Eine Zeitkapsel, die in Landsberg gefunden wurde, beweist: Die Region war ein Schmelztiegel der Kulturen. Die Dokumente in deutscher und polnischer Sprache zeugen von einem friedlichen Miteinander beider Völker.

Pfarrer Henryk Jacuński
Foto: Marie Baumgarten

 

 

 

 

Wersja polska poniżej

Auf einem Tisch ausgebreitet die „Schlesische Volkszeitung“, die „Kreuzburger Zeitung“ und der „Katolik“. Daneben einige Münzen, zwei Porträtfotos. Außerdem ein Papierstück in lateinischer Sprache. Alle Dokumente stammen aus demselben Jahr: 1894. In den kühlen Bibliotheksräumen der Pfarrei zeigt mir Pfarrer Henryk Jacuński die außergewöhnlichen Fundstücke, seine „Schätze“, wie er sie nennt.

 

 

Gefährliche Bergung

Sie sind bei der Renovierung der Kirche entdeckt worden – die Renovierung wurde nötig, weil der Blitz eingeschlagen hatte. Ganz oben auf der Spitze des Kirchturms, verborgen in einer Metallkugel mit einem Kreuz darauf: eine Botschaft aus der Vergangenheit. Ein Bergungsteam hat das Dach des Gotteshauses bestiegen, mit Bergsteigerausrüstung, so wie Gipfelstürmer es tun, und hat die Kugel sichergestellt. Wie bei einer Matroschka befand sich darin ein weiteres, kleineres Kupfergefäß. Zugelötet. Eine Metallsäge hat den Kopf des Zylinders abgetrennt. „Ich war so neugierig, was sich wohl darin befinden würde“, sagt der Bürgermeister der knapp 2600-Einwohner-Gemeinde in der Oppelner Woiwodschaft, Artur Tomala, der heute auch in die Pfarrei gekommen ist, um mir stolz von den Ereignissen zu berichten. Als der ausgebildete Bauingenieur von den Renovierungsplänen erfuhr, hat er bereits eine Vorahnung. „Es war üblich, bei der Fertigstellung wichtiger Bauten, wie die Kirche eine ist, Dokumente aus jener Zeit einzumauern oder an einer sicheren Stelle für die Nachwelt zu hinterlassen. Dass sie aber in einem so gutem Zustand sein würden, hatte ich aber nicht erwartet.“ Die Freude war umso größer.

 

 

Reise in die Vergangenheit

„Das war ein großes Erlebnis für mich. Ich wurde ganz rührselig. Als ich die Papiere und Geldstücke berührte, war das wie eine Reise in die Vergangenheit.“
Ich verstehe, was der Bürgermeister meint. Auf eine Reise in die Vergangenheit begebe auch ich mich, als ich die über 120 Jahre alten Sachen zwischen meinen Fingern reibe und regelrecht daran schnüffle, um sie mit allen Sinnen zu erfassen. So alt!, staune ich. Aufregend.
„Schauen Sie“, sagt der Pfarrer zu mir und deutet auf die Gazetten. „Sie sind in polnischer und in deutscher Sprache geschrieben. „Katolik” ist auf Polnisch und hier haben wir die „Kreuzburger Zeitung“. In deutscher Sprache ist auch die „Schlesische Volkszeitung“. Dann zeigt er auf ein handschriftliches Dokument, in lateinischer Sprache verfasst. Er verweist fast aufgeregt auf die Unterschriften des Parrrates: „Interessante Nachnamen: Glazöl, Gwarner, Stachowski, Woźny. Außerdem: Robotta, Pfarrer und Architekt Skaletz.“ Beide Männer zeigen zwei Porträtfotos. Skaletz mit schneidigem Mittelscheitel und gezwirbeltem Schnauzer erinnert mich an die Männerfiguren in Historienfilmen. Zeitlos dagegen Pfarrer Robotta mit kurz geschorenem Haar, Nickelbrille und Kollar.

 

 

Für Europa lohnt der Blick nach Oberschlesien

Worauf aber Pfarrer Henryk Jacuński hinaus will: „Für Landsberg waren zwei gleichzeitig angewandte Sprachen charakteristisch.“ Jetzt legt sich ein seeliges Lächeln auf sein Gesicht: „Menschen polnischer und deutscher Abstammung lebten hier in Frieden und gegenseitiger Liebe.“ Die Stadt trug damals sogar zwei Namen: Landsberg und Gorzów Śląski. Das belegen verschiedene Enzyklopädien, darunter das Geografische Wörterbuch des Königreichs Polen (Słownik geograficzny Królestwa Polskiego), das sowohl die deutsche als auch die polnische Bezeichnung aufführte.
„Wir führen weiter, was einmal war“, sagt Pfarrer Jacuński , der in seiner Gemeinde nicht nur die polnische Mehrheit willkommen heißt, sondern auch die deutsche Bevölkerung, die laut der Volkszählung von 2002 sieben Prozent ausmacht, sowie Schlesier, die als solche deklariert mit 2,6 Prozent in Landsberg vertreten sind.
Landsberg/Gorzów Slaski – ein Paradebeispiel, wie Multikulturalität funktionieren kann. Gerade für das gegenwärtige Europa, in dem die nationalen Bewegungen wieder erstarken, lohnt ein Blick in Richtung Oberschlesien – bis heute Schmelztiegel der Sprachen und Kulturen, Vorbild für ein Europa der Regionen.

 

 

 

Zeitkapsel 2018

Doch zurück zu dem legendären Fund: Dazu zählt auch ein Dokument auf Deutsch, das mir der Pfarrer nicht zeigen kann, weil er es zur Renovierung gegeben hat. Es war nämlich ziemlich zerstört. Übersetzt werden soll es dann auch noch – das übernimmt ein Pfarrer aus der Nachbargemeinde, der Deutsch noch aus dem Elternhaus kann.
Wenn die Renovierung der Kirche abgeschlossen ist, wollen Pfarrer Jacuński und Bürgermeister Tomala die Zeitkapsel wieder schließen und außerdem eine weitere aus dem Jahr 2018 hinzufügen. Pfarrer Jacuński: „Vielleicht werden 150 Jahre vergehen, bis man sie öffnet, oder noch mehr. Uns wird es dann nicht mehr geben. Aber jemand wird dann so gerührt sein von diesem Relikt aus der Vergangenheit, wie wir es heute sind.“

 

Marie Baumgarten

 

 

 

 

„Kontynuujemy to, co było kiedyś”

Kapsuła czasu znaleziona w Gorzowie Śląskim dowodzi, że region ten był tyglem kulturowym. Dokumenty sporządzone w językach niemieckim i polskim świadczą o pokojowym współżyciu obu narodów.
Na jednym ze stołów widzę rozpostarte gazety „Schlesische Volkszeitung”, „Kreuzburger Zeitung” oraz „Katolik”. Obok nich kilka monet, dwa zdjęcia portretowe. Poza tym kawałek papieru zapisany tekstem w języku łacińskim. Wszystkie dokumenty pochodzą z tego samego roku – 1894. W chłodnych pomieszczeniach bibliotecznych plebanii ksiądz proboszcz Henryk Jacuński pokazuje mi te niezwykłe znaleziska, które nazywa swoimi „skarbami”.

 

 

Niebezpieczna akcja

Odkryto je podczas remontu kościoła, który stał się koniecznością z powodu uderzenia pioruna. Na samym szczycie wieży kościelnej, ukryte w metalowej kuli z umieszczonym na niej krzyżem znajdowało się przesłanie z przeszłości. Specjalna ekipa ratownicza weszła na dach świątyni, posługując się karabinkami, jakich używają alpiniści, i zabezpieczyła kulę. Niczym w matrioszce było w niej kolejne, niewielkie naczynie z miedzi. Zalutowane. Trzeba było użyć piły do metalu, by zdjąć głowicę cylindra.
– Byłem niesamowicie ciekaw, cóż takiego się w nim znajdzie – mówi burmistrz liczącej niespełna 7300 mieszkańców podopolskiej gminy Artur Tomala, z zawodu inżynier budowlany, który też dziś przyszedł na plebanię, aby z dumą zrelacjonować mi przebieg wydarzeń. Gdy dowiedział się o planach remontu kościoła, miał już przeczucie: – Było w zwyczaju, aby w ramach zakończenia prac nad ważnymi budowlami, jakimi są też kościoły, zamurowywać dokumenty z danej epoki lub pozostawiać je potomnym w bezpiecznym miejscu. Nie spodziewałem się jednak, że będą w tak dobrym stanie.

 

 

Podróż w przeszłość

– To było dla mnie wielkie przeżycie. Bardzo się wzruszyłem. Gdy dotykałem tych dokumentów i monet, było to jak podróż w przeszłość – opowiada burmistrz.
Rozumiem, co ma na myśli. W podróż w przeszłość udaję się także i ja, gdy pocieram między palcami liczące ponad 120 lat artefakty i wręcz się w nie wwąchuję, aby uchwycić je wszystkimi zmysłami. Takie stare! – zdumiewam się. To ekscytujące.
– Proszę popatrzeć – mówi do mnie ksiądz proboszcz, wskazując na gazety. – One są napisane zarówno w języku polskim, jak i niemieckim. „Katolik” jest po polsku, a tu mamy „Kreuzburger Zeitung”. W języku niemieckim jest też „Schlesische Volkszeitung”. Następnie wskazuje na odręczny dokument sporządzony w języku łacińskim. Z ekscytacją zwraca uwagę na podpisy członków rady parafialnej: – Ciekawe nazwiska – Glazöl, Gwarner, Stachowski, Woźny. Poza tym: Robotta – proboszcz, Skaletz – architekt.
Obu mężczyzn pokazują dwa zdjęcia portretowe. Skaletz, mający elegancki przedziałek na środku głowy i podkręcony sumiasty wąs, przypomina mi postacie mężczyzn, jakie widziałam na filmach historycznych. Ponadczasowo natomiast wygląda ks. proboszcz Robotta z krótko ostrzyżonymi włosami, niklowymi okularami i koloratką.

 

 

Z myślą o Europie warto zajrzeć na Górny Śląsk

Do czego jednak zmierza ks. Henryk Jacuński: – Cechą charakterystyczną Gorzowa Śląskiego było to, że posługiwano się tu jednocześnie dwoma językami. – Na jego twarzy pojawia się błogi uśmiech, gdy mówi: – Ludzie polskiego i niemieckiego pochodzenia żyli tu w pokoju i wzajemnej miłości.
Miasto nosiło wówczas nawet dwie nazwy: Landsberg i Gorzów Śląski, co dokumentują różne encyklopedie, wśród nich „Słownik geograficzny Królestwa Polskiego”, który wymieniał zarówno niemiecką, jak i polska nazwę miasta.
– Kontynuujemy to, co było kiedyś – mówi ks. Jacuński. W jego parafii mile widziani są nie tylko wierni należący do polskiej większości, lecz także ludność niemiecka, która według wyników spisu powszechnego z 2002 roku stanowi siedem procent ogółu mieszkańców, a także osoby deklarujące narodowość śląską, których w Gorzowie jest 2,6 procent.
Gorzów Śląski/Landsberg to doskonały przykład na to, jak może funkcjonować wielokulturowość. Zwłaszcza z myślą o obecnej Europie, w której znów rosną w siłę ruchy narodowe, warto rzucić okiem w stronę Górnego Śląska, który do dziś jest tyglem języków i kultur, wzorem dla Europy regionów.

 

 

Kapsuła czasu 2018

Wracając jednak do niezwykłego znaleziska – w jego skład wchodzi też niemieckojęzyczny dokument, którego ksiądz proboszcz nie może mi pokazać, ponieważ oddał go do renowacji, jako że był on dość mocno podniszczony. Dodatkowo ma on być przetłumaczony, czym zajmie się ksiądz z sąsiedniej gminy, który z domu wyniósł znajomość języka niemieckiego.
Gdy remont kościoła dobiegnie końca, ks. Jacuński i burmistrz Tomala znów zamkną kapsułę czasu, a ponadto dołączą kolejną, pochodzącą z roku 2018. Ks. Jacuński: – Być może minie 150 lat, zanim ktoś ją otworzy, albo i więcej. Nas wtedy już nie będzie, ale ktoś będzie podobnie wzruszony takim reliktem z przeszłości, jak my dzisiaj.

 

Marie Baumgarten