźmi los uciekinierów i wypędzonych. Czy odczuwa Pani z tego powodu szczególną więź z Niemcami żyjącymi po drugiej stronie Odry i Nysy?

 

Mam w sobie duże zrozumienie, gdyż los uciekinierów dotknął również mnie. Co prawda, gdy moja mama uciekała, byłam trzy-, czteromiesięcznym niemowlęciem, a zatem nie mam osobistych wspomnień, ale oczywiście silne piętno wycisnęły na mnie powojenne lata. Potrafię więc bardzo dobrze wczuć się w sytuację innych i im współczuć.

 

W mojej rodzinie akurat niezbyt wiele rozmawiano o zaznanym losie. Codzienne troski sprawiały, że najchętniej nie myślano o tym, co się stało. Wielu ludzi odczuwało takie myśli nie tylko jako zagrożenie, lecz przede wszystkim były to bolesne wspomnienia, z którymi nie wszyscy potrafili się uporać. Ale oczywiście z biegiem czasu dowiedziałam się, że ucieczka była czymś strasznym, była przecież zima i niejako odpływał ostatni statek – dzięki Bogu nie Gustloff, który zatonął.

 

Jak udało się Pani wyrobić sobie pozycję w branży piosenkarskiej w Niemczech?

 

Wychowałam się w Niemczech i tam chodziłam do szkół. W czasie nauki w gimnazjum mieszkałam w internacie. Któregoś dnia jedna z moich koleżanek z internatu przeczytała we Frankfurcie na słupie ogłoszeniowym, że poszukiwani są młodzi artyści – i zapisała mnie bez mojej wiedzy. Dosłownie zmusiła mnie, żebym tam pojechała, chociaż z racji wychowania w domu byłam strasznie nieśmiała i właściwie to wcale nie chciałam jechać. Ale ona powiedziała: „Pojedź tam i po prostu spróbuj”. A potem nastąpił drugi szok, ponieważ było tam wiele osób, które ukończyły konserwatorium i potrafiły wyśpiewywać piękne arie. Widząc to, czułam się kompletnie nie na miejscu. Miałam jednak tego wieczoru ogromne szczęście, gdyż wśród obecnych byli wspaniali muzycy, w tym pewien niezwykły pianista. Zaśpiewałam utwór „Summertime”, a on mi tak cudownie akompaniował, że nagle poczułam się niczym w muzycznej ekstazie – to było uczucie, jakiego nigdy wcześniej nie doznałam. Krótko mówiąc, było wielu uczestników konkursu, ale ja wygrałam. W nagrodę dostałam złoty zegarek i olbrzymi tort czekoladowy. To był początek.

A potem było wiele złotych płyt. Które z Pani przebojów usłyszą mieszkańcy Górnego Śląska podczas Pani występu w Kędzierzynie-Koźlu?

 

Mam je wszystkie wymienić? No, to zacznijmy od utworu „Ob es so oder so oder anders kommt”, następnie „Gloria”, potem przepiękna pieśń ludowa pt. „Die Gedanken sind frei”, którą chyba wszyscy znają. Oczywiście będzie też piosenka, o której przed chwilą rozmawialiśmy, czyli „Ich spreche alle Sprachen dieser Welt”. Będzie też „Johnny Blue” oraz „Da kommt José, der Straßenmusikant”. Jest to jakaś oferta, prawda? A jeśli na koniec wszyscy w sali zaśpiewamy „Ein schöner Tag”, to będzie to dla mnie niesamowita radość. Bo piękny wielki chór głosów byłby świetnym zakończeniem.

 

Dziękuję za rozmowę i życzę przyjemnego pobytu w Kędzierzynie-Koźlu.

 

***

 

Mit der Schlagersängerin Lena Valaitis, einem der Stars des Abends bei Schlesiens Gößter Schlagergala in Kandrzin-Cosel am 15. Oktober, sprach Rudolf Urban.

 

Sie kommen zum ersten Mal nach Schlesien. Haben Sie konkrete Erwartungen an das Land und die Menschen?

Auf jeden Fall bin ich sehr neugierig auf das Land und auf die Menschen, denn ich habe gehört, die Schlesier sind sehr gastfreundlich. Ich hoffe daher, wenn mein Auftritt bei der Schlagergala dann ist, dass die Lieder beim Publikum gut ankommen. Ich bin also wirklich voller Neugier.

Die Gala hat das Motto “Lieder kennen keine Grenzen”. Was verbinden Sie mit dieser Überschrift?
Darauf habe ich eigentlich die beste Antwort: Musik kennt keine Grenzen. Ich denke, manchmal braucht man keine Worte, denn wenn Musik berührt, ist ein großes Verständnis da und das ist eigentlich das schönste an der Musik selbst. Und mit dem Motto verbinde ich noch etwas, mein Lied “Ich spreche alle Sprachen dieser Welt”, das ich auch bei der Gala präsentieren werde. Mein Mann hat das Lied vor langer Zeit geschrieben und ich denke, es passt wirklich sehr genau zum Motto der Gala. Ich spreche ja alle Sprachen dieser Welt, denn meine Sprache ist die Musik und das ist eine wunderbare Aussage.

Sie stammen aus dem Memelland im heutigen Litauen und teilen somit das Schicksal der Flucht und Vertreibung mit vielen anderen Menschen. Fühlen Sie sich daher mit den Deutschen jenseits von Oder und Neiße besonders verbunden?
Es ist ein großes Verständnis da, denn ich bin auch durch die Flucht sehr geprägt. Aber ich war ein kleines drei-, viermonatiges Baby, als meine Mama geflohen ist und somit habe ich keine persönlichen Erinnerungen. Aber ich habe natürlich durch die Nachkriegsjahre einen Stempel abbekommen. Ich kann also sehr gut nachfühlen und mitfühlen.

 

Dabei wurde in unserer Familie über dieses Schicksal nicht sehr viel gesprochen. Man hatte die alltäglichen Sorgen, sodass man das Schicksal der Flucht wohl am liebsten auch von sich geschoben hat. Das war vielen Menschen nicht nur bedrohlich, sondern vor allem schmerzhaft und manche Dinge machen die Menschen eben nur mit sich selbst aus. Aber natürlich hat man im Lauf der Zeit erfahren, dass die Flucht furchtbar war, es war ja Winterzeit damals und es fuhr quasi das letzte Schiff, Gott sei Dank nicht die Gustloff, die dann gesunken ist.

 

Wie haben Sie es geschafft, in Deutschland als Sängerin Fuß zu fassen?
Ich bin ja in Deutschland aufgewachsen und besuchte dort die Schulen. Das Gymnasium besuchte ich als Internatsschülerin. Eine Freundin von mir aus dem Internat hat eines Tages in Frankfurt an einer Litfasssäule gelesen, dass junge Künstler gesucht wurden und sie hat mich da angemeldet, ohne dass ich das wusste. Weil sie mich gezwungen hat, bin ich also dahin gefahren, obwohl ich von Haus aus wahnsinnig schüchtern bin und eigentlich gar nicht mitmachen wollte. Sie aber sagte: „Geh da hin, denn das musst du jetzt einfach ausprobieren“. Und dann kam der zweite Schock, weil da viele Menschen waren, die das Konservatorium besucht hatten und wunderbare Arien schmetterten. Ich fühlte mich dabei vollkommen deplatziert. Mein großes Glück an diesem Abend war, dass wunderbare Musiker da waren und ein ganz außergewöhnlicher Pianist. Ich hatte damals „Summertime“ gesungen und er hat mich so wunderbar begleitet, dass ich plötzlich auf einer musikalischen Wolke schwebte, die ich bis dahin nicht kannte. Um es aber kurz zu machen: Es waren viele Mitbewerber da, aber ich habe gewonnen. Als Preis bekam ich eine goldene Uhr und eine riesengroße Schokoladentorte. Das war der Start.

Und viele goldene Schallplatten folgten dann. Auf welche Ihrer Hits dürfen sich die Oberschlesier bei Ihrem Auftritt in Kandrzin-Cosel freuen?

 

Soll ich sie denn alle aufzählen? Na dann fangen wir mal mit dem Lied „Ob es so oder so oder anders kommt“ an, dann „Gloria“, danach ein wunderschönes Volkslied, das wohl alle kennen „Die Gedanken sind frei“. Natürlich auch das Lied, das wir vorhin angesprochen haben „Ich spreche alle Sprachen dieser Welt“, „Johnny Blue“ und „Da kommt José, der Straßenmusikant“. Das ist doch ein Angebot, oder? Und wenn wir dann alle zum Schluss im Saal „Ein schöner Tag“ singen, würde ich mich wahnsinnig freuen. Ein schöner großer Chor wäre ein toller Abschluss.

 

Danke für das Gespräch und viel Spaß in Kandrzin-Cosel.