Oskar Kwahs

Z Oskarem Kwahsem, działaczem mniejszości niemieckiej na Warmii i Mazurach, rozmawia Łukasz Biły.

 

Jest Pan działaczem mniejszości niemieckiej w północnej Polsce. Skąd u Pana związek z kulturą niemiecką i znajomość języka niemieckiego?

 

Głównie z domu. Mam niemieckie pochodzenie od strony ojca. Pozostali członkowie niemieckiej części mojej rodziny przeprowadzili się do Niemiec w latach siedemdziesiątych. Jako dziecko często jeździłem do nich z wizytą, a i oni czasem wracali, by odwiedzić dawne strony. Pozwalało mi to osłuchiwać się i oswajać z językiem niemieckim, chociaż w domu mówiło się głównie po polsku. Pogłębienie znajomości języka niemieckiego i niemieckiej kultury umożliwiły mi studia germanistyczne na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. Bardzo istotna jest także działalność w grupie młodzieżowej Ermis przy Olsztyńskim Stowarzyszeniu Mniejszości Niemieckiej oraz kontakt z niemieckojęzyczną młodzieżą z Gemeinschaft Junges Ermland.

 

Taka szeroka działalność pewnie przenosi się też na życie osobiste. Pana znajomi pewnie wiedzą, że ma Pan korzenie niemieckie. Jak na to reagują?

 

Miałem szczęście spotykać na swojej drodze ludzi, którzy na moją niemieckość reagowali pozytywnie lub neutralnie. Jeżeli ktoś miał z tym jakiś problem, to się z tym nie obnosił. Jednak moje poczucie tożsamości narodowej jest trudne do jednoznacznego określenia. Jako osoba urodzona i wychowana w Polsce wśród życzliwych Polaków, nie odczuwałem swojej odrębności. Czuję się Polakiem i Niemcem i nie widzę w tym żadnego konfliktu.

 

Sam nie miał Pan więc negatywnych doświadczeń, ale porozmawiajmy o obserwacjach, bardziej ogólnie. Czy Pana zdaniem łatwo jest przyznać się w dzisiejszej Polsce do bycia Niemcem?


Zawsze znałem tylko „dzisiejszą” Polskę. Gdy prezentuję moją niemiecką stronę, zdaję sobie sprawę z historycznych skojarzeń z Niemcami, które naturalnie są obecne w społeczeństwie. Trzeba wyczuć, w jakim środowisku aktualnie się jest, ale generalnie nie wydaje mi się, żeby przyznanie się do bycia Niemcem było w obecnej Polsce szczególnie trudne. W dobie postępującej europeizacji i globalizacji ludzie są chyba bardziej otwarci.

 

Jak trafił Pan do struktur mniejszości niemieckiej i co sprawiło, że stał się Pan aktywny?


Tata prowadził chór w olsztyńskim stowarzyszeniu, w którym okazjonalne śpiewałem, jeszcze zanim zacząłem udzielać się w życiu mniejszości. Podczas studiów zacząłem uczestniczyć w spotkaniach i projektach wspomnianej grupy młodzieżowej Ermis, która często współorganizowała wyjazdy do Niemiec na spotkania z grupą partnerską – GJE. Po pewnym czasie zostałem wybrany do zarządu „Ermisów” oraz honorowo do zarządu organizacyjnego GJE. W 2011 roku zostało mi zaproponowane stanowisko opiekuna projektów dla Związku Niemieckich Stowarzyszeń – projektów mających na celu społeczno-kulturalne ożywianie lokalnych oddziałów mniejszości niemieckiej, którymi opiekuję się do dziś.

 

Są w Polsce ludzie czujący się Niemcami, lecz nie działający w strukturach. Czy Pana zdaniem warto się w nich udzielać?

 

Każde stowarzyszenie ma swój indywidualny „klimat”, od którego bardzo wiele zależy, ale moim zdaniem warto udzielać się w strukturach ze względu na poczucie przynależności do grupy oraz na satysfakcję, że wnosi się coś do życia jej członków.

 

Jak Pan ocenia Niemców w północnej Polsce? Ma Pan porównanie z sytuacją na Śląsku?

 

Unikam uogólniania takiej oceny. To kwestia bardzo indywidualna. Niestety nie mam rozeznania w życiu Niemców na Śląsku, poza okazjonalnymi relacjami nielicznych znajomych z tamtych stron. Z tego, co mi wiadomo o różnicach, to w Polsce północnej członkowie mniejszości żyją w dużym oddaleniu od siebie i jest ich znacznie mniej niż na Śląsku. Postrzegam ich głównie przez działalność stowarzyszeń, z których niektóre są bardziej aktywne od innych, ale to zależy od szeregu czynników, jak zaangażowanie poszczególnych członków oraz zgodna współpraca zarządów.

 

Z perspektywy młodego człowieka: czym powinna się zajmować mniejszość niemiecka, by przyciągnąć młodych?

 

Organizować wyjazdy do Niemiec i nawiązywać współpracę z niemieckimi organizacjami młodzieżowymi (np. Aktion West-Ost). Dobrym pomysłem jest prowadzenie zajęć z języka niemieckiego dla różnych grup wiekowych oraz inicjowanie małych projektów dla najmłodszych, gdzie od wczesnych lat mogłyby wytwarzać się więzi między przyszłymi członkami stowarzyszeń.

 

Czy społeczeństwo w północnej Polsce otwarte jest na Niemców?

 

Trudno jest mi wypowiadać się za całą północną Polskę. Pochodzę z województwa warmińsko-mazurskiego, które od dawna było bardzo zróżnicowane pod względem narodowościowym. Możliwe, że dzięki temu społeczeństwo jest tu bardziej otwarte. Obecnie przebywam w województwie kujawsko-pomorskim, ale za krótko, żeby wyrobić sobie opinię o otwartości do Niemców w tym regionie.

 

***

 

Mit Oskar Kwahs von der Deutschen Minderheit in Ermland und Masuren, sprach Łukasz Biły.

 

Sie sind ein aktives Mitglied der Deutschen Minderheit in Nordpolen. Woher kommt bei Ihnen die Verbundenheit mit der deutschen Kultur und Ihre Kenntnis der deutschen Sprache?

 

Hauptsächlich von zuhause. Meine deutsche Herkunft habe ich väterlicherseits. Die anderen deutschen Angehörigen meiner Familie sind in den 70er-Jahren nach Deutschland übergesiedelt. Als Kind war ich bei ihnen oft zu Besuch und auch sie kamen manchmal hierher, um die alte Heimat wiederzusehen. Das erlaubte mir, mit der deutschen Sprache vertraut zu werden, obwohl bei mir zuhause hauptsächlich Polnisch gesprochen wurde. Eine Vertiefung meiner Kenntnis der deutschen Sprache und Kultur ermöglichte mir dann mein Germanistikstudium an der Universität Ermland-Masuren. Sehr wichtig sind auch mein Wirken in der Jugendgruppe „Ermis” bei der Allensteiner Gesellschaft Deutscher Minderheit und mein Kontakt zu deutschsprachigen Jugendlichen aus der Gemeinschaft Junges Ermland (GJE).

 

Eine so breit gefächerte Aktivität dürfte sicherlich auf Ihr persönliches Leben abfärben. Vermutlich wissen Ihre Bekannten von Ihren deutsche Wurzeln? Wie reagieren Sie darauf?

 

Ich hatte immer wieder das Glück, auf meinem Weg jungen Menschen zu begegnen, die auf mein Deutschsein positiv oder neutral reagierten. Wer ein Problem damit hatte, ging damit nicht hausieren. Allerdings ist mein nationales Identitätsgefühl kaum eindeutig zu definieren. Als jemand, der in Polen unter wohlwollenden Polen geboren und aufgewachsen ist, bekam ich mein Anderssein nie zu spüren. Ich empfinde mich als Pole und als Deutscher zugleich und sehe darin gar keinen Konflikt.

 

Sie selbst haben also keine negativen Erfahrungen gehabt. Lassen Sie uns nun aber etwas allgemeiner von Beobachtungen sprechen. Ist es Ihrer Ansicht nach leicht, sich im heutigen Polen dazu zu bekennen, ein Deutscher zu sein?


Ich kannte immer nur das „heutige” Polen. Wenn ich meine deutsche Seite präsentiere, bin ich mir über die historischen Assoziationen mit den Deutschen bewusst, die in der Bevölkerung natürlich vorhanden sind. Man muss schon ein Gefühl dafür haben, in welchem Milieu man jeweils gerade ist, aber ganz generell glaube ich eher nicht, dass es heutzutage in Polen besonders schwierig ist, sich als Deutscher zu outen. In der heutigen Zeit einer fortschreitenden Europäisierung und Globalisierung sind die Menschen wohl offener geworden.

 

Wie kamen Sie in die Strukturen der Deutschen Minderheit und was hat Sie dazu bewogen, aktiv zu werden?


Mein Vater hat einen Chor bei der Allensteiner Gesellschaft geleitet und ich habe dort gelegentlich mitgesungen, noch bevor ich mich für die Minderheit zu engagieren begann. Während meines Studiums begann ich an Treffen und Projekten der bereits erwähnten Jugendgruppe „Ermis” teilzunehmen, die oft Reisen nach Deutschland zu Treffen mit der Partnergruppe GJE mitorganisiert hat. Nach einiger Zeit wurde ich dann in den Vorstand der „Ermis” und als Ehrenmitglied auch in den Organisationsvorstand der GJE gewählt. 2011 hat man mir die Stelle als Projektbetreuer für den Verband deutscher Gesellschaften angeboten. Die Projekte mit dem Ziel, lokale Zweigstellen der Deutschen Minderheit sozial-kulturell zu beleben, betreue ich bis heute.

 

Es gibt in Polen Menschen, die sich als Deutsche empfinden, aber nicht in den Strukturen mitwirken. Ist es Ihrer Ansicht nach sinnvoll, sich in ihnen zu engagieren?

 

Jede Vereinigung hat ihr eigenes „Klima”, von dem sehr vieles abhängt. Ich sehe es aber als sinnvoll, sich in den Strukturen zu engagieren, ob wegen der empfundenen Zugehörigkeit zur Gruppe oder wegen der Genugtuung, dass man damit etwas zum Leben ihrer Mitglieder beiträgt.

 

Wie bewerten Sie die Deutschen in Nordpolen? Sehen Sie dabei auch Parallelen zu Schlesien?

 

Ich vermeide pauschale Urteile. Es ist eine sehr individuelle Frage. Leider habe ich keinen Überblick über das Leben der Deutschen in Schlesien, außer gelegentlichen Erfahrungsberichten meiner wenigen Bekannten aus der Gegend. An Unterschieden weiß ich, dass in Nordpolen die Angehörigen der Minderheit in großer Entfernung voneinander leben und es sind auch viel weniger als in Schlesien. Ich betrachte sie vor allem durch die Tätigkeit ihrer Vereine, von denen einige aktiver sind als andere. Das liegt aber an mehreren Faktoren wie dem Engagement einzelner Mitglieder und einer einvernehmlichen Zusammenarbeit der Vorstände.

 

Womit sollte sich die Deutsche Minderheit aus Ihrer Sicht als eines jungen Menschen beschäftigten, um für junge Leute ansprechend zu sein?

 

Reisen nach Deutschland organisieren und Kooperationen mit deutschen Jugendverbänden (z.B. Aktion West-Ost) zu knüpfen. Eine gute Idee sind Deutschlektionen für verschiedene Altersgruppen sowie kleine Projekte für Kinder, bei denen sich seit den frühesten Jahren starke Bindungen zwischen zukünftigen Verbandsmitgliedern herausbilden könnten.

 

Steht die Bevölkerung in Nordpolen den Deutschen offen gegenüber?

 

Ich kann schwerlich für das gesamte Nordpolen sprechen. Ich komme aus der Woiwodschaft Ermland-Masuren, die seit langem national sehr differenziert war. Es mag sein, dass dadurch die Bevölkerung dort aufgeschlossener ist. Zurzeit wohne ich in der Woiwodschaft Kujawien-Pommern, aber zu kurz, um eine feste Meinung über die Aufgeschlossenheit gegenüber den Deutschen in dieser Region zu haben.