Katastrofa, apatia, skandal. Blamaż, kompromitacja, wstyd i poniżenie! Niemcy w ostatnim meczu fazy grupowej przegrali 0:2 z Koreą Południową i po raz pierwszy w swojej historii nie wyszli z grupy podczas mistrzostw świata. A do tego zajęli w niej ostatnie miejsce! To największe upokorzenie niemieckiego futbolu w historii, choć grupowych rywali podopieczni Joachima Löwa mieli wyjątkowo przeciętnych – ekipy Szwecji, Meksyku i Korei Płd. A zatem drużyny, które praktycznie zawsze ulegały Niemcom, zwłaszcza na imprezach tej rangi, co mundial. Tym razem też skazywane były na porażki, ale boiskowa rzeczywistość dla naszej drużyny okazała się okrutna.

Joahim Löw
Foto: By Granada /wikimedia.org

 

Poza szczęśliwą wygraną ze Szwedami w ostatnich sekundach pojedynku, team Joachima Löwa uległ dwóm pozostałym rywalom i to zasłużenie, bo przez większą część spotkań niemieccy piłkarze truchtali po murawie, jak bezdomni po Tesco. Co gorsze w meczu o wszystko z Koreańczykami, Niemcy grali wręcz, jak na pikniku – wolno, ślamazarnie, niedokładnie i nieskutecznie, bez woli wygrania i bez mentalności zwycięzców, czym przez lata charakteryzowali się. A gdyby team „Jogi” Löwa w ostatnim meczu fazy grupowej wygrał powiedzmy 3-0 z Korę Płd, tak jak Szwedzi ograli Meksyk, to Niemcy zajęliby pierwsze miejsce w grupie F i w 1/8 trafili by na przeciętnych Szwajcarów. Zaistniałby zatem bardzo poważna szansa awansu do dalszej fazy rosyjskiego mundialu, ale… Jeżeli Niemcy wygraliby 1-0, to zajęliby drugie miejsce w grupie F, a ich rywalem w 1/8 byłaby wówczas Brazylia, która jest żądna rewanżu na Niemcach za klęskę u siebie przed czterema laty 1-7. Być może więc biorąc pod uwagę obecną formę, niemieccy piłkarze nie chcieli narażać się na gniew „Canarinhos” i woleli nie wyjść z grup? To jednak jest tylko gdybanie, a fakty są takie, że klęska Francji w 2002 roku podczas turnieju w Korei i Japonii zapoczątkowała klątwę, z którą zmagają się wszyscy czempioni globu z Europy, bo w kolejnym mundialu obrońca trofeum odpadają już w fazie grupowej. W 2010 roku dotknęło to Włochów, w 2014 roku Hiszpanów, a teraz Niemców.

 

 

Brak duszy

Nie zmienia to jednak faktu, że Niemcy pomogli klątwie, bo do Rosji przyjechali kompletnie nieprzygotowani, jak nigdy wcześniej i dotyczy to zarówno fizyczności, jak i sfery psychicznej, choć na przygotowanie mieli aż 4 lata. Wynik tego jest taki, że 11-krotny medalista mistrzostw świata (4 mistrzostwa, 4 srebrne medale i 3 brązowe), czego nie dokonała dotąd żadna reprezentacja na świecie, nawet Brazylia, odpadał już po fazie grupowej! Kierownictwo Niemieckiego Związku Piłki Nożnej (DFB) ma zatem kłopot nie tylko z odbudową kadry i jej image, na co ma dwa lata do mistrzostw Europy, ale i szereg innych problemów. Jednym z nich jest selekcjoner Joachim Löw, który przed mistrzostwami świata przedłużył umowę z DFB do 2022 roku. Nad Renem bowiem zaraz po blamażu z Koreą Płd. pojawiły się głosy, że „Jogi” musi odejść i to natychmiast, bo jego pomysł na kadrę skończył się, on sam się wypalił i stracił autorytet u piłkarzy. Do tego dochodzi jeszcze szereg innych kwestii, między innymi zmiana pokoleniowa w kadrze, która też nie następuje tak płynnie, jak w przeszłości, bo młodzi piłkarze są skonfliktowani ze starszymi kadrowiczami, a między generacjami nie ma chemii i zrozumienia. Efekt? Kadrze brakuje duszy, która jeszcze niedawno tak onieśmielała rywali, co oznacza, że przed sztabem szkoleniowym intensywna praca nad zmianą drużyny. Bo to, że już niedługo siłą kadry będą Julian Brandt czy Leroy Sane w ogóle niepowołany do Rosji, nie ulega wątpliwości, ale… Trzeba jeszcze pozbyć się wewnętrznych konfliktów, choćby tych spowodowanych Mesutem Ösilem i Ilkayem Gundoganem. Obaj zawodnicy mają tureckie korzenie i przed mundialem spotkali z prezydentem Turcji, Recepem Erdoganem, podkreślając, że to właśnie on jest ich prezydentem. Na domiar złego obaj nie śpiewają niemieckiego hymnu, co teraz po klęsce w Rosji bardzo zaczęło irytować niemieckich kibiców i komentatorów. Być może to wszystko rozeszłoby się jakoś po kościach, gdyby nie fakt, że zawodnicy co zabrali miejsce w kadrze młodym zdolnym piłkarzom, a sami przyjechali na mundial kompletnie bez formy, bez motywacji z ironicznymi uśmiechami na twarzy. To jednak nie dotyczy tylko ich, lecz także Muellera, Daxlera, Khediry, Boatenga, czy nawet Kroosa, który jak nigdy, a zwłaszcza w meczach Realu Madryt, popełniał błąd za błędem i poza genialnym uderzeniem w 95 min meczu ze Szwedami, w pozostałych spotkaniach biegał po murawie, jak kuracjusz w Ciechocinku.

 

 

Co dalej?

W tej sytuacji ambitnie prezentujący się w niemieckiej kadrze – Reus, Werner, czy Kimmich nie wiele mogli zmienić, ale to dla Niemiec nie jest koniec świata – doskonałe niemieckie samochody nadal są produkowane, niemieckie PKB rośnie, podobnie jak n niemiecka gospodarka, a RFN nadal jest gospodarczą potęgą i kołem napędowym Unii Europejskiej. Dlatego po niepowodzeniu piłkarzy nad Wołgą nie nastąpi w Niemczech trzęsienia ziemi, za to rozpoczęło się już szukania realnych przyczyn porażki. Należy przy tym pamiętać, że od 2006 roku Niemcy byli w półfinale na każdej dużej imprezie – mistrzostwa świata, mistrzostwa Europy, finał piłkarskiego turnieju na letniej olimpiadzie w Rio de Janiero. Do tego zdołali wygrać w ubiegłym roku i to drugim garniturem mocno obsadzony w Rosji Puchar Konfederacji, który zawsze poprzedza mundial! Dlatego klęska na obecnych mistrzostwach świata nie zmienia faktu, że Niemcy pozostają futbolową potęgą. Wciąż mają mnóstwo uzdolnionych piłkarzy, którzy w każdej chwili mogą i wezmą stery kadry w swoje ręce, a przede wszystkim nogi. Zanim jednak zacznie się na dobre budowanie drużyny narodowej musi nastąpić czas rozliczeń i co za tym idzie pojawi się wiele pytań dotyczących powołań. Między innymi – dlaczego na mundial Joachim Löw na zabrał piłkarza Manchesteru City, Leroya Sane który został wybranym najlepszym młodym piłkarzem minionego sezonu w angielskiej Premier League, a więc najlepszej piłkarskiej lidze na świecie? Leroy Sane dysponuje wyborną techniką, szybkością jest nieprzewidywalny, przez co mógłby odwrócić losy nie jednego meczu, choćby tego ostatniego Niemców z Koreą Płd. Nie mam wątpliwości, Niemcom bezwzględnie zabrakło kogoś, kto by przyspieszył ich grę i był mniej przewidzwalny dla rywali oraz dynamiczny. A takich piłkarzy Joachim Löw zostawił w domu więcej, ale za to wziął do Rosji choćby 33-letniego Mario Gomeza, wygranego podstarzałego snajpera, który przyzwoicie spisuje się tylko w potyczkach sparingowych. Zrezygnował natomiast choćby z błyskotliwego snajpera TSG 1899 Hoffenheim, a od zbliżającego się sezonu FC Schalke 04 – Marka Utha, a także Kevina Vollanda z Bayeru 04 Leverkusen, Samdro Wagnera z Bayernu Muenchen, Niklas Fuellkruga z Hannoveru 96, Nilsa Petersena z SC Freiburg czy Maximiliana Philippa z Borussii Dortmund. Jeśli dodamy do tego jeszcze kilku innych wysokiej klasy graczy, jak choćby Max Mayer z FC Schalke, to rysuje się nam obraz kadry, którą selekcjoner budował w myśl zasady – jesteś moim posłusznym kolegą, lubię cię, więc w nagrodę pojedziesz na mundial. „Jogi” zapomniał jednak, że niemiecka reprezentacja, to nie jest jego prywatny biznes, lecz dobro narodowe!

 

 

Co z trenerem

Po fatalnym wyniku, jaki osiągnęli Niemcy w Rosji pojawiają się więc uzasadnione pytania, czy Joachim Löw straci posadę? Wielu kibiców zapewne odpowie – Löw musi odejść! Niemcy jednak nie są w gorącej wodzie kompanii, mają chłodne umysły a do tego krótko przed turniejem w Rosji, DFB przedłużył z Joachimem Löwem umowę do 2022 roku. Powód? Bezgraniczne zaufanie do niego i powierzona mu misja do zrealizowania, czyli przeprowadzenie zmiany pokoleniowej w kadrze. Do tego władze DFB są przekonane, że nie zrobi tego lepiej nikt poza Joachimem Löwem, a co uczyni sam zainteresowany?: ”Po meczu z Koreą Płd. w szatni nie potrafiliśmy wypowiedzieć nawet słowa. Ponieśliśmy klęskę, klęskę poniósł cały niemiecki futbol i teraz muszę się z nią zmierzyć, Całą odpowiedzialność za wynik biorę na siebie, ale ciężko mi jeszcze wytłumaczyć, co się naprawdę stało. Uważam jednak, że w pełni zasłużyliśmy na odpadnięcie już po fazie grupowej, bo zabrakło nam absolutnie wszystkiego – pewności siebie, dynamiki, kreatywności. W szatni wielokrotnie powtarzaliśmy, że powtórzenie w Rosji sukcesu z Brazylii to potwornie trudna sztuka, ale wierzyliśmy, że nas na to stać. Jednak już pierwsze poważne ostrzeżenie powinno przyjść po przegranej z Meksykiem, a mimo to nie wyciągnęliśmy wniosków” stwierdził Joachim Löw, którego fanem absolutnie nie jestem, ale faktem jest, że statystyki ma znakomite, stąd jednoznacznie negatywnie oceniać go nie wypada. „Jogi” 12 lat jest selekcjonerem niemieckiej kadry narodowej i w 165 meczach zwyciężył 109 razy, 29 razy remisował i tylko 27 razy schodził z boiska pokonany. W tej sytuacji wydaje się, że z funkcji selekcjonera niemieckiej kadry nikt nie odważy się go zwolnić, chyba, że odejdzie sam, ale czy jest na to gotowy? A może chce się zrehabilitować, przebudować zespół i wygrać kolejny wielki turniej – mistrzostwa Europy? „Na chwilę obecną nie jestem w stanie odpowiedzieć, czy na pewno odejdę. Muszę się z tym przespać, dlatego decyzję podejmę za kilka dni, kiedy emocje opadną i przyjdzie czas na racjonalne decyzje. Jeśli jednak pozostanę u steru reprezentacji, to dokonam bardzo głębokich zmian. Kilku graczy musi odejść z drużyny, z kilkoma przeprowadzona zostanie bardzo poważna rozmowa i oczywiście pojawi się wielu młodych, zawodników, na których oparta będzie przyszłość „Die Mannschaft w kolejnych eliminacjach i mistrzostwach” powiedział „Jogi”. Już te słowa mówią wiele, że nie jest zdecydowany na pożegnanie się z kadrą, że pragnie rehabilitacji, a jeśli tak będzie, to nikt w DFB nie preszkodzi mu w tych planach. Czy to oznacza tragedię i agonię niemieckiej reprezentacji w kolejnych latach? Cokolwiek by nie powiedzieć o Joachimie Löwie, to nie można mu odebrać, że jest wybitnym trenerem i strategiem. Od 2008 roku poprowadził Niemców w sześciu turniejach mistrzowskich i nie licząc mundialu w Rosji nigdy nie jechał do domu wcześniej niż po półfinale! Do tego w 2014 roku na mundialu w Brazylii wywalczył z Niemcami tytuł mistrzowski, i jako pierwszy selekcjoner poprowadził reprezentację z Europy do triumfu na mistrzostwach świata, które odbywały się w Ameryce Płd! A więc należy go szanować i być może nadal wierzyć w jego metody, wszak porażka zwykle więcej uczy od zwycięstwa, stąd należy mieć nadzieję, że nauczy czegoś również Joachima Löwa.

 

 

Nic do śmiechu

Po klęsce Niemców na mundialu polscy kibice i dziennikarze popadli w euforie i w najlepsze nabijają się z Niemców, kpią z nich, obśmiewają i szydzą. Czy jednak Polakom naprawdę może być aż tak wesoło? Zapomniano chyba, że sami pojechali do domu (zapewniając sobie tą podróż jeszcze szybciej) z jeszcze gorszym bilansem i że Niemcy potrafią wyciągać wnioski z niepowodzeń i za chwilę znów będą mocarni i wygrają jakiś prestiżowy turniej, a to w przypadku polskiego futbolu jest mało prawdopodobne. Zresztą polska piłka nożna na przestrzeni dziesiątek lat praktycznie nic nie osiąga, a światełka w tunelu brak. Warto jednak przypomnieć, że w powojennej historii futbolu i mistrzowskich turniejach seniorskich, jak mistrzostwa świata, czy Europy, a było ich już 31, to tylko w trzech Niemcy nie wzięli udziału. Mało tego we wszystkich turniejach mistrzostw świata od 1954 roku (w Szwajcarii) dochodzili, co najmniej ćwierćfinału. Do tego cztery razy wygrał mundial, cztery razy byli wicemistrzem świata i 3-krotnie kończyli mistrzostwa świata na trzecim miejscu. Co w tym czasie osiągnęła Polska? Siedem razy udało jej się awansować na mundial, gdzie wywalczyła dwa skromne brązowe krążki, pierwszy przed 44 laty, a drugi przed 36-laty. Efekt? Polskim kibicom pozostały mgliste wspomnienia „Orłów Górskiego” z 1974 roku i chłopców Antoniego Piechniczka z 1982 roku i to tyle. Jak na prawie 40 milionowy naród, to sukcesy śladowe, jak na naród z takim potencjałem ludzkim nie być nawet raz w finale mistrzostw świata, czy Europy to po prostu śmieszne, naprawdę śmieszne. Sztuki tej bowiem dokonywały tak małe nacje, jak choćby Czesi (Czechosłowacja), czy Holandia. W tej sytuacji wniosek jest prosty – nie warto podniecać się jednorazową, chwilową klęską Niemców, lecz skupić na sobie i na własnych słabościach. Niemcy bowiem za chwilę doleją paliwa do baku i pojadą dalej, szybko, dynamicznie i skutecznie niczym Porsche, BMW, czy Mercedes, a Fiat 126 P nadal będzie wlókł się za nimi.

 

Krzysztof Świerc