IMG_0443

Foto: Joachim Makowski

W odniesieniu do stworzenia przez pracowników wojewody opolskiego bazy upamiętnień, w której swoje miejsce mają także niemieckie pomniki, członek zarządu TSKN na Śląsku Opolskim Norbert Rasch stwierdził, że „w narracji historycznej wchodzimy w pewien etap normalności”. Wśród akcentów upamiętniających tzw. Tragedię Górnośląską odsłonięcie pomnika, jak i nadanie miejskiemu skwerowi imienia ofiar Tragedii Górnośląskiej jednego dnia zasługuje z pewnością na szczególną pochwałę, lecz gdy zgłębiamy kontekst inicjatywy w Bytomiu, może on sugerować, że od „normalności”, o której mówi Rasch, wciąż wiele nas dzieli.

Wśród górnośląskich metropolii Bytom z pewnością etnicznie uchodzi za podobny do Opola. To właśnie Bytom stał się pod rządami nadburmistrza Georga Brüninga jeszcze w XIX wieku jednym z najważniejszych ośrodków przemysłowych i jednym z najbardziej nowoczesnych miast w Cesarstwie Niemieckim. 83 lata po jego śmierci polskie władze Bytomia nazwały jego imieniem – mimo wciąż w Polsce obecnych polsko-niemieckich uprzedzeń – reprezentacyjny plac przed ratuszem miasta. Dla wielu przedstawicieli niemieckich placówek dyplomatycznych oraz mniejszości niemieckiej był to nie tylko ukłon w stronę zasług wybitnego samorządowca, ale także wyraz faktycznie stosowanej tolerancji i szerzenia prawdy historycznej, będący przykładem dla innych górnośląskich miast.

Kontynuacją tego trendu miała być wrześniowa decyzja Rady Miasta Bytomia, zgodnie z którą przy ulicy Jana Dzierżonia miał być wzniesiony pomnik ofiar tzw. Tragedii Górnośląskiej, a skwerowi miejskiemu znajdującemu się na zbiegu ulic Jana Frenzla i Jana Dzierżonia, postanowiono nadać nazwę Ofiar Tragedii Górnośląskiej. Obie inicjatywy zaplanowano na 6 listopada. Z wnioskiem do rady miasta zwrócił się sam prezydent Bytomia Damian Bartyla. „Jest sprawą słuszną, aby na trwałe, dla pamięci potomnych, uczcić pamięć wszystkich niewinnych ofiar Tragedii Górnośląskiej” – czytamy w uzasadnieniu rady miasta odnośnie do nadania nazwy skwerowi.

Mimo chwalebnej inicjatywy kontekst uzasadnienia zarówno postawienia pomnika, jak i nazwania skweru nie wszystkim się podoba: – W obu uzasadnieniach ani razu nie użyto słowa „Niemcy”. Gdy czyta się, że wszystkie ofiary były Górnoślązakami, ma się wrażenie, że chce się sprawę podać w zmiękczonej formie, po to, żeby nie użyć słowa „Niemcy”. Jako członek mniejszości niemieckiej wiem, że ofiarami Tragedii Górnośląskiej byli też Polacy, a wielu w plebiscycie na Śląsku głosowało za Polską, nie mam z tym problemu. Byłoby jednak sprawiedliwe, żeby po prostu napisać, że ofiarami Tragedii Górnośląskiej byli Polacy i Niemcy – mówi mieszkaniec Bytomia Joachim Makowski.

Słowa Joachima Makowskiego mogą sugerować, że w polityce upamiętnień Bytomia panują podwójne standardy. Z jednej strony miasto wielbi niemieckiego nadburmistrza, z drugiej – jak relacjonuje Makowski – podczas odsłonięcia pomnika brakowało choćby niemieckiej flagi. Do naszego zapytania, czy miasto celowo unika wymienienia Niemców wśród ofiar Tragedii Górnośląskiej, biuro prasowe prezydenta Bytomia się nie odniosło, przesłano jedynie skany uchwał dotyczących pomnika i skweru. Wśród ofiar Tragedii Górnośląskiej wymienia się tam m.in. powstańców śląskich, weteranów Powstania Warszawskiego czy konspiracji antyhitlerowskiej.

Pomnik oraz skwer w Bytomiu są pierwszymi tego typu inicjatywami w Polsce. Mszę świętą z okazji odsłonięcia pomnika i nadania nazwy skwerowi celebrował biskup gliwicki Jan Kopiec.

Łukasz Biły