Wochenblatt – Gazeta Niemców w Rzeczypospolitej Polskiej

Wochenblatt – Gazeta Niemców w Rzeczypospolitej Polskiej

Tuesday, July 5, 2022

Ostatnia, która jeszcze „paueruje”

Kiedy dziś mówi się o gwarze śląskiej, wielu od razu myśli o Górnym Śląsku i dialekcie słowiańskim. Język śląski, którym posługiwano się na Dolnym Śląsku, po II wojnie światowej prawie na tym terenie zanikł, ponieważ większość ludzi mówiących tym dialektem została wypędzona. Dziś przedstawiamy Steffi Wróbel, z domu Fuhrmann, która wciąż mieszka na Śląsku i jest chyba jedyną osobą, która nadal „paueruje” po śląsku. Ta energiczna pani mieszka w Sobótce u podnóża góry Ślęży i 30 kwietnia obchodzi 93. urodziny.


Steffi Wróbel pisze wiersze w języku śląskim: – Muszą mieć coś wspólnego z naszym regionem. Pierwszy wiersz był o Sulistrowiczkach (Klein Silsterwitz), miejscu, w którym mieszkaliśmy. Moje serce jest tam do dziś. Prawie każdej nocy śni mi się, że jestem w Sulistrowiczkach, tak wiele tam przeżyłam – przyznaje poetka.
W szkole dzieci musiały mówić w języku wysokoniemieckim. – Bardzo szybko nauczyłam się go od dzieci z wioski. A kiedy wracałam do domu i zapominałam, że mam mówić w języku wysokoniemieckim, mama zawsze dawała mi klapsa. „Ona paueruje” oznacza coś w rodzaju „mówi jak chłop” – wspomina Steffi Wróbel.
Ale wszyscy ludzie, z którymi rozmawiała w języku dzieciństwa, zostali wypędzeni lub wyjechali. – Ze wszystkimi mogłam rozmawiać w dialekcie. Ale wszyscy oni już nie żyją. Kiedy moi znajomi przyjeżdżali w odwiedziny, to też „pauerowaliśmy”. Tutaj nie ma już nikogo, kto by mnie zrozumiał. Kiedy czasem się zapominam, to „paueruję” sama do siebie – mówi.

Dzieciństwo
Ojciec Steffi Fuhrmann był leśniczym w lasach państwowych i często był przenoszony w sprawach służbowych w obrębie Dolnego Śląska. Życie małej Steffi było naznaczone ciągłym przemieszczaniem się, w szkole musiała stale nawiązywać nowe przyjaźnie. Od 1936 r. rodzina mieszkała w Sulistrowiczkach. – W naszej wsi syn właściciela gospody dostał akordeon. Biegał po wsi i brzdąkał na nim, ale nie umiał grać. Poprosiłam go więc, żeby pożyczył mi instrument. Założyłam go i od razu zagrałam melodię! I to nawet z basem! A potem pobiegłam do mamy i powiedziałam: „Potrafię grać! Musisz mi taki kupić!” Na Gwiazdkę Steffi dostaje od taty harmonijkę dla dzieci, ale chciałaby mieć prawdziwy akordeon. W dniu 10. urodzin dziewczynka wpłaca pieniądze na swoje konto oszczędnościowe, rodzice dokładają trochę grosza i jej marzenie się spełnia. Gra ze słuchu, szkoła muzyczna w przypadku jej rodziców nie wchodzi w rachubę. Sąsiadka pożycza Steffi fortepian marki Schiffer. Ale jej szczęście nie trwa długo: – W 1945 r. Rosjanie ukradli mi obie te rzeczy. Wszystko przepadło.

Steffi Wróbel: „Hier ist niemand mehr, der mich verstehen würde.“
Foto: Dariusz Panza/Schlesien Journal

Cezura 1945
Steffi Fuhrmann przeżyła wojnę i front w Sulistrowiczkach, gdzie dorosła. W sierpniu 1945 r. do leśnictwa został przydzielony młody polski leśnik Eugeniusz Wróbel. – Zauważył, kiedy zajrzał do naszej leśniczówki, że mama rozumie po polsku, bo mówiła po „wasserpolnisch”. Powiedział, że nie powinna się bać, że możemy tu zostać, bo on potrzebuje kogoś do prowadzenia domu, kiedy będzie pracował w lesie. I tak po prostu zostałyśmy – wspomina Steffi, która miała wtedy 16 lat. – Wróbel od początku miał na mnie oko. Miałam jednak chłopca z sąsiedniej wioski, którego bardzo lubiłam. Ale potem już nie wolno nam było utrzymywać kontaktów, a on został wysiedlony – kontynuuje Steffi Wróbel.

Polak żeni się w 1947 r. z Niemką
Rodzice Steffi myśleli o wyjeździe do Niemiec, ale nie było ich na listach transportowych. – Powiedziałam im, że mogą jechać, ale ja tu zostaję! Nie chciałam wyjechać. Ale nie byłam jeszcze zakochana po uszy. Nie, naprawdę nie byłam. Mieliśmy za sobą tak wiele strachu, tak wiele ucieczek, i nie wiedzieliśmy, co nas czeka w obcym kraju – wspomina Steffi. Cała rodzina pozostała więc w Sulistrowiczkach, w leśniczówce. – Wróbel nie pozwalał mi nigdzie chodzić samej, pilnował mnie jak małego pieska. A to mnie denerwowało, więc powiedziałam mu: „Ożeń się ze mną albo zostaw mnie w spokoju”. Jako żona miałabym coś do powiedzenia, a nie jako taka służąca!.
W październiku 1947 r. Eugeniusz Wróbel poślubia Steffi Führmann. Życie powoli toczy się swoim torem.

Matura w wieku 41 lat
Język polski nie był dla Steffi żadną przeszkodą, czytała polskie książki, zwłaszcza Sienkiewicza, którego bardzo lubi. Steffi Wróbel została poproszona przez proboszcza w Sulistrowiczkach o zagranie w kościele. Do kościoła pojechała na rowerze, mijając dąb szubieniczny. – Ponieważ młode kobiety z Sulistrowiczek dokuczały mi, nazywając mnie „Niemrą”, postanowiłam zrezygnować. Usiedliśmy w ławce, w której siedzieliśmy również w czasach niemieckich. A one podbiegły i poprosiły mnie, żebym weszła na górę. No to weszłyśmy – wspomina. Od Zielonych Świątek 1947 r. przez prawie 10 lat grała na mszach w Sulistrowiczkach. Następnie rodzina przeniosła się do Sobótki, do nowo wybudowanego domu, co stało się dzięki ambicji Steffi, pomimo braku materiałów. Uczęszczała do szkoły wieczorowej kształcącej leśników w Miliczu i zdała maturę w wieku 41 lat: – Pomyślałam, że mam w sobie jeszcze tyle siły, żeby to zrobić. Nauczyciele zadawali mi trochę więcej pytań, ponieważ jestem Niemką, ale cieszę się, że mi się udało.

Die Heimatsänger
Przez przypadek Steffi Wróbel dowiedziała się o istnieniu Niemieckiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego we Wrocławiu. Dwukrotnie jeździła do Wrocławia w poszukiwaniu siedziby stowarzyszenia i ją znalazła. Natychmiast zapisała siebie i swoje córki do organizacji. W kwietniu 1992 r. jej członkowie umówili się na spotkanie, by wspólnie pośpiewać. I tak oto narodził się chór Die Heimatsänger. – Śpiewaliśmy piosenki, które mieliśmy w głowie, piosenki ludowe. Wtedy nie było jeszcze książek z piosenkami – mówi Steffi Wróbel. Steffi od prawie 30 lat towarzyszy ze swoim akordeonem występom Heimatsänger w Polsce i w Niemczech. Muzyka i miłość do rodzinnego Śląska podnoszą Steffi Wróbel na duchu przez całe życie. – Miałam niełatwe życie, ale modliłam się do Boga i uciekałam do mojej muzyki, i jakoś zawsze wychodziłam z dołków – mówi i się śmieje.

Manuela Leibig

Wspomnienia Steffi Wróbel zostały opublikowane przez NTSK we Wrocławiu pod tytułem „Ich bin eine Deutsche in Polen” („Jestem Niemką w Polsce”). Drugie wydanie jest już całkowicie rozprzedane. Dwujęzyczną książkę można znaleźć w bibliotekach, np. w Bibliotece im Josepha von Eichendorffa w Opolu.

Show More