Śpiewają po łacinie, czesku, polsku, nawet włosku, ale jednak głównie po niemiecku. I tak już od 20 lat. Chór Canthabiles, działający przy DFK w Kątach Opolskich, niedawno hucznie obchodził swój jubileusz. Jeden z najlepszych chórów mniejszości powstał początkowo jako chór wiejski, w kwietniu 1998 roku.

 

Chór “Cantabiles” podczas występu na Dniach Kultury Niemieckiej.
Foto: TSKN

 

– Właściwie to był pomysł ówczesnego sołtysa, pana Jana Zająca, który dodatkowo miał wsparcie księdza proboszcza Soboty. Sołtys przyszedł do mnie i zapytał, czy nie chciałbym poprowadzić chóru. Powiedziałem, że nie ma problemu, tylko musi znaleźć ludzi. To akurat nie było trudne, bo w Kątach działał już wcześniej chór parafialny i był też mieszany zespół śpiewaczy. Tak więc byli ludzie, którzy chcieli i umieli śpiewać – mówi dyrygent chóru, Zygfryd Manczurek.

 

 

Kto nie był, niech żałuje

Pierwszy występ nowo powstałego chóru miał miejsce na przeglądzie chórów mniejszości niemieckiej w Walcach. – Ponieważ jednym z warunków uczestnictwa była przynależność chóru do koła DFK, zdecydowaliśmy się, że od tej pory będziemy śpiewać jako chór mniejszości. W Walcach występowaliśmy potem zresztą wiele razy, wielokrotnie również zdobywając pierwsze miejsce – podkreśla dyrygent.
Canthabiles jest chórem mieszanym, do którego poza Zygfrydem Manczurkiem należy jeszcze pięciu innych panów, reszta to panie. – Pewnie, że dobrze by było, gdyby tych mężczyzn było więcej, ale po pierwsze panowie się do śpiewania nie garną. Trzeba ich długo nakłaniać. Po drugie mają jednak mniejszą niż kobiety wiarę w swoje umiejętności, a po trzecie jest ich po prostu mniej, bo wielu pracuje za granicą – wyjaśnia Zygfryd Manczurek. Podkreśla jednak, że trzon chóru właściwie od 20 lat pozostaje niezmienny. Obecnie w Canthabiles śpiewa 25 osób. Jak podkreśla dyrygent, tylko dwóch członków chóru jest spoza Kątów. – To zawsze budzi duże zdziwienie, że właściwie wszyscy są z jednej miejscowości, bo najczęściej inne chóry zasilane są przez śpiewaków z całej gminy – mówi Zygfryd Manczurek.

Członkowie chóru spotykają się raz w tygodniu na próbach. – Przed naszym jubileuszem spotykaliśmy się przez trzy miesiące dwa razy w tygodniu z tego powodu, że repertuar był dość trudny. Śpiewaliśmy z orkiestrą i drugim chórem i do tego była to muzyka filmowa, a więc bez tekstu. Większość chórzystów nie umie czytać nut, więc przyswojenie melodii bez tekstu nie jest takie proste – wyjaśnia dyrygent. Koniec końców wspólny wysiłek się jednak opłacał. Koncert był bardzo udany. – Nie chwalę się, ale z takimi opiniami spotkałem się po koncercie, że niech żałują ci, co nie byli, więc jestem bardzo zadowolony – przyznaje dyrygent.

 

 

Najlepiej w kościele

Canthabiles występował też za granicą, w Czechach i w Niemczech. – Śpiewaliśmy w Norymberdze, w Wesel koło Düsseldorfu, dwa razy w Görlitz, byliśmy też w Rostocku. Występowaliśmy też w Czechach, na przykład w Rymarzowie, gdzie śpiewaliśmy po czesku „Odę do radości”. Tekst znalazłem w internecie, a wykonanie skonsultowałem ze swoim sąsiadem księdzem, który mieszka w Czechach. Sami Czesi byli zaskoczeni naszym czeskim śpiewem – wspomina Zygfryd Manczurek.
Canthabiles śpiewa głównie w kościele, na niemieckiej mszy, podczas uroczystości kościelnych jak pierwsza komunia, bierzmowanie. – W kościele śpiewa się najlepiej. To jest miejsce przypisane do chóru. Do tego w naszym kościele w Kątach jest piękna akustyka. Unikam festynów, występów w namiotach, bo to nie jest miejsce dla chóru. Tam jest za głośno, chór się nie przebije – mówi dyrygent. A piękno, żeby wybrzmieć, potrzebuje ciszy.

 

Anna Durecka