Marcin Gambiec, radny Rady Miasta Opola, porusza kwestię topniejącej popularności obecnego prezydenta Opola, podkreślając, dlaczego tak się dzieje i w czym upatruje powody tego stanu rzeczy.

Marcin Gambiec, radny Miasta Opola z ramienia mniejszości Niemieckiej/

 

Pana zdaniem Arkadiusz Wiśniewski ma szansę po raz drugi z rzędu zostać prezydentem Opola?

Szanse zawsze są (śmiech), ale nie może być pewny wygranej w pierwszej turze. Pokazał to między innymi wspomniany w naszej poprzedniej rozmowie sondaż „NTO”, który pokazał, że jego poparcie spada. Ba, w innym sondażu, z ubiegłego roku, Arkadiusz Wiśniewski miał jeszcze poparcie 52 procent, co dawało mu wygraną w pierwszej turze, ale już w 2018 roku jesteśmy pewni, że dojdzie do drugiej tury, a za trzy, cztery miesiące może się okazać, że inny z kandydatów albo kandydatka przeskoczy obecnego włodarza Opola. Tak, tak, to zupełnie realny scenariusz, żadne science fiction.

 

 

Co zatem może być bądź jest powodem spadku jego popularności?

Opolanie różnie interpretują politykę Arkadiusza Wiśniewskiego i jego kampanię, która głównie koncentruje się na Facebooku. Inna rzecz, że prezydent skupił się na tym, żeby w swoim biurze prasowym zwiększyć liczbę etatów z jednego do pięciu, co z kolei pokazuje, że jego własny wizerunek jest absolutnie najważniejszy, więc o niego pieczołowicie dba, a mieszkańcy Opola? To inna sprawa…

 

 

W kampanii wyborczej będzie Pan w jakiś specjalny sposób atakował obecnego prezydenta czy wobec wszystkich kandydatów będzie stosował tę samą miarę?

Nie chcę nikogo atakować i nie będę atakować. Skupię się na konkretach, a konkrety w wypadku prezydenta Arkadiusza Wiśniewskiego są, jakie są. Jeżeli chcemy mówić o tym, jak wydatkowane są pieniądze z budżetu miasta, to możemy o tym dyskutować w świetle liczb, a te dla prezydenta są zarówno pozytywne, jak i negatywne.

 

 

No tak, ale budżet miasta rośnie.

Owszem, budżet miasta rośnie, ale nie ma w nim pieniędzy choćby na podstawowe rzeczy, o które mieszkańcy zabiegają. Nie ma na przykład pieniędzy, żeby remontować stare pomniki, są za to na stawianie nowych. Ludzie pragną też nowych chodników, ścieżek rowerowych, których w mieście brak, czy też likwidacji barier architektonicznych. Tymczasem w roku wyborczym miasto skupiło się na tym, żeby były igrzyska, a rzeczy związane z infrastrukturą niestety nie interesują władz. Jest za to zwiększenie w Urzędzie Miasta Opola liczby etatów o kilkaset osób, co związane jest oczywiście z powiększeniem miasta.

 

 

Opole chwali się jednak nie tylko bardzo dobrym budżetem, ale i świetnie wypada w ratingu Fitscha, co Pan na to?

To prawda, ale w związku z tym wydatki miasta urosły, i to znacznie! Jeśli mieliśmy w ratingu Fitcha ocenę, powiedzmy, B, to inaczej byliśmy postrzegani przez przedsiębiorców, którzy też inaczej kreowali nam ceny. Jeżeli jednak jesteśmy w ratingu Fitscha na A i mamy miliardowy budżet, to dla przedsiębiorców jest to jasny sygnał, że stać nas na bardzo dużo, i dlatego ceny poszły zdecydowanie do góry. Efekt? Koszty utrzymania miasta wyraźnie wzrosły, są bardzo duże i mam wrażenie, że Urząd Miasta Opola i jednostki mu podległe nie ogarniają zaistniałego stanu, pomimo że liczba pracowników została znacznie zwiększona. Reasumując – mamy kłopot.

Rozmawiał Krzysztof Świerc