Marek Leja, wójt gminy Dąbrowa (z lewej strony), wraz z burmistrz Prószkowa Różą Malik oraz wicestarostą opolskim Krzysztofem Wysdakiem podczas jednej z konferencji prasowych ws. powiększenia Opola.
Foto: Starostwo Powiatowe w Opolu

Z Markiem Leją, wójtem gminy Dąbrowa, rozmawia Krzysztof Świerc

 

Jak bardzo negatywnie decyzja o powiększeniu stolicy województwa opolskiego wpłynęła na Pana gminę i jej mieszkańców?

Powiększenie miasta Opola to pomniejszenie gminy Dąbrowa o 15 procent powierzchni, o 1500 osób i o 4 miliony złotych rokrocznie wpływów do budżetu. Oczywiście z powodu zabrania nam Sławic i Wrzosek zmniejszą się również wydatki naszej gminy, ale summa summarum to około 2 milionów złotych mniej co roku. Będzie to miało niestety wpływ na zaniechanie dużych inwestycji, takich jak na przykład kanalizacja wsi Skarbiszów, a także drugiego etapu budowy oczyszczalni przydomowych w miejscowościach bardzo oddalonych od głównej oczyszczalni w Opolu. Zabraknie również środków na wkład własny do dużych inwestycji drogowych, nie tylko na drogach gminnych, ale również powiatowych i wojewódzkich, bo zarządy dróg powiatowych i wojewódzkich żądają współfinansowania remontów tych dróg i budowy chodników. Jednak największą stratą jest brak perspektyw rozwoju gminy w wyniku aneksji terenów inwestycyjnych we Wrzoskach i Karczowie. Długo lobbowaliśmy na rzecz budowy ronda w Karczowie jako dojazdu do specjalnej strefy ekonomicznej, a kiedy wreszcie inwestycja ta doszła do skutku, to teren ten został nam zabrany.

 

W zaistniałej sytuacji jak wyobraża Pan sobie gminę Dąbrowa za, powiedzmy, dekadę – w czarnych barwach czy niekoniecznie?

W czarnych barwach? Absolutnie nie, ja muszę myśleć pozytywnie. Poza tym tyle zrobiliśmy w ostatnich latach, że standard życia mieszkańcom okrojonej gminy nagle nie spadnie, gdyż inwestycje takie jak budowa kanalizacji w Żelaznej, hali sportowej w Dąbrowie, kompleksu boisk „Orlik” w Chróścinie, rewitalizacja parków w Chróścinie czy Skarbiszowie – to wszystko dalej będzie służyć naszym mieszkańcom. Nie zmniejszymy również dostępu do sportu, kultury i rekreacji, bo też nigdy nie byliśmy na tyle bogatą gminą, żeby ustawić tak wysoko poprzeczkę jak na przykład w gminie Dobrzeń Wielki, by teraz ją drastycznie obniżać. Mimo wszystko dalej jesteśmy bardzo atrakcyjni dla budownictwa mieszkaniowego i z każdym nowym mieszkańcem będą też rosły dochody gminy. Jednocześnie prognozuję, że w ciągu następnych 10 lat liczba mieszkańców Opola ponownie zmaleje, a u nas wzrośnie i wrócimy do czasu przed aneksją. Drugą szansą dla gminy Dąbrowa na wzrost dochodów podatkowych jest także sprowadzenie inwestorów na tereny przy węźle Prądy.

 

Które z podjętych, zrealizowanych bądź będących w trakcie realizacji zadań w pierwszym półroczu bieżącego roku uważa Pan za najistotniejsze?

Nie było tych zadań za wiele, gdyż reżim okrojonego budżetu na to nie pozwala, stąd przede wszystkim remontujemy, budujemy, asfaltujemy drogi wewnętrzne i gminne. Warto tu wymienić ulice Polną i Kościuszki w Dąbrowie, Lipową w Mechnicach, ulice Kasztanową i Zamkową w Niewodnikach. Ponadto Zarząd Dróg Powiatowych prowadzi budowę chodnika w Karczowie na ulicy Dąbrowskiej. To te z najistotniejszych obecnie naszych przedsięwzięć.

 

Żeby zagwarantować mieszkańcom gminy możliwie najlepsze warunki do życia, trzeba inwestować i tak zapewne czynicie, ale na których z zaplanowanych zadań na drugie półrocze 2017 roku koncentrujecie się głównej mierze?

Na drugie półrocze zaplanowana jest przebudowa ulicy Leśnej w Karczowie jako drogi do użytków rolnych na długości 1600 metrów oraz termomodernizacja budynku świetlicy w Żelaznej. W naszych planach znajduje się też przebudowa niedawno zakupionego obiektu w Dąbrowie na świetlicę wiejską. Wierzę, że wymienione przedsięwzięcia uda nam się doprowadzić do pomyślnego finału.

 

Największe Pana marzenie zawodowe związane z wójtowaniem?

Od dziesięciu lat przede wszystkim zależy mi na zadowoleniu, poczuciu bezpieczeństwa i szczęścia naszych mieszkańców. A żeby stało się to faktem, z rzeszą współpracowników i radnych pracowaliśmy nad tym, aby zintegrować gminę jako wspólnotę, zachęcić poprzez fundusz sołecki miejscowych społeczników do działania oraz poprzez docenianie i przekazywanie środków budżetowych na kluby sportowe i jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej doprowadzić do ich solidnego rozwoju. I gdyby nie ostatnie wydarzenia związane z rozbiorem gminy, mógłbym powiedzieć, że moje zawodowe marzenia się spełniły i czas kończyć służbę. Jednak w obecnym stanie rzeczy moja rezygnacja z dalszego prowadzenia gminy mogłaby być oceniona jako poddanie się i ucieczka od odpowiedzialności. Więc jeszcze wszystko przed nami…