Die Überreste von 24 zwischen Januar und April 1945 ermordeten Zivilisten aus dem Ort Langgut (Łęguty) sind aus einem Massengrab exhumiert und würdig zur letzten Ruhe gebettet worden. Zum feierlichen Begräbnisgottesdienst hatte Pastor Wojciech Płoszek in die evangelisch-augsburgische Filialkirche in Langgut geladen.

 

Die Pastoren Dawid Banach aus Suwalken (li) und Wojciech Płoszek aus Osterode (re)
Foto: Uwe Hahnkamp

 

Polska wersja językowa poniżej

 

Ein kalter Wind weht über den evangelischen Friedhof in Langgut, die Bäume rauschen, der Ort liegt friedlich im Sonnenschein. Am Ende der Eichenallee von der Kirche zum hinteren Zaun des Friedhofs wartet ein offenes Grab auf die sterblichen Überreste von 24 Menschen, die Anfang 1945 ihr Leben lassen mussten. Der Glöckner der Kirche reibt sich seine kalten Finger und greift dann um 10 Uhr in die Seile der Glocke, die separat in einem kleinen Aufbau hängt. „Soli deo gloria“ steht auf ihr, „nur Gott die Ehre“.

Zur Ehre der Toten stimmen die Blechbläser der Oberförsterei Lautenburg (Lidzbark Welski), die die Feier musikalisch umrahmten, zu Beginn des Gedenkgottesdienstes ein Lied an. Versammelt haben sich in der Kirche neben den Einwohnern des Orts Vertreter der lokalen und der Woiwodschaftsverwaltung, Mitglieder der regionalen deutschen Minderheit und Gäste von der Landsmannschaft der Ost- und Westpreußen in Bayern, die gerade zum Adventstreffen des Bunds Junges Ostpreußen in Osterode weilten.

 

 

Unwürdige und würdige Begräbnisse

Vier kleine schlichte Särge sind in der Kirche aufgebahrt. Sie bergen die Reste der 24 Personen, vor ihnen liegen die Trauerkränze der Versammelten. Der Bischof der Diözese Masuren der evangelisch-augsburgischen Kirche in Polen Paweł Hause erinnert in seiner Predigt an die damalige Zeit und die Schwierigkeit, die Toten angemessen zu bestatten. Nach dem ersten Teil der Feier in der Kirche werden die Särge zum Grab getragen und unter Segensworten von evangelischen, katholischen und orthodoxen Geistlichen hinabgelassen.

Wo genau im Jahr 1945 die Ermordeten verscharrt wurden, das hat die damals 12-jährige Margarethe Wischniewski mit eigenen Augen gesehen. Sie konnte dem Institut für nationales Gedenken (IPN) in Białystok den Platz zeigen. „Die Toten waren nur zum Teil ordentlich in das Grab gelegt“, erklärt Bogusław Łabędzki, der vom 26. bis 30. August die Suchaktion und die Exhumation leitete. „Es blieb eben wenig Zeit zum Beerdigen, weil die Erlaubnis der russischen Verwaltung dazu jederzeit widerrufen werden konnte.“ Dazu kam, dass Anfang der 90er-Jahre ein Brunnen auf der Fläche des Grabes gebohrt wurde. Ob die Knochenfunde damals gemeldet wurden, ist allerdings unklar.

 

 

 

Es war bewegend

Die Identifizierung der Toten läuft, bei zehn der Opfer sieht es bereits gut aus, so Bogusław Łabędzki. Unter ihnen seien eine polnische Zwangsarbeiterin, ein polnischer Mann mit zwei Töchtern und eine Frau namens Teufel. Überraschend für ihn: Margarethe Wischniewski erinnerte sich an einen weiteren Namen. „Da war ein junger Mann, der nicht richtig gehen konnte – Paul Schimmelpfennig. Sie haben ihn aus dem Haus geschubst und erschossen. Und als sein Großvater nachsehen kam, ihn auch noch“, sagt die inzwischen 86 Jahre alte Dame. „Möglich, dass wir bald am Grabmal, das die Stiftung Turnitzmühle (Fundacja Turnitzmühle Heritage Foundation) gestiftet hat, Tafeln mit Namen befestigen können“, hofft Pastor Płoszek. „Es ist schön, dass die polnische evangelische Kirche und die polnische Stiftung sich so für die damaligen, überwiegend deutschen Einwohner einsetzen“, ergänzt Christoph Martin Stabe, der neue Vorsitzende der Landesgruppe Bayern der Landsmannschaft der Ost- und Westpreußen. „Es war bewegend und wir freuen uns sehr, dass wir dabei sein durften.“

 

Uwe Hahnkamp

 

 

Łęguty: Przeniesienie zwłok 24 ofiar cywilnych

Godnie w wiecznym spoczynku

Szczątki 24 osób cywilnych z miejscowości Łęguty (Langgut) zamordowanych w okresie od stycznia do kwietnia 1945 roku zostały ekshumowane z masowej mogiły i złożone w miejscu godnym wiecznego odpoczynku. Nabożeństwo pogrzebowe odprawił pastor Wojciech Płoszek w filii kościoła ewangelicko-augsburskiego w Łęgutach.

 

Członkowie mniejszości niemieckiej i wspólnoty byłych mieszkańców z Bawarii przy grobie
Foto: Lech Kryszałowicz

 

Zimny wiatr wieje nad cmentarzem ewangelickim w Łęgutach, drzewa szumią, a miejscowość leży spokojnie w promieniach słońca. Na końcu dębowej alei wiodącej od kościoła do tylnego ogrodzenia cmentarza otwarty grób czeka na doczesne szczątki 24 osób, które w początkach 1945 roku straciły życie. Dzwonnik kościoła zaciera zziębnięte palce i około godziny 10 chwyta za liny dzwonu wiszącego osobno w niewielkiej konstrukcji. Napis na dzwonie głosi: „Soli Deo gloria”, czyli „Tylko Bogu chwała”.
Dla uczczenia zmarłych, na początku nabożeństwa żałobnego muzycy z nadleśnictwa w Lidzbarku Welskim, którzy zapewnili oprawę muzyczną uroczystości, grając na instrumentach blaszanych, odśpiewali okolicznościową pieśń. Wśród zebranych w kościele byli zarówno mieszkańcy miejscowości, jak i przedstawiciele władz lokalnych i wojewódzkich, członkowie regionalnej mniejszości niemieckiej oraz goście ze wspólnoty byłych mieszkańców Prus Wschodnich i Zachodnich w Bawarii, którzy właśnie przebywali w Ostródzie na spotkaniu adwentowym zorganizowanym przez Wschodniopruski Związek Młodych (Bund Junges Ostpreußen).

 

 

Niegodne i godne pochówki

W kościele na katafalku postawiono cztery niewielkie, skromne trumny, w których umieszczone zostały szczątki 24 osób, zaś przed nimi leżą żałobne wieńce złożone przez zebranych. Biskup diecezji mazurskiej Kościoła ewangelicko-augsburskiego w Polsce, Paweł Hause, przypomina w wygłaszanym kazaniu o tamtych czasach oraz trudnościach, jakie były z odpowiednim pochówkiem zmarłych. Po pierwszej części uroczystości, która miała miejsce w kościele, trumny zostaną przeniesione do grobu i opuszczone do niego pośród błogosławieństw wypowiadanych przez duchownych ewangelickich, katolickich i prawosławnych.

Dokładne miejsce, gdzie w 1945 roku zakopano ciała pomordowanych, widziała na własne oczy 12-letnia wówczas Margarethe Wischniewski, dzięki czemu mogła je wskazać przedstawicielom oddziału Instytutu Pamięci Narodowej (IPN) w Białymstoku.

– Tylko część zmarłych była należycie ułożona w grobie – objaśnia Bogusław Łabędzki, który kierował poszukiwaniami i ekshumacjami przeprowadzonymi w dniach 26–30 sierpnia. – Po prostu nie było wiele czasu na pochówek, skoro zezwolenie wydane przez rosyjską administrację mogło być w każdej chwili cofnięte – dodaje. Do tego dochodził fakt, iż na początku lat dziewięćdziesiątych na terenie grobu wywiercono studnię. Nie wiadomo jednak, czy zgłoszono wtedy fakt znalezienia kości.

 

 

Było wzruszająco

Trwa identyfikacja zmarłych i jak twierdzi Bogusław Łabędzki, udało się już ustalić tożsamość dziesięciu ofiar, wśród których jest polska robotnica przymusowa, polski mężczyzna z dwiema córkami oraz kobieta o nazwisku Teufel. Zaskoczyło go to, że Margarethe Wischniewski zapamiętała kolejne nazwisko. – Był tam młody mężczyzna, który nie mógł dobrze chodzić – Paul Schimmelpfennig. Wypchnęli go z domu i rozstrzelali. A gdy jego dziadek przyszedł zobaczyć, co się dzieje, to jego też – mówi 86-letnia obecnie pani.

– Możliwe, że niebawem będziemy mogli zamocować tablicę z nazwiskami na nagrobku, który ufundowała Fundacja Turnitzmühle Heritage Foundation – mówi z nadzieją pastor Płoszek.
– To miło, że polski Kościół ewangelicki oraz polska fundacja tak angażują się na rzecz upamiętnienia ówczesnych, przeważnie niemieckich mieszkańców – dodaje Christoph Martin Stabe, nowy przewodniczący bawarskiego oddziału Ziomkostwa Prus Wschodnich i Zachodnich. – Było wzruszająco i bardzo się cieszymy, że znaleźliśmy się w gronie obecnych.

 

Uwe Hahnkamp